Skocz do zawartości


Mendrek

Senior Member
  • Zawartość

    4749
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  • Wygrane w rankingu

    3

Ostatnia wygrana Mendrek w dniu 24 Maj 2013

Użytkownicy przyznają Mendrek punkty reputacji!

Reputacja

-246 Skasuj się człowieku

O Mendrek

  • Tytuł
    Klap 2017 & 2018
  • Urodziny 31.12.1985

Informacje o profilu

  • Płeć:
    mężczyzna
  • Skąd:
    Tam gdzie nie wiesz.
  • Zainteresowania:
    Gry i takie tam.
  • PSN ID:
    ComaPL

Ostatnie wizyty

21588 wyświetleń profilu
  1. Mendrek

    własnie ukonczyłem...

    Dla mnie Journey było też ciekawym doświadczeniem, co prawda nie ujęła mnie metafora, ale generalnie artyzm mi się bardzo spodobał. Jak i również koncepcja przechodzenia tej gry z losowym i anonimowym graczem, która mi się nadarzyła. Był trochę jak mentor, niemniej pod koniec to ja mu pomagałem (nie wiem czy celowo tak się zachowywał, czy serio miał problemy z ogarnięciem). Fajnie, że na końcu ujawniają się nicki, dostajesz tą namacalność i wywołuje to jakąś refleksję. Generalnie gra udana w swojej niezwykłości
  2. Mendrek

    Ostatnio widziałem/widziałam...

    Glass - poszedłem jako ignorant trylogii, bo Niezniszczalnego mało pamiętam, a Splita nie widziałem. Dla kogoś takiego, pierwsza połowa filmu jest lekko psychodeliczna i dałem się wciągnąć w tą grę psychiatry z bohaterami. Całość w swojej infantylności i umowności, przypominała mi komiks, a jednocześnie nie był to film o kolorowych gatkach i pelerynach. Na koniec seansu jakaś laska za mną skomentowała film do swego gacha: "Najzabawniejsze jest to, że ten film był bardzo ch*jowy i bardzo dobry zarazem". I chyba podzielam to zdanie. Potem przeczytałem, że krytykom się nie podoba. Ja nie żałuję seansu. Furia - w końcu nadrobiłem. Kurde, nie wiem czemu, ale spodziewałem się trochę takiego pastiszu i kina akcji. Ostatecznie dostałem ciekawą historię, niczym rozdział wyrwany z całości, albo niczym war story z nowych BF-ów. Jednak zamiast radosnego prania z armat, obejrzałem film w zasadzie o wydźwięku anty-wojennym. Może czasami zbyt nachalnym. IMO z tego dziś powstałby świetny serial w stylu Kompanii Braci. Pozytywne zaskoczenie
  3. Mendrek

    Vega Cinematic Universe

    Byłem wczoraj w kinie i leciał trailer Kobiet Mafii 2. Do tej pory sądziłem, że trailery są po to, by nawet największe g*wno ukryć w jakiś w miarę fajnie zmontowanych scenach, tymczasem Vega w swojej nietuzinkowości w trailerze to g*wno jeszcze wyeksponował. Vega jest w pewnym sensie artystą (bo jednak do tego poziomu słabizny trzeba mieć talent) i Ed'em Woodem polskiego kina zarazem...
  4. Nie ma to jak niedzielę zacząć z muzyką w styl Civilization 2 ;)

     

  5. Super Sidekicks 2 bawi tak samo, jak bawił ponad 20 lat temu w przyszkolnej gastronomii z trzema automatami. Neo Geo to był system! ;)

  6. Mendrek

    Konsolowa Tęcza

    1. Prey - bardzo pozytywne zaskoczenie, niesamowity klimat, dobry storytelling, gameplay to jak świetny drink z Bioshocka, Dishonored, z domieszką Fallouta (3D) i Half-Life. Ponoć tytuł słabo się sprzedał, bo bohater nie wykonywał głupiego tańca i nie miał wiaderka na głowie. 2. Marvel's Spider-Man - najlepszy hero sandbox tej generacji, prawdziwy następca Infamous 2, niesamowita animacja bohatera, licencja dobrze wykorzystana, a nawet porządny fetysz zbieractwa. No i całkiem płynny rozwój postaci, której pod koniec freestyle w walce to istna poezja. To jest ten Spider-Man na którego gracze czekali od początku historii gier. Kto nie grał, ten trąba 3. Uncharted 2 (remaster) - kolejny raz przekonałem się, że zeszło-generacyjne Uncharted to nie moje klimaty. Ja nie przepadam za kinem nowej przygody, nie fascynował mnie zbytnio Indiana Jones. Jasne, gameplay spoko, w drugiej części gry jest nawet przyjemny klimat, robiony dodatkowo świetną muzyką. Ot, przeszedłem. Było ok, ale trójkę sobie już podarowałem. 4. South Park: Fractured But Whole - po udanym kijku, spodziewałem się po prostu więcej tego samego, tylko więcej i lepiej. Dostałem to samo, trochę więcej, ale czy lepiej? Zależy jak na to spojrzeć. Jedynka chyba miała IMO mocniejsze momenty, dwójka za to więcej odwołań do popkultury i generalnie jazda po uniwersum komiksowym. Generalnie bawiłem się dobrze, czekam na kolejną część, gdzie obym dostał więcej tego samego tylko lepiej. 5. Wolfenstein 2: The New Collossus - jedynka była przyjemna, choć feeling strzelania był znacznie lepszy w Doomie. Dwójka na szczęście poprawiła ten aspekt. Dodała niestety więcej skradania. Uważam grę za dobrą, ale też nie rewolucyjną. No może poza fabułą, gdzie scenarzyści pojechali po bandzie i niekiedy gra ocierała się o absurdalny kicz, w pozytywnym tego słowa znaczeniu. I te płyty z niemieckimi utworami! Jedyne czego się mogę mocno przyczepić, to końcówka. Wygląda mi na robioną w pośpiechu i bez zbytniego pomysłu, spodziewałem się czegoś więcej. 6. Yakuza Kiwami 2 - co mogę powiedzieć? Yakuza to Yakuza. Dla jednych nie do przegryzienia, dla mnie dzieło kompletne, którego lepiej nie zmieniać. Gram w Yakuzę i wiem czego się spodziewać. Wychowałem się na beat'em upach, a ta gra to spadkobierca tej ery, tylko ubrany w odzienie dzisiejszych standardów. Do tego przyjemna fabuła, humor i po prostu klepanie po mordach. Tu, tam i wszędzie, jako recepta na każdy problem. Oczywiście gra jest w tym aspekcie auto-ironiczna. Dla mnie ta i każda inna gra z serii , jest jak wielowarstwowe ciastko, które można zamawiać w kółko, aż wygoni nas obsługa, bo chcą zamknąć lokal i iść do domu. 7. Super Street Fighter IV - ot, story mode w bijatyce, co można więcej powiedzieć? Wstawki anime. No i chyba tyle. 8. Shock Troopers: 2nd Squad (ACA NEO GEO) - wspominam o tej grze choćby dlatego, że IMO wyciskała chyba ostatnie poty na Neo Geo. Bardzo ładna i niesamowicie efektowna, choć też i wymagająca (chyba bardzo nastawiona na wsysanie żetonów). Ten 2D jest ładniejszy niż niejeden dzisiejszy indyk. To chyba takie ówczesne AAA wśród 2D. Polecam
  7. Mendrek

    Cyfrowe zakupy growe!

    Mam nadzieję, że nie będę tego Owlboya żałował. Jak wpadnie tu ragus i powie, że nie będę, to pewnie będę...
  8. Mendrek

    Najbardziej niedocenione gierki

    Onrush - gra nawet dobrze oceniona, niedoceniona przez graczy. Moim zdaniem za porażkę odpowiedzialni są marketingowcy z Codemasters. Za grą ciągnęły się od początku dziwnie krzywdzące opinie. Że gra "to nie Motostorm" (i że niby przez to jest zła?), bo ludzie oczekiwali Motostorma (IMO formuła tegoż nieco się przejadła). Że to nie wyścig, co jest pół-prawdą jedynie, gdyż owszem nie ma tam klasycznego ścigania, a gra wymusza (dosłownie) bycie pośród innych (bo to combat racing), ale jednocześnie jadący z przodu dostarczają więcej drużynie (np. więcej czasu przy przejeżdżaniu przez bramki, albo mogą wcześniej zająć pole punktowe). Ludzie narzekają na to, że gra wybrakowana - nie do końca, bo nie dano nawet grze szansy na dalszy rozwój (widać po wielu opcjach i założeniach, że gra miała być niczym usługa wzorująca się dodatkowo na Overwatch - a temu też wiele brakowało na początku w porównaniu z tym co doszło później). Codemasters od razu zrobiło z Evolution kozły ofiarne i wywaliło większość składu. Pomimo tego, gra nadal ma eventy, nowe skiny i dostała niedawno cztery nowe trasy. Ludzie wypieli się na tą grę, za to rzucili się na słabiej oceniane (ale lepiej promowane) The Crew 2. Teraz gra doszła do Game Pass i dali ją w PlayStation Plus i nagle w grze zrobiło się tłoczno, bo ludzie zobaczyli, że to fajna gra. Zwłaszcza w multiplayerze i gdy ogarnie się system zderzeń. Ilość "chamówy" jaką można wyrządzać jest mega rajcowna. Gra wymaga nieco taktyki, przez co nie ma tam praktycznie klasycznych takedownów z filmową kamerą. Jednak moment, gdy wytrącasz kogoś z trasy, a ten miotając się zalicza dzwon na drzewie - mega satysfakjonujące. Szkoda, że nie dano tej grze szansy. Pomimo tego, nadal jest to pozycja dająca mnóstwo frajdy. Polecam zostawić single player szybko (po tym jak nauczymy się systemu) i przejść od razu do multiplayera. Tam gra rozwija skrzydła. Spec Ops: The Line - kolejna gra mocno niedoceniona, która owszem - rozgrywką starała się kopiować nieco Gears of War, tak posiadała ciekawą fabułę o tematyce anty-wojennej. Końcowy plot twist i kilka możliwych jego rozwinięć, mocno zapadł mi w pamięć...
  9. Mendrek

    PlayStation Classic

    Powiem tak, wygrałem w konkursie, nie mam bólu tyłka, za to potrafię się bawić dobrze na tym sprzęcie. Taki Mr. Driller relaksuje lepiej niż jakikolwiek indyk, który ostatnio grałem. GTA 1 da się też ogarnąć, pomimo że PAL i generalnie trochę brzydkie - zrobiłem trzy misje i przypomniały mi się fajne, dawne czasy. Battle Arena Toshinden w pierwszym podejściu to parodia bijatyki, ale po kilku fajtach wczułem się - a kiedyś dla mnie to była najlepsza bijatyka na PSX (bo miałem to i Tekkena 1 XD). Persona jako dungeon crawler o dziwo spoko, na myśl przywiewa dzisiejsze Dangonroppa, a bez poradnika łatwo się pogubić. Nie zestarzał się Abe, acz tutaj też bez poradnika nie podchodź, gra jest powalona jeśli chodzi o sekrety, które wypada zaliczyć by mieć dobre zakończenie. Mało grywalny jest Tekken 3 w PAL, gdy już zasmakowało się 60 klatek (ale i tak lepszy niż Toshinden). Destruction Derby - spoko, chociaż dość słabo z zawartością, podobnie nieco ma się Twisted Metal - czuć, że to były początki. W Ridge Racer i MGS dokucza brak analogów, a Rainbow Six jest niegrywalne bez nich. O dziwo, fajnie (acz topornie) bez analogów da się w Syphon Filtera pograć. W ogóle poraża pewna toporność tego wczesnego 3D. Aha, sprzęcik jest bardzo fajnie wykonany, chociaż przez tą lekkość, mam wrażenie że to bazarowa podróbka XD No ale nadal bardzo zgrabna i ładna, a pady - ok, nie wiem czemu ktoś tu narzekał, ale mi w Tekkenie 3 rzeczy dobrze wchodzą. Znaczy się pewnie ten krzyżak mógłby być lepszy, bo pamiętam że w Dual Shockach jak się wyrobiło go, to potrafiłem Zangiefem w SFA 3 wykręcać lariaty 720 (kosztem odcisków) Dla mnie ten sprzęt to okazja by zaliczyć kilka gier, które pominąłem. Plus powrót do wspomnień. Nie pamiętam jak te gry działały w przeszłości, w dupie mam Digital Foundry i doczepianie się tego czy tamtego, biorę to jak jest i co? I jakoś da się grać w to przyjemnie
  10. Mendrek

    własnie ukonczyłem...

    Yakuza Kiwami 2 - ta Yakuza jest dla mnie w pewnym sensie zaskoczeniem na wielu poziomach. Po pierwsze - po Yakuzie Kiwami 1 spodziewałem się lekkiego remake'u, czyli wierne odwzorowanie części, która się zestarzała i na to trzeba przymknąć oko. Tymczasem dostałem pełnoprawną, wypchaną po brzegi nowym contentem, stworzoną na silniku Yakuza 6 część na ponad 40 godzin (i to bez wymasterowania całości). Zaskoczenie kolejne, to sama część jest bardzo samodzielna i nie odnosi się w tak mocny sposób do pozostałych odsłon. Jasne, są w niej odwołania, ale generalnie bez nich mogłaby być spokojnie spin-offem. Po trzecie, ta część jako jedyna ma chyba tak typowo bondowski wątek miłosny, co IMO pasuje dziwnie do wypełnionej karykaturalnymi maczoizmem i useksualizowaniem kobiet (tak jakby marzeniem każdej było zostanie hostessą i dołączenie do haremu właściciela), na które zwykle przymykało się oko, bo to taka jedna z wielu głupotek serii (która pomimo poważnych fabuł, nie powinna być brana zbyt poważnie). Mógłbym też ponarzekać na subquesty, które w tej części nie urywają tyłka i poza kilkoma zabawnymi wyjątkami (odwołującymi się też do znaków tamtych czasów), służą najczęściej jako dostarczyciele członków naszych działalności - mamy tu wyciągnięty z Yakuzy 0 klub z hostessami (tym razem kabaret) polegający na zarządzaniu wyglądem hostess i doborze ich przed i w trakcie godzin otwarcia dla klientów, oraz wyciągnięty z Yakuza 6 kreator klanu, będący połączeniem strategii taktycznej i tower defense (musimy jednostkami bronić sprzętu przed falami wrogów) z elementami rozwoju ekwipunku i żołnierzy. Obie minigry, pomimo że znane, bawią po prostu świetnie i stanowią drugą wielką frajdę obok przechodzenia fabuły (zwłaszcza że obie te elementy posiadają własną linię fabularną i subquesty). Reszta jak w innych Yakuzach, czyli łażenie po mieście, klepanie ryjów, żarcie, koloseum, rozwój stylu walki. Ten ostatni jest jeden, ale rozbudowany, a wypełnianie subquestów daje nam też czasami dodatkowe heat actions z postaciami którymi pomogliśmy (np. laska sado maso rzuci nam swój pejcz, którym sklepiemy dosłownie tyłek wrogowi, a ona jeszcze wciśnie obcasa w przyrodzenie zakapiora, że aż nas zaboli). Generalnie albo lubimy Yakuzę, albo nienawidzimy. To chodzona bijatyka naszych czasów i spadkobierca Shenmue. Nie wprowadza rewolucji do serii. Dla miłośników Goro Majimy, chyba rzutem na taśmę wrzucono kilka krótkich epizodów pobocznych z nim (będących prequelem nieco dla głównej fabuły), ale IMO brak rozwoju i mało heat actions, sprawia że po głównej grze te epizody są męczarnią straszną. Fajnie pograć chwilę Goro Majimą, zobaczyć zabawne cutscenki, ale ja nie dałem rady ukończyć i obejrzałem resztę filmów na YouTube. Moim zdaniem chyba zrobione na szybko i na siłę, bo ludzie chcieli sobie psycholem pograć. I tyle. Podsumowując: bawiłem się tak samo świetnie jak przy pozostałych Yakuzach, a części bliżej do Yakuza 6 i Yakuza 0, niż do Yakuza Kiwami 1. Co jest jej zaletą i warto ją nabyć
  11. Wszyscy znamy te dawne, osiedlowe legendy o ziomku, który strasznie lamił w Tekkena 3, ale po wypiciu kilku głębszych rozpykiwał wszystkich, w dodatku grając Leiem i stosując tylko styl pijanego mistrza Mając 18 lat, można legalnie ubijać Rathalosy na bani defaultowym sprzętem, próbować splatynować Hotline Miami 2, oraz nadziwić się ej czmu Fallpwut 747 ma takiee sabe o ceny??// Czy dane było Wam grać w tytuły nie będąc pod wpływem alkoholu? A jeśli tak, to w które z nich (o ile pamiętacie) grało się Wam najlepiej (możliwie lepiej niż na trzeźwo?). Czy Wasz skill wzrasta pod wpływem alkoholu w jakiejś grze? Jeśli chodzi o mnie, to od zawsze najlepiej mi się grało w Carmageddony wszelakie, szczególnie w jedynkę na PC i na PSX, bo po prostu nie trzeba się nawet starać by przejeżdżać ludzi, a ubawu po pachy. W FPS-ach staję się mega-agresywny, co może i kiedyś pomagało, ale przy obecnym zalewie drużynowych strzelanek, bardziej szkodzi i wk*rwia współgraczy z drużyny Pomaga to za to przy battle racerach, gdzie takedowny wchodzą często falami niczym w transie. Niestety, legendarne trudne gry typu Nioh czy Monster Hunter, nie stają się dla mnie łatwiejsze, a w bijatykach lamię i bywam dla ludzi mniej miły, ten tego...
  12. Wszystkiego najlepszego gracze, jak zwykle co roku życzę, abyśmy mniej byli ruchani przez branżę i dostawali więcej hitów ;)

  13. No właśnie. Czasy się zmieniły, bo staliśmy się bogatsi i wybredni. Branża zaś stała wielką machiną marketingową, która wchłania setki tysięcy owiec i przerabia je na fanatyków jeszcze na kilka miesięcy przed premierą gry. Czasami hype jest tak duży, że strach coś złego powiedzieć o grze, ba czasami wręcz ma się wrażenie, że wpadają w tą pułapkę sami krytycy. Hype to potężne tornado i biada temu, który odważy się pójść mu na przekór. Już lepiej zamknąć się w piwnicy i przeczekać. Ok, kupujemy grę. Do ostatnich sekund instalacji ekscytacja buzuje w nas niczym wulkan. Odpalamy grę. Ok, zaczyna się niepozornie. Ale dajmy jej szansę, przecież dostała takie wysokie oceny i ludzie piszą, że jest dobra! No musi być dobra wtedy. Prawda? Tak? Gramy dalej, ale coś tu nie gra, nie trybi. Po godzinie mamy dość i zastanawiamy się, czy aby faktycznie jesteśmy normalni, albo może to z grą coś nie tak? A nie chwila, przecież oceny, ludzie, opinie, forum. Na następny dzień zaczynamy drugą turę. Po tygodniu gry mamy dość i ląduje na kupce pt. : "Do ogrania kiedyś, być może, jak najdzie ochota". A potem wchodzimy znowu na fora i czytamy jak to każdy chcę grę kupić. Dopiero po miesiącu, gdy hype upada, ludzie też niemrawo zaczynają krytykować to i tamto. Ale kto kupił, ten spija teraz to piwo, które hype nawarzył. Znajoma sytuacja? Kurde, jak dla mnie bardzo często. Nawet nie liczę momentów, gdy przehype'owana gra "nie weszła" mi. Pragnąłem w nią grać, zmuszałem się, bo "przecież musi być dobra, GOTG i w ogóle". W końcu jednak odpuszczałem. Było mi głupio. Napaliłem się, kupiłem na premierę, nie chce czuć się wyruchany, więc nie sprzedaję od razu. Bo "kiedyś ogram", wszak nie wypada tak dobrze ocenianej gry nie przejść. Gdy patrzę na półkę, widzę kupkę pudełek. Liczby w cyfrowej bibliotece przestały wzbudzać dumę, a bardziej niespełnienie. A jak tam u Was? Często ulegacie hype i kupujecie grę, w którą potem nie gracie? Jakie gry skusiły was hype'm, a zawiodły gameplay'em? Jeśli chodzi o moje mocne przykłady: RDR 2, Horizon: Zero Dawn, Dishonored 2, Elite: Dangerous. Pewnie by się coś jeszcze znalazło. Aha. JESZCZE WAŻNE JEDNO. Nie twierdzę, że te gry są złe. Po prostu mamy różne gusta, ale czasami hype przesłania nam zdrowy rozsądek, który zadaje pytanie: "Ok, fajnie, ale czy to faktycznie gra dla mnie?"
  14. Wielką wadą Yakuza Kiwami 2 (a także każdej innej części) jest to, że kiedyś się kończy. Jak można robić tak dobre gry, które się kończą? Barbarzyństwo...

    1. devilbot

      devilbot

      Nie kończą się nigdy są jak Call of duty zaraz dorobią yakuza 9,10,11 itd.....

    2. _Be_

      _Be_

      Problemem jest to, że ciągle te crapy wydają 

  15. Mendrek

    PlayStation Plus vPS4

    Onrush kupiłem na premierę i nie żałuję ani złotówki, pomimo że gra słabo się sprzedała (obwiniam marketing i słaby single player) i szybko potaniała, to bawię się do dziś (nawet przed chwilą grałem). Grze należy dać szansę i szybko wbić do multiplayera, gdzie pokazuje pazur. Im dłużej się gra, tym bardziej się grę rozumie - jeździ się taktycznie, nieco drużynowo i wbrew pozorom opłaca się jechać przodem - gra jest po trochu wyścigiem. Do tego świetna muzyka, która jest dynamiczna - zmienia się w zależności od tego co się dzieje w grze (i są to utwory komercyjne). SOMA mam, ale boję się trochę tej gry. Jako szczyl bałem się szalonych maszyn bardziej niż ksenomorfów. Ta gra uderza w moje głęboko skrywane lęki. Niemniej jest niezwykła i ma świetną fabułę. Stein's;Gate jest nietypowe. Przez ponad pół gry wydaje nam się dziwną mieszanką komedii i teenage soap opery. A potem uderza z buta i kopie do końca. Jest też trudna w osiągnięciu "true ending". Bez jakiegoś poradnika, jest to bardzo skomplikowane. Trzeba byłoby być jakimś geniuszem dedukcji by tak pokierować wydarzeniami, by owe zakończenie odkryć. Ale warto przejść i dwa razy Iconclast dodałem do koszyka na wypadek promocji, bo widziałem jak jakiś Azjata grał na Twitchu i mega mi się spodobało. No i Sony chyba zobaczyło, że dodałem i zrobiło mi prezent
×

Powiadomienie o plikach cookie

25 maja 2018 roku zacznie obowiązywać w Polsce Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako "RODO", "ORODO", "GDPR" lub "Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych"). W związku z tym prosimy o zapoznanie się ze zaktualizowaną Polityką prywatności Polityka prywatności.