Resident Evil 4 Remake (ps5) 20 lat temu grałem w RE4 na ps2. Zapamiętałem niektóre sekwencje z wioski, zamku, starcia z bossami czy final bossa. Ale to raczej migawki z przeszłości, więc granie w remake było dla mnie jak zupełnie nowa gra. Co mogę powiedzieć, grało się świetnie. Strzelało się wybornie we wieśniaków, kultystów i inne maszkary. Zwiedzałem sobie Leonem lokacje powoli (w horrorach biegam tylko kiedy muszę, albo gra tego wymaga), lizałem ściany, zebrałem wszystkie skarby. Jest kilka momentów stricte horrorowych, ale gra raczej niczym nie przestraszy. Kolejny raz utwierdzam się w przekonaniu że gry w zamkniętych lokacjach sprawiają mi więcej frajdy niż open worldy. Po skończeniu odpaliłem sobie na youtube oryginale RE4 by zobaczyć co pozmieniali w remake, i jest tego sporo. Już wiem czemu nie kojarzyłem Luis Serry, bo jego historia jest zupełnie inna w RE4 R. No i dodatek Separate Ways. No tak się powinno robić dodatki. Zajął mi 6 godzin, i choć Ada stąpa po znanych lokacjach, zwiedza też kilka nowych. I choć spotyka na swojej drodze znanych przeciwników z kampanii Leona, to ma też swojego ekskluzywnego prześladowcę. 35 godzin łącznie zajęło mi skończeni podstawki + dodatku, co jest jak dla mnie idealnym wynikiem jak na grę singleplayer. Bawiłem się świetnie i nie nudziłem ani przez chwilę. Wrócę za jakiś czas na wyższym poziomie trudności. Świetna robota Capcom.