Skocz do zawartości
View in the app

A better way to browse. Learn more.

Forum PSX Extreme

A full-screen app on your home screen with push notifications, badges and more.

To install this app on iOS and iPadOS
  1. Tap the Share icon in Safari
  2. Scroll the menu and tap Add to Home Screen.
  3. Tap Add in the top-right corner.
To install this app on Android
  1. Tap the 3-dot menu (⋮) in the top-right corner of the browser.
  2. Tap Add to Home screen or Install app.
  3. Confirm by tapping Install.

Bzduras

Patroni
  • Dołączył

  1. Play Anywhere znaczy "zapłać raz, masz kopię gry na konsolę i PC, możesz grać na jednym sejwie między tymi urządzeniami". Akurat tutaj nie ma się do czego doczepić, zwłaszcza gdy gra po czasie dostaje wsparcie dla PA, tak jak np. MGS Delta - kupiłem sobie na konsolę, parę miesięcy później dostałem wersję na PC za frajer jak wpadło do programu.
  2. Pan Capcom to jednak fachowiec jest, bardzo dobre porty.
  3. Bzduras odpowiedział(a) na Shen temat w Resident Evil
    Obstawiam, że średnia z metakrytyka Komu to potrzebne, a po co? A dlaczego?
  4. Bzduras odpowiedział(a) na Rayos temat w Graczpospolita
  5. Bzduras odpowiedział(a) na odpowiedź w temacie w Graczpospolita
    To będziesz pan zadowolony. Ja wszedłem z nastawieniem "to gierka Sudy, wiem na co się piszę, dawać to" a wyszedłem zawiedziony. Próbuj, co najgorszego może się stać? Jedynie wydane siano może trochę boleć.
  6. Bzduras odpowiedział(a) na odpowiedź w temacie w Graczpospolita
    Romeo Is A Dead Man - oj, zbierałem się do szerszego spojrzenia na tę grę przez kilka dni, bo wbrew pozorom nie jest to wcale takie łatwe i oczywiste jak mogłoby się wydawać. Najnowsze dzieło Sudy jest jak cebula w Shreku, ma warstwy i każda następna jest trochę inna od poprzedniej. Warstwa numer jeden to to, co gra chce rzucić w gracza najbardziej - trademarkowa otoczka dziwności, z której znany jest pan Goichi od lat i która zaskarbiła mu status oraz estymę, jaką cieszy się wśród społeczności swoich fanów. Romeo zaczyna z grubej rury serwując nam sekwencje FMV które zostały nagrane przy pomocy praktycznych efektów specjalnych, z przejazdem przez ręcznie wymodelowane na makiecie miasto w którym mieszka tytułowy bohater, dziwaczne plansze tytułujące poszczególne rozdziały oraz elektroniczną muzykę, która nie daje chwili oddechu i atakuje bębenki uszne jak przeciętny gracz nową hinduskę w iksboksie, hehe. Zaraz potem umieramy, ale nie do końca bo dziadek głównego bohatera ożywia go urządzeniem wbijanym w oko, a które to przekształca prawie martwego protagonistę w całkiem żywego badzieja, który dostaje do dyspozycji parę broniek białych i parę broniek palnych. I tak oto zaczynamy swoją służbę w przestrzenno-czasowym FBI, poszukując czterech badguyów, skacząc po miejscówkach dziejących się w różnych dziesięcioleciach poprzedniego wieku, jednocześnie poszukując wybranki naszego chłopka-roztopka, którą jest - a jakże - Julia. Tak przy okazji to Julka jest kolejnym zagrożeniem dla kontinuum czasoprzestrzennego i każdy świat (bądź wymiar), w którym się pojawia zostaje zniszczony. Taki setup mamy i prowadzi do to serii przeróżnych wydarzeń, które ni cholery nie sklejają mi się w całość i pewnie zaraz jakiś jutuberek połata to w jedno wykorzystując metafizykę, równania Bernoulliego oraz trzy kwiaty dla szerszego kontekstu. Ja, jako zwykły szary graczyk z Polandii oceniam historyjkę na "kupy dupy się nie trzymającą" i po napisach końcowych wcale nie jestem bliższy zrozumienia tego wszystkiego niż gdy byłem na ekranie startowym gry po raz pierwszy. Warstwa numer dwa, czyli gameplay. No tutaj to jest słabo, nie ma co się czarować - są jakieś systemy i mechaniki, ale sporej części z nich na dobrą sprawę mogłoby nie być. Bazowo RIADM jest slasherem, ale uboższym od stareńkiego DMC1. Niby są cztery bronie palne, niby są cztery różne bronie białe, niby są skille w postaci Bastardów (czyli hodowanych w glebie zombiaków mających różne właściwości w walce które musimy własnoręcznie zebrać niczym marchewki czy inne warzywko), ale... No nie wiem, nie czułem, żeby jakoś bardzo mocno transformowało to rozgrywkę. Jasne, zmieniają się animacje ataków, każdy gnat różni się trybem czy typem strzału (zwykła pukawka, rakiet lanczer, machine gun, shotgun), tylko co z tego skoro wykorzystanie ich unikatowych właściwości jest mocno kontekstowe? To samo z bronią białą, można wszystko olać i całą grę przejść od początku do końca standardowym mieczykiem, nic nie stracimy. Jest jakiś rozwój bohatera, upgrade broni, wspomniane hodowanie zombiaków i wykorzystanie ich potem w walce... i to w sumie tyle? Mało. Dwa czy trzy combosy na krzyż, unik, atak specjalny po wypełnieniu paska i elo, baw się 15h (to pokazuje mi zegar na sejwie, konsola wskazuje bliżej 20h). Nie dziwię się szermacowi, że dał sobie z nią spokój na sam koniec - trzeba mieć dużo tolerancji na prostotę żeby dotrwać do napisów końcowych. A, jest jeszcze tak zwany Subspace, czyli sekcje dziejące się w jakimś takim odpowiedniku VR. Nudne, wizualnie okropne i nieciekawe. Do tego dorzucamy backtracking w tych miejscówkach (ostatnie dwa rozdziały to mordęga) i... no, to nie pykło totalnie. Warstwa numer trzy, czyli systemy towarzyszące. Tutaj jest trochę lepiej, wspomniałem o rozwoju bohatera i warto się nad tym trochę pochylić. Upgrade broni białych i palnych jest standardowy, ma cztery kategorie i za zbierane tu i ówdzie przedmioty podnosimy sobie jedną z nich. Drzewko rozwoju postaci z kolei jest ciekawsze, bo podane w formie labiryntu, przez który lecimy sobie małym chujstwem i zbieramy interesujące nas usprawnienia oznaczone ikonkami. Bardzo fajna rzecz, trzeba sobie pokombinować żeby nie kręcić się za dużo w kółko i nie marnować zebranych zasobów na "puste przejazdy". Obok tego mamy też Bastardy i to jest klucz do sukcesu w tej grze. Podczas normalnej rozgrywki zbieramy sobie nasiona, te nasiona można zasadzić na statku kosmicznym którym porusza się nasza ekipa i po jakimś czasie wyciągnąć z gleby zombiaka, który po wyekwipowaniu daje nam jakiś określony skill. Mamy latające drony z karabinkami, Zombiala bin Ladena szarżującego z pasem szahida na wrogów żeby radośnie eksplodować, ziomka zamrażającego wrogów i jeszcze z tuzin innych łebków, po użyciu których wracają na cooldown. Bastardy można ze sobą łączyć żeby podnieść im statystyki, co w pewnym momencie zabiera sporo czasu i jest niemal wymagane do sukcesu. Oprócz tego jest też krafting przedmiotów w postaci gotowania curry, a które można z czystym sumieniem olać - przedmioty po zużyciu i zgonie nie wracały do puli, a że możemy mieć w ekwipunku całe jedno curry z danego typu to po prostu dałem sobie z tym spokój i zrobiłem po jednym do aczigmenta. Coś jeszcze? Chyba tyle. Forma wszystkiego fajna, ale jest tego mało. Warstwa numer cztery - styl ponad treść. To jest zdanie, które idealnie określa całą tę grę. Tak mocno skupiono się na tym, żeby wszystko podać w oryginalnej formie, że zapomniano o wypełnieniu tego jakąś sensowną wkładką. Mamy więc taki bieda-slasher na który bardzo fajnie się patrzy i w zasadzie w dowolnym momencie można spojrzeć na ekran, a będzie tam coś co podniesie brewkę. Czy to wymieszany w tyglu koktajl z różnych art styli skaczących od anime przez ruchomy komiks, 16-bitową grafikę czy animację rodem z Adobe Flash w której tle leci japoński rap, czy wariację na temat horroru i stealth. To jest coś, co trzymało mnie przy ekranie - co jeszcze te chinole wymyślą i co wskoczy na ekran za chwilę? Do pewnego momentu ciągnie to grę całkiem mocno, ale przeplatane powtarzalnym i słabym gameplayem w pewnym momencie nie wystarcza. Bo jasne, fajnie obejrzeć sobie taką psychodeliczną wstawkę, ale gdy nie idzie za tym ekscytacja z perspektywy powrotu do grania w grę to coś chyba jednak poszło nie tak. Niewykorzystanym potencjałem są też przeróżne dziesięciolecia, po których się poruszamy. 2000? '90? '80? Miałem mokro w majtach na myśl, co tam wymyśli Suda i jak wykorzysta potencjał tych odmiennych czasów (a nie powie mi nikt, że ten pomysł nie ma potencjału), by dostać w pysk totalnie niezwiązanymi z tym miejscami. Lata osiemdziesiąte mają do zaoferowania więcej niż jakieś generyczne centrum handlowe panie Goichi, tyle panu powiem. Równie dobrze można było odpuścić sobie tę otoczkę, bo lokacje po których się śmiga nijak nie łączą się z koncepcją i są zwyczajnie levelami, które ktoś nazwał "o, to lata dziewięćdziesiąte, idź sobie do psychiatryka". Co? xD Warstwa numer pięć i ostatnia - technikalia. Romeo działa na UE5, wygląda jak gra z epoki późnego PS3 i rusza się w miarę przyzwoicie na konsoli. Chciałbym się poprzyczepiać, ale to indie produkcja więc nie oczekiwałem wiele i wiele nie dostałem - całość dociąga się jakoś do linii z napisem "poprawnie", na pewno nikogo ten tytuł nie zachwyci oprawą, ale też nie powinien odrzucić. Muzycznie jest dobrze, japońsko, są bengiery techniawkowe, są rapsy, są melodyjne linie, OST bardzo udany. I taki jest ten chiński Romeo - obiecuje dużo, dowozi bardzo mało. Po czasie który spędziłem z grą oceniam ją na 6.5/10 - fani Sudy mogą zagrać, reszta niekoniecznie. A jeśli kogoś naprawdę interesuje ten tytuł to poczekajcie na promocje, solidne promocje. W pełnej cenie nie warto, lepiej zagrajcie w Killer is Dead albo No More Heroes.
  7. Bzduras odpowiedział(a) na Josh temat w Ogólne
    Ta, pierwsze rozdziały są wymagające, ale później zaczyna się droga przez mękę. Normal absolutnie wystarczy.
  8. Jak zawsze jakaś niemyta rura wzięła i nie podziękowała.
  9. Możesz sobie ustawić u obu postaci TPP albo FPP, albo TPP u Grace i FPP u Leona, albo jeszcze odwrotnie.
  10. No dział Xbox to już jako "retro do wspominek" może funkcjonować, od peceta jest osobny dział, a w tym kierunku to idzie. Może jakiś nowy się przyda, "Rozmowy o AI" czy coś.
  11. Bzduras odpowiedział(a) na Ukukuki temat w PC
    GOG Galaxy. Gdyby to było któreś z tych to by wysłali kod zniżkowy i elo, a nie robili otoczkę tajemnicy. Okaże się w czwartek.
  12. Ja mam nadzieję, że posłuży mi bezawaryjnie jeszcze długo. Konsola jako sprzęt jest zajebista w opór.
  13. Bzduras odpowiedział(a) na Ukukuki temat w PC
    Hmmmm.
  14. Bzduras odpowiedział(a) na Josh temat w Ogólne
    Wiele z tego co pisze szermi to racja, bo gameplay jest tak powtarzalny, że momentami trzeba się zmusić żeby naciskać guziory. Niby to slasherek u podstaw, a masz do dyspozycji dwa combosy plus supercios plus strzał z gnata. Tylko w kontrze do niego mnie tutaj niosło właśnie wszystko oprócz gameplayu - muzyka, te przeróżne wstawki 2D, 3D, anime, komiksowe, jakieś klipy robione we flashu po grzybach i tak dalej. I tak naprawdę to było warte wysiedzenia piętnastu godzin jak dla mnie, ale nie dziwi mnie chęć wywalenia tego w kąt, bo miejscówki są słabe, Subspace to tragedia i nawigowanie po tym to jakieś nieporozumienie zwłaszcza na koniec, a fragmentów ciągnących się jak guma od majtek jest za dużo. Raczej doświadczenie niż gra, bo jako gra im dalej w las tym bardziej się to nie broni. I na drugą nóżkę, gdzie indziej wyłowimy z boilera zombie-lachona w stroju Rambo który pomaga nam strzelając z dwóch M16? Poczekajcie na głęboką promkę, i to taką głęboką. Gra nie jest warta premierowej ceny, co nie znaczy, że i tak nie spędziłem z nią fajnych 15 godzinek. Raczej jednak już ich nie powtórzę, raz wystarczy.
  15. No to już można pożegnać Xboxa oficjalnie, enshitification osiągnęło szczytową formę.

Account

Navigation

Szukaj

Configure browser push notifications

Chrome (Android)
  1. Tap the lock icon next to the address bar.
  2. Tap Permissions → Notifications.
  3. Adjust your preference.
Chrome (Desktop)
  1. Click the padlock icon in the address bar.
  2. Select Site settings.
  3. Find Notifications and adjust your preference.