-
Ostatnio widziałem/widziałam...
Mercy / 90 minut do wolności - z braku laku szukając czegoś krótkiego włączyłem sobie Pratta próbującego przez rzeczone 90 minut obronić się w futurystycznym sądzie opartym o AI. Dostajemy taką trochę bieda wersję Raportu mniejszości, ale film skutecznie stara się przyciągnąć do ekranu przez różne sposoby pokazywania zdarzeń - to mamy kamerę w smartfonie, to z drona, z body-cam, z samochodu, fajnie się to przeplata i dodaje dynamiki. Pratt niestety wypada najsłabiej, bo widać miejscami, że się chłop aż męczy i tylko odbębnia kontrakt. Historia prosta, choć nawet miejscami sili się na jakieś twisty. Typowy średniaczek. 6/10
-
Ostatnio widziałem/widziałam...
Send Help - Raimi w swojej klasycznej formule horroru, groteski, gore i czarnej komedii. Film klimatem spokojnie mógłby robić za coś co powstało 10 czy 20 lat temu. Niby są jakieś twisty, ale komunikowane dość łopatologicznie, więc bez większych zaskoczeń. Rachel daje radę i ciągnie cały film. Taki sobotni przyjemniaczek. 6.5/10
-
Ostatnio widziałem/widziałam...
Mandalorian i Grogu - Favreau odrobił pracę domową, poczuł duch Lucasa, zapomniał o nowej trylogii i o S3 Mando i zrobił film w klimacie klasycznych Star Wars. Fakt że najlepiej będą się bawić ci, którzy znają serial, bo nie ma nawet pół minuty wyjaśnienia kto jest kto i po co, za to od razu lądujemy w środku akcji i z wyjątkiem 3/4 filmu i chwilowego spowolnienia wynikającego z fabuły to akcja trzyma się wartko przez cały czas. Jesteśmy rzucani na różne planety, pojawia się mnóstwo stworów i droidów, do tego łowcy nagród i Nowa Republika. A w tle sporo fan serwisu / listu miłosnego do SW - to sobie w tle biega BD-1, to widać montaż pojazdów republiki, to w oddali mignie jakiś znajomy statek, to na widowni przedstawiciel znanej z oryginalnej trylogii rasy itp. itd. I jest to tak ładnie wplecione, że nie czuć nachalności. Co mnie zaskoczyło na plus to spora ilość praktycznych efektów specjalnych, w tym animacji poklatkowej(!). W sumie najsłabiej wypada Zeb, bo czuć tu niski budżet rodem z serialu, ale do reszty nie ma się co przyczepić. Fabularnie nic spektakularnego - Mando robi kilka fetch questów jako najemnik republiki, nic więcej. Obawiałem się, że wrzucenie Hutta jako jedną z głównych postaci będzie trochę biedne, ale Rotta błyszczy jako postać, aktorsko głos dobrany bardzo dobrze i wygląda przekozacko. Mando świeci się w zbroi jak psu jajca. Grogu rośnie na niezłego Jedi i jest kapitalnie uroczy w każdej niemal scenie. A show kradną Grogu w spółce z małymi mechanikami - ich akcja to nieustanny banan na twarzy. No nie mam się za bardzo do czego przyczepić bo bawiłem się przednio, nie łapałem się za głowę, nie przewracałem oczami tylko chłonąłem dobrą zabawę. Jest to film w miarę lekki, z dobrym progiem wejścia dla młodych i fajnie rozwija serial. Nie wiem jaka przyszłość czeka Mando, ale życzę im hajsiwa żeby dalej robili takie filmy a nie takie sezony jak S3 Mandalorianina. 8/10
-
Wody, napoje, soki itp.
Jadą na nostalgii jak na wysłużonej klaczy, ale kurła, flashbacki ze sklepiku szkolnego wróciły, 9/10
-
The Boys - 2019 - Amazon Prime
Dla kogoś znającego komiks finał jest już znany, jedyne pytania dotyczą tego jak zostanie to pokazane. Póki co ten sezon niczym się specjalnym nie wyróżnił, ale też trzeba oddać sprawiedliwość, że komiks przy końcówce też trochę stracił powera. I nie sądziłem, że można zrobić postać bardziej wkurwiającą niż Skyler White, ale Hughie walczy z nią mocno o pierwsze miejsce.
-
NETFLIX
Kasztanowy ludzik (sezon 2) / Zabawa w chowanego - nawet nie sądziłem, że będzie drugi sezon. Pierwszy był w miarę klimatyczny, odpowiednio skandynawsko-ciężki i zamykał się w sumie w jednej historii. Tymczasem tu mamy kontynuację po kilku latach gdzie ponownie spotykają się główni bohaterowie - policjantka Thulin i zblazowany śledczy Hess. Żeby nie spoilerować to śledztwo tym razem kręci się wokół morderstw powiązanych ze stalkowaniem i na światło wychodzi też stara sprawa sprzed lat, która może być z tym powiązana. Główna oś czyli sprawa morderstw jest dość ciekawa, nie odbiega za bardzo od skandynawskich szlagierów, jest trochę twistów, nawet wątek polski się przewija. Słabiej za to wypadają osobiste dramy pomiędzy bohaterami, ale może to skandynawski folklor, do którego nie jesteśmy przyzwyczajeni. Odcinków jest niewiele, więc można pochłonąć w 1-2 dni. Całościowo takie 7/10.
-
Co ostatnio jadłeś/piłeś?
Z dojrzewających to ostatnio jadłem iberico belota i o jezuniu jakie to dobre
-
Mortal Kombat
Byłem, podobało mi się, o niebo lepszy od jedynki, wrzuca w samo serce akcji bez zbędnego pierdololo. Fajne smaczki typu areny The Pit, fatale, różne ciosy, efekty dźwiękowe. Mówimy o filmie na podstawie gry, gdzie różne stwory w kolorowych rajtuzach wyrywają sobie kręgosłupy i w tej kategorii to jest pełne guilty pleasure. W sumie najbardziej średnio (poza końcówką) wypadł Johhny, którego chciano zrobić głównym bohaterem z uwagi na angaż Urbana, ale show częściej kradną mu inni. Growy Cage z ostatnich odsłon był zdecydowanie lepiej poprowadzony jako postać. Tak czy inaczej dla fana to mokry sen i życzę im co najmniej trzeciej części.
-
Mortal Kombat
Rok 2026 a ludzie nadal oglądają spoilerowe trailery a potem narzekają, że nic ich w kinie nie zaskoczyło.
-
System reputacji
Czuję trochę elektroda.pl vibes
-
System reputacji
Rok 2026 a chłopy, którym już kolonoskopia puka do drzwi debatują o plusikach na forum. Życie jest piękne.
-
Co ostatnio jadłeś/piłeś?
Post pod postem, ale city break w Rumunii przynosi kolejne smaczne ciekawostki. Bukareszt i Rumunia jako całość mega mnie zaskoczyły a trzymany w głowie archetyp "Rumuna" runął już chwilę po wyjeździe z lotniska. Zgadzam się, że to miasto kontrastów, ale to ile jest tam pięknych i zadbanych budynków, Ile się dzieje inwestycji, ile jest ludzi wszędzie i jaki fajny klimat to dawno mnie tak kraj nie zaskoczył. Jedzeniowo mamy mix kuchni tureckiej, słowiańskiej i bałkańskiej. Podstawą podstaw są mici, czyli rumuńska wersja cevapi, z dodatkiem wieprzowiny i inaczej doprawiana. Grillowane na żywym ogniu, jedzone z musztardą i pieczywem, popijane piwem to żelazny punkt kuchni. Absolutnym klasykiem i najlepszym miejscem na zjedzenie jest Terasa Obor obok największego targu owocowo-warzywnego w Bukareszcie. Przaśne miejsce z wiecznie dymiącym grillem gdzie spotykają się lokalsi z każdej grupy społecznej mieszając się z turystami i kupując mici po 5 zł za sztukę. Nie można tego miejsca przegapić i choć jestem wyzwawcą cevapów to na bank jeszcze pojadę tam kiedyś nawet na jeden dzień na same mici. Planując wycieczkę do Bukaresztu na 200% traficie na dwie knajpy. Pierwsza z nich Caru Cu Bere to najstarsza knajpa w mieście, z pięknym wystrojem, pełna turystów, z występami na żywo, tańcami i niestety tylko średnim jedzeniem. O ile zakuska (dip z bakłażana) czy tradycyjne flaki na kwaśno w śmietanie (ciorba de burta) były nad wyraz smaczne to talerz mięs pozostawił niedosyt - twarde, suche, średnie. Dla wystroju i na piwko spoko, ale coś więcej to słabo. Druga z knajp to Hanu lui Manuc, mieszcząca się w starej powozowni, z ogromnym dziedzińcem, otwartym grillem, tarasami na piętrach, piwnicami z winem i również występami na żywo. Jedzenie ciut lepsze, ale nierówne. Tutaj płaci się za klimat, jedzenie trochę schodzi na drugi plan. Mix mięs z ziemniakami i kiszoną kapustą był ok, ale nie dygnął. O wiele lepszym pomysłem była wizyta w City Grill, bo mimo że w centrum to i taniej i smaczniej. Tutejsze różne rodzaje mici były 9/10 a sarmale (mięsne gołąbki zawijane w kiszoną kapustę) z mamałygą (czyli ichniejszą wersją polenty) 10/10. Na zwieńczenie został klasyczny rumuński deser czyli papanasi - pączki podawane na ciepło, z wydrążonym środkiem, do którego lana jest śmietana z konfiturą owocową a na wierzch idzie smażony środek z pączka. Kosmicznie dobre i dekadenckie a jedzone w La Mama, którą polecam, bo ma fajne zestawy degustacyjne różnych dań, więc można sobie potestować. A na koniec coś bez czego Rumuni sobie nie wyobrażają dnia czyli wszelkiego rodzaju precle lub przekąski z ciasta francuskiego. Sklepy z tym znajdziemy dosłownie na każdym kroku, jest to w opór tanie (precel za 1.50 zł) i w biegu super opcja bo zawsze świeże.
-
własnie ukonczyłem...
That's what he said.
-
własnie ukonczyłem...
A może przeszedł na YT? Liczy się?
-
własnie ukonczyłem...
To już kwestia indywidualnego podejścia do oceniania (a jak słusznie zauważasz każdy ma swoje) oraz tego ile jesteś w stanie wybaczyć w imię tego, że grasz w grę z jednego ze swoich ulubionych uniwersów. Backtracking, ogromne levele, beznadziejne znajdźki - wszystko zgoda, ale mimo tego nie obrzydziło mi to gry na tyle żeby się przy niej źle bawić. Miejscami zmęczyła, zostawiła ogromny niedosyt, ale to nadal wyjebana w kosmos historia ze świata SW z epickimi starciami i smaczkami, które każdego fana pieszczą w mosznę. Jeśli zostawią twórców w spokoju przy następnej części, pozwolą im swobodnie decydować o kształcie gry a oni wyciągną wnioski z tego co nie zagrało jest szansa na top-tier.