Treść opublikowana przez ogqozo
-
Final Fantasy VII Rebirth
W każdej grze są zboczeńcy. W sumie jakby potraktować to jako czysto grę akcji, to Odyn (przynajmniej pierwszy) może nie być skomplikowany i ktoś może nawet nie zauważyć, że inni płaczą. "Wystarczy" unikać wszystkich ataków i używać dowolnych z wielu dość prostych metod zadawania obrażeń (chociaż wielu takich fanów akcji może się naciąć na Reprisal, który i tak zmusza do przemyślenia podejścia - da się jednak to zrobić, bo, spoiler alert, Reprisal działa tylko na skille ATB, a w Rebirth są też synergy skills, którymi da się dużo zabrać, jak się wie kiedy) i pewnie da się tak wygrać walkę na prostaka. Opis w Asses jest w tej walce nieco mylący, jak ktoś unika obrażeń i dużo i szybko ich zadaje to wystarczy tak naprawdę. Geniusz systemu walki Rebirth jest jednak taki, że jest BARDZO elastyczny w aspekcie RPG i akcji. Teraz mamy duże nastawienie na idealny blok, ale też mamy materię, która po wymaksowaniu daje nam bardzo duże okienko na ten perfect blok. Jest wiele takich wsparć, które można sobie samemu pobudować, bo materii, umiejętności i możliwości jest mnóstwo, no mnóstwo. Kto się czuje pewnie z blokowaniem i unikaniem, może pójść w zupełnie inne rejony, a kto inny może wykorzystać levelowanie i ekwipunek i zbudować taki team, który nie będzie wymagał zaawansowanego klikania w samej walce i i tak przeżyje. I to na różnych stopniach zaawansowania jest prawda czy to na zwykłych bossów, czy ten powalony boss ruch Chadleya na hardzie. Final Fantasy XVI poszło na kompromis, który nadal rozumiem - naprawdę wiele osób na świecie nie interesuje się takimi grami, jak Rebirth. Wiem, czemu zrobili taką grę. Ale Rebirth pokazało, że kompromis nie jest potrzebny. Można mieć wszystko. Efektowne walki esperów, które powalają animacjami. Ekscytującą szermierkę 1-na-1 Cloudem. Ekipę walczącą razem. Zarządzanie składem, build jednej postaci, build ekipy. Trening. Współgranie wielu czynników. Przydaje się też refleks i wyczucie akcji. Wpływ naszej eksploracji na odczuwalny rozwój ekipy. Masa, masa rzeczy, z których można korzystać, i fajnie, ale do przeżycia wcale nie trzeba. A do tego TAKŻE wielki i spójny świat, który pod koniec gry możemy naprawdę "poczuć", przemierzając z lewa do prawa, i jasne, nie jest ten aspekt specjalnie ciekawszy niż klasyczne mapy świata z jRPG-ów,poruszanie się jest powolne i nic się nie dzieje, dziś to nie pociąga, ale udało się i to oddać tak dobrze, jak jeszcze nikt nie zrobił, z widoczkami i spójnością miejscówek, które zwiedzaliśmy przez poprzednie 100 godzin z detalami. Nie każdy to lubi, nie ma takiej gry że każdy lubi. Ale kurczę, sam ten 12. rozdział jakby wydano jako osobną grę, to bym przyznał że supersympatyczna gierka warta na pewno normalnej ceny dużej gry. Potencjał wydaje się nieskończony. Może po skończeniu FF7, Square-Enix będzie w stanie doić markę dalej i rzucić kasę na przykład na "Final Fantasy 7: Final Fantasy 8 Remake"?
-
Rise of the Ronin
Słaba gra popularnego gatunku nadal sprzeda się lepiej, niż dobra gra niepopularnego. To nie jest wybór twórców, tylko gejmerów, klientów. Taki Days Gone został zjechany w recenzjach badziej niż Ronin, a i tak sprzedał dużo więcej sztuk za wysoką cenę, niż każdy wybitny, pomysłowy, oryginalny, 90-95 na Mecie indyk. Na forumie też miał dużo więcej fanów niż owe lepsze gry innych gatunków.
-
Final Fantasy VII Rebirth
Nie będę jednak ściemniał, kilka minigierek w "ostatecznym minigierkowym wyzwaniu" może być naprawdę ciężkie, ale palmę pierszeństwa w kompletowaniu gry jednak mają walki. Te dodatkowe są naprawdę, naprawdę ciężkie, w sumie już począwszy od Odyna pod koniec gry gra naprawdę testuje możliwości, no ale powiedzmy że częścią gry jest obniżenie siły tych summonów hehe, a potem spora część Harda potrafi naprawdę być ciężka, a ostateczne wyzwania potrafią wprowadzić w depresję. Co za kapitalny pomysł na walkę w ogóle. Jak kolesiowi się znudzi brak wyzwania, to cię zabije. Myślę, że to metakomentarz do fanów "trudności" gierek i narzekania na FF XVI. Być może opis w Assess powinien być bardziej zgodny z tym, jaki faktycznie jest mechanizm tej walki, bo może zmylić. W każdym razie walki z tym typem naprawdę zrobiły na mnie początkowo wrażenie "jak ja to kurwa mam przeżyć" hehe. W sumie ostatnia plansza (Czwarta na hardzie) Fort Condor to chyba jedyna rzecz, przy której uznałem, że potem to zrobię i poszedłem dalej. Może to źle, bo już przez poprzednie siedem miałem jakąś wprawę i wyczucie może, a teraz kiedykolwiek do tego wrócić i znowu rozkminiać może będzie tylko ciężej.
-
Stellar Blade
Twórcy zawsze mówili że to jest action RPG, któremu najbliżej do Niera Automaty, jego głównej inspiracji (choć wymieniono też Sekiro i Bayonettę), i że mocne nastawienie gry jest na buildy bohaterki i świat i opowieść itd. To raczej forumek z kolejną grą, choćby miała tytuł Final Fantasy, jest zawiedziony że jak to twórcom nie udało się zrobić Devil May Cry.
-
Final Fantasy VII Rebirth
No, wszystkie nie, np. Fort Condor nie polega hehe, i już mam problemy. 3D Brawler jest praaawie jak "wciśnij podany przycisk", ale jednak trzeba czytać ciosy i już się męczyłem srogo. Bonusową piosenkę zrobiłem za pierwszym razem na B, a na perfecta to nie wiem, czy zrobię, może potem jak będzie czas.
-
Final Fantasy VII Rebirth
No w sumie nieco mnie dziwi że ludzie tyle gadają o "trudności" gier, a potem jest problem z sekcją że przez minutę trzeba wciskać przycisk napisany na ekranie. W sensie dla mnie praktycznie wszystko inne w grach jest trudne poza tym żeby wcisnąć dokładnie podany przycisk w dokładnie podanym momencie. Niestety praktycznie wszystkie gry polegające na graniu muzyki wyglądają tak, że nie grasz faktycznie melodii jaką słyszysz, tylko jakiś inny akompaniujący wariant. Tutaj też tak jest, co może dodatkowo rozczarowywać, bo PRAWIE się udało, jest całe sterowanie pozwalające normalnie zagrać każdą nutkę, zawsze ta sama nutka to to samo miejsce - niestety nie da się zrobić perfecta grając "na słuch" bo w kilku kluczowych momentach melodia i przyciski się rozmijają. Myślę, że myląca może być domyślna prędkość przesuwu, bo przy tak wolnej, człowiek może mieć problem ogarnąć szybsze sekcje dokładnie, mija zbyt wiele czasu pomiędzy pojawieniem się a wciśnięciem i jest za wiele przycisków naraz w tych kilku momentach. Na każdej da się nauczyć piosenki na wyczucie, ale chyba na domyślnej jest to trudniejsze. Ogólnie jednak to wszystko wydaje mi się trudniejsze od takich gierek, że po prostu wciskasz przycisk. A parę takich mniej oczywistych jest tutaj. Np. zdziwiłem się że nikt nie jęczy na sekcję że się rzuca Cait Sithem. Próbowałem ją robić na 10/10 tak jak Square chciało, touchpadem, ale no kiedy twórcy gier pogodzą się z tym, że ten touchpad to do niczego się nie nadaje poza tym żeby go wciskać do włączenia mapy jak jakiś ogromny Select. Poszło od razu po przełączeniu na sterowanie gałką, no ale opcja była... To jakbym obniżył poziom na easy... Ogólnie sekcja że sterujesz Cait Sithem była dla mnie ciężka i niezgrabna, zwłaszcza te trzy walki solowe.
-
NBA
Cały czas gra się coraz mniej i coraz mocniej się min-maxuje wysiłek, nie ma co porównywać. W ostatnim sezonie tylko 9 graczy miało choćby po 36 minut na mecz, kiedyś był to dziesiątki w całej lidze i uważano to za jakąś typową średnią, 36, choć niejeden grał i ponad 40 jak Iverson czy Garnett. Thibs ma reputację mordownika, ale akurat np. w sezonie 2010-11, Rose jakoś się strasznie nie wybijał... Monta Ellis grał więcej minut, Durant grał więcej minut, LeBron, John Wall, Blake Griffin, Deron Williams, Eric Gordon... A propos rozgrywających z przeszłości, Suns podobno podpisali na próbny kontrakt Isaiah Thomasa. On też ma 35 lat i kiedyś był gwiazdą, "prowadząc Boston do wygranych" rzucając masę punktów. Przez następne 7 lat, Thomas zmieniał klub 13 razy, ale nigdzie nie przekonał. Thomas nie będzie oficjalnie najniższym graczem w NBA, bo w składzie Nets pozostaje Jacob Gilyard (173 cm). Temu to niestety się też skończyła bajka raczej. Pisałem niegdyś o jego zaskakująco przyzwoitej grze dla Memphis - jasne, tylko dlatego, że skład został dosłownie wręcz zdziesiątkowany, ale jak na to, że miał być kompletnie nikim z daleka od NBA, to nawet coś tam grał. często ponad 20, ponad 30 minut, a Memphis przegrywało, ale potrafiło powalczyć. Jednak Gilyard nie podbił NBA, Memphis ostatecznie rozwiązało kontrakt, podpisał go Brooklyn, ale na razie nie dostał tam ani minuty. Strona NBA nadal podaje też Markquisa Nowella (170 cm), który jednak tak naprawdę jest zdelegowany do ekipy D-League w Toronto. Na razie nie ma więc nikogo, kto tak naprawdę GRA w NBA mającego poniżej 180 cm.
- Final Fantasy VII Rebirth
-
Final Fantasy VII Rebirth
Wciskasz przyciski napisane na ekranie. Melodia faktycznie nie jest oczywista i niestety nie da się grać na słuch, bo w paru sekcjach niektóre ewidentne nuty głównej melodii grasz, a inne nie, ale cała kwestia to wciskać co jest podane. Może być warto zwiększyć prędkość przesuwu, może się wtedy mniej mieszać kolejność i bardziej zmienić się we "wciskasz to co widzisz w momencie jak to zobaczysz". Na A poszło mi za pierwszym razem, na perfecta faktycznie zeszło kilka prób (i bardzo fajnych), ale te komentarze na temat tego kawałka mi pomogły hehe, bo początkowo w ogóle przeszedłem tę sekcję nigdy nie trafiając do hotelu. Kurczę, ile tam jest jakichś pobocznych pomieszczeń w Cosmo Canyon. A tam było faktycznie pianinko, trochę postaci i zawsze przydatna Chakra. Ogólnie zawsze można mieć wątpliwości do zmian w grze. Np. motyw muzyczy Cosmo Canyon oczywiście jest świenty, ale też jakoś mi szkoda, że nie jest bardziej trybalny, że nie ma w nim okrzyków "HU! HA!" do rytmu, kurde czy tylko ja zawsze sobie wyobrażałem, że powinny tam być? Obecna instrumentalizacja jest spoko, po prostu inna, niż ja bym to zrobił. Nie dostaliśmy w Cosmo Canyon jednej z ładniejszych scen z oryginalnego FF7, ale też rozumiem, że w oficjalnej historii to miejsce zawsze było tak naprawdę tłoczne od pielgrzymów... po prostu przez ograniczenia produkcyjne w praktyce w FF7 wyszło ono praktycznie jak kemping, żeby bohaterowie sobie sami posiedzieli przy ognisku na luzie hehe. Czytając wywiady, robi wrażenie, ile rzeczy w Rebirth twórcy tak naprawdę zawsze zamierzali zrobić. Np. że dopiero po wydaniu gry kapnęli się, że w grze nie ma żadnych śladów przyjaźni Tify i Aerith, i uznali "kurde, oczywiście że one się przyjaźnią, widocznie nie wstawiliśmy żadnych scen w których gracz to faktycznie widzi hehe". I tak dalej z dość wieloma rzeczami. Niesamowite, że jednak je mogli zrobić po prawie TRZYDZIESTU latach. Spartakus PSX Extreme czy giereczka o głaskaniu chocobo? "Eat a dick, lactic acid" to najlepszych cytat z gry.
- Final Fantasy VII Rebirth
-
Final Fantasy VII Rebirth
Rebirth nadal jest do tyłu za Xenoblade'em i nie można obniżyć sobie levelu, więc akurat z przeciwnikiem na 70 levelu nie da sięc już sprawdzić hehe. No ale takie mam wrażenie. Ten akurat jeden boss (no, paru), jak ty masz 50 level, jest po prostu słabszy na dynamic niż na normalu. Nie robiłem kopania danych, jakie dokładnie ma statsy. Ale takie mam wrażenie. Poproście kogoś, kto ma 50 level, żeby włączył tę walkę w obu trybach. Ale różnica nie jest tak ważna, jak niektórzy może myślą. Ogólnie za dużo gadacie o poziomach trudności, które nie są tak znaczące do tego, co jest faktycznie ciekawe w tej grze. Przy tych bossach ważne jest często podejście. W tej grze można przecież nawet bez zmiany materii i ekwipunku tę samą walkę rozegrać zupełnie inaczej, bo np. stagger wpadnie z odpowiednim momencie, nie zmarnujemy limita na moment desperacji, będziemy mieli szybko gotowe 3 levele limitów u każdej postaci, będziemy mieli gotowy na czas odpowiedni ward albo nabicie staggera u Tify albo Caita z setkami lucka, albo też użyjemy jednej z wielu metod na obniżenie obrażeń lub skupienie jej na jednej postaci, albo będziemy mieli nielimitowane MP na decydujące czary, albo... Jest tyle bardzo mocnych taktyk, które jednak wymagają specyficznego ustawienia ich, ale jak wyjdą, to pozwalają na rzeczy niemożliwe przy po prostu "życiu chwilą" - to jest najważniejsze w tych dodatkowych walkach, a nie sam level. Walki w FF7 Rebirth są jak granie na gitarze, możesz dać nawet tę samą gitarę z tym samym sprzętem 10 ludziom i każdy zagra na niej w swoim stylu.
-
Final Fantasy VII Rebirth
Te walki da się zrobić na 49 levelu, zwlaszcza na dynamic, ale łatwo nie będzie. Trzeba raczej mieć COŚ co zatrzyma ich finalne ataki, acz jest kilka różnych metod na to. Przy odpowiednim setupie i taktyce na pewno jednak do zrobienia na 50 levelu na dynamic, na normalu może być ciężko. Po zaliczeniu wszystkich questów, ten ostatni za zrobienie wszystkiego jest naprawdę ciężko, są dodatki u Chadleya które są tylko na Hard, i te to już są absolutnym testem możliwości nawet na max levelu. Materia Exp up dotyczy jednej postaci, i raczej nie ma sensu jak dla mnie, bo pod koniec gry levele nabijają się tak szybko. Lepiej poświęcić czas i slota na levelowanie kluczowych materii jak elemental. Po przejściu gry dostajemy 3x Exp i nawet na normalu maksymalny level szybko wpadnie przy robieniu praktycznie czegokolwiek.
-
NBA
Gradey Dick ma dużą rolę w NBA od niedawna, ale już mam dość wszystkiego w mediach na ten temat lol. Dzisiaj Anthony Black podszedł do niego po meczu i ewidentnie kombinował, żeby wymienić się koszulkami, z wielkim uśmiechem.
-
Luźne gadki
- Luźne gadki
Wow, to nie była taka futbolowa nawalanka że trzymaj mnie Grażyna bo nie ręczę za siebie, serio wszyscy nawalali się jak porządne patusy hehe. Szczerze mówiąc to popłakałem się ze śmiechu oglądając wszystkie powtórki, kurva ten Batshuayi to jest mistrzowskie XD- NBA
Myślę, że mecz dostarczył. W ostatnim pół minuty, Murray trafił kapitalną trójkę, Doncić trafił kapitalną trójkę na wyrównanie, a potem równo z syreną Kyrie Irving oddał niesamowity rzut. To będzie jeden z tych sławnych momentów, przez które ludzie będą myśleć, że Irving tak ogólnie jest sto razy lepszy niż jest hehe. Świetna też dramatyczna końcówka w Detroit, gdzie Pistons nie są już najgorszą ekipą w lidze. Tą jest Washington, który po pierwszej połowie przegrywa z Bostonem różnicą prawie 30 punktów... W obu ekipach brak wielu podstawowych zawodników.- Primera Division
Atletico przegrało z Barcą bodaj 50 raz z rzędu (u siebie Atleti przegrywa co roku praktycznie tylko z Barceloną hehe), ale i tak można powiedzieć chyba, że Lewandowski jednak zalicza znowu pewien powrót do formy. Kapitalny pokaz, co widać po samych golach - bystry, żwawy, z szerokim repertuarem, zaangażowany w całą akcję... No i całkiem skuteczny, od początku lutego strzelił 7 goli. Powrotu do dominacji z czasów Bayernu pewnie nie będzie, ale wygląda to w ostatnim czasie całkiem dobrze, a dzisiaj było genialnie. Najlepszy mecz Lewandowskiego w tym sezonie. No, przynajmniej od jesieni, gdy wyróżniał się na plus mocno w meczu przeciwko Wyspom Owczym. No i w jedenastce JESZCZE JEDEN siedemnastolatek, bo dzisiaj na lewej obronie niejaki Hector Fort. Niesamowite, że z jednej strony ten klub wydaje szaloną kasę, na którą go nie stać, i wiecznie prześladuje go za to La Liga i krąży widmo upadku, a z drugiej strony w tym meczu, bardzo dobrym meczu, zagrała MASA nastoletnich wychowanków: Yamal, Cubarsi, Fort, Fermin Lopez, z ławki Vitor Roque, Marc Casado... A gdyby nie kontuzje, graliby przecież jeszcze Gavi, Balde oraz nieco starszy (21-letni) Pedri. Girona znowu przegrała, i tak kończy się raczej sen, spadli z drugiego miejsca. Wszystko wraca na miejsce - Real i Barcelona na czołowych pozycjach. Na ich szczęście, Atletico też sporo przegrało ostatnio, więc szanse na LM dla Girony nadal wydają się wysokie.- Final Fantasy VII Rebirth
Na chama miałem wieelkie problemy z niezabiciem przydupasów od razu. Okazało się, że bardzo trudno znaleźć ataki, które są szybkie I mocne I nie walą nikogo dokoła. Udało mi się na razie to zrobić tylko Yuffie latającą dokoła i unikającą wszystkiego, nie było to aż tak powolne, ale kurde bardzo wyjątkowa walka w tej grze, nie wiem czemu tę jedną tak mocno dojebali hehe. Tak, parokrotnie pojawiają się nowe poziomy rzeczy w Gold Saucer, chyba za każdym razem gra o tym informuje, zależy to tylko od postępu glównego wątku.- Final Fantasy VII Rebirth
- Final Fantasy VII Rebirth
Nie mam pojęcia, jak to zrobiłeś tym sposobem lol. Barrett jest masakrycznie wolny jak na to, ile razy trzeba uniknąć deathening screecha, żeby to przeżyć. Czasami domino zaczyna się walić kilka ataków do przodu, nie da się tak bardzo uniknąć jednego, by tak bardzo uniknąć drugiego... by ostatecznie uniknąć deafening screecha. Wszystkie akcje poza uciekaniem przed gnojkami - nawet zwykły atak - wydają się możliwe prawie tylko wtedy, gdy wykonują screecha, bo w każdym innym momencie ryzyko screecha jest zbyt duże. To jest gorsze niż prawie każdy boss w Soulsach. Tankowość wiele imo nie daje w tym przypadku, bo przegrywa się walkę nie przez utratę HP, a przez to że za dwudziestym albo setnym razem się nie uniknęło deathening screecha i tyle. Myślałem o Baretcie, bo jako jedyny ma atak fizyczny z dystansu, więc walka nie trwa pół godziny jak z Yuffi zanim go zabijesz, ale to wydaje mi się prawie niemożliwe do zrobienia, próbowałem godzinami dziś i nie. Swoją drogą cienkie jest to że ten symulator nie daje opcji włączenia menu, w Remake też tak było, wydaje mi się że nie? Zamiast po prostu zmienić setup do tych zarąbistych walk, trzeba wyjść z symulatora, słuchać tego pierdolenia Chadleya i przeżyć najdłuższe loadingi w całej grze za każdym razem.- Final Fantasy VII Rebirth
W ogóle to tak. Eksploracja jest generalnie super. Sam nie wiem, jaki jest idealny balans między "zbyt proste to wszystko, latasz po płaskim do punktu A i tyle" a "nie chce mi się myśleć jak dotrzeć do tego punktu", ale ostatecznie kompromis jest znacznie lepszy, niż się spodziewałem. Gra nie każe tyle myśleć, co niektóre, ale jest bardzo ciekawie. Można było pójść i w jedną, i w drugą stronę, i też mogłoby być dobrze, ale to, co jest, wypada bardzo fajnie. Super, że Square-Enix oparło się pokusie robienia pod tym względem wiedźminówki i zrobiło raczej coś jak tradycyjne gierkowe lokacje, tylko bardzo duże, niż to co zazwyczaj się widzi jako "open world". W Rebirth nie ma prawie w ogóle jakiegoś latania po lesie bo trzeba, jest bardzo gęsto i lata się z celem. Chociaż czasem lubię sobie ot tak pobiegać dokoła, żeby się nacieszyć jak to wygląda. Kurna, co za widoczki całą grę. Nie ma jednak innego powodu. Gra wszystko mówi. Czy to dobrze czy źle, że nie ma np. takiego kombinowania i sekretów o których nikt nie mówi jak w starszych Xenoblade'ach, trudno powiedzieć. Ale też nie było dla mnie oczywiste, że np. właśnie nie będzie wszystko dosłownie narysowane kreską, podświetlone dosłownie wykrzyknikiem, jak to bywa w hiciorach plejstejszyn. W końcu Square ma raczej tendencję, żeby nawet w korytarzowych grach było podświetlenie że np. możesz wejść na drabinę, albo przejść przez jakieś bardzo widoczne przejście. Te rzeczy tu dalej są. pozostałe z Remake'u (jest taki moment np. po paradzie że idziemy po dachu i wszędzie podświetlone ikonki że jedyny kierunek jaki widzisz możesz obrać...), ale nowe rzeczy są w większości z innej paki, bardziej szanującej podstawy ogaru gracza. Nie jestem ostatecznie oburzony na chocoby, ale na pewno brak możliwości sterowania kamerą jest kontrintuicyjny. Nie tylko on, cała fizyka też, ale kamera pod prawą gałką to taki standard, że każdy ma to chyba w instynkcie i może denerwować odstawienie tego bez widocznego powodu. Podobnie w sumie jak wychylenie lewej gałki do przodu i wciśnięcie jej, to też podstawowe ruchy, które trzeba na chwilę zapomnieć. Szczerze mówiąc, dobrze, że jest internet, bo gdybym nie zajrzał, to bym tej minigierki z lataniem mógł nie przeżyć ze wściekłości na brak ogaru, jak to konkretnie działa z opuszczaniem się, pikowaniem i podnoszeniem się. A może bym zczaił po kilku minutach, nie wiem. A dwa że mógłby być fast travel do punktów, gdzie wzlatujemy do góry, bo chociaż tak naprawdę rzadko one mają takie znaczenie, jak się na początku wydaje, to myślę że sporo osób spędziło sporo czasu ("sporo", kwestia sekund w sumie lol) nawracając do nich. Okej, w sumie to jak pomyślę to tak naprawdę dobrze wskazali, czego szukać, dając teleporty do miejsc do szybowania, a nie do tych wentylatorów, w sumie pochwalam decyzję ostatecznie. Fajnie też np. że jak podchodzimy do punktu gdzie można użyć chocoba, to on sam do nas podchodzi bez zachęty i naturalnie się pojawia. Jest trochę nadal rzadkiej w grach fizyki zwierzaków i pojazdów, np. kiedy chocobo może pozostać rozpędzony po dość płaskim lądowaniu z szybowania i od razu biec rozpędzony. Jeden Fajnal, a o tylu nowych rzeczach pomyślano.- NBA
Casualom śpiącym w nocy warto przypomnieć, że czekają nas jak co roku magiczne dwa tygodnie wcześniejszych meczów z racji na zmianę czasu na letni. I tak jutro z racji ponadto niedzieli będą najwcześniejsze mecze w roku, Bucks-Suns już o 18, Mavs-Nuggets o 20:30 itd. W sumie to te dwa mecze zapowiadają się dobrze, ale to i tak nieźle. Na Bucks ludzie jęczą, bo trochę więcej się spodziewano - pisałem po wymianie Lillarda, że na wyrost. Ale to nadal jedna z czołowych ekip, i moim zdaniem całkiem mocny kandydat na mistrza. A Lillard, chociaż podobno ma rozczarowujący sezon, to tak naprawdę jest bardzo dobry. Jasne, Bucks grają trochę tak, jakby Lillard trafiał co najmniej 40% za trzy, a nie 35%, ale gdy Bucks się zepną, mają jedną z najsilniejszych piątek w lidze. No i właśnie - Suns podobnie... ludzie oczekiwali cudów, fantazjowali o wpływie Beala (słusznie wątpiłme), nie dostali cudów, i teraz przesadzają w drugą stronę, a Suns z Nurkiciem potrafią wyglądać naprawdę doskonale. Nuggets po przerwie All-Star nieco spięli dupy, zaczęli w końcu wygrywać seryjnie i wskoczyli na pierwsze miejsce w konferencji. Ofensywa i defensywa na najwyższym poziomie. Ponadto Christian Braun i ławka ogólnie spisują się nieco lepiej, ale ogólnie wiadomo - sto razy lepiej dzięki Jokiciowi. Mavs zaś znowu kontuzje i po ww. poprawie wyników nie ma już śladu, znowu wyglądają jak po prostu ekipa w peletonie walcząca o 6. miejsce. Warriors zresztą podobnie. Ogólnie to każda ekipa z tych 10 na Zachodzie co chwila ma lepsze i gorsze tygodnie.- Final Fantasy VII Rebirth
A propos klepania czegoś jak w Crisis Core... czy ktoś znalazł coś ciekawego w wyścigach chocobo? Na pierwszy rzut oka, wydawało mi się to bardzo wystawnie zrobione - dobry silnik, szybkie i przyjemne wykonanie, dobra zrzyna wszystkiego z Mario Karta, w miarę przemyślane plansze bez komplikowania życia, statystyki i ekwipunek. ALE... w praktyce jakoś mam wrażenie, że nadal każdy wyścig jest w istocie taki sam i polega na tym żeby biec szybciej od przeciwników i ewentualnie zoptymalizować trasę przez skróty i unikanie przeszkód i reszta to bzdet? Taktyki oparte na innych zagrywkach typu ataki z niższej pozycji, wyprzedzanie itp. wydają mi się po prostu nieskuteczne i niepotrzebne. Wszystkie te następne chocobo i następne ekwipunki są praktycznie po prostu gorsze na każdej trasie. Nadal jest i dużo ciekawiej, i dużo mniej czasu to zajmuje niż w oryginale, ale to akurat najniższa poprzeczka świata - a, patrząc na to, jak dopieszczono tyle innych rzeczy, to jakieś meh te wyścigi chocobo są.- Final Fantasy VII Rebirth
W ogóle to ta walka z pieskami jest aluzją do ukrytej walki w studni w Corel, która była dostępna tylko w japońskiej wersji FF7, i w wersji pecetowej poprzez glitche i edytory. Nie każdy może o tym wie. Jeden z twórców w wywiadzie powiedział, że sam nie wie, o co chodziło dokładnie z tą walką, czemu była tam umieszczona - bo nikt, kto ją robił, nie pracuje już w SE i nie dowiedzieli się. Ale i tak do niej nawiązali. êúô0(äñ) | Final Fantasy Wiki | Fandom- Final Fantasy VII Rebirth
No właśnie nie wiem, jaka jest łatwa taktyka nawet na to, bo to takie ciężkie kogoś NIE zabić w tej grze. Z jedną postacią i braniem tego powoli jest ten problem, że te małe dupki chcą same się zabić. Być może najlepsza taktyka bez doje'bania levelem to jedna postać i bardzo aktywne unikanie tych ataków tych małych dupków. Próbowałem ich uśpić, ale i tak się budzą z większą odpornością, a przy całej ekipie gdy możemy atakować mocniej to kompani ciągle zaczynają ich bić i budzić. - Luźne gadki