Jump to content


ogqozo

Senior Member
  • Content Count

    18452
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    52

Everything posted by ogqozo

  1. No, tak... co jest skutkiem tego jak wykreowano i jak chciano świat, próbując zrobić coś co umożliwi ciekawą rozgrywkę i ładny show w TPP (jednocześnie chcąc zrobić dużą grę i silnik który będzie obsługiwał wszystkie ich gry na nowej, wprowadzającej HD generacji, itd. z problemami). W wywiadach twórcy FF13 normalnie mówili, że np. miast nie było, bo ciężko im je było po prostu graficznie stworzyć w odpowiedniej rozdzielczości. Można się śmiać, ale dla tej firmy nieraz nawet możliwe bywa niemożliwe. Od czasu ostatniego Final Fantasy, którego powstawanie nie było niesamowitą męką dla studiów SE, minęło ze 20 lat.
  2. Nie zakładając nowego tematu chciałem zwrócić uwagę, że rozpoczęło się kolejne Copa America, w samej Brazylii. Na otwarcie, gospodarze pokonali 3-0 Boliwię, a Coutinho znowu wyglądał jak piłkarz którym powininen być Coutinho. Wśród reprezentacji walczących o Copa America znalazły się w tym roku Japonia oraz Katar. Dziś o 23 mecz wyładowanych (zmęczonymi, urlopowymi) gwiazdami reprezentacji: Argentyna-Kolumbia. Do tego te zarąbiste nowe koszulki obu reprezentacji. Czy w tym roku Argentyna po raz 5 w ciągu 6 edycji awansuje do (przegranego w karnych) finału???
  3. ogqozo

    Luigis Mansion 3

    Dla mnie to położyło tę grę. Nie wiem, jak można było w 2013 roku zrobić handheldową grę z tak długimi misjami, które zapisują stan gry tylko na koniec. Po niezbyt długim czasie odechciało mi się w ogóle włączać grę, bo nie wiedziałem, czy zdążę cokolwiek faktycznie zrobić. Jeszcze żeby to były niepowtarzalne misje typu "idziesz do przodu" to wiadomo, ale kurczę one się działy w tym samym miejscu i wymagały powolnego progresu w możliwościach jego eksploracji mdr. Dalej nie wierzę że to uznali to za dobry pomysł.
  4. W sumie z racji dzisiejszych wieści o Ziyechu i Neresie, przypomniałem sobie, żeby to skomentować. Po pierwsze, forumowi nie zaszkodziłoby sprawdzić w słowniku co znaczy słowo "wyprzedaż". "Wyprzedaż" widzimy teraz w Monaco czy PSG, i innych klubach na różnym szczeblu, które muszą dopiąć budżet przed końcem czerwca. Z tej racji piłkarze są puszczani, byle kogoś sprzedać. Gracze dobrzy, gracze których warto mieć, jeśli tylko cię na to stać - młodzi, obiecujący, z niskimi kontraktami, gracze którzy nie musieli odchodzić. Podobna rzecz czeka np. Real Madryt, który ma już niemal 40 graczy w składzie i zdaniem "Marki", odejście jest "pewne" w przypadku 11 z nich. Żeby faktycznie takiego cudu dokonać, Real będzie musiał wyprzedawać mocno. Większość jego piłkarzy ma za sobą nie najlepszy okres oraz wysokie kontrakty, więc trzeba będzie naprawdę prosić, by ktokolwiek ich zechciał wziąć. To znaczy słowo wyprzedaż. Ajax jest w odwrotnej sytuacji. Odejdą kluczowi gracze - jak zawsze. Od dekad Ajax nie ma finansowo szans z wieloma innymi klubami. Różnica jest taka, na jakich warunkach. Jeśli chodzi o de Ligta i de Jonga, OBA z tych transferów oznaczają pieniądze niemal równe całemu rocznemu budżetowi Ajaxu. To jest przeciwieństwo wyprzedaży. To jest sprzedaż towaru, który jest w ekstremalnie wysokim pożądaniu. Te pieniądze pomogą Ajaxowi wzmocnić swoją pozycję finansową znacząco. Klub, który do ostatniej kolejki walczył o odzyskanie po latach tytułu w Eredivisie, dzięki sukcesowi w LM nagle kolosalnie odskoczy rywalom pod względem pieniędzy. To dowód na to, że od kilku lat klub wzmacnia się, na ile może. Jeszcze kilka lat temu, kiedy Ajax sprzedawał swoje największe gwiazdy, to mówiliśmy o kwotach kilku, może do dwudziestu kilku milionów, za takie gwiazdy jak Davy Klaasen, Kenny Tete, Jairo Riedewald, Riechedly Bazoer czy Amin Younes. Przełomowymi wyjątkami na tym tle byli Davinson Sanchez oraz Arkadiusz Milik, co dziś brzmi jak zabawne odległe wspomnienie. To byli najlepsi piłkarze Ajaxu wtedy. Klub przebudował się finansowo i rok temu mógł zrobić coś, co w Holandii było do tej pory utopią - zatrudnić faktycznych graczy z samej Premier League, w postaci Duszana Tadicia oraz Daleya Blinda. To właśnie Tadić, razem z 26-letnim Ziyechem (jeśli będzie chciał teraz odejść, odejdzie tanio), Lassem Schoenem czy Nico Tagliafico, należeli do kluczowych graczy dla sukcesu w LM. Przypomnijmy, że ledwie rok temu Ajax odpadł w ELIMINACJACH Ligi Mistrzów, chociaż de Ligt, de Jong, Neres, van de Beek, Onana itd. też byli na boisku. Tak więc nie ma tak, że jest jakieś magiczne pokolenie, które samo w sobie gwarantuje wygraną. Ten sukces jest też więc już efektem wzmocnienia się finansowo Ajaxu, i ci starsi gracze niekoniecznie mają powody odejść. Na pewno - mają ich mniej. Oczywiście, rola de Ligta i de Jonga jest również duża. Ale to zupełnie nie tak, że Ajax nagle przypadkowo sobie wyhodował całą ekipę na top Europy i ich "wyprzeda" bo taki jest wredny. "Zbyt dobrzy" gracze zawsze w futbolu idą wyżej, pytanie gdzie i za ile. Taki de Ligt zawsze by odszedł, tylko może za 20 mln, nie za 80 mln. A czy może Ajax sam może po prostu "być wyżej"? W dzisiejszym futbolu - może tylko w taki sposób, jak obecnie to robi, czyli powoli i stopniowo. Liga Mistrzów to najwyżej kilkanaście meczów sezonu, a liga krajowa to 38 meczów w każdy weekend. Taki mamy system. Ajax nie ma systemowo szans finansowo stać na poziomie klubów angielskich. I tak w ostatnich latach stał się potentatem na tle Eredivise, a teraz... może osiągnać WIELOKROTNIE wyższy przychód niż w poprzednim roku (ich "zwykły" budżet to byłoby jakieś 100 mln euro - sama kasa od UEFA za LM to będzie drugie tyle - transfery de Ligta, de Jonga i Neresa same w sobie mogą zbliżyć się do tej kwoty każdy - klub też znacząco zyskał na popularności w kraju i na świecie). To spory skok, i spore wyzwanie - jak zainwestować tę kasę z głową, by przerobić jednorazowy sukces w zawsze randomowym sporcie w faktyczną lepszą pozycję. Właściciel nie za bardzo ma na to wpływ w epoce FFP. Przypominam, że nawet dwa ostatnie kluby "sugar daddy", Man City i PSG, ustanowiły się w miejscach najbardziej futbolowo opłacalnych, ale i tak od czasu wprowadzenia FFP musiały znacznie ograniczyć taktykę "ładowania kasy na przyszły sukces", przechodząc w tryb "rozsądnego inwestowania" (oraz, hm, oszukiwania z umowami sponsorów).
  5. Obejrzałem trochę materiałów. Ale ludzie mają w głowach że są w stanie napisać, że seria nic się nie zmienia i nie ma postępu technologicznego. To jest to samo co ja widziałem? To wygląda jak kolejny krok po Sun/Moon, żeby zrobić grę bardziej w 3D, przyjaźniejszą, z bardziej bezpośrednim sterowaniem w 3D, która jednak zachowa większość faktycznego czaru pokemonów, a nie będzie kolejnym tym samym open-worldem-akcji jak niektórzy tutaj by chcieli. Gra jest ładna, kreska przypomina filmy animowane, pierdołami typu "ej trawa ma wyglądać jak trawa w życiu tylko wtedy mam bonera" się kompletnie nie przejmują, a do tego... to nadal jest gra, w którą się gra, twórcy nie czują potrzeby np. dorabiać całych animacji do jazdy rowerem, ot, wciskasz przycisk i za dotknięciem czarodziejskiej różdżki jesteś w stroju rowerowym na rowerze, przy okazji rower też może jeździć po wodzie bo czemu nie; fizyka nie jest realistyczna ale pozwala wygodnie zwiedzać świat. (Rezygnacja z takich rzeczy, byle wszystko "wyglądało nowocześnie", moim zdaniem kładzie współczesne gry. Doskonały przykład to Zelda, gdzie też mieli wywalone na to, że np. wspinanie się na wszystko nie wygląda "realistycznie", i bach, dziwem okazało się, że może pececiarsy stulejarze nie eksplodowali od liczenia pikseli na filmikach, ale za to gra się 100 razy lepiej niż w inne open worldy). Szukanie pokemonów w polu i zwykłe walki są naprawdę szybkie, a tylko transformacja w wielkie formy zapewnia okazjonalny zastrzyk spektaklu rodem z anime. To naprawdę jest niesamowite, że po 20 latach, gra z jednej z najlepiej sprzedających się serii wszech czasów może wydawać się na tyle jedyna w swoim rodzaju. Nikt nie robi praktycznie nic podobnego do Pokemonów. To, co mi się pierwsze kojarzy z wyglądu, to wręcz pewne kultowe jRPG-i na GameCube'a, ale w nie się grało duużo wolniej.
  6. ogqozo

    Cadence of Hyrule

    Stówka poszła z bólem, skoro pierwszą część Necromancera można teraz kupić za bodaj 13 zł. Niemniej, jak na skalę projektu, nie jest to jakaś wygórowana cena. Cadence of Hyrule naprawdę wygląda tak, jakby robiło to jakieś studio Nintendo, poziom dopracowania detali jest wysoki, a prezencja na topowym poziomie. Przede wszystkim, nie wiem czy wszyscy o tym już wiedzą, ale gra ma sporo z normalnych Zeld 2D i doprawdy jest jak mieszanka obu gatunków co najwyżej 50/50, raczej niż "Necromancerem ze skórką Zeldy". W dungeonach jest trochę miejsc "typowego Necromancera", ale często nie trzeba się w ten aspekt nawet wkręcać, a większa część gameplayu dotyczy po prostu rozwiązywania zagadek i eksploracji we własnym tempie jak w Zeldzie. Po może dwóch minutach tutorialu trafiamy od razu na Zeldowy pół-otwarty świat z wieloma kierunkami do wyboru (i rozstawionymi co dwa kroki teleportami do szybkiej podróży), mnóstwem różnorodnych potworów (wow... w ciągu może godziny gry walczyłem z dziesiątkami różnych potworów, w lasach, lochach, kryptach i na plażach) i praktycznie żadnymi podpowiedziami, co robić. Jak ustawić te cholerne kamienie, by wejść na górę po szkatułę? Jak rozpykać tego olbrzyma? Jak przejść przez te ognie w jaskini? Na razie jeszcze nie jestem pewien, w których miejscach brakuje mi po prostu określonego przedmiotu, a w których czegoś nie rozumiem co do możliwości poruszania się. Ewidentnie, często konkretnych metod na pokonanie danej przeszkody jest kilka, w zależności jakie przedmioty posiadamy. Podobnie jak Necromancer, ta gra nie wymaga żadnego wyczucia rytmu, trzeba po prostu się ciągle ruszać, w mniej więcej wyznaczonym czasie (tryb "wyłączenia rytmu" zmienia to w turówkę, zasady są te same tylko że przeciwnicy wykonują każdy ruch zawsze tylko wtedy, gdy my go wykonamy). Trzeba więc często szybko myśleć nad tym, jak polecą pociski i jak zaatakują przeciwnicy. W najbardziej intensywnych miejscach, to jak szachy na czas, w których rusza się każdą figurą w jednym ruchu naraz. Gra jest bardzo intensywna jeśli chodzi o myślenie i nadaje się moim zdaniem doskonale na krótsze sesje. Oczywiście, margines błędu (na domyślnym poziomie trudności) jest adekwatnie dostosowany, i zazwyczaj przeciwnicy nie zalewają nas ciosami, ani te ciosy zbyt mocno nas nie bolą. Inaczej byłoby piekło. Traktując grę "chillaxowo", w sumie da się trzymać dystans i właściwie też przechodzić dalej, bo niewiele rzeczy wydaje się obowiązkowe do progresu przez historię, ale wydaje mi się to mniej ciekawe. Konieczność ciągłego wciskania przycisku, by wykonać kolejny krok, jest symptomatyczna dla tej gry: naprawdę to gracz musi się poruszać, żeby wyciągnąć, co jest w tej grze, bo samo nic się nie dzieje. To zdecydowanie wyróżnia Necrodancera na rynku gier: zazwyczaj przez większość gry tylko trzymamy jakieś rzeczy. Tutaj trzeba się ruszać, co jest angażujące, choć i bardziej męczące. Mieszanka roguelite (sporo tracimy w razie śmierci) z Zeldą ma kilka denerwujących aspektów. W końcu wiele przedmiotów przydaje się w eksploracji, a inne możemy np. kupić za fundusze, które w razie śmierci tracimy. Ten system "rozwoju postaci" ogólnie jest dość dziwny i jeszcze nie wiem, czy dobry. Gra jest fascynująca, chociaż czasami ciężko się w nią gra. Jest trochę bardziej wymagająca, niż się spodziewałem. Prawie nic nie daje "za darmo".
  7. No... tak, i właśnie o to chodzi? Właśnie o to chodzi, że FF7 nie było tak dużą grą jeśli patrzeć na rzeczy, które faktycznie można przenieść w dzisiejsze standardy żeby to w ogóle miało sens? Bo "umowność" dzisiaj nie przejdzie? I... żeby remake tej gry miał jakikolwiek sens, to... musi być mocne odejście od tego, czym gra była? Przecież właśnie gry 3D które wymieniasz są zrobione zupełnie inaczej. Przenieś sobie Xenoblade na warunki PSX-a nie dodając nic nowego - w sumie gra o niczym, z żadnymi miejscami i żadną rozgrywką. Tak jak mówię, niech mi ktoś to narysuje, to może zrozumiem. Bo ja tego nie widziałem nigdzie. Nie ma w epoce 3D czegoś takiego jak "jako świat walniemy narysowane jako statyczna bitmapa tło i będzie uczucie bycia w świecie". Seria Final Fantasy sama o tym doskonale się przekonała próbując w różny sposób to zastąpić w częściach 12, 13 i 15. W przypadku "trzynastki" wszyscy byli oburzeni, że "idzie się do przodu", tak jakby poprzednie części aż do X nie polegały właśnie na tym, że idziesz jasno zdefiniowaną linią aż znajdziesz parowiec (w nowych FF parowca nie ma, są jako jego odpowiednik inne metody, co oznacza też że kompletnie inne są światy). Cała różnica, że... to nie wyglądało tak liniowo, kiedy było tło. Ale mniejsza o serię FF. Żadna duża gra z "realistyczną" grafiką 3D w obecnych czasach nie ma "mapy świata" ani niczego w tym stylu. To nie wygląda poważnie. Nie wiem, nie sądzę, by ludzie mówiący "chcę FF7, ale jak dzisiaj się robi gry!!!" robili w spodnie gdyby to miało wyglądać jak Ni No Kuni. Fani oryginału zawsze mogą pograć w oryginał, dostępny na niemal każdej platformie. Patrząc na wszystkie wypowiedzi z wywiadów przez lata, zakładam że konstrukcja świata tej "serii" ma być trochę jakby pojedyncze epizody były osobnymi grami z serii FF. Czyli że pewnie nie będzie nigdy dostępu do całej planety. Brzmi to tak, jakby miały być określone miejsca, nowe w każdej grze. Czyli właśnie normalne rozwiązanie które działa w obecnej epoce gier 3D, jedna "kraina" jako świat gry, zazwyczaj jest to kilka miast, trochę osad, góra czy dwie, sporo lasów czy czego tam. Zakładam, że będzie też inny system walki itd. w każdej części, tak jak FFX-2 czy XIII-2 też sporo zmieniały w rozgrywce i nie przejmowały się strasznie ciągłością pod tym względem. Ludzie płaczący że "ale jak zapiszę save'a z moim Cloudem na 100 levelu i przeniosę wszystkie materie do następnej części" chyba serio nie grali w życiu w żaden sequel gry video. Relacje z E3 są bardzo zachęcające. Z tych wypowiedzi o tym, jak wszystko jest wykonane, sporo wskazuje na to, że Square-Enix naprawdę ma zamiar zachować na ile się da japoński, brutalny i groteskowy zarazem, brawurowy klimat FF7, i dodać go sporo więcej. Jako że nie jestem jakimś wielkim fanem tej części, to myślę, że to może tylko wyjść na dobre, to brzmi jak przepis na wspaniałą grę. W sensie, no nie brzmi to za cholerę jakby się mogło sprzedać na poziomie Ubipunka 2077, ale dla mnie bardzo zachęcająco.
  8. Twórcy gier generalnie nie podają "będziesz grać X godzin", ale w wywiadach mówią od lat, że każdy epizod będzie mniej więcej takiego rozmiaru, jak każda typowa osobna gra z cyklu Final Fantasy, co sugeruje mniej więcej taką liczbę godzin. Taką samą mamy pewność jak przy każdej grze która jeszcze nie wyszła.
  9. Kolekcja Secret of Mana to naprawdę coś. Nie wierzyłem, że jedna z moich ulubionych gier wszech czasów, Seiken Densetsu 3, wyjdzie po 20 latach po angielsku. To jest rzecz marzeń. Teraz oficjalnie ta gra nazywa się TRIALS OF MANA. Jest przecudnie skonstruowana. Wyłem z radości, gdy w końcu dane mi było w nią zagrać. Teraz to o tyle łatwiejsze, oficjalne. Niemniej, z własnym zakupem poczekam do obniżki o 90%. Ale gdybym nie grał wcześniej... zupełnie warto. Na E3 pojawił się też The Last Remnant. Trochę losowy remaster, który średnio mnie zaintrygował na Xboksie 11 lat temu. Nie chodziło nawet o wady techniczne, które na premierę tak krytykowano. Jakośc czułem, że gram w mniej ciekawy FF12, który jeśli się rozkręca, to strasznie powoli. Podobno system walki wiele zyskuje z kolejnymi godzinami grania... jak Xenoblade 2! W sumie brawo dla Square-Enix, że wycenili to tylko na 80 zł. Może na przecenie -50% będzie wręcz to produkt atrakcyjnie wyceniony. Przeceniony o 50% jest Hollow Knight, jedna z najlepszych gier na Switcha, i na cokolwiek, oczywiście. Crypt of Necrodancer też można łyknąć za grosze. Ogólnie jednak średnie te promocje, chyba że kogoś jara kupowanie cyfrowego Mario Tennis czy Kirby'ego za 170 zł.
  10. Hazard to oczywiście potężny transfer. Wielka kasa za gracza w tym wieku, bo nie wiem, jak Hazard będzie się starzeć. Na razie jednak, to największy transfer z możliwych. Mówimy o kolesiu, który praktycznie cały czas od 10 lat jest na poziomie jednego z najlepszych na świecie - w Lille, Chelsea, reprezentacji. Wyjątkiem był tylko sezon 2015-16, gdzie nie był zdrowy i nie grał aż tak dobrze. To bez wątpienia najlepszy piłkarz, jakiego Real mógł zdobyć, jeden z tych, że aż nie mogę uwierzyć, że zobaczę go w tej koszulce. Mimo że skończyli 20 pkt. za Barsą. Ależ to będzie. Zrobiło się dużo tych ofensywnych graczy w składzie Realu, a oddanie tych obecnych nie będzie łatwe. Jović to dobry zakup, mało który gracz na rynku ma POTENCJAŁ na bycie naprawdę wymiatającym, jak on, ale na razie trudno powiedzieć, jak wejdzie do jedenastki, w której akurat jeden Benzema nie zawodził w tym sezonie. Po cichu dość (w porównaniu do tego, ile komentowano Viniciusa) pojawia się też Rodrygo... Nie wiem, jak Real chce ich teraz wszystkich utrzymać. Powinni być jacyś chętni na Isco i Jamesa, a na Bale'a.... Hmm. Mimo wszystko, na pewno lato to będą starania o Mbappe. 20-latek to zdecydowanie najcenniejszy piłkarz na świecie - jest świetny, strzela gole, jest ambitny, jest gwiazdą, ma przed sobą może 10 lat kariery. Sytuacja w Paryżu jest na razie chaosem, pod każdym względem. Najpierw trzeba sprzedać w czerwcu wspaniałych obiecujących wychowanków, by dopiąć budżet dla FFP (N'Soki i Weah zapewne trafią do Lille, Moussa Diaby do Leverkusen, Rabiot... chłopak się pogubił, prasa zaczęła spekulować że zachciał jednak zostać w PSG). Później będą zakupy... nikt nie wie na razie, jakie będą możliwe. Zaiste klub stara się o de Ligta, ale raczej jakoś każdy w stolicy spodziewa się, że wyjdzie jak z de Jongiem, czyli piłkarz może powie "tak", ale potem Barcelonie powie "bardziej tak". Niepewność dotyczy nawet bramki: odchodzi Buffon? Jeśli nie dostaną więcej gry, może też Areola i Trapp? Przyjdzie Keylor Navas? Trzecim bramkarzem będzie Marcin Bułka? I tak dalej. Decyzja Mbappe... zależeć będzie od wielu wydarzeń lata. Ale na koniec, i tak PSG będzie miało 0 powodów, by go sprzedać. Alexander Isak - trafił do Realu Sociedad. Nadal obserwuję ten talent jak mało który. W Holandii, Isak niemal od dnia debiutu wymiatał, zdobywając ostatecznie 13 goli w 15 zagranych meczach, bez problemu adaptując się do nowej (słabej) ligi. Nie wiem, dla mnie koleś trochę pachnie nowym Ibrahimoviciem. 19 lat. Test w Hiszpanii będzie bardzo ważny. Ronael Pierre-Gabriel - ależ WYPRZEDAŻ w Monaco. Jeden z największych talentów we Francji, 21-letni prawy obrońca, trafił do Mainz, a Monaco dostało ledwie kilka milionów euro. Nie wiem, jak to skomentować. Nie tak to sobie wyobrażałem. Wesley - Aston Villa dała FC Brugge 25 mln euro za tego napastnika, co oznacza, że jest drugim najbardziej kosztownym w historii ligi belgijskiej transferem, tuż za Tielemansem. Typ... jest wysoki. Raczej przepadek, ale może wyjdzie z niego nowy Klose czy inny Giroud. Romelu Lukaku dogadał się z Interem Mediolan. Koleś zaczął już praktycznie się witać - m.in. w ostatnich dniach publicznie nazwał Conte najlepszym trenerem świata. Myślę, że United go puści. Po genialnym meczu z PSG, Lukaku niemal co do jednego spotkania grał do końca sezonu beznadziejnie. Pytanie, kto go w roli goleadora może zastąpić. Inter na pewno swoje jest gotów wydać, by zdobyć takiego piłkarza.
  11. No nie wpadłbym w ogóle, tylko że ja to mówię od czasów kiedy jeszcze goście z SE nie powiedzieli tego sami jakieś 10 lat temu czy kiedy to było. Tak samo jak mówię, że np. remake FF6 czy Chrono Triggera "na dzisiejsze możliwości" to byłoby coś niesamowitego, gra kompletnie lepsza od wszystkiego, ale jest już w ogóle absolutnie nie do zrobienia. Nie wiem, niech mi ktoś narysuje, jak by miało cokolwiek w FF7 zrobionym jako współczesna gra AAA wyglądać, żeby nie wymagało znacznie większego... wszystkiego. W dzisiejszej grafice nie da się pójść na umowność i pokazać całej ogromnej planety na terenie który ma może 10 kilometrów kwadratowych bez uczucia śmieszności, nie da się pokazać miasta jako "no jest parę domków, parę innych zarysowanych w tle, z 10 ludzi którzy mówią jedno zdanie", nie da się budować emocjonalnej narracji na zasadzie "nikt nic nie mówi, ale jak chodzisz i powtarzasz jedną rzecz przez 10 minut, przygrywa bardzo narracyjna, nastrojowa muzyczka, która jest tu najważniejsza!" (co jest w mojej opinii SPORĄ przeszkodą w zbudowaniu emocji z tamtych czasów), nie da się... Co tu w ogóle opisywać, wszystko jest inne. Jeśli ktoś mówi o Wiedźminie 3... to niech pomyśli tak. Ma Wiedźmina 3. Niech sobie wyobrazi, jak by wyglądało zrobienie tej gry na PSX-ie. Może to mu da jakieś porównanie o co cho. Ile tam by było postaci i ile by mówiły? Jak by wyglądała mapa świata? Jak by oddano konkretnie że jest wioska, miasto i wyspy? Jak by budowano klimat, i jaki, jeśli nie można tego zrobić ciągłym gadaniem Geralta i innych? Jak by trzeba przedstawić postaci, żeby było co robić rękami, jeśli samo wychylanie gałki do przodu i podziwianie widoków nie jest na PSX-ie takie fajne? C'mon. Na poważnie, umowność prezentacji gier lat 90. ma zresztą znacznie więcej skutków, i biorąc pod uwagę kult tej gry może ważniejszych, niż tylko wygląd wszystkiego. Nie bez powodu gry dzisiaj unikają tak poważnych i wieloznacznych moralnie wątków, jak większość jRPG-ów z lat 90., i wraz z rozwojem dosłownej "filmowości", gry, także Final Fantasy, stawały się coraz bardziej umiarkowane pod tym względem. Ukazanie wieloznacznej, groteskowej, jednocześnie śmiesznej i strasznej przemocy w formie kwadracików ma wręcz poetycki efekt i buduje dystans, czyniąc granie podobnym do czytania jakiegoś mitu. Ale zrobienie tego w realistycznej oprawie będzie miało inny efekt, wydaje mi się niemożliwe. Poczynając od faktu że Avalanche to, pomijając mistykę oddawaną muzyczką i graficzką, dość normalni terroryści (które to zjawisko kojarzyło się w latach 90. zupełnie inaczej, niż dziś, i nie budziło procenta takich emocji), którzy w imię kontrowersyjnych celów nie boją się normalnie zabijać i wysadzać... co w tej psx-owej graficzce jakimś cudem w sumie wypadało i poważnie, i jakoś sympatycznie (podobnie jak to że np. Cid to już w ogóle zwykły kutafon, ale na piśmie jest to jakoś bardziej zabawne niż gdy zobaczymy Janusza w żonobijce klnącego na żonę). Dzisiaj gry tego nie robią, bo widzieć to w realistycznej oprawie jest trochę chore - w dzisiejszych grach AAA kierujemy Batmanem, nie Jokerem. Pytanie, jak wypadnie w takiej oprawie mnóstwo typowych dla FF7 mangowych żartów, jak np. motywy kiedy postać, która powinna nas atakować na sam widok, toczy z nami normalną dyskusję bo akurat odpoczywa albo nas nie rozpoznaje. Albo zapytajmy o samą najsłynniejszą scenę w FF7. 20 lat temu ona ludzi chwytała, ale nie mam pojęcia, jak można ją dzisiaj zrobić, żeby miała podobny efekt. Bo przecież jeśli naprawdę mieliby po prostu pokazać dosłownie "to samo w dzisiejszej oprawie", to będzie zarazem i kiczowate, i przekraczające wszelkie normy brutalności. Więc, trzeba to zrobić inaczej, i to jest trudniejsze, nie łatwiejsze przez to, że to nie jest oryginalna gra, gdzie wszystko można przerobić do konwencji. FF7 przecież jednak właśnie dlatego ma ogromny potencjał, bo było jednym z ostatnich growych superhitów, które nie bały się robić naprawdę... dziwnych i przedramatyzowanych rzeczy. Postaci są strasznie poważne i mroczne, natomiast wiele mechanizmów rozwoju scenariusza jest kompletnie japońsko groteskowych. To bardzo intrygujący pod niemal każdym względem projekt, ale też szalenie wymagający. No nie zdzierżę tekstów że niby Square-Enix tutaj jakoś idzie na łatwiznę i wybiera opcję żeby mało się narobić a zarobić. Naprawdę, naprawdę, na praw dę... w dzisiejszym świecie gier są znacznie, znacznie lepsze metody żeby mało się narobić a (jak się uda) zarobić.
  12. Samo to że ktoś by wolał, to rozumiem. No ale tak. Popatrzmy jak jest. Ludzie już znają całą historię oryginalnego FF7. Wszyscy ludzie mogą pograć w każdym momencie w oryginał. Tego remake'u nikt NIE kupi dla "przeżycia tego jeszcze raz", tylko dla nowych przeżyć. Square-Enix wie, że to jest ich najlepsza okazja na naprawdę wielki hit sprzedażowy i jakiś ratunek. Męczą się z tą grą, jak z większością ich nowości AAA, latami. Zwrot z takich gier jest bardzo trudny dla każdego - single-playerowe gry AAA stały się właściwie luksusem, a nie czymś co się robi dla pieniędzy. Każda gra z PSX-a, jeśli ma być przerobiona na bardziej współczesne standardy, będzie musiała z natury rzeczy być dużo większa, żeby zawrzeć to samo w przekonujący sposób w dzisiejszej oprawie - "je'bnij po dwie kreski po skosie w tle żeby było jasne że w tle są góry" nie załatwi dziś sprawy. Ja nie wiem, co ludziom wychodzi z tej kalkulacji. Jakieś niemożliwe wyobrażenie. FF7 to gra video, bardzo rozbudowana i zależna od technologii w każdym elemencie. Coś takiego jak "dokładna kopia FF7 ale we współczesnej oprawie" jest oksymoronem. Dziś nie można zrobić gry RPG o tej treści która nie będzie znacznie większa. Ogólnie trochę beka jak się z tym męczą, wiadomo, ale samo to że się męczą nie jest tak dziwne, a wybrany sposób zrobienia tego zawsze wydawał się najbardziej realny w dzisiejszych czasach. Przede wszystkim, to zdecydowanie nie jest żadne wyłudzanie ani żadne specjalne dojenie.
  13. Nadal naprawdę nie rozumiem, czemu ludzie zakładają, że jak gra jest remake'iem, to się jakoś... sama robi? Praktycznie nic, co kosztuje pieniądze, nie jest w tej grze odgórnie zrobione tylko z tej racji, że mają wzór z PSX-a. Właściwie pod kątem produkcji konieczość odwzorowania konkretnej gry z zupełnie innej epoki to raczej dodatkowy wysiłek. Nadal właściwie tej gry konstrukcyjnie nie pokazali, więc nie wiem, ale według zapowiedzi twórców, gra będzie miała strukturę bardziej "współczesną" i sam ten Midgar będzie pewnie tak obszerny, jak całe FF7 na PSX-a. I na pewno koszty produkcji będą większe niż całego FF7 na PSX-a. To nagle jest to takie największe "dojenie" wszech czasów, żeby to była gra za którą się płaci? O dziwo takie osoby jak Dahaka czy Hendrix są w stanie ogarnąć jakiś absurd tej logiki. Jak ktoś robi nową grę tego rozmiaru i sprzedaje za 60 euro, to wszystko spoko. Ale jak robią grę tego rozmiaru, tylko z tą różnicą że dadzą "część I" w tytule, to nagle jest dojenie kasy, przecież panie, to jest niekompletna gra, jak tak można doić graczy że niedorobiony epizod mi sprzedajom, przecież skoro to epizod to już wcale nie jest ogromna inwestycja która w razie braku zwrotu zatopi Square-Enix ostatecznie. Jedyne co jest faktycznie różne, to sama decyzja co do historii, że zapewne te gry będą się kończyć "cliff-hangerami" zamiast "zwieńczeniem historii". Co jak dla mnie w przypadku gry w którą każdy już grał w sumie średnio ma znaczenie, ale ok, niektórzy by woleli tak, a nie siak. Samo to że gry mają części... No specjalnie nowe nie jest.
  14. ogqozo

    Tales of Arise

    Nie wygląda za bardzo jak gra, która by mogła działać na Switchu. Liczba detali, efektów i animacji jest wręcz masakrycznie duża w porównaniu do ostatniej gry z serii... Berserii. Jak widzę ten obrazek zamieszczony tutaj jako pierwszy, z walki, to aż mi się same z przyzwyczajenia w oczach włącza spowolnienie tej eksplozji do połowy klatek na sekundę.
  15. Eh, co jakiś czas Square o tym wspomina w informacjach, że to będzie seria kilku gier, ale ostatnio coś mało o tym mówią (na japońskiej stronie SE już tego nie ma w opisie gry). Teraz tego nie potwierdzili, może dzisiaj. Ta informacja o podzieleniu na dwie części rozniosła się w "przecieku", który ktoś napisał w internecie, może to był taki ich Sprajt z bombami o Keanu, a może sobie tylko tak myślał. Ogólnie to było mówione przez samego Kitase już od lat, że FF7 to jest robione jako kilka gier, więc to zdecydowanie jest "potwierdzone" stanowisko: https://gamerant.com/final-fantasy-7-remake-episodes-fill-games-123/
  16. ...to była nagroda tylko dla Europejczyków do 1995 roku. Maradona na pewno by takie coś wygrał w 1986, i miał szanse w następnych latach do 1990.
  17. Jaki TV trzeba mieć, żeby w tych scenach w nocy czy w budynku było coś widać? Gdyby nie relacje prasy że nowa era gamingu itp. to bym po tym wideo pomyślał, że ot powstaje kolejna szczelanka openworld AAA z poruszającą opowieścią o tym że typek jest fajny i szczela.
  18. Nie, w grze są właśnie takie napisy w opcjach, jak podane na eShopie.
  19. Portugalia gra dużo lepiej w meczu, którego zwycięzcę chyba trzeba będzie nazwać najlepszą obecnie reprezentacją Europy? (Zwłaszcza patrząc na grę Francji w ostatnim meczu eliminacyjnym, ciężko jakoś mówić o ich jakości w czasie teraźniejszym). Zamknięcie Holandii w pierwszej połowie kompletne, a w drugiej - gdy tylko Oranje się otworzyli i zaczęli coś wierzyć, dostali cios w akcji Bernardo i Guedesa. Jeśli Holandia się nie zerwie, to będzie mecz niemal bez historii. Anglia zdobyła medal zawodów piłkarskich. Po wygranych rzutach karnych.
  20. Pora na nową obsesję? Na Switchu pojawił się Slay the Spire, jedna z najbardziej oczekiwanych gier na tego handhelda. Jedna z pozycji, w którą ludzie zarywają godziny jak powaleni, tak jak np. Darkest Dungeon. Lata balansowania wczesnych wersji oznaczają, że na Switchu pojawia się już bardzo dopracowana gra (jeśli chodzi o balans bo, jak widać w relacjach, bugi techniczne w wersji Switch się zdarzają). Założyłoby się temat, no ale oficjalnie gra jest też na PS4, więc niby multiplatforma. Dla mnie strach się za to na serio brać, po tym, co słyszałem o wciągalności tej gry. Dobre recenzje zebrał Vectronom - platformer typu "chodzisz kwadratem". Ale nie jestem za mocno przekonany do tej gry. Perspektywa przyjęta na ekranie ciągle sprawia, że mylą mi się kierunki. Wiele poziomów wbrew pozorom wydaje się bardziej wymagać cierpliwości i ćwiczenia, niż faktycznego rytmu. Bez wątpienia gdy ktoś się wkręci, gra może zaoferować bardzo angażujące wyzwanie. Ale mi na razie ciężko polecić. Crystal Crisis - to tetrisowa gra, która zebrała dobre opinie. Trochę o niej cicho jak na reputację Nicalisa. Jest to coś jakby zrobić nowego Puzzle Fightera z postaciami z Isaaca, Cave Story itp. Teoretycznie na Switchu jest trochę tetrisówek, ale tylko kilka naprawdę dobrych ORAZ mających tryb multi na kanapę. Dlatego na pewno będę miał tę grę, ale startowa cena 120 zł trochę daje na wstrzymanie. Nowych specjalnie przecen na razie brak, czekamy na E3. Lekkie obniżki zaoferował Capcom. Wyróżniłbym tylko okazję nabycia Mega Man Collection za 40 zł, ale będzie kiedyś i taniej.
  21. O czymś to świadczy, że od tylu lat, o Złotej Piłce ludzie zaczynają automatycznie mówić w dwóch sytuacjach: gdy Messi zagra słaby mecz, albo gdy Cristiano zagra dobry mecz. To są te specjalne okazje. Nie żeby odmawiać Cristiano tej jakości, która musi stać za tym, w ilu ważnych meczach faktycznie bierze i ładuje bramy, gdy to potrzebne. Trochę ich jest, zazwyczaj po kilka rocznie. W zeszłym roku był ten perfekcyjny mecz z Hiszpanią, po którym nastąpiła seria bardzo średnich na mistrzostwach, ale jak zawsze została narracja, że Krysztiano nie zawiódł jak Lajonel. W tym roku zdemolowana Szwajcaria, oraz Atletico w LM - głównie te dwa mecze miał dobre w 2019 roku, ale to były ważne mecze, kompletnie rewelacyjne w jego wykonaniu. Ogólnie to nadal świetny piłkarz, najlepszy w Serie A, mimo że tak wielu cienkich meczów jak w 2019 nie miał nigdy w karierze. Tylko że no śmieszne się już to robi. Inni piłkarze też mają wielkie mecze (Messi typowo co najmniej kilkanaście w sezonie), ale jak Cristiano taki ma, to nieuchronnie się pojawia od razu temat najlepszości na świecie i Złotej Piłki. Ludzie mają już wbity program do głowy, żeby tak reagować. Ostatecznie jego ekipa odpadła z Ajaxem, geniuszu było tam trochę mniej niż w grze Messiego z Liverpoolem, choć to nie był największy problem Juve. Van Dijk to wspaniały kompromis w tej trwającej od lat paranoi. Zadowala ludzi, którzy czują, że nie wolno nagradzać Messiego, a przy tym faktycznie ma za sobą indywidualnie wspaniały sezon. Grał świetnie w lidze i LM, w których jego zespół zanotował też doskonałe wyniki. Piłkarz Roku Premier League już wręczony. Nie było specjalnie żadnych meczów, gdzie grał cienko, a tylko reszta ekipy nadrabiała na wygraną. O Lidze Narodów nie ma co mówić, bo to dosłownie dwa mecze, a całe rozgrywki były kalendarzowo w 2018 roku, ale jest też jednym z filarów kadry. Nie ma nic jechania na reputacji w jego obecnej karierze. Przeszedł do dużego klubu mając 26 lat i w ciągu półtora roku niesamowicie zdominował dyskusję o tym, kto jest najlepszy na tej pozycji. W ostatniej dekadzie może co najwyżej jeden N'Golo Kante tak szybko włączył się do dyskusji o najlepszych na świecie, to wymaga wyjątkowo dobrej gry. Rok temu pierwszy raz pojawił się w FIFPro, w piątej jedenastce, a teraz wydaje się, że będzie jednym z tych kolesi, którzy będą za nazwisko pojawiać się w pierwszym składzie do emerytury. (Swoją drogą, w tym roku szykuje się pewne odświeżenie, bo np. gra Marcelo i Daniego Alvesa chyba już naprawdę jednak nie pozwoli ich wybrać do tej jedenastki po raz 10. z rzędu. Pytanie kogo ludzie wpiszą, czy np. wiedzą kto to jest Joshua Kimmich, czy zaszaleją od razu z 20-letnim Trentem? Bez Euro i Mundialu oraz z zawodem barcelońsko-realskim, kogo w ogóle wymyślą do pomocy, jeśli niemal wszyscy najlepsi środkowi pomocnicy tego sezonu to albo no-name'y, albo gracze krytykowani?). Van Dijk to byłby najbardziej godny i reprezentujący coś wygrany tego typu od wieeelu lat.
  22. ...... ...przez 5 lat myślałem że Garcia mdr. Dwyane Wade futbolu.
  23. Hazard, wygląda na to, chwilę może poczekać na prezentację w Madrycie. Mimo że został mu tylko rok kontraktu, Chelsea będzie targować się o naprawdę niesamowitą cenę jak za piłkarza w takim wieku. Co do Pogby, z jakiegoś powodu wszyscy w Turynie wydają się przekonani, że wróci tego lata do Juventusu. Zidane ma za to powiedzieć "oui oui" z Ferlandem Mendym już na dniach. Nie jest to zaskakujący transfer, Zidane miał być znanym fanem lewego obrońcy od dawna. Reguilon nie ma wiary trenera i zostanie wypożyczony, Mendy będzie rotował z Marcelo, który, hmm, grał w tym sezonie, no, jak... Mendy się powinien przydać. Real nadal liczy, że po meczach reprezentacji będzie mógł zaprezentować Mendy'ego wraz z Hazardem i Joviciem. Sebastian Szymański w Dynamie Moskwa. Nie śledząc polskiej ligi, nie wiedziałem o tym wcześniej. Ale podobno był to wręcz najlepszy młody piłkarz w Polsce, często opisywany już wręcz od lat jako lider Legii. Wicemistrz Polski dostał za niego 7 mln euro. Dynamo jest bardzo niestabilnym klubem, po fatalnej rundzie wiosennej ledwo utrzymało się w lidze rosyjskiej.
  24. Wygląda na to, że w tym tygodniu ostatecznie dowiemy się o odejściu Maurizio Sarrego z Chelsea. Chociaż Sarri czuł się coraz lepiej zaadaptowany w nowym kraju, to podobno był zdeprymowany atmosferą w Anglii, wiecznym narzekaniem kibiców, robieniem dramy. No i pojawiła się oferta Juventusu. Chelsea ma nie robić problemów, a pierwszym typem na następcę jest Javi Garcia. Po sezonie Sarrego zostaje 3. miejsce w zaciętej walce o tęże pozycje, wygrana w pucharku czegoś tam, a także kultowa już stała rotacja, którą nie tylko Tomasz Hajto będzie znał z pamięci nawet za 20 lat.
×
×
  • Create New...

Important Information

25 maja 2018 roku zacznie obowiązywać w Polsce Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako "RODO", "ORODO", "GDPR" lub "Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych"). W związku z tym prosimy o zapoznanie się ze zaktualizowaną Polityką prywatności Privacy Policy.