-
CRONOS: The New Dawn
Ja osobiście rzadko kiedy wracam do dawno ukończonej gry i raczej nigdy nie sprawdzam DLCków, mimo że pudełeczko zostaje w kolekcji. W sumie to zaliczam wszystko, jeśli gram z opóźnieniem i całość jest dostępna od ręki.
-
007 First Light
Ale ja nie piszę, że to słaba gra jest, tylko że szału nie ma, a super optymistyczne recenzje i średnia blisko 90 sugerowały coś znacznie lepszego niż finalnie dostaliśmy.
-
Onimusha: Way of the Sword
Myślę, że tak, bo po drodze mijałem przynajmniej ze dwa alternatywne przejścia, które na potrzeby demka zasklepili jakimś gównem, więc przypuszczam, że jakieś itemki też się pojawią w tych skrzynkach/dzbankach. Co do grania po japońsku to po tych trailerach nawet nie wyobrażam sobie inaczej, bo angielski tam brzmiał strasznie amatorsko.
-
007 First Light
Bo dopiero mnie tknęło, żeby zrobić taki kolaż - już dawno w tym temacie pisałem o tym, że pełno tych man-bunów jest - chociażby w laboratoriach Q, na imprezie, czy bankiecie.
-
007 First Light
Ogólnie postacie są spoko, nawet są atrakcyjne babeczki, ale siedzą tam w studio jakieś sojowe pedały, bo w życiu nie widziałem tylu man-bunów w żadnej grze ever - mam wrażenie, że co trzeci facet ma ten pedalski fryz:
-
God of War Laufey
@XM. Racja, zaślepiłem się w swoim zacietrzewieniu - przepraszam najmocniej i przyznaję, że zjebałem
-
God of War Laufey
O k#rwa, faktycznie - w jednej była w worku na ziemniaki, a później w wersji instant, przytroczona do pasa gówniaka, a w drugiej wystąpiła we śnie Kratosa - no w chooy "BYŁA W DWÓCH GRACH"
-
God of War Laufey
Jeśli koniecznie chcieli zrobić GoWa z "silnom babom" to dużo lepszym wyborem byłaby Freya - przede wszystkim nie jest takim randomem, jak Fey, a przy okazji jest dużo atrakcyjniejsza wizualnie.
-
God of War Laufey
Jak tam żadnych "tits" nie ma, bo ona jest płaska jak Atreus Aktorka może i sympatyczna prywatnie (bo podobno nerd i gra w D&D - nie znam baby, widziałem ją tylko w Ragnaroku), ale ogólnie to babka raczej z kategorii nie najładniejszych, więc idealnie pasuje zachodnim studiom jako "silna i niezależna" - taki niestety wciąż jest klimat w tych studiach, a szkoda, bo wierzę, że gra może być całkiem spoko (mimo bycia trzecią taką samą odsłoną z rzędu), ale od wystawienia najwyższej oceny powstrzymają mnie właśnie jakieś lewackie bzdury, albo idiotyzmy typu ten żelek. Podobną obawę mam zresztą odnośnie Intergalactic, że warstwa fabularna zniszczy dobre wrażenie, które pozostaną po gameplayu i technikaliach - a przecież nie musi tak być, wystarczy tylko przestać forsować jakieś pojebane agendy i podporządkować wszystko najwyższej jakości wydawanego produktu. Trzeba być mega-lewakiem, żeby tak uznać - bezbeczna odpowiedź obrażonej Karen z działu HR w stylu "ok boomer".
-
Onimusha: Way of the Sword
Ja sobie demko jeszcze zostawiłem, bo mam ochotę na ponowne przejście - dobrze to wróży pełnej gierce
-
Crimson Desert
Bo nie jesteś w rozdziale dziewiątym
-
007 First Light
Będzie lepiej, ale nie na tyle, żeby człowiek dołączył do chóru tych wszystkich piewców, wystawiających dziewiątki - to spoko tytuł z przedziału 7/10 i chyba tylko licencja Bonda ludziom namieszała w głowach, bo gameplayowo to taki Hitman-light i ubogi krewny Watch_Dogs Legion - koło Uncharted to nawet nie stało.
-
God of War Laufey
Faktycznie - cały jeden rodzaj przeciwników dało się ubić w akompaniamencie tryskającej juchy - tutaj też może dadzą jakąś jaszczurkę, której można wyrwać ogon. A z tym "powiewem świeżego powietrza" to raczysz pan żartować - to jest zwyczajny reskin poprzednich dwóch odsłon i to jest właśnie ta trylogia.
-
Onimusha: Way of the Sword
Horrorkowy vibe był i tutaj (ta scenka z duchami, składającymi swoje dzieci w ofierze), a bohater jest zajebisty - nonszalancki, mega naturalny. Nie napisze nic odkrywczego, bo poprzednicy w sumie wszystko napisali. Gierka wygląda zajebiście, mimo że trochę sterylnie i chodzi płynniutko. Soulslike lubię, więc mi pójście w tę stronę pasuje bardzo. System walki wydaje się fajnie przemyślany i oferuje sporo możliwości na różne okazje - będzie można fajnie kombinować (o te "20h" nie ma się co martwić, bo na pewno będzie mocne replayability, jak to u Capgods). Musashi jest świetnie animowany, zajebiście wygląda (ten płaszczyk) i ma fajną bezwładność w ruchu, którą osobiście bardzo lubię. Fakt, że otoczenie jest za mało zniszczalne (przydałby się chociaż jakiś szczęk oręża, trafiającego w ścianę/kamień i jakaś rysa na trafionej powierzchni), a całość jest bardzo łatwa (tu obwiniam chęć przypodobania się "dziennikarzom"), ale walka z bossem była fajna (choć też prostacka), a sam jego design i maniera były zajebiste. Pragmata była spoko, Requiem było bardzo dobre, ale dopiero tu widzę potencjał na GOTY - będzie grane na premierę, nie widzę innego wyjścia.
-
God of War Laufey
Przecież gore nie było już w poprzednich dwóch odsłonach, więc skąd to zdziwienie?