Od 31.12.25 nie mogę jakoś niczego odpalić i konsola służy za odtwarzacz YouTube, więc to chyba znak, żeby rozliczyć się z poprzednim rokiem zanim będę mógł ruszyć z następnym. Jak zwykle dużo więcej gier kupionych aniżeli ukończonych (134>17) przy czym wiadomo, że piszę tylko o zakupach pudełkowych, bo cyfry wpadają jakoś tak bezwiednie w jakichś promocjach i nawet nie podejmuję się liczenia tego PS Wrapped pokazało mi ponad 1400h spędzonych na PS5, sporo gier odpalonych, sporo czasu spędzonych na tytułach, których ukończyć się zbytnio nie da, ale które dały mi sporo frajdy. Do tego oczywiście solidna dawka godzin w PUBG, niestety z racji braku XBOXowych statystyk w tym roku nie mam pojęcia ile tego było faktycznie i choć na pewno mniej niż w 2024 (wtedy najlepsze Battle Royale ukradło mi z życia ponad 500h) to przypuszczam, że przynajmniej te 300 mogę dorzucić do ogólnego wyniku. Gier ukończonych 17, niektóre dwukrotnie, a jedna nawet 3,5 raza, więc może i ogólna liczba niezbyt imponująca, ale trochę czasu poświęciłem tym tytułom, które zdecydowałem sie ograć "dogłębniej". Platynowych pucharków wpadło 12, więc średnia jednego na miesiąc zachowana, co cieszy, bo to takie moje minimum, które sobie wyznaczyłem. OK, lecimy chronologicznie: 1. Sympatyczna gierka od Rebellion. Nie jest żadnym arcydziełem, ale jest dość oryginalnym, nieco mniejszym projektem, który przywodzi mi na myśl czasy siódmej generacji konsol, gdzie liczył się przede wszystkim pomysł i fun z gry, a reszta składowych była temu podporządkowana. Czuć tu ducha mniejszego, nieskrępowanego korpo-sznurami studia, które robi coś swojego, a nie coś, co nakreślił im smutny pan w garniturze, któremu tak wyszło ze słupków w Excelu i choćby za to warto zaliczyć ten tytuł. Ukończone dwukrotnie, było 100%, doszły jakieś DLCki, więc została tylko platynka. 2. Całkiem fajny, klimatyczny tytuł action-adventure w bardzo fajnym settingu z kapitalną oprawą A/V. Sekcje platformówkowe nawet spoko, eksploracja odpowiednio nagradzana i jedynie drewniana walka mocno psuje końcowe wrażenie. Tak czy siak warto sprawdzić, chociażby w GamePassie. Miał być calak, ale jeden aczik za ubicie bossa no damage to coś, na co zabrakło mi cierpliwości i samozaparcia. 3. W temacie tej gry wszystko zostało już napisane - yebany majstersztyk i również moje GOTY 2025. Przepiękna przygoda, zwieńczona wbiciem wszystkich pucharków 4. Tutaj z kolei ciężko coś pochwalić, ale zagrałem z premedytacją, choć jeszcze godzinę przed wyjęciem z paczkomatu byłem nastawiony na zwrot do nadawcy. Miałem jednak wtedy strasznie ch#jowy dzień i stwierdziłem - "yebać! chcę się upodlić" i rozfoliowałem pudełko. Biorąc pod uwagę zapowiedzi i marketing można śmiało uznać MindsEye za scam - recenzje nie pozostawiały wątpliwości, więc nie będę pisał, że sam chciałem się przekonać, ale była w tym pewna perwersyjna przyjemność własnoręcznego uczestnictwa w tym cyrku. 5. Fajna gierka z zajebiście ch#jową warstwą fabularną. Owszem, czuć tu bardziej DLC niż pełnoprawną odsłonę, ale ogólnie miło się "pająkowało" i tylko szkoda, że to taka woke-spierdolina, po której człowiek wręcz czuje się brudny i musi wziąć prysznic. 6. Nic tak nie motywuje do powrotu, jak wiadomość o rychłym wyłączeniu serwerów (chyba jakoś za 2 tygodnie). Warstwa fabularna ukończona dawno temu, więc trochę tak na wyrost dorzucam w tym roku, ale jakieś 30h spędziłem, dobijając, co mi brakowało, więc niech będzie. Obecnie to naprawdę spoko looter-shooter, a sam gameplay loop bardzo przyjemny, no ale za chwilę płyta będzie tylko bezużytecznym kawałkiem plastiku na półce. 7. Po zakończeniu zabawy z ANTHEM wciąz miałem niedosyt podobnego schematu, więc wreszcie na poważnie wziąłem się za polskiego looterka od PeopleCanFly. To co mnie zaskoczyło to całkiem fajna warstwa fabularna i zupełnie spierdolone udźwiękowienie - serio, chyba nigdy w życiu nie grałem w coś z tak przytłumionym dźwiękem praktycznie wszystkiego. Do platyny zostało mi jeszcze trochę grindu, a do 100% sporo rzeczy w DLC, więc jeśli kiedyś się za to wezmę to nie będę miał oporów przed ponownym wrzuceniem tej gry w jakimś kolejnym podsumowaniu. 8. Nie miałem wielkich oczekiwań, ale i tak się zawiodłem. Symulator chodzenia ze śladowym gameplayem i makietą, udającą otwarty świat. Całkiem fajna fabułka, sympatyczne, świetnie zagrane postacie, kapitalny klimat, nawet nie najgorsze strzelanie, ale cała reszta grubo poniżej średniej. Doszło jakieś DLC, ale szczerze wątpię, żebym się skusił na powrót. 9. Kontynuacja/rozszerzenie poprzedniej odsłony. Nadal fajny, klimatyczny średniaczek, ale jednak klasę niżej niż Rogue City. 10. Nie jestem targetem tego typu gierek, bo ogólnie nie lubię co-opów w grach nastawionych na fabułę - przez konieczność zgrywania się z ziomkiem na przestrzeni tygodni czy nawet miesięcy, doświadczenie się rozwadnia i ciężko mi utrzymać koncentrację. Tak czy siak uważam, że to zajebisty tytuł i jak dla mnie najlepsza gra od Hazelight - ciepła historyjka, naprawdę sympatyczne dziewuchy w rolach głównych i masa odjechanych pomysłów, po których człowiek cmokał z uznaniem nad kreatywnościę ekipy Faresa. 11. Jedno z większych zaskoczeń ubiegłego roku i mój numer 2, tylko za Ekspedycją. Jasne, ma parę umowności czy nawet ułomności, ale też od cholery własnego charakteru i chyba najlepsze oddanie poczucia odkrywania czegoś starożytnego, jakie kiedykolwiek udało się wywołać we mnie gierce video. Mocno niedoceniony tytuł, który niezasłużenie przeszedł zupełnie bez echa. 12. Kiedy pojawiła się nadzieja na wbicie platynki, powróciłem, przechodząc ponownie podstawkę i po praz pierwszy zaliczając 3 DLCki. Po The Old Country strasznie doceniłem wolność, którą oferuje ten tytuł i nawet jeśli ma od cholery za uszami to i tak jest zdecydowanie lepszą odsłoną od tej najnowszej. Czas oczywiście skumulowany na przestrzeni lat - normalne przejście, później próby ponownego przechodzenia, kombinowania bez patcha itp i tak się uzbierało. 13. Po Silent Hill 2 wiadomo było, że bloobery dostarczą kolejnego sztosa, więc zakup w ciemno i moje Top 3 2025. Świetny survival horror w zajebistym settingu. Przy okazji pokazujący jak bardzo "zkażualizowała" się społeczność graczy, albo inaczej - jakie "janusze" uzurpują sobie prawo do zaliczania się w poczet tej społeczności. Przeszedłem dwukrotnie, platynka wbita, czekam na więcej od "mistrzów horroru z Krakowa" i piszę to bez krzyty złośliwości. 14. Nowy Silent Hill to ciekawy przypadek gry, która zyskuje z każdym kolejnym przejściem i którego największa bolączka (walka) z biegiem czasu przestaje przeszkadzać, bo warstwa fabularna i klimacik sporo rekompensują. Zaliczone 3 i pół raza, ale do platyny nie chciało mi się już męczyć, bo nawet z przypakowaną Hinako walka na najwyższym poziomie trudności to absolutnie nic przyjemnego. Tak czy siak bardzo udana odsłona i w Top 5 gierek zeszłego roku bym umieścił. 15. More like Ghost of Wokei... Warstwa fabularna typowo dla zachodniej developerki skażona sporą dawką promowania ideologii (silne baby) zamiast skupić się na kreacji bohaterów czy opowiadaniu fajnej historii. Gameplayowo to wciąż Tsushima, ale jako całość to po prostu gorsza jej kopia bez własnej tożsamości. Tytuł, który powstał chyba tylko po to, żeby Sony miało jakąś zapchajdziurę od wewnętrznego studia. 16. Rzutem na taśmę wleciała dwunasta platynka AD 2025, czego zupełnie nie miałem w planach, bo te nowe DOOMy były raczej problematyczne w platynowaniu. The Dark Ages jest jednak banalny, zarówno pod względem trudności pucharków, jak i takiej zwykłej, samej w sobie. Eternal sprawiał, że zastanawiałem się nad odpaleniem najniższego poziomu trudności, a tutaj z marszu przeszedłem grę na "normalu", do ostatniej misji nie robiąc nawet żadnych upgrade'ów. Jako że skill i refleks nie jest moją mocną stroną, jestem z tych, którym Dark Ages podobał się bardziej niż Eternal, ale ogólnie uwielbiam wszystkie trzy odsłony i mega szanuję id software za to, że mimo wspólnych fundamentów, każda ma nieco odmienną, własną tożsamość. 17. Ciężko pisać tu o "ukończeniu", ale władowałem ponad 150h, zaliczyłem wszystkie 72 questy, wykupiłem 2 decki i wbiłem zdecydowaną większość pucharków. W sumie te, co są nie wbite, aktualnie są zepsute i cholera wie, czy developerom kiedyś uda się je naprawić. Tak czy siak fenomenalna gierka, oferująca od cholery zajebistych (a czasem i dołujących) wspomnień. Co jakiś czas będę zaglądał, ale na pewno już nie będzie takiego "maniaczenia". Oprócz powyższych, jak co roku mam też sporą porcję tytułów rozgrzebanych w mniejszym lubi większym stopniu, które chciałbym kiedyś domknąć. Najwięcej czasu z takowych zajęło mi chyba DEADSIDE, ale trochę mnie wk#rwiły kacapy, zamykając mój serwer i robiąc wipe wszystkiego. Sporo czasu (około 100h, bo reszta była nabita w okolicy premiery) poszło na pierwsze Kingdom Come Deliverance w ramach planu odpalenia dwójki, ale porzuciłem w okolicach klasztoru i plan się nie powiódł. Obiecuję wrócić, bo mam straszną ochotę poznać "dwójkę". Nie mogę natomiast zagwarantować chęci powrotu do bardzo mocno rozgrzebanego AVOWED. Chciałbym to kiedyś chociaż ukończyć, ale zupełnie bezjajeczna warstwa fabularna skutecznie studzi mój zapał. Podobnie mam z BANISHERS, od którego odpycha mnie ten cały woke szajs, w którym DONTNOD się tak rozkochało. Spoko gierka, fajny klimat, ale dość mam tych wszędobylskich silnych bab i usilnego wciskania politycznej poprawności do gierek. Na pewno chciałbym wrócić do Death Stranding 2, które dość mocno mnie zawiodło i bez żalu odstawiłem, ale jednak gdzieś tam wciąż dobija się wyrzut sumienia, żeby dać temu tytułowi drugą szansę. No i mój najczęściej porzucany tytuł 2025, który paradoksalnie uważam za jedną z ciekawszych pozycji, wydanych w zeszłym roku. Blades of Fire od mercurysteam to naprawdę kawał nietuzinkowej gierki, która potrafi wciągnąć na długie godziny i dać od cholery satysfakcji z uzyskiwanych postępów. Naprawdę nie mam sensownego wytłumaczenia, dlaczego tak łatwo przychodzi mi porzucanie tego tytułu, ale obiecuję, że kiedyś wrócę tak na dobre i wreszcie zobaczę napisy końcowe. Trochę pograne było również w multi Battlefield 6, ale mocno zawiodłem się tym, że RedSec to wręcz chamska zżynka z casualowego Warzone, a do tego ma parę debilnych pomysłów typu czołgi i pojazdy z zamontowanymi giwerami, co skutecznie psuje balans w endgame. Parę godzin zeżarło mi również multi w F1 2021 - chciałem wbić pucharki, póki serwery działają. Udało się, więc teraz na spokojnie mogę sobie wbijać singlowe pucharki, jeśli najdzie mnie taka ochota. Byłbym zapomniał - wreszcie ruszyłem z miejsca w RETURNAL i niemal z marszu pokonałem pierwszego i drugiego bossa, a w trzecim biomie dotarłem do trzeciego i... dostałem wpierdol... Jako że miałem spoko wyposażenie, giwerę, artefakty itp, było to bolesne i do dziś się nie otrząsnąłem, ale jest opcja, że jeszcze powrócę, więc wrzucam swój dotychczasowy progres, jako przypominajkę dla samego siebie. I tak to by z grubsza wygladało u mnie, jeśli chodzi o 2025. Niewiele ukończonych tytułów, ale ogólnie grane było dość sporo, więc wszystko sprowadza się do samodyscypliny i stawiania na doprowadzanie spraw do końca - zdecydowanie nad tym muszę popracować.