Call of Duty: World War II (PC) - Single Player
Nowy CoD wraca do korzeni... No, może i wraca, ale nie zapomina przy tym bagażu doświadczeń całej serii. Czy to dobrze, czy to źle - trochę temat rzeka. Na pewno bardziej widoczne jest to w trybie multi, gdzie mniej i bardziej niezgodne z historią dodatki mają za zadanie podkręcić tempo gry do "współczesnych standardów", ale ja skupię się tu tylko na kampanii dla pojedynczego gracza, bo tym dla mnie Call of Duty od zawsze stoi.
Zaczyna się niby z grubej rury - lądowaniem na plaży (podejrzewam, że Omaha, ale pewności nie mam) podczas D-Day i jak to zrobił Medal of Honor: AA 15-ście lat temu, tak dziś nowy CoD próbuje wywrzeć podobne wrażenie. Czy się mu udaje? Uczucia mam mieszane. Rozmach i filmowość całej sekwencji są, z oczywistych względów, na poziomie nijak nieosiągalnym dla poprzednika, ale całość nie wywiera takiego ciśnienia - przebiec można szybko, ginąc co najwyżej 2-3 razy, zanim się ogarnie, za którym botem kiedy trzeba lecieć i mimo że wokół wybuchy, prujące karabiny maszynowe i krzyki żołdaków, leżących w kałużach krwi, z pourywanymi kończynami, to mam wrażenie, że na dłuższą metę cała rzecz nie zapadnie mi w pamięć. Nie wiem: może już gram zbyt długo i widziałem już w giereczkach zbyt wiele? Później następuje wyraźne zwolnienie na parę misji. Dostajemy "typową Normandię", która od zawsze w FPS-ach jakoś mnie nużyła. I choć po drodze mamy atrakcje, takie jak na przykład pościg samochodowy przez miasteczko opanowane przez Niemców i pogoń za pociągiem pancernym, który w sumie robi niemniej niż podobna sekwencja w ostatnim Uncharted, tak gra rozkręca się dopiero później - nie będę spoilerował, ale wystarczy powiedzieć, że jest i bardziej różnorodnie, klimatycznie i ciekawiej gameplayowo. Przyjdzie nam się i poskradać na parę sposobów, i pojeździć czołgiem, a nawet polatać myśliwcem - wszystko to oczywiście w mocno zręcznościowym stylu. Od tego momentu też zacząłem czerpać sporo większą frajdę z grania. Z drugiej strony, to właśnie dzięki temu, że śledzimy wydarzenia głównie z oczu wojaka ze słynnej amerykańskiej 1 Dywizji Piechoty, po raz pierwszy w drugowojennym Call of Duty dostajemy jakąś bardziej zarysowaną fabułę. Choć niby mamy tu standard - ot, paru ziomeczków zaciąga się do woja, bo obowiązek wzywał, a po drodze oczywiście muszą użerać się z upierdliwym przełożonym, to ich dość stereotypowe charaktery zostały fajnie przedstawione. Może nie jest to poziom Brothers in Arms (tak gry jak i serialu), acz bez problemu można się z nimi jakoś tam zżyć, jednego polubić, drugiego nie. Całkiem zgrabnie to wyszło. Ku mojej uciesze kampanii zaoszczędzono siłowego wpychania elementów poprawności politycznej, czy amerykańskiego patosu w jakiejś mało strawnej formie. Jest o poświęceniu, żołnierskiej przyjaźni i ofierze wszystkich walczących na wojnie, nie tylko wojaków. Propsuję też Sledgehammer Games za to, co pokazali w epilogu, choć jak na moje mogliby walnąć coś jeszcze bardziej dosadnego.
No i co jeszcze... Nowy CoD dostał też sekwencje QTE w kilku miejscach, mocno bezsensowne znajdźki i oczywiście nieodłączną zasadę "przyj naprzód, bo inaczej wrogie boty będą respić się bez końca", z tym, że momentami wyszło to naprawdę chamsko. Mamy też pełny polski dubbing. Powiem tak: uszy nie krwawią, ale do ideału daleko. Niektóre postaci, że tak powiem drugoplanowe, brzmią wybitnie sztucznie, a jeden z ziomali z naszego oddziału ma głos typowego dresa. :/ W wersji PC niestety nie da rady włączyć oryginalnych głosów bez zmieniania języka całej gry, ale na konsolach ponoć się da. Graficznie jest bardzo ładnie (nie sądziłem, że kiedyś napiszę to w odniesieniu do Call of Duty), ale rewelacji nie widzę. Może to dlatego, że nie mam KoX-a podpiętego do TV 4K z HDR-em, tylko wysłużonego bieda peceta. Reasumując: bawiłem się dobrze, szczególnie od drugiej połowy gry. Ode mnie: 8+/10 :) Pewnie jeszcze trochę popykam sobie w multi, ale że niestety nie mam małpiego refleksu, to pewnie będę się frustrował zgonami co kilka\kilkanaście sekund. Potem może tryb zombie na ostatek i tyle - pozostanie czekać na przyszły rok z nadzieją, że Treyarch zrehabilituje się za abominację pod postacią Black Opsa 3.