Oglądałem w ostatnim czasie kilka filmów, jednak jakoś nie miałem weny, żeby tu o nich pisać. No to tak skrótowo: The Witch (2015) - GOTY klimat i gęsta atmosfera. Nie było może zbyt wielu typowych straszaków, ale to dobrze - przynajmniej nic nie zaburzało dość unikalnego charakteru całości. Film spokojny, ale w dobry sposób niepokojący. Trzymało mnie w napięciu od początku do końca. Więcej takich obrazów poproszę. 9/10 i znaczek jakości Secret in Their Eyes (2015) - Twór gdzieś z pogranicza kryminału i thrillera. Może i momentami intryga wydawała się być nawet interesująca, ale całość jak dla mnie łamie się pod naporem przesadzonej długości filmu oraz niestety żółwiego tempa akcji. wymęczone 5/10
The Boy (2016) - Może nic wybitnego, ale oglądało się naprawdę spoko. No i Maggie z The Walking Dead jednak znacząco podnosi "walory estetyczne" dzieła. Klimacik nawet jakiś tam był, wizualnie też okej. Straszenie, choć głównie opierało się na dość prostych jumpscare'ach, nie powodowało we mnie uczucia zażenowania. Twist z końcówki zdołał mnie nawet leciutko zaskoczyć, choć gdybym wcześniej włączył myślenie pod nieco innym kątem, to raczej dość łatwo można by na to wpaść. 7/10
Pitbull. Nowe Porządki (2016) - Niby nie miałem wielkich oczekiwań, ale niestety się rozczarowałem. Miałem wrażenie, że ktoś tu nawalił do kupy tyle postaci i różnych wątków specjalnie, by widz z czasem zaczął się w tym wszystkim gubić. Przynajmniej ja tak miałem, a zaznaczam, iż oglądałem będąc przytomnym i trzeźwym Pod koniec autentycznie momentami nie ogarniałem już kto, co i dlaczego. Film niemal nijak nie buduje napięcia, a los większości postaci prawie w ogóle mnie nie obchodził. Meh. Zabrakło jakiejś głównej, wyraźnej osi scenariusza i powstał taki nijaki zlepek, jednak z dość dobrym klimatem i realizacją. Plus za Lindę i parę bekowych scen. Tym niemniej hype na Niebezpieczne kobiety, spadł mi prawie do zera. 6-/10
Krampus (2015) - Potężne zaskoczenie na plus. Świąteczno-horrorowy klimat, przywodzącym na myśl trochę Baśnie braci Grimm w ich oryginalnej, nieugrzecznionej formie. Do tego solidna szczypta czarnego humoru. Wszystko podlano zaś lekkim sosem kiczowatych produkcji z gatunku kina familijnego z lat 90-tych. I choć tego gatunku nie trawię, tutaj to wszystko zagrało. Można oglądać niezależnie od pory roku. 7+/10
High-Rise (2015) - Jeden z tych artystycznych, bardziej "ambitnych" filmów, które jednakże nijak do mnie nie trafiły. Bełkotliwy przerost formy nad treścią z przyjemną dla oka realizacją, dobrą ścieżką dźwiękową oraz całkiem fajnie zagraną rolą Luke'a Evansa. Tom Hiddlestone niestety wypadł trochę blado, jakby urwał się wprost z planu The Night Managera i zapomniał, że zmienia postacie.
5-/10
Remember (2015) - Również ogromnie fajna niespodzianka. Sprawnie poprowadzony thriller z oryginalnym scenariuszem i interesującymi zwrotami akcji, a szczególnie twist w finale zrobił na mnie wrażenie. Dziadek uciekający z domu opieki i tropiący byłego SS-mana, może nie brzmi szałowo, ale to właśnie w zaskoczeniu drzemie siła tego filmu. Polecam sprawdzić samemu.
8/10 Southbound (2015) - Interesujący i dosyć nietypowy, jak na dzisiejsze czasy, horror. Pięć bardzo luźno związanych z sobą opowieści przywodzi na myśl klimatem produkcji klasy B z minionej epoki VHS-ów. Przyjemna, nieco nostalgiczna podróż do przeszłości.
7/10