Joy (2015)
W sumie pozytywna niespodzianka. Film z niby prostą, lecz angażującą historią, która w pewien sposób mnie poruszyła, a nieszczególnie spodziewałem się tego po zarysie fabularnym. W roli głównej mamy tu Jennifer Lawrence, która, głównie z racji wieku, dość średnio pasuje mi do odgrywania czwanej babki z bagażem życiowych doświadczeń i gromadką dzieci. Charakteryzacja postarza ją jak może, no ale cudów nie ma. Wydarzenia, które jest nam dane śledzić na ekranie wydają się zaskakującą realne, co oczywiście jest na plus. Kolejne sceny, w których obserwujemy jak tytułowa Joy w zasadzie ciągle ma pod górkę, pozwalają budować coś na kształt wiarygodnej więzi emocjonalnej i sprawiły, że od pewnego momentu sam jej kibicowałem. Wszystko do zostało podlane dość miłym klimatem lat 90-tych, no i jest Bradley Cooper. Mimo ponad dwóch godzin, seans prawie mi się nie dłużył. Prawie.
7/10