Resident Evil: Requiem No właśnie nie wiem co tak słabo. Mocny początek, a potem zaczynają się laboratoria, podziemia, piwnice, szarobrązowe korytarze i otwarta lokacja żywcem wyjęta z jakiejś dudebro gry na x360/ps3 z 2008 roku. Etapy gdzie sterujemy Grace są bardzo fajne, bo Grace ma akurat szczęście że chodzimy nią po tych lepszych etapach. Leona broni tylko strzelanie, które jest zrobione zajebiscie, ale niestety chodzimy nim po tak nieciekawych lokacjach, że te strzelanie nie wystarcza - jakie fajne by nie było. Zwłaszcza, że chwilę przed 9 wyszedł Remake4, więc tym bardziej etapy Leona to taki trochę Resident 4 z Temu. Kilka razy łapałem się na tym, że grając miałem myśli że może lepiej odpalić sobie po prostu Remake4. Trzeci akt to bezczelne jechanie na nostalgii co uważam za głupie z prostej przyczyny - seria RE to nie jest jakaś zapominania saga, że trzeba uderzać w prymitywną nostalgię. To nie jest 2017 rok przed premierą VII gdzie gracze są po słabej 6 czy Revelations z uciętym budżetem. Między 2017 rokiem wyszła 7,8 i 3 rimejki, które okazały się sukcesem. Dlatego ja nie rozumiem co ich podkusiło żeby jechać na nostalgii tak, jakby to był projekt Disneya, a nie 9 część kasowego IP wydawanego przez jedną z większych firm na rynku. Kontrast pomiędzy 9, a 7,8 i rimejkami jest zatrważający. Gdyby Requiem wychodziło w 2017 roku, może bym to jeszcze zrozumiał. W 2026 roku jest to dla mnie nie do zaakceptowania. Ostatni boss to reskin bossa z remake 3 xd. Fabuły nawet nie chce mi się komentować, bo jest głupia nawet jak na standardy serii. 7/10, można pograć ale od serii oczekuję więcej, zwłaszcza teraz gdy gatunek horroru przeżywa renesans.