-
własnie ukonczyłem...
Walka na true ending to największe wyzwanie w grze i jedyny moment, gdy zaciąłem się na parę godzin jak w jakiejś grze From Softu, ale jej drugi etap jest 10/10.
-
Odyseja 2026
Do "Mrocznego rycerza" robił bardzo dobre filmy, trójca Memento-Bezsenność-Prestiż jest przeze mnie bardzo ceniona, ale od Incepcji (albo kretyńskiego trzeciego Batmana, nie pamiętam, co było wcześniejsze), żaden jego film nie siadł mi na więcej niż 5/10 (Oppenheimera nie widziałem). To są ładne filmy, ale poza tym niczego ciekawego w nich dla mnie nie ma, a próby dodawania im intelektualnego waloru wychodzą patetycznie.
-
Call of Cthulhu
To jest ciekawy przykład gry, gdzie widać zmarnowany potencjał na wielu poziomach, pewną, z braku lepszego słowa, "szkieletowość" (systemy RPG, które tak naprawdę jakoś bardzo nie zmieniają gameplayu czy wrzucanie pojedynczych sekwencji skradanych czy pseudostrzelanych) i ogólnie obiektywnie trudno mi tę grę komuś szczerze polecić. Natomiast jej klimat i to jak wykorzystuje twórczość Samotnika z Providence sprawiły, że miło tę grę wspominam. Trochę, na drugą nóżkę, kazus jak Stygian, które to jest naprawdę toporną i zabugowaną grą, ale chwyta dobrze atmosferę twórczości Lovecrafta.
-
Warhammer 40K: Rogue Trader
Oj tak, pamiętam jak ogrywałem, gdy wyszło jakieś DLC i pomijając bugi pomniejszej rangi, które zaczęły się mnożyć, to nagle w jednej walce fabularnej musiałem zostawić odpaloną grę na X czasu, bo przeciwnicy "wykonywali" kilkadziesiąt tur pod rząd w ramach których po prostu stali w miejscu. Ciut się wtedy zdenerwowałem.
-
własnie ukonczyłem...
Z perspektywy lat ciekawie ogrywało się remaster Metal Gear Solid 2, będąc już gotowym na pewne poszczególne rozwiązania czy cechy tej gry. Co więcej, kiedyś wydawało mi się, że ta gra ma znacznie gorszy balans cutscenek do grania i bliżej jej do filmu. W rzeczywistości, choć cutscenek jest od cholery, to jednak sporo się tutaj gra i gra się, co jeszcze istotniejsze, całkiem fajnie. Nie idealnie, ale fajnie. Streszczenia fabuły się nie podejmuję, a zarys pewnie zna większość forumowiczów - jako Raiden (po prologu rozgrywanym jako Snake) trafiamy na morską platformę przejętą przez terrorystów. Ów wyglądający jak wyjęty z anime chłopek, za co zbierał swego czasu baty, musi sobie więc poradzić z bandytami, ich porytymi przywódcami, dziesięcioma zwrotami akcji, sztuczną inteligencją, zaskakująco celnym komentarzem na temat cyfrowego świata i innymi kojimizmami. I przyznam, że fabularnie i narracyjnie obecnie ta gra bardzo mi się podobała, a odpały pana Hideo były jeszcze dla mnie całkiem strawne i co najwyżej budziły uśmiech (jak postać Fatmana), a nie zażenowanie jak MGS 4, przy którym się dla mnie całkiem pogubił w cudowaniu i robieniu filmu zamiast gierki. W gameplayu gryzła mnie jedna rzecz, a mianowicie niezbyt wygodne sterowanie. Oczywiście człowiek po czasie się przyzwyczai, ale i tak były momenty, gdy kląłem jak zły ("platformowa" sekwencja przy przechodzeniu między Shellami po walce z bossem na łączniku). Podobnie, ostatnia konfrontacja ma motyw, którego w grach nie lubię (np. również w pierwszym God of War), gdy zmienia się mechanika walki w stosunku do reszty gry. Niemniej jednak, jak już człowiek wejdzie w rytm tej gry, to bawi się bardzo dobrze. Same możliwości ruchowe blondasa są całkiem fajne i pomimo różnych umowności (czemu mogę wskakiwać na metrową skrzynię, ale już przejście przez płot mający niewiele więcej jest totalnie ponad jego umiejętnościami) przyjemnie się skradało. Co prawda można wiele spraw w tej grze załatwiać bardzo ofensywnie (a przynajmniej takie miałem wrażenie równolegle kończąc Thiefa 2), ale więcej frajdy dawało mi skradanie się i terroryzowanie strażników duszeniami lub spluwą. No i, co bardzo istotne, gra cały czas coś tam dodaje do swojej formuły, więc nie ma mowy o monotonii. Pomijając paru bossów (no, tych mogłoby być więcej), to sobie popływamy, posterujemy rakietami, postrzelamy ze snajperki czy odwalimy jedne z niewielu misji eskortowych w grach, które mnie akurat nie drażniły. Do tego fajnym smaczkiem były codecowe zagrania przy samej końcówce - wiadomo, człowiek już wiedział, co się będzie działo, ale i tak bardzo je doceniam, zwłaszcza uwzględniwszy datę premiery. Jakoś tak z perspektywy czasu MGS 2 siedzi mi znacznie bardziej, niż się spodziewałem. Balans fabuły i grania wypadł znacznie korzystniej, niż miałem zakodowane, systemowo to dobra gra, no i jestem w stanie jej sporo wybaczyć. Kto wie, może kiedyś się przeproszę nawet z MGS 4. A tymczasem będzie trzeba wrócić sobie do MGS 3 (jeszcze nie wiem w której wersji) i w końcu przejść MGS V, które bardzo mocno razi z kupki wstydu. A jakbyście się pogubili w fabule serii, to załączam jej najlepsze streszczenie:
-
MMA
Niczego się nie spodziewałem, a i tak jestem zawiedziony.
-
Xbox Series - komentarze i inne rozmowy
Donatello przyrównał zabicie id do zabicia twórców Returnala (więc tutaj pojawia się pierwsza kwestia, kwestia skali), wskazując na to, jaki podniósłby się kwik i jakie byłyby konsekwencje. Ja wskazałem, że zabicie Bluepoint (studia bardziej porównywalnego do Housemarque od id) wywołało straszny kwik i konsekwencje (to była ironia) w obozie Sony. Cieszę się, że mogłem pomóc.
-
Xbox Series - komentarze i inne rozmowy
Ty czytałeś w ogóle cytowanego posta czy tak piszesz dla samego pisania? Nieźle.
-
Xbox Series - komentarze i inne rozmowy
Albo Bluepoint.
-
Crisis Core: Final Fantasy VII Reunion
Lepiej gameplayowo nie będzie.
-
Xbox Series - komentarze i inne rozmowy
Spokojnie, pan Nutella ogarnie pobratymców na wizie H-1B i będą nam dostarczać bangery w zamian za ekipę z id.
-
własnie ukonczyłem...
Jakbym tę grę platynował, to bym ją pewnie znienawidził
-
własnie ukonczyłem...
Podobnie jak Mari4n, również ostatnio skończyłem Crasha Bandicoota 4. Ta gra na pewno nie mogłaby wyjść spod paluchów współczesnego Naughty Dog - w końcu tam nie wolno używać słowa "fun", a tymże funem czwarty Crash (choć chwilami w ostatnich lokacjach mocno kopiący mi dupsko) jest wypełniony. To gra w pełni zasługująca na numer w nazwie - przenosi formułę trylogii z PSXa, gdzieniegdzie doprawiając ją dodatkowymi elementami, aby urozmaicić klasyczne podejście do platformingu. Żadnego wymyślania nowej formuły, żadnych open worldów, żadnego rozwoju postaci - jamraj ma skakać, kręcić się i ślizgać. Przy okazji też ginąć, bo tu nie ma miękkiej gry. O fabule nie ma co się rozpisywać - dawni znajomi Crasha z Neo Cortexem na czele uciekają z więzienia, co skutkuje chaosem na liniach czasowych i międzywymiarowymi skokami. Trzeba więc ten bajzel odkręcić, a zamieszanie skutkuje tym, że pojedyncze poziomy rozegramy również innymi bohaterami o ciut odmiennych umiejętnościach. No i fajnie. W grze działa praktycznie wszystko, co ma działać - sterowanie jest odpowiednio responsywne, a lokacje na tyle urozmaicone, aby nie popadać w znudzenie. Poza standardowymi przerywnikami jak lokacje, gdzie przed czymś zwiewamy lub na czymś śmigamy, to dodatkowo jeszcze pojawiają się różne maski dodające do naszego arsenału ruchów zagrania konieczne, aby poradzić sobie z daną przeszkodą - może to być na przykład odwrócenie grawitacji czy zwolnienie czasu. Aż do końca zabawy nie miałem wrażenia, że twórcy wyprztykali się z pomysłów, a przecież nawet jeszcze do porządku nie tknąłem dodatkowej zawartości, a jej jest sporo. Dodatkowe poziomy, maksowanie map, nawet przechodzenie misji od tyłu. Osoba chcąca wycisnąć z tej gry wszystko otrzyma naprawdę masę opcjonalnych zadań. Czy mógłbym się do czegoś doczepić? Tak. O ile poziom trudności uważam przez większość czasu za całkiem sensowny - jest dla takiego lebiegi platformówkowego jak ja miejscami wymagająco, ale nic, co by mnie mocniej zablokowało (może poza ostatnią sekwencją w zamku Cortexa - spokojnie zdechłem tu z 20 razy) - to jednak jest parę miejsc, gdzie imo przejście ich za pierwszym razem graniczy z cudem i dopiero podchodząc ponownie do sekwencji i wiedząc, co za chwilę na nas wyskoczy albo gdzie musimy się dostać, możemy je przejść bez skuchy. Nie lubię takich zagrań, nawet jeśli w platformówkach nie są one niczym nowym. Przy Crashu bawiłem się całkiem dobrze - może nie na tyle, że jak nie dostanę w tej dekadzie Crasha 5, to moje życie będzie bardzo puste, ale chciałbym, żeby Toys for Bob pyknęło nowe Spyro i dostarczali raz na parę lat gierki, które w najlepszy możliwy sposób przenoszą mnie do beztroskich czasów PSXa. Przy okazji też moja potrzeba platformowania w 3D została na dłuższy czas zaspokojona - nie jest to mój główny typ gierek, ale od czasu do czasu, jeszcze jak!
-
Silent Hill f
Tak z perspektywy ogrania gry na premierę, to pamiętam trzy świetne momenty: i absolutnie zamulającą walkę. Cieszę się, że ta gra powstała, że miała swój charakter, ale kiepsko widzę, żebym do niej kiedykolwiek wrócił.
-
Inne serwisy dystrybucji cyfrowej (GOG, GMG, Origin i inne)
Ściągnij dgvoodoo2 i raczej będzie działać.