-
własnie ukonczyłem...
Najgorszy może nie, ale ja chłopa rozumiem, mimo fajnego systemu walki wszystko inne drażniło mnie tak, że nie dałem rady dograć do końca.
-
ZERO PARADES: For Dead Spies
Na Esoteric Ebb też się czaję, ale jeszcze przez parę tygodni mam mocno ścięty czas na gierki, więc pewnie już kupię sobie przy letniej wyprzedaży na Steam.
-
ZERO PARADES: For Dead Spies
Też spodziewam się, że to niezła, a może i więcej niż niezła gierka, która miałaby znacznie lepszy odbiór, gdyby wyszła pod innym szyldem. A tak to sam mam średnio ochotę na zakup, pamiętając dramy rozmaite z ZU/AM.
-
własnie ukonczyłem...
Ograłem sobie Stranger in Paradise: Final Fantasy Origin i jest to na pewno gra, która z różnych powodów zapadnie mi w pamięć. I gwoli ścisłości - niejako spoilerując recenzję - tak, bawiłem się bardzo dobrze przy dziele Team Ninja. To po prostu rzecz karkołomna w założeniach, obdarzona wieloma wadami Niohów, a jednocześnie ma naprawdę niezwykle przyjemny system szlachtowania przeciwników i ani na moment nie odczuwałem chwili znużenia. Z drugiej strony to też tytuł nieprzesadnie długi - zajął mi 18 godzin na normalu. Najpierw sobie ponarzekam. Wizualnie to tradycyjna dla Team Ninja niemoc. Nikomu niepotrzebnego śmieciowego lootu wypadają tony po każdej potyczce. Misje poboczne to po prostu łażenie jeszcze raz po tej samej lokacji, nie ma nawet jakiegoś specjalnego dodatkowego bossa. A w ogóle same lokacje są proste i wizualnie nieciekawe. A do tego fabuła... No, tu wchodzimy w czwartą gęstość. Całkiem serio śledziłem tę historię, bo jest niezamierzenie tak zła, że aż zabawna. Już sama próba poszerzenia lore pierwszego Final Fantasy (wiecie, tej gry z NESa na 12 godzin, gdzie czterema pikselowymi ludkami bijemy inne ludki, aż zdobędziemy kryształy i pokonamy ostatniego bossa) o jakieś tajne misje, czyszczenia pamięci, spiski, pytania o mniejsze zło i absolutnie złe dialogi budzi masę frajdy jak przy oglądaniu "The Room". A do tego dodajcie sobie protagonistę - Jack wygląda jak Fred Durst na Ozempicu, wypowiedzi innych postaci kwituje hasłem "bullshit" i puszczeniem sobie z empetrójki numetalu albo rzuceniem się z pięściami w trakcie monologu na bossa z okrzykiem, że "chuja mnie to obchodzi" i z 20 razy w trakcie gry powtórzy, że on chce tylko wypłacić w dziąsło chaosowi, przepraszam, Chaosowi. Tak, to bardzo charakterystyczny protagonista, nawet jeśli z przyczyn innych, niż chcieliby twórcy. Pomimo rzeczy wymienionych powyżej, to jednak bardzo przyjemna gra, bo dostarcza w najważniejszym obszarze - gameplayu. Gra na szczęście nie jest pochodną Soulsów - nie ma tu paska staminy, więc walczy się odpowiednio szybciej. Nasz zabijaka (podróżujący z drużyną) ma całkiem sporo narzędzi przemocy - poczynając od uników, bloków i parowania oraz specjalnego typu blokowania, który pozwala np. "przejąć" atak przeciwnika i później nim zaatakować, a kończąc na kombosach i umiejętnościach klasowych. Tak się bowiem składa, że Jack ma dostęp do wielu klas postaci, które następnie "krzyżują" się w coraz bardziej zaawansowane wersje. Klasa postaci wpływa na używane uzbrojenie, moveset oraz zdolności specjalne, a także po drodze odblokowują się umiejętności pasywne. Tym samym kombosy składamy kombinując lekki atak i ciężki atak oraz używając specjalnego ruchu klasy. Aby atakować ciężkimi ruchami i posługiwać się specialami, musimy obijać wrogów, bo te zżerają manę, ta jednak szybko się ładuje i w trakcie gry praktycznie się nie myśli, czy to pora na kombosa z ciężkim atakiem. Dodać do tego też można, że jedne ataki są obszarowe, inne lepiej zbijają staminę potrzebną do dobitek ładujących manę, jeszcze inne wpływają na statusy i okazuje się, że z kombinacji tych klas robi nam się cholernie duży arsenał ofensywnych możliwości. O to chodzi, to mi się podoba. Pomijając mobów - mogłoby ich być nieco więcej rodzajów - każdą misję wieńczy także walka z bossem. Są oni całkiem fajnie zaprojektowani, zazwyczaj bardziej skupiamy się na zbiciu ich staminy, niż HP, co dodatkowo może zachęcać do doboru klasy postaci lub typu magii pod potyczkę. Można powiedzieć, że to taka klasyczna gra współczesnego Team Ninja - technicznie czy fabularnie nic ciekawego, jest stały zestaw wad, ale systemy walki to oni dalej robią jak mało kto. A w takie gierki gram, niespodzianka, dla systemów walki. Podsumowując, to był kawał fajnej siekaniny. Wiem, że FF XVI było już pewnie na zaawansowanym stanie prac, kiedy wyszło Stranger in Paradise, ale aż głupio, że poboczna gierka, w dodatku taka, którą spora część graczy kojarzy tylko z memicznego "I want kill Chaos", potrafiła tak dostarczyć gameplayowo, a mając 10 razy tyle budżetu numerowana gierka w serii dostarczyła nibyslasherową walkę opartą o tę samą animację pod kwadrat kwadrat kwadrat przez 50 godzin. Naprawdę, wolałbym z perspektywy czasu, aby FF XVI zostało opóźnione, a w jakiś sposób zaadaptowało walkę z omawianej pozycji.
-
własnie ukonczyłem...
Kupiłem to w końcu jakoś w zeszłym roku, ale ciągle czeka na swoją kolej. A chciałem w to zagrać w sumie już od czasów PS2.
-
Wymiana kodów Steam/Origin, kart itepe
Oddam Rogue Trooper Redux.
-
Boomer Horror - hidden gemy & niszowe horrory
Shadow Sacrament: The Roots of Evil na SteamShadow Sacrament is a grim horrorvania where you play as a tormented detective who must investigate the secrets of an ancient, horrific monastery. Explore hidden chambers, solve intricate puzzles, andWygląda spoko, XIX wiek, klasztor i Resident Evil, ale to pixel art w bocznym rzucie.
-
własnie ukonczyłem...
Rozpykałem po kilkudziesięciu godzinach Fire Emblem: Engage i jestem po tym tytule bardzo mocno przekonany, że z jednej strony chcę ruszyć starsze części (do tej pory ograłem tylko Three Houses i jedno musou), a z drugiej jeśli w kolejnym FE ma być jakikolwiek nacisk na simowe elementy, to mój zapał względem tytułu na Switcha 2 mocno opadł. FE: Engage to gra, która ma dwie warstwy. Jedna jest absolutnie żałosna i aktywnie odstręczająca od tytułu. Druga sprawiła, że przesiedziałem sporo czasu z przyjemnością rozwalających kolejnych lamusów w tym miksie planszówki z kamień-nożyce-papier. Ta rzecz, która budzi poczucie zażenowania, to fabuła, postacie i klimat. Gramy sobie niejakim Alearem, boskim smokiem, który to budzi się z tysiącletniej śpiączki i ma pokonać siły zła. No i typ jest absolutnie irytującą pierdołą, na początku robiącą pod siebie w każdej sytuacji, by z czasem stać się, a jakże, liderem napędzanym siłą przyjaźni. A tę siłę oferują mu emblemy-postacie z poprzednich odsłon (o ich mechanicznej roli za chwilę) i banda idiotów wyjętych z najgorszego shonena. Praktycznie każda postać musi być gargantuicznie wręcz infantylna, stereotypowa i wprowadzać kretyński humorek. Dodając do tego, że poza samą walką musimy z nimi przeklikać aktywności, aby wyrobić więź dającą benefity na polu walki, to robią się jeszcze bardziej irytujący. Czasu na interakcje z zespołem spędza się niby mniej, niż w Three Houses, ale tam postacie były sympatyczne, a sama historia wciągała. Dosyć powiedzieć, że każda fabularna ścieżka w Three Houses rzucała zupełnie inne światło na świat i zachodzące w nim wydarzenia. A tu po prostu słuchamy dosłownie o sile przyjaźni od bandy frajerów i idziemy najebać złego smoka. Do tego mamy grupę przydupasów smoka, który jest zły, bo jest zły, którzy robią za "bossów" w jakichś 13 misjach z 26. Tak, przydupasy też są żenujący. Na szczęście gameplay zasadniczo dostarcza - co prawda chciałoby się czasem jakiegoś większego urozmaicenia (gra czasem wprowadza jakieś dodatkowe mechaniki na polu bitwy, po czym o nich zapomina), ale z przyjemnością przeszedłem wszystkie walki w kampanii oraz opcjonalne dodatkowe starcia, które prawdopodobnie są "rimejkami" bitew z poprzednich Fire Emblemów z części charakterystycznych dla danej postaci - Byleth z Three Houses jako swoją misję miał "Sacred Tomb" z Three Houses. Zwyczajnie miło się kombinuje, kim kogo zaciukać i zrobić to tak, żeby potem za mocno nie dostać. Pewnym urozmaiceniem jest system wspomnianych emblemów - przypisane do postaci oferują pasywne bonusy, "expią" więzi odblokowujące kolejne aspekty i wreszcie pozwalają włączyć tytułowy tryb "Engage". Sprawia to, że na kilka tur możliwości naszych herosów się zwiększają, dostają dostęp do specjalnych broni i ataków oraz zyskują, a jakże, absolutnie chujowy design wyglądający jak super saiyanin urwany z imprezy Ekwador Manieczki 2000. Niby zwiększa to jakąś głębię taktyczną (odpalać teraz czy później, pchać postać w walkę czy może oddelegować ją do punktu, gdzie podładuje pasek przemiany itp.), ale głównie służy do totalnego krzywdzenia przeciwników - dosyć powiedzieć, że w paru misjach za pomocą "Astra Storm" Lyn zabiłem bossa z drugiego końca mapy, zanim reszta jednostek zdążyła wdać się w potyczki Technicznie nie miałem jakichś zastrzeżeń, może poza tym, że w paru cutscenkach włosy postaci ewidentnie przenikały przez tekstury. Z muzyki nic mi nie zapadło w pamięci, choć grę skończyłem wczoraj. No i co tu dodać - fajna, choć ciut chyba jednak za długa gra pod kątem gameplayu, totalne szambo pod kątem tego, jaką historię i kim przeżywamy. Dalej mam ochotę na coś taktycznego, ale w tym roku to raczej będzie coś z zestawu FFT/Arc the Lad 2/Vandal Hearts/Bahamut Lagoon, niż kolejny FE.
-
The Boys - 2019 - Amazon Prime
Nie byłem w stanie zmęczyć czwartego sezonu i widzę, że bardzo dobrze na tym wyszedłem.
- Xbox Game Pass - gry w abonamencie
-
Właśnie zacząłem...
Uwielbiam tę grę, nawet pomimo kanałów i zaledwie funkcjonalnej walki.
-
Steam Controller
Tak, gra jest od dawna na szczytach dreamlisty na GOG, więc pewnie ekipa próbuje, ale nie udaje się uzyskać praw do wydania, więc zostaje szukanie używki albo strony z abandonware.
-
PS3 - Komentarze/aktualności/inne rozmowy o PS3
Lubię takie nagrania o podkręcaniu sprzętu, wgrywaniu swojego softu itp. - zazwyczaj po nich mam ochotę zamienić swoje PS3/X360 w centrum emulacji, po czym przypominam sobie, że mi się nie chce i wolę odpalać stare gierki na Steam Decku.
-
Silent Hill f
Gameplayowo i pod kątem klimatu się te gry odczuwalnie różnią, raczej nie powinno być wrażenia grania w zbyt podobne tytuły. No chyba, że jesteś zmęczony samą formułą survival horroru, wtedy dwie gry solidnych rozmiarów pod rząd z tego gatunku mogą zamulić.
-
DEATH METAL
Ależ to jest potężny materiał, mój ulubiony z tych, które usłyszałem w tym roku. Dwóch ziomków z Mitochondrion, brzmi to jak bękart wczesnego Morbid Angel z Negative Plane, do tego rozmaite inne wpływy (nawet są falsety jak King Diamond czy Bathory w ostatnim wałku).