Dwie platynki w ostatnich miesiącach. Z jednej dumny nie jestem, ale tak wyszło. 42 / Lost at Sea (PS5) Po trzykrotnym przejściu najnowszego Residenta szukałem jakiegoś indyczka w dobrych pieniądzach, żeby się odstresować, ale już wiem, że następnym razem muszę zrobić większy research, bo skusiła mnie promka (regularna cena - 70 ziko) i sam opis. Bohaterka na bezludnej wyspie, walking sim, zagadki środowiskowe… Nie polecam nikomu, na pewno nie dla relaksu, chyba że ktoś szuka mocnych wrażeń i liczy na duże pokłady frustracji. Wiem, że ten tytuł nikogo, więc pokrótce. Bohaterka z ciężką przeszłością, odtwarzanie wydarzeń z tejże przeszłości i przepracowanie traumy - na papierze brzmi spoko, ale wykonanie jest fatalne. Gra niejasno tłumaczy, o co chodzi tak naprawdę. Posługujemy się kompasem, który przełącza nas między różnymi etapami życia bohaterki, a tenże kompas prowadzi nas w kierunku przedmiotów koniecznych do odtworzenia tych wspomnień. Po chwili okazuje się, że nie wystarczy te przedmioty tylko zebrać, ale też zanieść w odpowiednie miejsce, a po skompletowaniu wszystkiego, trzeba jeszcze odtworzyć wspomnienie. Tu są kolejne schody, bo niewiadomo o co chodzi. Przykładowo - urodziny dziecka. Impreza - puste krzesła i radio. W odpowiednim miejscu trzeba podchodzić kolejno do krzesła i naciskać kwadrat. Co chwilę poszczególne krzesła znikają i musimy kliknąć te odpowiednie, odpowiednio szybko. Jak nie zdążymy, albo wybierzemy niewłaściwe, to bida, reset i od początku. Skąd wiadomo, które są właściwe? Niewiadomo, zależy chyba od losowości. Toporne jest to strasznie, a to tylko jedna z nielicznych zagadek. W innym przypadku obok naszej postaci pojawiają się odciski stóp, więc na logikę musimy iść po tych śladach albo w ich kierunku? No nie, musimy manewrować tak, żeby te ślady ominęły przeszkody na swojej drodze, więc nasza postać w zasadzie musi manewrować przy krawędzi ekranu licząc, że uda się pokonać niekrótki odcinek. Wisienką na torcie jest podążająca za nami przez całą grę „świecąca kula”, symbolizującą ciężką przeszłość bohaterki, i znowu zagwozdka. Czy można się schować czy trzeba uciekać jak najdalej? Próbowałem obydwu opcji i nie znalazłem odpowiedzi - zgon na zgonie. Ogólnie lipa, nie polecam nikomu, nawet za te parę złotych w promce. Platyna nie taka prosta ze względu na te fatalnie podane zagadki, ale odhaczona. Nie zbieram platyn, ale tu już nie odpuściłem, a mimo wszystko nie uważam, że jest to aż tak potężny gniot. 43 / 007 First Light (PS5) W temacie o grze w zasadzie opisałem swoje wrażenia, więc po krótce: dobry singiel na kilkanaście godzin z kilkoma fajnymi patentami w rozgrywce. Czasami żałowałem, że niektórzy przesadzone etapy chodzone nie trafiły do gry jako przerywnik, ale i tak, jako fan Bonda jestem kontent - bawiłem się przednio, intryga jest zajmująca i typowo bondowa, a znajdzie się też masa smaczków ukryta w dialogach czy też projektach lokacji. Dla fanów łysego agenta coś się również znajdzie, co prawda w dość uproszczonej formie, ale jednak często mamy kilka możliwości osiągnięcia celu (nawet podczas platynowania znalazłem conajmniej dwie ścieżki, które gdzieś mi umknęły). Są tu również etapy nastawione na akcje (klasyczna wymiana ognia z masą wrogów oraz mordobicie) i jeżeli miałbym wybrać co mi bardziej leży, to jednak efektowne bitki, które stają się bardzo płynne wraz z ogarnięciem „kombosów” i sprawiają sporo frajdy. Gdyby 007 FL okazał się wyłącznie połączeniem Hitmana, z dwoma większymi etapami strzelanymi (środek i koniec), byłbym zachwycony. Jeżeli o platynę chodzi, to jest dość prosta, ale o dziwo pominąłem więcej znajdziek niż się spodziewałem. Z tymi jednak nie ma większych problemów, możemy wczytać poszczególne checkpointy w danym rozdziale, a dojście do zguby to parę minut roboty. Reszta osiągnięć w zasadzie wpadnie podczas kampanii, a pozostałe w symulatorze treningowym. Prosta sprawa i prosta platynka.