Opublikowano 5 godzin temu5 godz. Po ponad dwóch miesiącach udało mi się ukończyć drugą odsłonę Kingdom Come. Spędziłem ok. 85-90 godzin w pięknym, realnym świecie i bez wątpienia był to dobrze spędzony czas. Uprzedzę nieco dalsze swoje przemyślenia - to najlepsza część serii pod kątem gameplayu, natomiast do mnie bardziej trafiła historia z jedynki.Odpalając dwójkę widać ogromny postęp w interfejsie, gameplayu (można wreszcie przez krzaki przejechać...), ogólnej prezencji samej gry. I to wrażenie towarzyszy nam w kolejnych godzinach - to jest po prostu jeszcze bardziej dopracowana i odpicowana pierwsza część. Jeśli jedynka cię zmęczyła, odrzuciła itd. to raczej nie masz tu czego szukać. I nie mówię tu tylko o tym, że fabuła nawiązuje do wydarzeń z pierwszej części - po prostu, KCD to gra, którą albo się lubi, albo się jej nie lubi.Przede wszystkim ze względu na swoje dość osobliwe mechaniki. Trzeba jeść, trzeba spać, trzeba uważać, bo się można opić, zatruć, zachorować. Idziesz, psują ci się elementy ekwipunku. Pieniędzy - przynajmniej na początku - łatwo nie zarobisz. I się wkurzasz, bo ciągle gra rzuca jakieś kłody pod nogi. Ale im dalej w las, tym bardziej kombinujesz, cieszysz się z małych rzeczy i idziesz dalej. I to dosłownie, bo na początku nawet na zwykłego konia cię nie stać... Początek może odrzucić. Fani jedynki spokojnie są jednak do tego przyzwyczajeni Do tego dochodzi system walki - uproszczony i prostszy niż w jedynce, ale i tak jedni powiedzą, że walczy się fajnie, a drudzy znowu będą narzekać i się frustrować, że trzeba go ogarnąć. Szkoda, że później nauka jednego ciosu powoduje, że praktycznie poziom walk drastycznie spada. No i oczywiście ograniczony system zapisu gry.Od razu po zakończeniu prologu świat gry się przed nami otwiera. Ta wolność potrafi przytłoczyć... Nie ma tu żadnych ograniczeń, niewidzialnych ścian, chorób czy innych wymysłów twórców na ograniczenie mapy w danym momencie. Nic nie stoi na przeszkodzie, żeby po oddaniu kontroli nad bohaterem przez kilkadziesiąt godzin po prostu zwiedzać świat i robić questy poboczne, zdobywając w ten sposób i pieniądze, i reputację, i level. Bo tu, jak pamiętamy, rozwój postaci wygląda nieco inaczej, niż w innych produkcjach. Im częściej coś robisz, tym jesteś w tym lepszy. I jak na początku masz problem z otwarciem prostego zamka, tak później robisz to z palcem w nosie, a trudniejsze zamki nie stanowią już dla ciebie wyzwania, ewentualnie przy maksymalnym skupieniu jesteś w stanie pokonać nawet największe zabezpieczenia. Chcesz kraść? Proszę bardzo, ale uważaj, bo nowy system ogarniania przestępstw powoduje, że trzeba kombinować, żeby nie tylko nikt cię nie przyłapał na kradzieży/włamaniu, ale też żeby nikt nie widział cię w okolicy, bo i tak wina później spadnie na ciebie. Ciekawa mechanika, do tej pory nigdzie chyba nie wykorzystana. Szkoda jedynie, że kradziony towar nie zawsze łatwo sprzedać (albo brakuje paserów, albo im brakuje pieniędzy, ewentualnie potencjalna wartość sprzedaży znacząco odbiega od samej wartości produktu). Chcesz być bohaterem, człowiekiem honoru i zarabiać uczciwie? Proszę bardzo, masz różne możliwości, np. możesz kuć miecze i je sprzedawać. Dodam, że dwójka nadal ma minigry z kuciem czy warzeniem mikstur, także jeśli lubiłeś to w jedynce, tutaj poczujesz się jak w domu.Jeśli chodzi o warstwę fabularną, jest spoko. Mamy historię z dużą polityką w tle, mamy zdrady, mamy intrygi, mamy bitwy, różnego rodzaju wydarzenia. Problem jednak w tym, że tak jak wspomniałem na początku, ta historia jakoś za bardzo do mnie nie trafiła. W sensie robimy te questy, wydarzenia się toczą, ale szczerze? Nie miałem tu jakichś większych emocji. Zdecydowanie bardziej trafiła do mnie fabuła z jedynki, tam się rzeczywiście kibicowało Henrykowi, były osobiste pobudki. Tutaj? No spoko, dzieją się wydarzenia, ważne dla całego kraju, ale w sumie, to jaki mam na to wpływ i co mnie to tak szczerze interesuje? Nie zrozumcie mnie źle - to nie tak, że twórcy zepsuli główną historię. Po prostu może niekoniecznie ona do mnie trafiła. Nie zapamiętałem praktycznie żadnego epickiego momentu... Questy poboczne - no cóż, tutaj dzieje się sporo i mapa szybko zapełnia się znacznikami. Jest co robić, questy są zróżnicowane, często z różnymi wyborami i konsekwencjami, no i w większości wykraczają poza schemat "przynieś - podaj - pozamiataj". No i można je robić na wiele różnych sposobów, czasami nawet człowiek się nie spodziewał, że tak się da.Świat gry robi wrażenie. Piękne okolice, bujne, zielone lasy, wsie, miasteczka, miasto... Ktoś wychowany na wsi poczuje się tutaj jak w domu. Klimat praktycznie wylewa się z ekranu. Za to dla twórców ogromny szacun. Osobiście Troskowice bardziej mi się podobały niż Kuttenberg, przytłoczyło mnie to wielkie miasto, wolałem bardziej swojskie klimaty Wrażenie robi też grafika - widać, że studio też się do tego przyłożyło. No i oczywiście miło posłuchać przygrywającej nam muzyki. Duże pochwały dla twórców za wykreowanie nowych, ciekawych postaci. Czy to Żiżka, czy to polski Komar, czy też wielu innych bohaterów, których spotykamy na swojej drodze...Co mi się nie podobało? Mało rzeczy. Jeśli mam coś wskazać, to oprócz jakichś drobnych problemów natury technicznej, irytował mnie w pewien sposób ten system mechanik i niszczenia ekwipunku, brak swobodnego zapisu. Do tego w jedynce szybko można było się dorobić na kradzieżach, bo handlarze mieli dużo forsy - tutaj już tak łatwo nie było. Może zabrakło mi trochę więcej nieliniowości w głównej fabule, może też tego, że liczyłem na spotkanie z pewnym bohateremchodzi mi o króla Wacława, skoro z Zygmuntem mamy okazję się spotkaćale niestety twórcy tego nie uwzględnili. Niektóre misje/wydarzenia w fabule głównej są też przesadnie rozciągnięte, tak jakby na siłę chciano wydłużyć całą rozgrywkę. Bez sensu moim zdaniem.Podsumowując: cieszę się, że udało mi się ukończyć drugiego Kingdom Come. Jedynka była pewnego rodzaju odkryciem, świeżością, czymś nowym w tym naszym gamingowym świecie. Dwójka aż tak mnie nie zaskoczyła, natomiast jest produktem bardziej dopracowanym i "gotowym" do prezentacji szerszemu gronu odbiorców. Bawiłem się bardzo dobrze, chciało mi się zwiedzać ten świat i przez te blisko dwa miesiące praktycznie w ogóle się nie nudziłem. Daję 9/10.Specjalnie czekałem też z ukończeniem podstawki na wydanie wszystkich DLC, tak, żeby za jednym razem poznać całą zawartość gry. Pokrótce:Brushes with Death - jak dla mnie - skok na kasę. Sam dodatek jest... trochę wymyślony? Dobra, poznajemy historię malarza, ale te questy to nie poziom nawet zadań pobocznych w podstawce. Biegnij, przynieś, wróć. Biegnij, zabij, wróć. Biegnij, zrób coś, wróć. No nie... Opcja malowania tarczy - spoko, ani razu nie skorzystałem, bo jej nie używam w walce. Moment, który mi się najbardziej podobał toscena nastraszenia malarza i przebrania się za diabła.To jednak trochę za mało, jestem zawiedziony. 7/10Legacy of the Forge - w jedynce mieliśmy odbudowanie wioski, tu mamy odbudowanie kuźni. Osobiście bardziej wolałem odbudowywać wioskę. Sama budowa kuźni to nic innego jak simsy w świecie KCD - można sobie według własnego uznania umeblować dom, pokój oraz podwórko. Ogranicza nas jedynie kasa i... poziom prestiżu. Sama fabuła - nomen omen - akurat opowiada o nieco innym wydarzeniu, niż samo bycie kowalem. Jest OK, kilka fajnych questów, czeka się na to, jak to wszystko się zakończy. No i końcowe sceny to prawdziwy majstersztyk,miałem vibe przerywników z piciem z Bogutą w pierwszej części. Te przekleństwa przy naprawie zegara, ta mimika postaci... Coś pięknegoTwórcom należy się jednak bura za to, że w pewnym momencie blokują nam dalszą historię, jeśli nie osiągniemy poziomu prestiżu. Żeby go podbić, trzeba grindować, w tym wypadku wykonywać codzienne questy (różne co prawda, ale sprowadzające się do tego samego) i czekać, aż nam ten wskaźnik wzrośnie. Gdyby robić ten dodatek w międzyczasie to spoko, ale ja praktycznie zostawiłem go na sam koniec całej mojej przygody z grą, przez co mój schemat wyglądał tak, że przez dwie-trzy godziny robiłem dzienne zadania, szedłem spać, robiłem questy, szedłem spać i tak w kółko. Nie powiem, miałem przez to już ochotę rzucić ten dodatek, ale się zmobilizowałem i ogarnąłem potrzebny level. 8/10Mysteria Ecclesiae - liczyłem na coś ala klasztor z jedynki i w minimalnej wersji to dostałem. Cóż, historia nawet potrafi zainteresować, jest intryga, gra się OK. Sam klasztor ma nieco zmarnowany potencjał, bo praktycznie większość postaci i pomieszczeń można było jeszcze jakoś wykorzystać, wydłużyć cały dodatek. Fajne nawiązanie do pandemii COVID - zarówno w historii, jak i np. w tym, że możemy sobie zrobić specjalną maskę na twarz. 8/10Podsumowując: żadne z DLC nie rzuciło mnie na kolana. Najbardziej chyba podobało mi się to z klasztorem, bo tam fabuła była najbardziej ciekawa, zwarta i po prostu dodatek się przechodziło. Legacy of the Forge było męczące ze względu na konieczność grindu w pewnym momencie, a samo budowanie chaty mnie zawiodło. A nam DLC z malarzem to spuszczę kurtynę milczenia... Szkoda, że twórcy nie zrobili np. żadnego dodatku zweselem pana Jana, które też mogło by być czymś ala DLC Cytadela do Mass Effect 3 ew. jakiegoś dodatku z Bogutą czy RadzikiemMam wrażenie, że twórcom nieco zabrakło pomysłów. Akurat dodatki do jedynki były - moim zdaniem - zdecydowanie lepsze. Jeśli chcecie dłużej pobyć w tym świecie - śmiało. Jeśli nie, to nie ogrywając tych DLC, niczego wielkiego nie stracicie. Edytowane 5 godzin temu5 godz. przez lukas_k96
Dołącz do dyskusji
Możesz dodać zawartość już teraz a zarejestrować się później. Jeśli posiadasz już konto, zaloguj się aby dodać zawartość za jego pomocą.
Uwaga: Twój wpis zanim będzie widoczny, będzie wymagał zatwierdzenia moderatora.