Opublikowano 1 godzinę temu1 godz. W końcu domęczyłem rozpoczęte jeszcze w grudniu Ys 8: Lacrimosa of Dana czyli port oryginalnego Ys 8 z jeszcze bardziej przedłużon... z dodatkową zawartością. To ten specyficzny rodzaj gry, która chwilami daje wystarczająco dużo frajdy, żeby grać dalej, a z drugiej strony jest tak sztucznie wydłużona jak na oferowany typ gameplayu, że miałem jej już serdecznie dość i nabrałem mocnego postanowienia, że nie sięgnę po inne nowożytne Ysy. No ale zanim go powiesicie, zróbcie mu uczciwy proces.Fabuła wygląda następująco - protagonista o uroczym imieniu Adol(f) rozbija się z innymi uczestnikami rejsu na wyspie, na której ciężko przeżyć i jeszcze trudniej się wydostać, bo poza standardową jrpgową fauną i florą zamieszkują ją dinozaury. Takie z gatunku agresywnych. Siłą rzeczy zostaje więc zmuszony do eksploracji wyspy, zbierania innych ocalałych, szukania materiałów i tak dalej, ale na szczęście pojawia się inny istotny element fabularny. Mianowicie w pewnym momencie nasz heros zaczyna mieć wizje przeszłości tego miejsca, które to są grywalnymi fragmentami, kiedy wcielamy się w tytułową Danę. No i śledzimy sobie spajające się w pewnym momencie linie fabularne, próbując z jednej strony zwiać z wyspy, a z drugiej dowiedzieć się, co doprowadziło do upadku tutejszej cywilizacji. I jest to przez większość czasu bardzo spoko, dopóki nie wjeżdża ostatni chapter, który oczywiście musi podnosić skalę wydarzeń razy kilka milionów i nagle okazuje się, że to jednak gra olekki spoilerratowaniu całego świata.Co mnie rozeźliło, ale może to była też kwestia tego, że już byłem bardzo wymęczony tym tytułem.Gra budzi skojarzenia z Trailsami (styl graficzny, wyglądy menusów, identyczny typ humorku, muzyka, potwornie przeciągnięta końcówka), ale gameplayowo to action RPG, które niestety nie ewoluuje pod kątem systemu mniej więcej od 30 minuty aż do ostatniej godziny (a mnie gra zajęła 31h). Siekamy ciągle tym samym kombosem z tą samą animacją tego samego rodzaju broni, towarzyszy nam dwójka postaci, na które się możemy przełączać (co ma sens wtedy, kiedy przeciwnik jest podatny szczególnie na typ obrażeń zadawanych przez te postacie), spamujemy cztery ciosy specjalne pod R1/RB (niby dochodzą co jakiś czas nowe, ale to po prostu zamiana jednego mocnego ciosu/różnych ciosów obszarowych na ich odpowiedniki z trochę inną animacją), do tego mamy mechanikę perfekcyjnego uniku i perfekcyjnego bloku, kiedy to dostajemy slow motion i bonusy do obrażeń. I tak bezmyślnie spamujemy przyciski, co najwyżej przy bossach zwracając uwagę na ich ataki w nieco większej mierze. Do tego system ten jest niechlujny - nie brak sytuacji, kiedy dostajemy cios lub trafiamy ciosem, choć ewidentnie animacja ciosu nie przechodzi przez obiekt, a perfekcyjne uniki działają dosyć losowo. Zdarzało mi się zarobić obrażenia robiąc unik tuż przed atakiem, a kiedy indziej dostawałem slow motion jako nagrodę wtedy, kiedy macka przeciwnika już wbiła się w model mojej postaci.Poza tym craftujemy przedmioty w przemysłowych ilościach, żeby mieć lepszy sprzęt czy różne odpowiedniki apteczek. Poza tym mamy jakże interesujące questy poboczne (zabij/przynieś) i... w sumie nic więcej. Żadnych zagadek, żadnego platformingu, walcz tymi samymi animacjami w ten sam sposób, zbieraj w ten sam sposób różne dziadostwa i oglądaj cutscenki. Gra w teorii ma lekko metroidvaniową strukturę - co jakiś czas odblokowujemy element ekwipunku zwiększający nasze możliwości w poruszaniu się lub po uratowaniu odpowiedniej ilości rozbitków pomagają nam odblokować kolejne przejścia - ale w praktyce gra leci bardzo liniowo i tak naprawdę mało jest punktów, gdzie można wrócić, aby pogłębić eksplorację po odblokowaniu nowych bajerów.Chwilami gra się w to mimo wszystko całkiem przyjemnie - fabuła dopóki nie rozwala się na ryj w ostatnim fakcie może budzić jakieś zainteresowanie w czym pomagają sympatycznie zarysowane postacie i kilka zwrotów akcji, gameplay potrafi dać odmóżdżającą frajdę - ale jak na taką formułę ta gra jest z dwa razy za długa. Praktycznie całość przeszedłem bez większych trudności na hardzie z niespecjalnym skupieniem spamując ataki i uniki, dopiero w ostatnim dungeonie (nieświadom tego faktu) zmieniłem poziom trudności o stopień w dół, bo już miałem absolutnie dość bicia gąbek na obrażenia i wracania co jakiś czas wygrindować składniki apteczek. To mogła być dużo lepsza gra, ale niestety ostatecznie z ulgą ją ukończyłem z mocnym postanowieniem, że dam szansę retroYsom, ale IX i X nie mają u mnie szans.
Dołącz do dyskusji
Możesz dodać zawartość już teraz a zarejestrować się później. Jeśli posiadasz już konto, zaloguj się aby dodać zawartość za jego pomocą.
Uwaga: Twój wpis zanim będzie widoczny, będzie wymagał zatwierdzenia moderatora.