-
Wznowienia archiwów PSX Extreme - nowy typ wydawnictwa od N3 Media
Wahałem się między opcją 2 i 3, ale stanęło na 2. Jakiegoś numeru nie mam/mam zniszczony: kupuję wznowienie konkretnie jego. Przyczyny są czysto subiektywne: nie potrzebuję całych roczników, bo w w skali całej historii PE brakuje mi może z 20-30 numerów. Ale zdaję sobie sprawę, że patrząc szerzej, sensowniejsza dla większości potencjalnych odbiorców (a więc dla opłacalności, ergo-realności przedsięwzięcia) byłaby opcja z rocznikami w formie książki. I taką też bym przyjął jakby "trzeba" było. PDFy mnie nie interesują, nie czytuję w tej formie prasy ani książek i wybaczcie, ale jakby mi zależało na zbiorach w tej formie, to pewnie już dawno bym sobie ogarnął skany z innych źródeł.
-
Dragon Ball (także Z, GT i Super)
Dla takich studiów rozwój AI to gwiazdka z nieba, jak widać mogą teraz niemal zerowym kosztem nawet ponaprawiać spartaczone w przeszłości produkcje.
-
PSX EXTREME 348
Patrząc realistycznie: pewnie będzie to Komodo/Butcher/Graba/Zax. Może Dżujo. Myśląc życzeniowo, ale mniej realistycznie, bo jakieś tam bardziej lub mniej obiektywne powody (czas, inne PROJEKTY): Adamus/Koso/Roger/Piechota. Ale coś czuję w kościach, że jeśli nie będzie to ktoś z tych "oczywistych", to może rednacz się uaktywnić. Konsolka wniósłby wartość dodaną w postaci zdystansowanego sceptycyzmu, ale ze stylistyką byłoby gorzej xD. Daj spokój, brakowało mi tego numeru PE w zbiorach i dopiero niedawno go nadrobiłem, z apetytem na reckę RDR właśnie. No nie dało się tego czytać xD
-
PSX EXTREME 348
No recka GTAV to był przy tym (czy nawet porównując do GTA IV) lekki kapiszon, zero AURY. No ale to ogólnie był dosyć kiepski moment jeśli chodzi o formę pisma jak dla mnie.
-
PSX EXTREME 347
To jeszcze ja przed premierą nowego numeru. -temat miesiąca, czyli odejście od płyt: wszystko już zostało powiedziane, pozostaje mi tylko dodać, że miło jest widzieć taką zgodność w krytyce tej decyzji wśród redaktorów (w końcu panowie z branży: mogliby owijać w bawełnę) ale też to, że udało się wprowadzić trochę różnorodnych perspektyw, również mniej oczywistych i bardziej "biznesowych" jak choćby Norbiego czy Miela. Od siebie dorzucę, że z punktu widzenia tych paru tygodni od ogłoszenia reakcja "zwykłych" ludzi już odbija się na cenach płyt, również retro. Niesamowite, jak ludzie potrafią myśleć podobnie w skali masowej. Sam zmotywowałem się do przyciśnięcia nadrabiania moich zaległości w zbiorach, całe szczęście nie celowałem nigdy w uginające się od płyt regały i setki pudełek, więc nie jest tego wiele. - playtest The Blood of Dawnwalker: piszę to w przeddzień premiery, kiedy pierwsze recki już spływają, więc wszystko jest jasne: gra "dowiozła". Ale w kontekście tekstu w PE przyznam, że Roger sprawdza się w formach bardziej "klasycznych", jak recka czy właśnie wczesne wrażenia z rozgrywki i pisze tak, że czytelnik jest w stanie nakręcić się na giereczkę. No udziela się podjarka, choć u mnie studzi ją nieco wizja kilkudziesięciu godzin na jedno (w założeniach: nie pozwalające poznać wszystkich wątków) przejście gry. Zobaczymy. A no i wywiady zawsze na plus (no dobra, może nie wtedy, kiedy to wywiad z randomem prowadzącym salon gier w 1992 roku xD). Idąc za koleją i wracając jeszcze do tematu odejścia od płyt: Anonim w Headshocie prezentuje typowo cyniczne, popularne i na forum podejście. Protesty nic nie warte, reakcje w socialach nic nie warte, a zapowiadane bojkoty to, wiadomo, słomiany zapał, bo i tak wszyscy pobiegną do sklepów po PS6. No z tym, że nie. Takiego backlashu dawno nie było i nawet w dedykowanym wątku na forum przypominałem, jak to Sony już raz musiało trochę zbastować z pomysłem zamykania PS Store na PS3 (bodajże 5 lat temu). A słynna "refleksja" Microsoftu w temacie Xboxa One? Ludzie wbrew pozorom mogą dużo i nawet, jeśli to tylko przesuwanie w czasie czegoś nieuchronnego, to warto wyrazić swoje niezadowolenie w najprostszy możliwy sposób, choćby przez trochę dziecinny bunt. Wisienką na torcie jest bezrefleksyjne wrzucenie słynnych już statystyk dotyczących rzekomej sprzedaży cyfry w stosunku do płyt. Serio? Ja wiem, że wygodnie się ustawić w pozycji "wszyscy narzekamy, ale potem i tak prawie wszystko kupujemy w cyfrze", ale nie mierz innych swoją miarą. Od 2013 miałem PS Plusa przez rok (i miesiąc darmowego). Kupuję cyfrowo, owszem, ale niemal tylko na dużych promocjach, po latach od premiery (trudno, żebym przesadzał w drugą stronę i w imię "ideałów" wydał 100zł za pudełko, zamiast 30zł a cyfrę w promce), a dominują u mnie wersje pudełkowe. I z drugiej strony też wpadanie w świętojebliwość i jechanie teraz po każdym, kto kiedykolwiek kupił coś cyfrowo, jest słabe, szczególnie, jak robią to ci, co sami nie są "bez winy". W dziale recenzji w tym miesiącu tytuły mocno nie w moich klimatach. Zwróciłem uwagę głównie na Kusan (demko mi się podobało, ale wolę prostszy system, niż jakieś sklepiki, upgrade'y itd.), Geppy-X (ciekawa stylistyka, demko jeszcze nie odpalone) i Drifter (ląduje na długiej liście tytułów, o których dowiedziałem się z PE i "kiedyś" zagram"). Sprawdziłem też Rythm Paradise Groove i to, czego doświadczyłem, całkowicie mnie odrzuciło. Przesadnie uproszczone, a przy tym rozwleczone sekwencje, no nie dla mnie. Przy tej okazji muszę podbić powracającą sugestię Kmiota, dotyczącą informowania w recce, że dana gra ma dostępne demko. Replay jak zawsze spoko, choć na razie bez większych kontrowersji i rozbieżności od typowych ocen opisywanych tytułów. Retrorecenzja: ciekawy i jak zwykle u Piechoty, dobrze napisany tekst o fajnej gierce, która z mojej perspektywy wcale nie była tak zapomniana czy, jak to określił autor, negowana. Tzn. no nie jestem maniakiem siedzącym w fandomie serii (jeśli jakiś istnieje), ale Dominator zbierał dobre oceny i opinie od graczy. Osobiście: uwielbiam całą "trylogię" Takedown/Revenge/Dominator i dla mnie prawdziwy Burnout skończył się na PS2, bo Paradise, choć przyjemna i miodna to gra, tym otwartym światem zanegowała tę typowo arcade'ową natychmiastowość i prostotę znaną ze starych części. Jednocześnie czwórka i piątka trochę zlewają mi się we wspomnieniach w całość. Jasne, każdy kto w nie grał, nawet w środku nocy wyrecytuje, że w Revenge możemy rozwalać ruch uliczny, a Dominator to powrót do klasycznych zasad, ale ogólnie są to z perspektywy lat podobne doświadczenia. Stylistycznie Dominator siadł mi trochę bardziej. A za trybem Crash nie płakałem. Piraci: rzadko rezygnuję z lektury tekstu, ale tym razem odpuściłem, bo wątek korsarzy jest dla mnie absolutnie nieinteresujący i niezmiennie mnie dziwi jego fenomen. No po prostu nie znoszę, jak w jakichś gierkach (np. platformerach, vide Ratchety z ery PS3) wpycha się te klimaty. Także nic osobistego panie Buczyński. Star Wars: tu muszę dodać 3 grosze. Nie lubię i uważam za błędne założenie, że E VIII dostał po dupie od fanów, bo fandom to stare konserwy, nie gotowe na zmiany w znanym formacie. No nie, ten film był po prostu marny. Miał tragicznych bohaterów (szczególnie nowych), dyskusyjny (żeby nie powiedzieć, że momentami żenujący) pomysł na Luke'a i może jedną dobrą scenę akcji, za to sporo cringe'u i coraz mocniejszy smrodek trendów, ogólnie określanych dziś jako DEI. Co więcej, teza ta sypie się gdy spojrzymy na odbiór E IX, który to niby miał być powrotem do klasyki, znanych antagonistów itd., a został odebrany przez widzów jeszcze gorzej. Gdyby fani sagi nie potrafili przyjąć bezboleśnie odświeżenia formuły, to takiego sukcesu nie odniósł by Łotr 1 i idący za nim serial czy, cofając się jeszcze dalej, Imperium Kontratakuje. Dla mnie ta narracja to jest pośrednie rozgrzeszanie twórców, którzy na taryfę ulgową nie zasługują, połączona z pewnym protekcjonalizmem wobec "zwykłego, prostego widza". Podobny case z Hanem Solo. Znowu jakieś zewnętrzne czynniki i siła wyższa sprawiła, że filmu nie doceniono, a taki fajny jest. No nie, zwyczajny średniak z marnym castingiem i wątkiem głównym do zapomnienia po paru godzinach. Serio, tu nie chodzi o to, że ludziom się coś przejadło, bo nadal to, co dobre, przebija się w zbiorowej świadomości i sięgają po to nawet zmęczeni sagą widzowie (jak ja- przypadek Andora). A tekst jako całokształt oczywiście bardzo dobry. Wielki (dosłownie: cztery strony!) powrót Wynurzeń Cymbała. No i spokojnie można by to skrócić o połowę. HIV zawsze lubił wodolejstwo, ale tutaj te jego pseudo mądre truizmy osiągają już chyba maksimum. Przerost formy nad treścią. Mięso, czyli konkretne perypetie w różnych firmach i kulisy "kariery" wypada już spoko, choć potwierdza tylko coś, co zawsze dało się odczuć, śledząc życiorysy byłych/obecnych redaktorów PE, próbujących iść do "poważnej pracy": nie będąc typowym "technicznym", ciężko o stabilną i normalną robotę w branży. Na koniec, żeby nie psuć całości wpisu, krótko odniosę się jednego z przedmówców, Noname Dupium czy jakoś tak:
-
Ostatnio widziałem/widziałam...
25 Lat Niewinności: Sprawa Tomka Komendy Co prawda obejrzałem wersję serialową (4 odcinki po ~pół godziny, nie wiem szczerze mówiąc, co tam jest dorzucone w stosunku do trwającej...niecałe dwie godziny wersji filmowej), ale wpiszę się tutaj. Przez parę lat, które minęło od premiery, ignorowałem tę produkcję: raz, że jakoś ogólnie nie po drodze mi z polskim kinem, a dwa, że ten konkretny przypadek miał jakiś taki tani, telewizyjny vibe (trop poniekąd słuszny, bo to koprodukcja TVN). Nie pomagał też niezbyt podobny do pierwowzoru, nieznany mi aktor w głównej roli. No ale z braku laku odpaliłem na HBO i bardzo pozytywnie się zaskoczyłem, bo to kawał mocnego, sprawnie nakręconego, emocjonującego kina. Pozostawił mnie z niedosytem, bo jako serial mógł dużo mocniej rozwinąć sporo wątków. Historię tytułowego bohatera każdy zna, więc nie będę się rozpisywał, powiem tylko, że film/serial jest raczej dosyć klasyczny w formie (choć momentami coś tam miesza z chronologią i montażem), ale to w żadnym razie zarzut. W sumie taka trochę stara szkoła polskich dramatów: syf, bieda, cierpienie i depresja. Ale tutaj jest to w stu procentach na miejscu i niestety, ale mocno autentyczne. Aktorzy spisali się dobrze, na czele z odtwórcą głównej roli oraz wcielającą się w jego matkę Agatą Kuleszą, drugi plan ma swoje momenty (niezawodny Frycz), ale są też trochę słabsze występy (niestety, mimo potencjału scenariuszowego, wątek prokuratorsko-policyjnej współpracy i powrotu do śledztwa po latach wyszedł średniawo, tam czuć był najmocniej tę telewizyjność). Chwilowo czuć klimaty Symetrii, ale w wersji ostrzejszej. No nieprzyjemnie się to ogląda, jeśli ma się trochę empatii. Ale tak czy siak: warto sprawdzić. Terminator 2: Dzień Sądu (seans w kinie na 35 lecie filmu) Już raz przegapiłem tego typu akcję (bodajże na 25 albo 30 lecie), więc postanowiłem, że następnym razem nie odpuszczę. Pełna sala w poniedziałek wieczorem, sporo młodych, część osób prawilnie zostało słuchać muzyki przy napisach końcowych. Trochę szkoda, że to nie wersja reżyserska, no i upscaling do 4K i ogólne "odświeżenie" filmu też jest lekko kontrowersyjne, przede wszystkim z powodu odejścia od klasycznego, chłodno-niebieskiego filtru (casus reedycji Matrixów). No ja go lubię, nie lubię za to gmerania w oryginalnie zaplanowanej warstwie wizualnej filmu. Duży ekran i wysoka rozdziałka ułatwia też dostrzeżenie "wpadek" typu dublerzy/kaskaderzy zastępujący naszych bohaterów, ale to w sumie bardziej zabawne niż psujące seans. Cóż mogę więcej napisać? To jeden z moich filmów życia, absolutne 10/10 i choć powtarzam go co jakiś czas, to wrażenia z seansu na wielkim ekranie i z mocarnym nagłośnieniem to inna bajka. Byłem absolutnie wciągnięty i pochłonięty od początku do końca, w końcówce niezmiennie łza zakręciła się w oku. Opus magnum Camerona, wzór na film akcji, kwintesencja czasów, w których powstał, a jednocześnie ponadczasowość (gdzie np. jedynka dużo gorzej się zestarzała).
-
House of the Dragon
Skończyłem niedawno trzeci sezon HotD no i cóż, nadal średnio w chuj. Nie mogę patrzeć na większość głównych postaci, tragedia ten casting, ale też przede wszystkim scenariusz. Cięzko komuś kibicować, a jedyna "ewolucja" charakterów to obecnie dojebanie prawie każdemu jakiegoś PTSD (ogólnie modny motyw ostatnio w popkulturze). Czyli teraz co prawda Rhaenyra nadal jest nieznośną jędzą, ale ma mi być jej żal, bo ma traumę. W ogóle ciężko tu o jakąś wagę wydarzeń, niby wojna w tle, a wszystko jakieś takie bez znaczenia, nijakie. Ten sam case, co w S02. Jakby twórcy myśleli, że skoro tak nas interesowały losy Lannisterów, Starków czy Targaryenów w GoT, to teraz wystarczy nam rzucić papierowe postacie o tych samych nazwiskach i z automatu będziemy zachwyceni. Nie wiem, po co w ogóle to oglądam xD Chyba tylko ogólnie pojęty klimat uniwersum i mimo wszystko przebłyski postaci w dawnym stylu mnie przy tym trzymają (Ormund bezapelacyjnie MVP sezonu, wątek Aegona w sumie też robi robotę, mimo, że polega głównie na snuciu się). I tak będę oglądał dalej, ale GoTowi to nawet do pięt nie dorasta (tak, nawet ostatniemu sezonowi, który ostatnio odpaliłem na chwilę dla porównania i to, jaki to ma production value, mimo 7 lat na karku, jest niesamowite).
-
The Blood of Dawnwalker
Niewielka (stosunkowo) mapa? Doskonała informacja Z tego co wyłania się z zapowiedzi mam tylko problem z patentem dotyczącym lecącego czasu (będzie siedziało na bani, że nie wszystko da się radę zaliczyć) i ogólnie nastawienie na więcej, niż jedno przejście przy potencjalnie długim czasie potrzebnym na każde z nich. Gierki z odkrywaniem różnych ścieżek są spoko, jeśli to nie molochy na kilkadziesiąt godzin.
-
PlayStation 5 - komentarze i inne rozmowy
To są dwie różne sprawy. To, że gra ma śmigać i spełniać jakieś tam standardy przede wszystkim na najpopularniejszej konsoli, to jedno. A to, że ze względu na istnienie trybów Performance/Quality i innych suwaków twórcom łatwiej kastrować wersję na słabszy sprzęt w nieskończoność, aż osiągnie te mityczne 30/60 klatki, niż bawić się w optymalizację, to drugie. A pewnie coraz częściej będą wątpliwości, czy płynniejsza opcja na zwykłej PS5 w ogóle się pojawi, vide ostatnia "afera" z Blood of Dawnwalker czy nieustanne dyskusje o framerate GTA VI. Co pokazał zresztą przykład PS4 Pro i to, jak niektóre wydane w późniejszych latach gierki działały na amatorze (chociaż exy do samiutkiego końca wyglądały i chodziły doskonale, no może poza The Last Guardian).
-
Alien Cinematic Universe
Nie no fajna projekcja, taka nie za subtelna, zważywszy, że cały twój udział w temacie zaczął się od wymownego "ja pierdolę, co wam się tak podobało w Romulusie", a później przez kilka postów prowadziłeś narrację, jakoby to film mógł podobać się raczej młodszej widowni a nie starym fanom (a przepraszam, również osobom "z demencją"). Więcej: film wręcz NIE POWINIEN być fajny dla ludzi wychowanych na starych częściach. Ale jak ktoś zareagował na takie absurdalne dictum, to "hej, a nie możemy po prostu dyskutować?". Jak polityk w wywiadzie xD Niestety forum ma to do siebie, że posty sobie wiszą i wszystko fajnie można sobie poczytać. W skrócie: komuś podoba się coś innego, niż mi, to powód musi tkwić w jakiejś, nazwijmy to, zewnętrznej przywarze, nie w tym, że po prostu mamy różne upodobania (czym uwarunkowane, to już można sobie analizować, ale raczej to nie miejsce na to). W pakiecie (nie pierwszy raz z tego co już zdążyłem zaobserwować) tworzenie otoczki mentorskiej z racji wieku. Ziom, tutaj średnia wieku userów to pewnie z 38 lat, takie gadki są paradoksalne strasznie dziecinne. Byłeś chociaż na Alien w kinie w 1980 roku? Bo jak nie, to trochę sztryms tak udawać starego fana... Zważywszy, że w tym przypadku to moja opinia jest bardziej zgodna z "większością" i jakimś tam konsensusem fandomowym (nie żebym potrzebował takiej walidacji, po prostu pokazuję rzeczywistość w kontrze do twojej tezy, bo zaraz znowu ktoś nie umiejący czytać ze zrozumieniem zrobi z tego zarzut), pisanie o byciu alternatywnym to kula w płot i najpewniej znowu projekcja. To przewietrz swój pokój. Nie masz jakiejś afery politycznej albo nowego wpisu Stanowskiego do powkurwiania się?
-
PlayStation 5 - komentarze i inne rozmowy
Ale co to za TV konkretnie? Bo 8 lat może mieć równie dobrze panel FHD xD Nie żebym testował te sprzęty setki godzin, ale bardziej niż na samą grafikę patrzyłbym na framerate, a ten w dobrze przygotowanej gierce na Pro może być dwa razy lepszy (przy tej samej warstwie wizualnej), co na zwyklaku. Czy jest to warte takiej kasy, to już sam sobie musisz odpowiedzieć. Ja wróciłem do PS5 z postanowieniem, że skoro i tak najbliższe parę lat to będzie mój główny sprzęt do grania, a mój TV ma wszystkie możliwe bajery, które warto wykorzystać, to chcę najmocniejszą wersję sprzętu. Devi, szczególnie 3rd party, mogą w przyszłości coraz bardziej iść na łatwiznę i nie optymalizować zbyt dobrze gierek na podstawową PS5. Próbując spojrzeć na to obiektywnie: na ten moment Pro jest nieadekwatnie drogie w porównaniu do Slima, a po tych chorych, spekulacyjnych podwyżkach to już w ogóle. Zważywszy, że spirala się nakręca, to przed mityczną premierą GTAVI może być jeszcze drożej, więc w Twoim przypadku faktycznie chyba sensowniej by było polować na Slima z napędem lub bez: te drugie nadal pojawiają się po 1999zł, napęd dokupisz za ~350 zł, a jeśli faktycznie konsola ma być głównie pod nowe GTA, to i tak nie będzie Ci on potrzebny.
-
Alien Cinematic Universe
Żeby dojść do wniosku, że film, który wprost pluje na "mitologię" Obcego i nie oferuje przy tym nic w zamian, będąc zwyczajnie słabym widowiskiem, jest lepszym wyborem dla starych fanów, niż prosty popcorniak oparty na nawiązaniach do starej trylogii, który przy tym jest po prostu dobrym filmem, to trzeba mocno naciągać rzeczywistość xD Przecież pomijając to, że obsada Romulusa to zoomerzy, to film jest wręcz skrojony pod boomerstwo oglądające serię od dekad. Całość to praktycznie jeden wielki fanserwis, strona wizualna stylizowana jest na znane klimaty, fabułka idzie typowym schematem, a do tego trochę nowych patentów, żeby nie było zbyt wtórnie. I zostało to zrobione na tyle dobrze, że zdało egzamin i jako film, i jako powiew nostalgii dla starych widzów. A Covenant xD? Jedyne, co jest dobre w tym filmie, to Fassbender i dwie scenki, które, o ironio, nie trafiły (albo trafiły niemal całkowicie okrojone) do kinowej wersji. Głupoty scenariuszowe, sranie na lore lub kolejne retcony, żenujący bohaterowie (na dodatek same randomy, dosłownie nikt poza duetem androidów się nie wyróżnia, nie ma krzty charyzmy i nie daje się zapamiętać, tak pod względem scenariuszowym, jak i castingowym), mdła warstwa wizualna i tak dalej. Jedynie wątek Shaw i zakończenie wprowadziło trochę creepy atmosfery w ten plastusiowy spektakl. No ale wiadomo, mylą się zwykli widzowie, mylą się krytycy, myli się fandom.
-
GTA VI
Masz jakieś insiderskie info z rozpiską budżetu i terminarzu produkcji? Bo bez tego to zwykły populizm i pośrednie bronienie partaczy, a przecież kiedy indziej tak krytykujesz korpo. Bo przecież biedne Square nie miało czasu i kasy i dlatego FF VII Rebirth tak wygląda i działa na bazowych konsolach. A produkcje typu Expedition 33 czy Hellblade II jakoś potrafią pokazywać graficznie coś więcej, niż update z czasów PS4. Prawda jest właśnie taka, że gracze przyzwyczaili się do partactwa i chodzenia na skróty przez devów. Dlatego też bawi mnie teraz ta egzaltacja nad wyglądem GTA VI i że MAGICY Z ROCKSTAR robią cuda na ANTYCZNYCH sprzętach. Nie, po prostu wreszcie jakaś gra wygląda tak, jak należy. I to samo podniecanie się było chociażby przy RDR2 i wtedy też mnie śmieszyło.
-
GTA VI
W sumie z dupy ta formuła pokazu, spoilerów więcej niż w leakach xD I to jeszcze ma ponad 20 minut trwać. Ja pasuję, gra to dla mnie pewniak i bez trailerów. No świetnie to wygląda, a w normalnej jakości popatrzę później na parę momentów.
-
własnie ukonczyłem...
Metal Gear Solid Delta: Snake Eater (PS5) Czyli pierwszy tytuł zaliczony na PS5 po powrocie do tej platformy, jednocześnie pierwszy na PS5 Pro i pierwszy na Oledzie Bożym. Okoliczności te sprawiły, że mimo iż ów remake jest w powszechnej opinii (czy to graczy, czy "speców") uznawany raczej za technicznie niedopracowany i niedomagający, tak ja jarałem się tym, co widzę, liżąc ściany, przypatrując się otoczeniu w perspektywie FPP czy oglądając złapane zwierzaki w menu, zachwycając się szczegółowością wykonania. Owszem, im dłużej grałem, tym chłodniej oceniałem całokształt, dostrzegając niedociągnięcia (szczególnie zbliżając się do ekranu), ale i tak uważam, że gra wygląda pięknie, choć powinna być bardziej dopieszczona, szczególnie biorąc pod uwagę rzekome bycie "Pro Enhanced". Druga sprawa to zmiany artystyczne. Największe kontrowersje może budzić ogólna kolorystyka (jest "realistyczniej", ale jednocześnie można odpalić filtr udający dawne zielenie, więc ok), ale przede wszystkim modele postaci, a dokładniej ich twarze. No jest tutaj bardzo nierówno i poza Ocelotem, który chyba funkcjonuje już jako mem i symbol owych zmian, najbardziej "ucierpiały" postaci kobiece (no dobra, Para-Medic wygląda spoko). Eva i The Boss wyglądają po prostu nieładnie, a faktura i kolor ich cery czy ust sprawia wrażenie, jakby były chore xD. Miało być szczegółowo i realistycznie, a wyszło creepy. Facetów też to nie ominęło, ale jednak nie rzuca się tak w oczy, a groteskowe w założeniach wizerunki większości antagonistów łagodniej zniosły zmiany. Cóż, grunt, że Snake prezentuje się godnie. A szczegóły ekwipunku czy stroju: miodzio. Zacząłem od grafiki, bo to w sumie największa różnica w stosunku do oryginalnego (a konkretniej do wersji Subsistence/HD) MGS3. Jasne, jest tu więcej zmian, choćby w sterowaniu (dla mnie zdecydowanie na gorsze, w obu trybach, notabene sam fakt, że tryb Legacy oferuje względnie podobne do starodawnego obłożenie pada, ale wymusza też starodawną kamerę, to niezrozumiała i zwyczajnie głupia zagrywka- czemu nie umożliwić w pełni wolnego wyboru konfiguracji?), ale generalnie to dokładnie taki sam Snake Eater, jakiego znamy od ponad 20 lat. Zachowana ścieżka audio (i całe szczęście: The Twin Snakes pokazało, czym kończy się odświeżanie oryginalnego voice actingu), muzyka (poza utworem tytułowym: zmiana niestety na minus), reżyseria filmików, ogólny feeling gameplay'u (trochę upłynniony poprzez wdrożenie nowocześniejszych mechanik pachnących MGS V, jednocześnie momentami bardziej ślamazarny, choćby na przykładzie podnoszenia ciał wrogów czy zwisania/podciągania się), czy w końcu słynne loadingi między mniejszymi sektorami mapy: to wszystko sprawia, że fan trójki czuje się jak w domu, co można poczytywać jako zaletę, jeśli oczekujemy odświeżonej, ale jednak znajomej, nostalgicznej podróży, lub jako wadę, jeśli liczyliśmy zwyczajnie na coś więcej. Sam miałem specyficzne odczucia w trakcie obcowania z Deltą. Z jednej strony interesujące było doznawanie znanej przygody w nowej formie wizualnej (jest tu sporo szczegółów, które umknęły/były niedostrzegalne/nie istniały w oryginale, ot choćby rosyjskie napisy w budynkach), z drugiej cały czas czułem się, jakbym po prostu odpalił po długiej przerwie Snake Eatera. A że przygodę Naked Snake'a znam niemal na pamięć, to i deja vu było silniejsze niż u kogoś, kto ostatnio grał w to na premierę czy tam ewentualnie powtórzył sobie przy okazji edycji na PS3. Koniec końców, wynika z tego jedno: skoro tak mało zmienili, to jest to nadal wspaniała gra. Pobawiłem się w powolne smakowanie historii, wyciśnięcie maksimum z rozmów przez radio, wyszukiwanie z pamięci easter eggów, gadżetów czy w końcu odstrzelenie wszystkich Kerotanów (i, co jest nieco upierdliwą nowością, kaczorów Ga-Ko). Co ciekawe, Delta zmieniła system zapisywania niektórych elementów progresu, co z jednej strony jest lekkim ułatwieniem (odhaczone Kerotany i Gako zapisują się nawet, jeśli zginęliśmy) a z drugiej utrapieniem i to potężnym (postawiłem sobie za cel przejść grę bez zabijania i zgodnie z odwieczną MGSową zasadą, jeśli się kogoś odstrzeliło, a później załadowało stan/checkpoint od nowa, to zgonu nie zaliczało, tutaj jest inaczej i mimo, że de facto nikogo nie odwaliłem, to na koniec miałem na liczniku -naście trupów i rangę z głowy). Całość zajęła mi ponad 24 godziny i oczywiście bawiłem się świetnie (choć to, co mierziło kiedyś, mierzi nadal, np. eskortowanie Evy), ale no jak już wielokrotnie powiedziano: to tylko nowe szaty starej gry. Świetnej, klasycznej, ponadczasowej, ale jednak znanej mi już na wylot, a dla wielu graczy mocno już nieświeżej i w tej formie mało porywającej. Dodać do tego kwestię ceny premierowej oraz wszelkiej monetyzacji gównozawartości typu skiny i wyłania się nam nie do końca satysfakcjonujący obraz efektu końcowego. Ja pudełko sobie zostawię i pewnie wrócę pobawić się jeszcze na inne sposoby (non-lethal jednak mocno ograniczał mnie w temacie zabawy mechanikami), ale i tak co oryginał to oryginał. c.d.