Jump to content

kotlet_schabowy

Użytkownicy
  • Posts

    3628
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    1

kotlet_schabowy last won the day on April 5 2018

kotlet_schabowy had the most liked content!

Reputation

1844 Nie-random

1 Follower

Informacje o profilu

  • Płeć:
    mężczyzna
  • Skąd:
    Kraków - Nowa Huta
  • Zainteresowania:
    Gry, filmy, siłka.

Recent Profile Visitors

5709 profile views
  1. No nie wiem, to już jest gdybanie, ja tam ze swoich niewielkich doświadczeń z pisania tekstu z narzuconym limitem znaków wiem, że zazwyczaj na końcu trzeba dużo ciąć w stosunku do wersji surowej, a wierzę, że autorzy w PE to mimo wszystko nie wyrobnicy, którzy leją wodę jak licealista na rozprawce. Słuszna uwaga, ale myślę, że tu wchodzi bardziej aktualny trend w kwestii strony czysto wizualnej, niż wypychanie stron na siłę.
  2. Eh zewsząd głosy, że Old to gówno, ale i tak to jedyny popcorniak z ostatnich miesięcy, który mnie interesuje. Wiem, że się zawiodę, ale i tak muszę to obejrzeć. Co do krótkiej dyskusji o Batmanach, to tylko dodam od siebie, że trudno nie zgodzić się z Mejmem. Lubię trylogię, ale trójka mnie mocno zawiodła (a hajp miałem ogromny) i mimo, że to nadal niezły film, to jest po prostu w wielu momentach tak głupi i naiwny, że po prostu nie mogę go brać na poważnie (a chce być na poważnie brany, oj chce, jak zresztą każde dzieło Nolana, ten kij w dupie na dłuższą metę też jest męczący). W TDK mieliśmy scenę z barkami, której się dostawało. Tutaj jest tego dużo więcej. No i to, co zrobili w końcówce z Banem to chyba gorsze splunięcie na tę postać, niż w Batman & Robin. Ja ostatnio widziałem: Mechaniczna Pomarańcza: że też tyle lat zwlekałem z tym seansem. Gdybym go zaliczył w czasach gimbazy, kiedy pierwszy raz zetknąłem się z tematem i docierały do mnie informacje o kulcie, jakim jest darzony, to pewnie byłby to dziś jeden z moich osobistych klasyków. Kto widział, ten wie o co chodzi, kto nie widział, ten powinien szybko nadrobić. Bardzo specyficzne dzieło, szczególnie w kwestiach formalnych. Wszystko jest tu dziwaczne, ale w bardzo intrygujący sposób. Bałem się trochę, że będzie pretensjonalnie (może i momentami jest) albo nudno, ale nawet podchodząc do tworu Kubricka jak do kolejnego, zwykłego filmu, byłem wciągnięty w wydarzenia. No i mocną ciekawostką był dla mnie epizodyczny występ aktora wcielającego się w Darth Vadera (w sensie: gościa, który nosił jego kostium). Kawał byka. Ciemna Strona Miasta: film Scorsese z mocną obsadą i ciekawym zarysem fabuły (weekend z życia ratowników medycznych w patologicznych rewirach Nowego Jorku), którego jeszcze nie widziałem, a w rozmowach o kinie praktycznie się nie pojawia? No nie powiem, byłem zaintrygowany, ale wrażenia były taki sobie. Nie, żeby to był jakiś paździerz, ale w sumie nie dziwię się, że jest to dosyć zapomniane dzieło. Całość dosyć szybko zaczyna trochę przynudzać, a wątki "psychozy" Cage'a raczej męczą. Rzeczy, które odwalają ratownicy są momentami mocno przesadzone, zahaczające wręcz o jakiegoś akcyjniaka, no mało wiarygodne. Film, o którym sam szybko zapomnę (już teraz musiałem sprawdzać tytuł). Na Rauszu: przewijał mi się swego czasu dosyć często w różnych miejscach, zdobył zresztą Oscara dla filmu zagranicznego. No w każdym razie oglądałem w ciemno, licząc na poważnie przedstawiony wątek alkoholizmu, a okazało się, że film jest mimo wszystko dosyć luźny, a sam fabularny punkt wyjścia i rozwój historii mooocno oderwany od rzeczywistości (ekipa nauczycieli próbuje poprawić swoje "osiągnięcia" w codziennym życiu poprzez dawkowanie małych ilości alkoholu i byciu w ciągle trwającym tytułowym stanie). Nie wchodząc w szczegóły powiem tak: kto serio zna problem alkoholu, ten dostrzeże płytkość przedstawienia go w tym filmie, choć nie powiem, bo kilka obserwacji jest całkiem trafnych, no i aktorsko wszyscy dają radę, nie wpadając (powiedzmy) w przesadę, o którą łatwo, próbując zachowywać się jak ktoś pod wpływem. Dick i Jane: Niezły Ubaw (swoją drogą od zawsze drażnił mnie ten tytuł): wzięło mnie jakiś czas temu na nadrabianie/powtarzanie filmów ze złotej ery Carrey'a no i o ile taki Telemaniak mnie momentami zajebiście rozbawił, tak już powyższa pozycja to mocny cringe. Taka mieszanka kina gimbo-sensacyjnego (para mająca kłopoty finansowe próbuje zdobyć kasę dzięki przestępstwom) z komedią, niestety z niskim poziomem poczucia humoru, brakiem logiki w działaniach bohaterów i strasznie przesadzonych motywach (szczytem wszystkiego jest sytuacja, w której bezrobotnych bohaterów nie stać na opłaty i wyprzedają swój majątek, ale w tle cały czas krząta się opiekunka do dziecka xd) . Powiedziałbym, że to to prostu film dla dzieciaków, ale to żadne wytłumaczenie. Słabe.
  3. Regularnie czyta się gdzieś tam w losowych okolicznościach, że "napisałbym więcej, ale magazyn nie jest z gumy" etc. Z tego co się orientuję to autorzy tekstów przed publikacją raczej muszą je mocno ciąć, niż na siłę rozciągać, więc myślę, że zapełnieniem magazynu nie byłoby nigdy problemu.
  4. No raczej, klony to był dramat i właśnie wisienką na torcie było to, że jak zawaliłeś którąś fazę (albo chciałeś wyłączyć konsolę), to całość zaczynało się od nowa, i to bez skipowania scenek. Jeszcze ochrona tłumacza w dwójce dawała popalić. Z trójki nic jakoś bardzo ciężkiego nie pamiętam.
  5. O ile samą niechęć do TASM i Garfielda mogę jeszcze zrozumieć i tłumaczyć sobie kwestią GUSTU, tak pisanie, że dwójka jest "sporo" lepsza od jedynki już zakrawa na trolling. Nie no ja wiem, że dla wielu pająk Raimiego ma na starcie +100 punktów za to, że wyszedł jak mieli po 8 lat (sam byłem wtedy niewiele starszy, ale już wtedy mi coś nie pasował ten film) i za memiczne scenki, ale pomijając jego wartość jako luźnego, zahaczającego wręcz o pastisz, letniego filmu, to ja tam nie widzę za bardzo powodów do kultu i stawiania na podium nowożytnych adaptacji komiksu. Inna sprawa, że dla mnie punktem odniesienia do tego, jaki "powinien" być Spidey, jest co najwyżej kreskówka z Fox Kids albo gierki z szaraka, bo komiksów zwyczajnie nie czytałem (no ale w nich było pewnie już tyle wariacji jego charakteru, że podchodzenie do adaptacji w ten sposób nie ma za bardzo sensu). TASM ma przede wszystkim dobrze napisanych bohaterów i dialogi i tą mityczną chemię, szczególnie między Peterem i Gwen- to jedyny film, w którym jako widz wierzę w romans Petera (w trylogii Raimiego relacja z MJ to chyba największa wada, pomijając jej miscast). No ale wiadomo, co kto lubi. Osobiście zwyczajnie nie lubię tego klimatu wczesnych lat 2000 w kinie superbohaterskim, który potężnie wyziera z trylogii. Ot taki plastik. Jeśli Garfield to Chad, to Maquire jest skrajnością w drugą stronę, virgin-loser do przesady.
  6. Bebech mu wyjebało i ogólnie zalało, ale po łapie widać, że "pod spodem" nie jest źle. Zresztą większość aktorów z boską formą zrobioną do filmu, poza sezonem zdjęciowym wyraźnie kapcanieje.
  7. Lepszy jest ten Lucek w alei zasłużonych xD. Co on tam, jedną reckę kiedyś napisał?
  8. Odpaliłem jeszcze raz, bawiąc się wrobienie stop klatek (na razie nie szukałem na necie żadnych nerdowych analiz) i jak na moje oko to w przebitkach scen w okolicach 12 sekundy widać Neo z wypalonymi oczami "operowanego" przez maszyny, co sugerowałoby dosyć jasno bezpośrednią kontynuację wydarzeń w prawdziwym świecie. Gdzieś tam miga też kawałek ruin, czyżby Syjon i jednak maszyny nie okazały się tak słowne, jak mówił w końcówce trójki Architekt? No ciekawe to mimo wszystko. Trochę łaskawszym okiem spojrzałem też na niektóre scenki akcji, potencjał jest. Szkoda, że casting "Morfeusza" mocno meh, ten koleś grał chyba Dr. Manhattana w serialu Watchmen, (gdzie prezentował się jeszcze gorzej xD), więc widzę, że ma smykałkę do wcielania się w nowe wydania znanych bohaterów.
  9. Może i tekst pasuje (za to całokształt utworu, na czele z melodią, do trailera już nie bardzo), ale wykorzystanie tej piosenki w trailerze Matrixa to po prostu taka klisza, że ja pierdolę xD. No ale w sumie Wachowscy ze swoimi Matrixowymi "easter eggami" nigdy bardzo subtelni nie byli. A sam trailer? No pewnie, że zawód. Oczywiście na razie możemy się tylko domyślać "o co chodzi jakby", ale abstrahując od fabuły, wygląda to niezbyt porywająco. W cuda typu "zwodzą nas/historia się wybroni" nie wierzę, bo Matrix już w sequelach słabował w temacie scenariusza, ale nadrabiał wszystkim tym, co w dobrych blockbusterach porywa widza: stroną wizualną, muzyką, epickimi scenami, choreografią walk, efektami, "cool" motywami. Tak, byłem wtedy gimbem i pewne zagrywki pewnie miały u mnie z tego powodu +100 punktów, ale oglądam te filmy co jakiś czas i nadal robią ogromne wrażenie. Tutaj na razie nie poczułem prawie nic. To już te teasery mnie bardziej nakręciły. Może to kwestia wykreowanej w zwiastunie atmosfery, a może tego, że wszystko wygląda tak jakoś tanio i bezjajecznie, jak podróbka oryginału. No trudno zignorować fakt, że Wachowszcze nie zrobiłx przyzwoitego filmu od wielu lat. No i pokazać CGI momentami gorsze, niż w 18 letnich filmach, to jednak jest sztuka (szczególnie to widać przy scenach z mątwami). To w ogóle jakaś choroba Hollywood, z innych dzieł cierpiących na ten syndrom tak na szybko przypominają mi się np Hobbit vs. LOTR albo Dzień Niepodległości vs. sequel.
  10. Cóż, po prostu kiedyś "Matrixy" miały swój styl i kreowały modę, teraz moda wpływa na Matrixa. WYMOWNE Czekam i jaram się jak dzieciak, ale na ten moment ze screenów i fragmentów na stronce www jedno rzuca się w oczy: kolorystyka jest absolutnie zwyczajna, nie czuć tego Matrixowego vibe'u (może poza scenami w prawdziwym świecie). No zobaczymy, tak czy siak kino obowiązkowe. Aż mi się wierzyć nie chce, że to już 18 lat od czasu, kiedy jako podjarany gimb leciałem na seans dwójki, a później trojki.
  11. Dobra to jak już tak sobie tu wspominacie, to spytam, na czym teraz najlepiej ogrywać RE4? Do tej pory grałem na PS2 i wszystko spoko, no ale jeśli któraś wersja na nowsze sprzęty ma ręce i nogi (bo gdzieś tam do mnie docierały sygnały o skiepszczonych portach), to czemu by nie pograć w wyższej rozdziałce? A co do samego rimjeka to powiem tyle, że jestem go zdecydowanie bardziej ciekaw, niż remake'u Dead Space, choć nie napalony. Jednak zawsze im większy przeskok generacyjny, tym bardziej interesujące efekty i większe zmiany.
  12. No pewne archaizmy są upierdliwe, ale po to odpalam gierki retro, żeby je chłonąć takimi, jakie były. Jak już zdarzyło mi się grać na emu, to łapałem się na tym, że quick save/load stawał się kuszącym narzędziem do ułatwienia gry i to nie jest to samo. Zaliczyłem tak Dino Crisis no i nie czarujmy się, survival mocno traci, kiedy wiem, że w sumie jak mnie zagryzą w kolejnym pomieszczeniu, to nie muszę się dużo wracać i w sumie natychmiastowo robią powtórkę xD No chyba, że korzystać, ale tylko w momentach, w których gra i tak oferowałaby "save room". Tak w ogóle to pobawiłem się tą "śrubką" od napięcia w laserze PSXa (rozwiązanie podrzucane tu przez @Mejm na poprzedniej stronie), więc krótki raport: próby różnych ustawień skutkowały tym, że lepiej zaczęły działać kopie, a gorzej oryginały, albo na odwrót. Nie znalazłem złotego środka, trochę się z tym pomęczyłem, ale koniec końców uznałem, że najlepiej wrócić do punktu wyjścia i nie przekombinować. Ustawiłem tak, żeby jak najlepiej czytało płyty oryginalne (z naciskiem na płynność FMV), bo większość kopii i tak jest w takim stanie, że nawet po regulacji laser nie daje sobie z nimi rady, a w przyszłości jak będę w coś jeszcze na szaraku grał, to pewnie będą to czarne płytki. Zresztą w mojej konsoli problemem jest chyba bardziej mechanizm "okołolaserowy", prowadnice, niż stricte oko lasera.
  13. Heavenly Sword Jakoś mnie nigdy do tej gierki nie ciągnęło, na początku przygody z PS3 ściągnąłem demo i pamiętam tyle, że wywaliłem je po paru minutach gry. Niedawno oglądałem jakiś materiał Rysława i ich topkę na PS3 i coś mnie tknęło "a chuj, sprawdzę", w końcu gra lata za grosze (premierówkę w ładnym stanie kupiłem za 19 zł lol). No i jak wypadł powrót do pierwszych miesięcy życia PS3? No przede wszystkim boleśnie jeśli chodzi o technikalia. Gra notorycznie gubi klatki, właściwie przy większej zadymie działa w slow-mo, a nasze akcje mają sążnego laga, co w przypadku gry w stylu slashera jest zbrodnią. Jak mam wyczuć moment na idealne parry, kiedy gierka klatkuje? Inna sprawa, że pomysł na blok i parowanie to jakaś abominacja i gratuluję każdemu, kto opanował błyskawiczne zmiany "pozycji" w locie. Mój mózg po ponad ćwierć wieku grania jakoś miał problem z przestawieniem się na tryb "blok=puszczenie wszystkich przycisków", no kurwa to jest nienaturalne i nieintuicyjne. Poza tym system walki jest dosyć prosty, kombosów jest sporo, ale i tak skupiamy się na kilku efektywnych kombinacjach (no i może jestem już stary, ale zwyczajnie nie potrafię zapamiętać kilkunastu sekwencji opierających się na dwóch przyciskach). Szkoda też, że walce trochę brak mocy (może poza używaniem tytułowej broni, no ale ona zaś jest powolna i toporna), ot takie ciachanie sobie żyletką. Całość jest mocno drewniana, brak tu skoku, bohaterką steruje się niezbyt płynnie. No i niesamowicie drażnią wszelkie sekcje QTE zaprojektowane w ulubionym przez graczy stylu "nagle w ferworze walki i akcji wyskakuje ci z dupy ikonka klawisza i masz ułamek sekundy, żeby zareagować". Gra króciutka i na normalu raczej łatwa, ale parę razy można dłużej utknąć i trochę powyklinać (końcowa walka to jakaś masakra, jedno z gorzej zaprojektowanych i bardziej frustrujących starć w gejmingu, gówno widać, bo kamera świruje, a efekty graficzne nie pomagają). Urok gry polega na fajnym designie świata i niezłej menażerii postaci (głównie po stronie złych, oczywiście z Bohanem odgrywanym przez Andy'iego Serkisa na czele). W 2007 był to, mimo framerate'u, zapewne piękny pokaz możliwości chlebaka. Teraz nadal czysto wizualnie wygląda to fajnie, ale jako gierka jest mocno archaiczne i ma sporo problemów. Mimo wszystko nie jest to crap i grało się znośnie. Battlefield 1 (kampania) Eh no zawód, szczególnie, że wstęp mocno mnie nakręcił i właśnie czegoś takiego oczekiwałem: epickich starć, emocji, klimatu IWŚ. To ostatnie z grubsza się udało, ale skakanie po mini epizodach i skupianie się w każdym z nich na trochę innym rodzaju gameplay'u trochę wszystko rozmyło. Już druga przygoda szybko zaczyna nudzić za sprawą przeciągnięcia zabawy czołgiem. Ogólnie grając często miałem wrażenie, że bawię się na mapach do multi, do których doszyto na siłę jakiś wątek i zadania singlowe. Kwintesencją są zadania typu CTF czy szukanie skrzynek z bronią. Otwarte mapy jakoś mi tu nie pasowały, choć ostatni epizod i zabawa w bieda-MGSV był nawet nawet. Swoją drogą trochę żenujące jest to ograniczanie wolności gracza i nakazywanie powrotu do głównego obszaru mapy, kiedy tylko wychylimy nos metr dalej, niż główna ścieżka. Gra wygląda i rusza się ślicznie, a samo mięso, czyli strzelanie najróżniejszymi zabawkami, jest świetne i tym bardziej szkoda, że potencjał nie został w pełni wykorzystany w trybie dla jednego gracza. No ale wiedziałem, że nie ma się co nastawiać na wielką przygodę, gierkę kupiłem za grosze z założeniem, że postrzelam sobie parę godzin i w sumie tak się stało. A jak kiedyś kupię tego PS Plusa, to sobie sprawdzę multi.
  14. A gdzie to się posty z tego tematu podziały?
  15. Jebły mi dwie szprychy w tylnym kole MTB. Koło ma tyle, co rower, czyli ~10 lat. Lepiej iść do serwisu na wymianę szprych+centrowanie (obstawiam, że minimum 50 zł), czy kupić nowe koło?
×
×
  • Create New...

Important Information

25 maja 2018 roku zacznie obowiązywać w Polsce Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako "RODO", "ORODO", "GDPR" lub "Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych"). W związku z tym prosimy o zapoznanie się ze zaktualizowaną Polityką prywatności Privacy Policy.