-
PlayStation 5 - komentarze i inne rozmowy
Urban Chaos. O dziwo, PSX to pociągnął, choć pewnie mocno pokrojone. Sam grałem na PC.
-
Fallout TV Series
Dopiero nadrobiłem drugi sezon i było naprawdę spoko, chyba nawet oglądało mi się lepiej, niż pierwszy, choć też szczerze mówiąc nie pamiętam z niego zbyt dużo xD. Nadal robotę robią główne postacie, na czele oczywiście z Ghulem (choć skakanie po liniach czasowych robiło się już nieco chaotyczne), nadal beznadziejny jest Maximus i reszta tałatajstwa z BoS, nadal fajnie jest oglądać znane z gierek elementy, momentami (tak jak i w S01) przeniesione wręcz 1:1. Trochę męczył mnie wątek Vaultów 31-33- o ile w pierwszej serii służył za naturalne wprowadzenie do realiów tego świata i zawiązanie akcji, tak teraz po prostu był nudny i w zasadzie bohaterowie byli obojętni. Czepiając się jeszcze: momentami miałem odczucie, że twórcy nie potrafią powiedzieć "dość" i skończyć danej sceny/żartu. Zresztą to charakterystyczne w ogóle dla dzisiejszych produkcji. Przykład? Niekończąca się walka z Deathclawami. Albo żart związany z "ćpuństwem" pewnej postaci. Ale ogólnie: dobra produkcja i chętnie będę śledził losy tych bohaterów.
-
Noob kupuje telewizor bądź monitor pod PS5/XSX
Polecicie jakiś w miarę budżetowy uchwyt ścienny na telewizor 55 cali (14kg)? Mam na ten temat zerowe pojęcie, a widzę, że ceny wahają się od nawet kilkudziesięciu złotych do kilkuset, przy czym robiąc jakiś szybki minimalny research uznałem, że koło stówki można już kupić coś sensownego. O np. takie coś: https://allegro.pl/produkt/uchwyt-scienny-obrotowy-do-telewizora-40-kg-regulacja-kata-i-odleglosci-c729f17a-04b1-45ee-85a0-f0f7113e3bb6?offerId=15158305476&utm_source=google&utm_medium=product-carousel&utm_campaign=product-listing&utm_content=%2Flisting%3Fstring%3Duchwyt%2520do%2520telewizora%252055%2520cali%2520lg%2520c5 Ujdzie w tłoku?
-
Nintendo Switch 2 - temat główny
Ja tam akurat uważam, że line up first party na S2 jak na dzisiejsze standardy jest całkiem ok (choć dla mnie nie ma żadnego naprawdę must have na poziomie Mario Odyssey), sporo nowych, dużych gier z głównych serii, ale te tabelki to zawsze xD. Robienie sztucznego tłumu upgrade'ami i cross genami i doliczanie do potężnej sumy exów takich gier, jak Welcome Tour czy Drag and Drive, no ok, można, ale jest to trochę śmieszne. Sony jest sobie winne i wypada blado w takich dyskusjach (pachnących już trochę CW), bo zaczęło wydawać exy na PC (choć z opóźnieniem) i podpięło do PS4 kroplówkę z exów.
-
własnie ukonczyłem...
No tak też robiłem w trakcie gry, po czym na Steamie w zakładce ze screenami było pusto. Teraz z dupy uruchomiłem go w trybie Big Picture i tam już są wszystkie te shoty xD. Abstrahuję od tego, że mam też komendę ustawioną do tego w grze, o Windows Game Barze nawet nie mówię, bo to balas. Tak, wiem, na wszystko pewnie jest gdzieś jakieś ustawienie, funkcja udostępniania, przełącznik, trzeba poszperać. To lubię właśnie w PC gamingu.
-
własnie ukonczyłem...
Portal 2 (PC) No dobra giereczka. Z jedynki mało co pamiętam, po za tym, że patent tytułowy dawał fun i wymuszał ruszenie głową, natomiast do dwójki mnie jakoś latami nie ciągnęło, aż w końcu tak się złożyło, że dołączyłem do "rodziny" Steamiarzy i zacząłem szperać w licznych promkach, dodając sobie do listy zakupowej różne zaległości. No i wpadła promka na P2 i jakoś mnie tknęło w któryś upalny wieczór, żeby odpalić. Formuła nadal się sprawdza, a że została rozbudowana o nowe mechanizmy, to nudy nie ma. Choć mi akurat motyw farb specjalnie nie podpasował. Poziom trudności zagadek jest idealnie wyważony, tak, żeby trzeba było chwilkę się zastanowić, ale jednocześnie nie tkwić godzinami w pomieszczeniu i w końcu sięgać po poradnik. Trochę zagięło mnie tylko ostatnie pomieszczenie z farbami. Ogólnie czas gry jest odpowiedni, ale ostatni akt trochę mi się dłużył. Robotę robi fabuła i postacie dwóch SI (i jednego bohatera z przeszłości) i o ile GLaDOS, którą wszyscy się podniecali już od pierwszej części serii, tak wtedy, jak i teraz jakoś strasznie mnie nie urzekła, tak Wheatley (pewnie w dużej mierze za sprawą wcielającego się w jego rolę aktora głosowego) i Cave Johnson są tutaj największymi gwiazdami. Portal 2 ma swoje lata, więc nawet na moim piecu śmiga jak ta lala. Wygląda estetycznie, choć pomieszczenia ze wspomnianego ostatniego aktu są nieco monotonne wizualnie. Przede wszystkim jednak ma swój specyficzny design, z którym można od razu kojarzyć serię. Ogólnie: miła i satysfakcjonująca odmiana od bardziej typowych gier, jednocześnie interesująca narracyjnie. Screenów chyba nie będzie, bo nadal nie ogarniam tego tematu na Steamie xD Moss: Book II (PS4/PS VR) Czyli kontynuacja jednej z najlepiej odebranych przez krytykę i graczy gier na PS VR. Sam nie byłem jakoś mocno zachwycony jedynką, choć to na pewno była przyjemna, zapewniająca eskapizm przygoda. Tutaj jest podobnie, choć chyba oceniłbym całość wyżej. Z jednej strony formuła się nie zmieniła (to akurat naturalne i słuszne, bo pod tym względem wszystko grało), z drugiej dodano parę nowych atrakcji, jednocześnie wydłużając całość, poprawiając warstwę graficzną (prezentuje się to naprawdę ładnie) i ubrano w trochę bardziej angażującą historyjkę. Skala jest trochę bardziej "epicka", jeśli można tak powiedzieć o plus minus 6 godzinnej historii. Mamy większy udział postronnych bohaterów, międzywymiarowe podróże, pradawne moce i inne ważne sprawy. Nasza bohaterka to niezmiennie słodziutka mysz Quill, a w rolę wszystkich bohaterów nadal wciela się jedna aktorka głosowa, niejako czytając nam dialogi z książki o dawnych wydarzeniach. Całość ma przez to bardzo fajną, baśniową atmosferę. Gra się dobrze, choć wkurzyć potrafią te same elementy, co w przypadku prequela: problemy z detekcją kolizji, mało dynamiczne sekcje wspinaczkowe czy przeciągnięte walki z mobkami. Ale tak czy siak, sam styl zabawy w VR jest świetny, jednocześnie nie angażuje przesadnie "fizycznie", bo nie wymaga pałek PS Move, a całość jest dosyć statyczna. Co ciekawe, nadchodzi nowa-stara część serii, która z tego co zrozumiałem, łączy opowieść z obu wydanych do tej pory "ksiąg" w jedną, uzupełnioną dodatkowymi wątkami całość, a sama gra nie będzie już robiona pod gogle VR. Tym samym jak dla mnie straci większość swojego uroku. No ale będzie to szansa na dotarcie do graczy, którym z wirtualną rzeczywistością nie po drodze.
-
PlayStation 5 - komentarze i inne rozmowy
Nie wiem, gdzie widzisz wylewanie żalów, ogólnie dosyć osobliwie zareagowałeś na wypunktowanie faktów i krytykę korpo i polskich handlorzy, masz okres czy o co chodzi? Bo brzmisz jak pepperowicze komentujący wrzutki z PS5 tekstami o tym, że oni kupili 4 lata temu i się od tego czasu świetnie bawią, więc reszta ma karę za holdowanie. No spoko, przyznaję ci medal za zaradność na rynku gierkowym.
-
własnie ukonczyłem...
Maksowanie tej gry może ją naprawdę obrzydzić, szczególnie, jak ktoś podchodził do tego na PS4 (długie loadingi wjeżdżają przy każdej nieudanej próbie zdobycia gemu za zaliczenie poziomu bez śmierci). Natomiast grając "casualowo" (tym bardziej, że można wybrać nowoczesny system żyć): cudo w pełni zasługujące na czwórkę w tytule. Dzięki tej grze ekipa TfB ma moje zaufanie jeśli chodzi o nowego Spyro. Ale i tak zamierzam splatynować kiedyś już na PS5 xD
-
PlayStation 5 - komentarze i inne rozmowy
Na morelach już 4200 zł xD. Ale wcale nie zniknęło, bo właśnie dziś wróciło do kilku sieciówek, oczywiście w absurdalnych cenach. Sony to jedno, ale łapczywość polskich Januszy (i odnoszę się tu tak samo do polskich filii zagranicznych korpo sieciówek) to osobny temat. Sony podnosi cenę konsol o 100 dolców/euro? Cyk, w polskich sklepach +1000 zł do ceny. Należę do zacnego grona tych, którzy nie kupili w ostatnim faktycznie sensownym momencie, bo chciałem "na spokojnie, przed urlopem". To mam xD. Co do tematu ostatnich dni to cóż tu dodać mądrego? Tfu na Sony za całokształt ich polityki na przestrzeni całej tej zjebanej generacji. I tak nie myślałem o kupnie PS6 nawet w sferze jakichś odległych fantazji, spodziewałem się, że to będzie konsola nastawiona na cyfrę, a już piątka jest sprzętem, który wiele lat po premierze nie bardzo mnie porywa i choć uzbierało się już te paręnaście tytułów, które chciałbym sprawdzić (abstrahując od tego, że większość jest też na PC), to jednak to jebane GTA było takim ostatecznym argumentem "za". Także przyszłość branży i tak już spisałem na straty, ale że takie ostre cięcie przyjdzie jeszcze w trakcie trwania obecnej generacji, to się nie spodziewałem.
-
własnie ukonczyłem...
Shadow of the Colossus (PS4) Jak wskazuje platforma, chodzi o remaster. Nie ma się co rozpisywać o takim tytule, może zaznaczę tylko, że moja pierwsza i w sumie ostatnia styczność z SotC to port HD na PS3 w 2016 roku, no i gra bardzo mi się spodobała, choć nie stała się jakimś osobistym klasykiem. Remaster na nowszą konsolę wypadł doskonale. Wiernie oddaje artystyczną i gameplay'ową warstwę oryginału, jednocześnie odświeżając te elementy tak, że przystają (no dobra, może rozgrywka nie do końca xD) do "współczesnych" (bo przecież to gra sprzed 8 lat) standardów. W rezultacie jest to przykład odświeżenia, które z czystym sumieniem można polecić osobie nie znającej pierwotnej wersji gry i naprawdę nic nie straciłaby ona na tym doświadczeniu, za to sporo zyskała. Co prawda edycja z PS3 też jest zacna i działa/wygląda dobrze, ale no co tu dużo gadać, remaster to przeskok dwóch generacji. Oprawa jest po prostu piękna, do pełni szczęścia brakuje 60 FPS na zwykłej PS4 (na Pro chyba jest). Pomijając dyskusje o barwie palet czy filtrach (notabene można je sobie zmieniać w menu), nie ma się do czego doczepić. Ostro, szczegółowo, efektownie, płynnie. Roślinność wygląda pięknie, krajobrazy z dalszej perspektywy nadają się na obraz ścienny, a kolosy...czysta epickość i podziw. Muzyka bez zmian, czyli wspaniała. Reszta z grubsza bez zmian, albo ja ich nie odczułem. No są jakieś tam monetki, ale nie pamiętałem nawet, czy były w oryginale xD. Obieramy kierunek na kolosa, jedziemy do niego, rozkminiamy sposób na pokonanie go, wprowadzamy to w czyn: koniec. I tak 16 razy. I za każdym razem to działa i robi wrażenie. Wiadomo, sterowanie jest trochę drewniane, a bezwładność Wandera, kiedy trzymamy się gigantów, może trochę drażnić, ale trzeba się do tego po prostu przyzwyczaić, a nie będzie to stanowiło żadnego problemu. Uwinąłem się tym razem w niecałe 6h i byłem aż zaskoczony, że wystarczyło tylko tyle, ale w sumie bardzo mi to pasuje. W skrócie: piękna gra w jeszcze lepszej formie. Indika (Switch) Ciekawe, mocno specyficzne doświadczenie. W sumie to walking sim, ale przeplatany wrzuconymi trochę z dupy mini gierkami stylizowanymi na 8 bitowe gierki. Całość osadzona jest w carskiej Rosji w fikcyjnym, groteskowym wydaniu (dziwne, ogromne konstrukcje, retrofuturystyczna maszyneria), i ubrana w lekko tragikomiczną atmosferę. Kierujemy tytułową Indiką: zakonnicą miotaną wątpliwościami odnośnie wiary (podsycanymi przez wewnętrzny głos, będący jednocześnie narratorem w grze, należący do samego Diabła), której pozornie proste zadanie dostarczenia listu zamienia się w serię przygód, przeżywanych do spółki z uciekinierem z więzienia. Chodzimy, rozwiązujemy proste zgadki środowiskowe (głównie chodzi o przeniesienie jakiegoś pudła lub przestawienie wajchy by otworzyć sobie dalszą drogę. Fajnie zagrane (robotę robi relacja między parą głównych bohaterów, notabene można odpalić rosyjski dubbing i wypada on naprawdę klimatycznie), wciągające i momentami zaskakujące formą przeżycie, do tego gra jest dosyć krótka, więc w sumie idealnie. Nie podobały mi się tylko niektóre celowo rozwleczone i żmudne czynności (szczególnie słynne już noszenie wody w wiadrze na początku). Nie ma tu niesamowicie odkrywczych czy głębokich refleksji na temat wiary/zakonu, ale zawsze to miła odmiana od typowo gierkowych narracji. W niższej cenie polecam, ale zdecydowanie na dużych konsolach, bo na Switchu gra jest po prostu paskudna (w trybie przenośnym rozdziałka to chyba 480p jak nie mniej) i okropnie pocięta wizualnie, za to wersja na current geny ma mocne momenty i wizualnie może się bardzo podobać.
-
Ostatnio widziałem/widziałam...
Toy Story 5 Może i naciągany sequel (zresztą taki vibe miała już czwórka), ale musiałem się zameldować w kinie, kontynuując 31 letnią historię z serią i oglądaniem kolejnych części na wielkim ekranie. Niestety, nie zostałem jakoś mocno połechtany w temacie nostalgii, co może wynikać choćby z faktu, że Buzz i Chudy stali się w zasadzie...postaciami drugo czy nawet trzecioplanowymi. Prym wiedzie Jessie, a cały film jest mocno "dziewczyński", epatując girl power i beką z gapowatych mężczyzn w dosyć mało subtelny sposób. Myślałem, że ten etap w popkulturze mamy już za sobą... Mocna inkluzywność rasowa też included, białych ludzi w sumie nie stwierdzono (a nie, sorry, są w retrospekcjach i na zdjęciach z przeszłości xD). Nie chodzi już tylko o dopatrywanie się wszędzie woke dla zasady, po prostu efekt takiego przesunięcia tonów jest taki, że oglądamy mniej ciekawe postacie. No ale odkładając to na bok: film troszkę mnie zawiódł. Generalnie to oczywiście przyjemna i wciągająca animacja z sympatycznymi bohaterami (no, powiedzmy), ale zabrakło tej słynnej magii. Nawet TS4, raczej chłodno przyjęty przez szeroko pojętą krytykę/fandom, bardziej trafił w mój gust, a przecież też oglądałem go już jako stary koń. Tutaj na wyróżnienie zasługuje przede wszystkim pomysł na wątek przewodni, czyli uzależniające dzieciaki "ekrany" i wpływ e-znajomości na ich psychologię czy budowanie relacji z rówieśnikami. Ujęte w dosyć oczywisty, ale trafny sposób. Szkoda, że poza tym mamy lekki chaos i za duże nagromadzenie innych wątków (w tym trochę wepchnięty na siłę motyw "Buzzów z kontenera", choć nie ukrywam, że jeden patent związany z nimi był naprawdę fajny), przez co w pewnym momencie już nie do końca wiadomo, co jest tutaj priorytetem. Humor też jest dyskusyjny, a nowe postacie jakoś mocno nie ujmują. Żarty fekalne związane z jedną zabawką w pewnym momencie (dosyć szybko) stają się wtórne i może wywołują odruchowe prychnięcie pod nosem, ale dużo więcej autentycznego śmiechu spowodowały u mnie poprzednie części serii. Wygląda to oczywiście rewelacyjnie, gorzej z muzyką, która jest zupełnie nijaka, a przecież kiedyś, szczególnie w pierwszej części serii, była ona kluczowym elementem całości, a piosenki stały się wręcz klasykami. Cóż, tak czy siak film to był dla mnie must watch i sam fakt, że po tylu latach mogę śledzić losy bohaterów z dzieciństwa (w wersji polskiej w większości dubbingowanych nadal przez tych samych aktorów) jest w pewien sposób piękny, ale albo stałem się z wiekiem zbyt cyniczny/zezgredziały, albo faktycznie Pixar obniżył loty i odrzucając na bok nostalgię, film po prostu nie robi szału i marnuje potencjał serii.
-
GTA VI
No to jak w grudniu "normalna" edycja z płytą, to kryzys odwołany, jakoś się przeżyje te parę tygodni, a później idealnie dłuższe wolne #cope Przecież odnosiłem się do cytatu o grach i patchach z PS3 właśnie.
-
PSX EXTREME 345
To jeszcze ja. Numer w zasadzie skończyłem ponad tydzień temu, ale jakoś nie mogłem się zmobilizować do napisania paru zdań. Najwięcej weny do komentowania mam na początku czytania, na bieżąco, no ale nie będę przecież robił notatek w trakcie lektury, żeby potem wrzucać do to tego tematu xD. No, także wertując sobie teraz pismo, postaram się o parę luźnych uwag: Tekst o Bondzie: debiut (chyba) niejakiego Czartoryskiego, więc zacznę od czegoś, co już nieraz tutaj padło w tym kontekście: przy okazji takich występów, czy to gościnnych, czy to zapowiadających jakąś dłuższą/stałą współpracę, fajnie byłoby choćby na końcu artykułu wrzucić parę zdań o tym, kim jest autor i skąd się wziął. I jeśli jegomość faktycznie ma zostać na dłużej, to jak dla mnie można by od razu przywitać go Hyde Parkiem. Zresztą sądzę, że żaden czytelnik nie obraziłby się na gościnny HP, nawet jeśli autor pojawiać się będzie okazyjnie (jak ta dziewczyna od RPGów). No chyba, że ktoś nie chce, to oczywiście rozumiem. Sam tekst poprawny, choć nie ukrywam, że w zasadzie cały zestaw tytułów sprzed Goldeneye niezbyt mnie interesował i dopiero od piątej generacji konsol zaczęło być ciekawie. Anonim (lol) i FOMO: od zawsze (z małymi wyjątkami) wyznaję podobne podejście, czyli kupowanie gier taniej jakiś czas po premierze, bo raz, że zawsze jest w co grać i nie muszę "biec" po nowość day one, a dwa, że czułbym się frajersko płacąc obecnie ustalone, pełne ceny i coraz częściej dostając w pakiecie niedorobiony produkt. Ale jednocześnie rozumiem to gierkowe FOMO, porównałbym to trochę do seansu w kinie: jasne, 2-3 miechy po premierze mogę obejrzeć nowy film na streamingach/zassać z "zatoki", ale jednak hype potrafi się udzielić i chciałoby się być obecnym "w dyskusji" na bieżąco, szczególnie, gdy z różnych miejsc atakują peany pochwalne, streamy i inne spoilery. Koso: trudno się nie zgodzić z diagnozą dotyczącą DMC, choć PRAWDZIWI fani slasherów będą czuć się dotknięci takim wnioskiem. Głębia głębią, ale niektóre gry, w tym przypadku GoW, po prostu lepiej się starzeją i po ~20 latach nadal po prostu wygodniej się w nie gra. Konsolite: zbierało mi się od dłuższego czasu, ale jakoś nie mogłem się przełamać, jednak w końcu musi to ode mnie wybrzmieć. Styl pisania pana Pasturczaka momentami mocno niedomaga, co boli tym bardziej, że to autor z tak dużym doświadczeniem. Nie wiem, jak to do końca ująć, ale zazwyczaj kiedy mam wrażenie, że tekst jest jakiś taki "niewygodny" w czytaniu i czasami muszę wracać się do początku zdania, żeby złapać sens, to już wiem, kto będzie autorem xD. Sorry, ale musiałem. I żeby nie było: ogólnie rzecz biorąc jest przynajmniej poprawnie, ale autor zalicza spadki formy, chyba głównie w krótszych reckach. Pojawiają się powtórzenia, dyskusyjne zastosowanie przecinków (czasami lepiej zadziałałby myślnik albo nawias), zdania wielokrotnie złożone z dosyć luźnym ciągiem myśli (albo z drugiej strony krótkie, niemal pourywane zdania, nie tworzące razem jakiejś spójnego ciągu narracyjnego), ale przede wszystkim dziwna konstrukcja zdań.. Może lepiej będzie, jak rzucę jakimś przykładem, sami ocenicie: To nie są jakieś straszne zdania-potworki, ale niewiele w nich poprawiając można by sprawić, że "brzmiałyby" lepiej. Co ciekawe, niedawny tekst o Stargate... w zasadzie nie ma tych problemów. Czytało się go naprawdę dobrze i chyba wtedy mnie tknęło, żeby napisać tutaj coś na ten temat. Wygląda to tak, że jak Konsolka ma czas na dopracowanie tekstu (a może i więcej chęci) i poświęcił się mocniej tematyce, to niemal wszystko jest cacy. Może to, o czym tu piszę, to efekt pośpiechu/nonszalancji przy produkowaniu bądź co bądź sporej liczby recek do każdego numeru? Z mojej perspektywy wygląda to tak, jakby przeczytanie ze dwa razy swojego tekstu przez samego autora mogło trochę pomóc. Bo tak to momentami mam odczucia, jakbym czytał jakiegoś forumowicza w temacie "właśnie ukończyłem". Czyli niby wszystko spoko, ale brakuje tego profesjonalnego sznytu. Tata Zgred: Materiał Partnera, a w sumie wyszło spoko i sympatycznie, ot takie poszerzenie Hyde Parku, tylko w konkretnej tematyce. Z recek zwróciłem uwagę na Inkonbini: ciekawostka, o której pewnie bym nie wiedział (albo nie zwróciłbym na nią uwagi), gdyby nie zachęcający tekst w PE, także fajnie i wskoczyło na listę. Podobnie z The Caribou Trail (tematyka IWŚ zawsze spoko). Co do Mixtape, który był chyba "najgorętszą" premierą jeśli chodzi o ogólnie pojętą otoczkę wokół gry i rozbieżność ocen: na tyle, co widziałem i zdążyłem się wcześniej zorientować na temat tego "dzieła", bardziej w tym temacie ufam Zaxowi. Na to, że to samograj na 3h mam akurat wywalone, bo nie takie gierki zaliczałem i potrafiły trafić w mój gust, ot kwestia uczciwego podejścia do tego, co dostajemy (ale też robienie z Mixtape objawienia w bądź co bądź opierającej się na interaktywności dziedzinie sztuki, jaką są gry, wydaje mi się mocno naciągane). Większy problem mam z bijącym z każdego momentu tej gry, który widziałem, pretensjonalizmem totalnie antypatycznych postaci, na czele z jej główną bohaterką. Sorry, ale to potrafi zepsuć najlepsze nawet w założeniach doświadczenie, i nic tu nie pomoże, że "taka konwencja". Z innych elementów też czuć lekki fałsz (tu wchodzi wątek snucia niespójnych wizji dotyczących nostalgii za latami 90 przez osoby, które nic z tymi czasami nie mają do czynienia). No taka trochę nadęta, sklejona cynicznie pod kątem grania na wrażliwych nutach boomerów, opowieść. ALE może zagram i zweryfikuję swoje zdanie, bo sfera audio-wideo może robić robotę. A propos przy strefy audio: tekst Echo w Kodzie jest ciekawy, tyle, że... praktycznie nie działa w formie pisanej. To zagadnienie, które wręcz prosi się o odpalenie Youtuba i sprawdzenie sobie po kolei opisywanych przykładów. A tak, to w sumie dosyć puste doświadczenie, bo skoro nie kojarzę danego kawałka/oryginalnej wersji, to co mi z tej lektury? Najciekawszym wątkiem pozostaje ten, najgłośniejszy, mianowicie motyw z MGSa. Cóż, kto słyszał "Winter Road", ten wie, w czym rzecz, bo podobieństwo bije w uszy. Niestety sprawę zakończono w najgorszy możliwy dla graczy sposób: całkowite odcięcie się od wybitnego (nawet jeśli "odgapionego") motywu muzycznego, kojarzonego ze wspaniałą trylogią, tuż przed premierą czwartej części serii, i tym samym jego nieobecność w sequelach/prequelach. Duża strata, choć jak rozumiem, utwór nie zniknął z reedycji starych części, więc chociaż tyle. Głaskanie Psa: no sympatyczna odskocznia od standardowych tematów, ale żeby"przepalać na to" talent Adamusa i aż 4 strony? No nie wiem xD Replay i Zgrentgen: już tu pisałem, wielki plus za te działy. Gotham City: jak już tu wspomniano, trochę vibe tekstu o Racoon City. Poprawny, ale jak dla mnie trochę niepotrzebny. Wyścig na Księżyc: no tutaj nie mogę nie pochwalić: raz, że tematyka to mój konik (stosunkowo niedawno zaliczyłem wspomniany w tekście serial "From The Earth to The Moon", polecam), dwa, że ze względu na wydarzenia IRL jest akurat na czasie, a trzy, że dowiedziałem się z niego o "Apollo 11 VR", które to wskoczyło na moją listę do ogrania (niestety, co standardowe dla cyfrowych edycji gier pod VR, mocno trzyma cenę). Street Fighter: dobry, lekko czytający się artykuł o filmie, do którego mam dosyć mocny sentyment i zwyczajnie go lubię, choć dawno go nie odpalałem. I kierunek, w którym poszli w przypadku nadchodzącej adaptacji, choć jakże odmienny, wydaje mi się całkowicie trafiony. BTW nie wiem, czy Ostasz tu zagląda, ale ciekaw jestem, czy był obecny na ostatnich Dniach Nowej Huty, bo przemknął mi tam gdzieś podobny koleś xD Podobnie z tekstem o MK2, choć tutaj miałem już trochę vibe materiału partnera (no offence, może to kwestia dosyć neutralnego, bardziej formalnego tonu), a sam film (jak i jego prequel) mnie zupełnie nie interesuje. No i trochę dziwne jest to wrzucenie screenów z rozmów Muszyna z ludźmi z obsady, bez jakiegoś większego nawiązania do tego w samym tekście. Felieton HIVa: cieszy fakt, że cykl jest kontynuowany, bo sam nawet tu wyrażałem swój sceptycyzm (a co będzie dalej, się okaże xD). HIV jak to HIV, pióro ma lekkie, czyta się to dobrze, choć pewne wtręty mogą wywoływać uśmieszek niekoniecznie w zamierzonych momentach. A sam przekaz trochę złośliwie mógłbym sprowadzić do "pan Tomasz poszedł do pierwszej poważnej pracy i jest w szoku, bo spotkał się z tym, z czym tysiące ludzie ma do czynienia w swoich kołchozach na co dzień". Taka trochę oblężona twierdza, "panie ja wszystko robił dobrze, ale mnie nie lubili i się na mnie uwzięli, a w ogóle to knuli za plecami, po podpadłem nieodpowiedniej osobie". ALE NIE JESTEM ZŁOŚLIWY, więc tak nie napiszę. Felieton Rogera: cóż, trochę "ciężko" się to czyta, bo zmęczenie i ból aż bije z tych stron, udzielając się wręcz czytelnikowi. Nie potrzebujesz od randoma z neta gadek typu "byku, zadbaj o siebie, bo to droga w złą stronę", tym bardziej, że dostałeś już żółte, jeśli nie czerwone światło od własnego organizmu, ale z drugiej strony jak skomentować choćby anegdotkę, że łyknąłeś sobie alko po zabiegu xD. Jestem nieco młodszy, a nie wyobrażam sobie zajeżdżać tak organizmu, sen krótszy niż 6h traktuję już jako mocno niezdrowy. Pracoholizm to szybka droga do grubych problemów, a jeszcze dodać do tego inne czynniki to efekt murowany. Zawodowo jestem w zupełnie innym świecie, ale u mnie też są osoby, które "nie biorą L4" myśląc chyba, że bez nich firma sobie nie poradzi, więc to takie trochę analogiczne podejście. Po pierwsze: własne zdrowie.
-
GTA VI
Akcja z kodem w pudełku żenująca, ale chyba wszystko zostało już tu na ten temat powiedziane. Sam jestem pudełkowcem i o ile GTA jakościowo i zawartościowo to pewniaczek i nie jest to tytuł, który kupię, żeby szybko zaliczyć i odsprzedać/w przypadku którego będę czaił się 2 miechy, żeby kupić stówę taniej, więc kontekst używek tutaj nie gra dla mnie roli, ale w skali makro: okropna praktyka. Ale czego w sumie oczekiwać po Rockstar i grze, w przypadku której parę lat przed premierą masowa publika wręcz godziła się na potencjalną cenę w wysokości 100 dolarów xD? I co, mam się obrazić i nie kupić pierwszej od 22 lat gry, na którą mam ochotę na premierę? Pewnie wezmę cyfrę, bo skoro na jedno wyjdzie, to po chuj mam sobie dokładać całej otoczki z zamawianiem pudełka. No ja odpalam co jakiś czas, ostatnio choćby Duke Nukem Forever z 2011 i abstrahując od jakości samej gry: zaliczona bez żadnych problemów bez patchy. Wiadomo, że możemy się wymieniać dowodami anegdotycznymi i szukaniem tytułów, które działają spoko i takich, które działają chujowo, no ale meritum jest takie, że to żadna reguła. Co do kolekcjonerów, to jakby chociaż potwierdzona była mityczna mapka i instrukcja-książeczka, to może R osłodziłoby ten kod na karteczce. A tak to faktycznie trzeba być wyższego poziomu zbieraczem, żeby sobie stawiać puste pudło na półce.
-
Spider-Man Cinematic Universe
Ten trailer to pierwszy materiał, jaki widziałem w związku z tym filmem i zero hype'u. Doskwiera przede wszystkim brak ciekawego villaina i czegokolwiek, co na ten moment jest "jakieś" i wyróżnia ten film w porównaniu do reszty serii. No chyba, że głównym motywem, którym miałbym się jarać, jest obecność Hulka, no ale nie mógłbym mieć bardziej na niego wyjebane.