-
Alien Cinematic Universe
Powiadomienia wyłączone, to mnie minęło, że w temacie jest ciąg dalszy dyskusji, no trudno, ominąłem sporo. Krzysiek już chyba nie forumuje, ale myślę, że temat i tak jest wyczerpany, ja swoje "za" Romulusem w skrócie przedstawiłem, nie widzę potrzeby rozwijać tematu i listować poszczególnych zalet i wad, bo punktem wyjścia było zestawienie go z poprzednim filmem z uniwersum. O, czyli zabolało, dobrze. Tylko nie projektuj na mnie swoich fantazji zboczku, bo to, że masz problemy z głową to już na forumie wiedza powszechna, ale że rozmowa o filmach ci się z biciem dzieci kojarzy to już dla specjalisty zagadnienie. I nie sil się na odpowiedź, nawet dla swojego dobra, bo ci to wyraźnie nie służy.
-
własnie ukonczyłem...
Mafia: The Old Country (PS5) Recenzje, opinie znajomych, internautów (również co bardziej krytyczne) czy w końcu materiały z samej gry (w jak najmniejszych dawkach) od początku sugerowały, że to będzie przygoda w moim guście. No i tak było. Skondensowana, mięsista opowieść na idealne dla DOROSŁEGO gracza 12-15h (wg licznika konsoli nabiłem 22h, pewnie zlicza pauzy, natomiast sporo też pojeździłem po mapce szukając znajdziek), podana w pięknej oprawie A/V. Czego chcieć więcej w czasach, kiedy duże i znane tytuły są coraz bardziej sztucznie pompowane i rozbudowywane do męczącego rozmiaru? No może jednak trochę więcej tego mięsa xD Ogólnie rzecz biorąc, pisanie o Mafii jako o samograju to zwyczajne nie rozumienie/złośliwe udawanie, że się nie rozumie, czym jest samograj. To nie gra w stylu Quantic Dream, Telltale Tales czy nawet mitycznego, coraz częściej tu rozgrzeszanego, The Order. Tutaj można mieć co najwyżej zarzut do proporcji: przerywników czysto filmowych czy gameplay'owego zamulania w postaci "powolnego chodzenia" jest tu sporo, ale fundamenty rozgrywki sprawiają, że jest to pełnoprawna "przygodówka". Że nie ma tu wielkiej mapy i aktywności pobocznych w stylu Mafii 3? Z tego co pamiętam, to najbardziej krytykowana część serii. Owszem, w poprzedniczkach miasto bardziej żyło i zapewniało jakieś minimum interakcji poza misjami, ale to nadal było tło do opowieści. Tutaj po prostu twórcy poszli na całość, może ze względów praktycznych (budżet), ale wpasowało się to również w setting, jakim jest Sycylia z samego początku XX wieku. Samochody to nadal nowoczesna i rzadko spotykana technologia dla najbogatszych, więc nie dziwne, że mijamy je rzadko, a sama "siatka ulic" to w większości po prostu deptaki czy trakty służące do transportu konnego. Nie zmienia to faktu, że model jazdy (oczywiście ustawiony na "symulacyjny") daje dużą frajdę i jeździ się zwyczajnie przyjemnie (notabene świetne wibracje haptyczne w padzie). Rejon można pozwiedzać właściwie tylko w osobnym,wybieranym z menu trybie Jazdy Swobodnej, i tutaj mam akurat mały zarzut do twórców, bo takie sztuczne rozdzielenie historii i elementów luźnego zwiedzania psuje trochę immersję, a przecież sami wrzucili do głównej gry takie patenty, jak zmiana ubrania, kupowanie koni czy w końcu samochodów. Co więcej, na mapie jest sporo znajdziek (w fajnej formie, chociażby robienia zdjęć, po uprzednim ustawieniu ostrości i naświetlenia), których całkiem przyjemnie się wyszukuje (wskakują na mapkę, jeśli jesteśmy w ich pobliżu pieszo/konno, ale nie wszystkie), więc tym bardziej brakuje możliwości skoku w bok w dowolnym momencie. Wiadomo, nie chodzi o to, żeby w momentach decydujących dla scenariusza czy w połowie misji jechać zwiedzać wieś, ale też prowadzenie nas za rękę od scenki do scenki to przesada w drugą stronę. Wracając do samej rozgrywki: z grubsza mamy tu strzelanie, walkę nożem i skradanie. To pierwsze to w sumie klasyka dzisiejszych mainstreamowych produkcji: chowanie się za zasłonami, dwie bronie (krótka i długa), okazjonalny rzut granatem/lampą naftową i hordy wrogów, którzy nawet na normalu potrafią przyjąć z bliska kilka strzałów (również ze strzelby), co w skądinąd łatwej rozgrywce potrafi dodać czasem element irytacji. Są tu też klasyczne apteczki i brak samoregeneracji, więc boomerzy powinni być zadowoleni. Ogólnie: satysfakcjonujący gunplay, choć nic ponad normę. Walka nożem: fajny, wyróżniający najnowszą Mafię element rozgrywki. Na początku bałem się, że będzie się to powtarzać do wyrzygania, ale w praktyce pojedynki na kosy łączą się tylko z ważniejszymi momentami fabuły. I znowu można powiedzieć, że nic tu nowego pod słońcem (cięcie, pchnięcie, unik, blok umożliwiający parry), no ale co ja poradzę, że to po prostu działa? Skradanie: no tutaj jest średnio, żeby nie powiedzieć słabo. Faktem jest, że często gra tylko sugeruje nam taką możliwość zaliczenia misji, a w każdym momencie możemy po prostu odpalić spluwę i rozpocząć klasyczną sieczkę, ale parę razy skradać się po prostu trzeba no i cóż, jest to mechanika maksymalnie uproszczona i zamulająca tempo zabawy (etapy w tych klimatach potrafią się trochę ciągnąć). Początkowo bawiłem się w prawilne zaliczanie takich segmentów w pełnym stealth i lootowanie każdego ciała, ale w późniejszych partiach gry po prostu wolałem strzelanie. I przyjemniejsze, i dynamiczniejsze. Koniec końców, największą robotę robi ten słynny klimat oraz fabuła. Sycylia, choć jest mi miejscem znanym tylko "na odległość", ma wspaniałą atmosferę. Roślinność, oświetlenie (zachody i wschody słońca: top), odgłosy natury, krzątający się leniwie ludzie ze swoimi rozmówkami: cudo. Skojarzenia z sekwencją z drugiej części Ojca Chrzestnego, ale też z Sycylijczykiem czy nawet słynnym epizodem The Sopranos, pojawiają się same. Ogólnie różnych skojarzeń można tu mieć dużo, bo scenariusz, choć wciągający i emocjonujący, składa się głównie z klisz. Ale czyż kino gangsterskie nie jest takie z założenia? Honor, lojalność, zdrady, do tego (a może: przede wszystkim) wątek "zakazanej" miłości i wiszące nad nami fatum. Zwroty akcji są raczej łatwe do przewidzenia (a zazwyczaj nie jestem w tym mistrzem), ale i tak końcówka porusza, a okoliczności natury, jakie idą z nią w parze, zapewniają mocne doświadczenie. Jest filmowo, można polubić/znielubić poszczególne postacie, czasem się uśmiechnąć. I to jest i było w Mafii zawsze najważniejsze. Dla mnie The Old Country to całościowo świetne doświadczenie. Wpłynęła też na to na pewno piękna oprawa. Jasnę, są wpadki i słabsze tekstury, a modele postaci i twarzy to momentami klimaty PS4 (za to w przerywnikach wyglądają już świetnie, notabene w postaci wcielili się prawdziwi, choć mało znani aktorzy, większość odwaliła dobrą robotę, ale Enzo czasami robi miny, jakby był troszkę niedorozwinięty xD), ale całokształt potrafi zachwycić, na dodatek działając (przynajmniej na prosiaku i z odpowiednimi trybami w TV) bardzo płynnie. Jasne, to w dużej mierze makieta, mało interaktywny świat z bardziej lub mniej sztucznie stworzonymi barierami typu krzaki nie pozwalające iść dalej, ale ja to kupuję, bo "konwencja" jest oczywista. Jak najwięcej takich gier "AA". I chyba nawet zrobię wyjątek i kupię DLC.
-
Dawne (i dzisiejsze) pisma o grach poza PE (PSX Fan, P+, OPSM, i inne)
Ależ tam musiała korekta zasuwać żeby to było w stanie możliwym do wydania w ogóle.
-
Marvel's Wolverine
Oczywiście, głupi błąd, widocznie mózg mi połączył fakt, że jedni i drudzy klepią teraz dorosłe AAA Sony Experience a zaczynali od prawilnych, kolorowych platformówek. Bynajmniej, wersja na PC. Fajna gierka, ale powtarzalna i dosyć szybko stała się monotonna, no i nie oszukujmy się, materiał źródłowy, choć potraktowany luźno, był marny, co też odbiło się choćby na warstwie artystycznej czy napotykanych postaciach.
-
Noob kupuje telewizor bądź monitor pod PS5/XSX
Dopiero niedawno obejrzałem ten słynny filmik i jest dużo gorzej, niż się spodziewałem. "Pocieszające" jest to, że ze względu na różnice w prawodawstwie, mogą wystąpić pewne różnice na plus krajów UE, no ale do tego ktoś by musiał zrobić tak obszerną i dokładną analizę, jak Gamers Nexus. To już w ogóle jest creepy w chuj i zwyczajnie rozwala mnie, jak bardzo "zawzięte" są te sprzęty, byle tylko wykonać swoje zadanie w postaci wystrzelenia w świat naszych danych xD Już nawet abstrahując od tego, czy mogę to sobie wyłączyć, czy nie: oglądając fragmenty wywiadów z ludźmi od marketingu w LG widać, że to psychole z obłędem w oczach.
-
Marvel's Wolverine
Pozwól, że wyjaśnię: z agregatów ocen czy recenzji dużych portali śmiejemy się wtedy, jak dają wysokie oceny wyszydzanej w bańce forumowej grze. Jeśli dają niską ocenę, to są miarodajne i uczciwe. Pozdrawiam. A co do samej gry: kupi się używkę parę tygodni po premierze, zaliczy w dwa weekendy i odsprzeda ze stratą paru dyszek, czyli typowy cykl życia tytułu first party AAA, który zapewnia relaks, miłe doznania A/V, dopracowanie technicznie i liniową rozrywkę bez większej głębi. Grało się w 6/10 Wolverine'a z 2009, to się pogra w 7/10 Wolverine'a z 2026. Ja tam lubię takie coś raz na jakiś czas, zresztą to nie czasy PS4, że takich premier było pełno i abstrahując od tego, że Wolverine trafił w chujowy PRowo czas dla Sony i tego, że wolałbym, żeby Insomniacy zajmowali się Ratchetami albo Sly'ami, to znęcanie się nad takimi giereczkami jest dla mnie trochę tryhardowe.
-
własnie ukonczyłem...
Niestety seria z każdym przeskokiem "generacyjnym" (dla uproszczenia) traciła sporo mitycznej DUSZY, choć to fundamentalnie zawsze były bardzo dobre gierki. Trylogia PS2: top, nie ma nawet o czym gadać. Części na PS3: świetna rozrywka, super oprawa, ale już trochę rozmyta fabuła i klimat (za bardzo nie mogli się zdecydować na motyw przewodni: tu klasycznie, tu piracko, tu epicko z podróżami w czasie, do tego retcony), słabszy humor, wepchanie planszy typu "open world" z zadaniami polegającymi na żmudnym zbieractwie (no dobra, takie coś wprowadził już R&C2, ale na mniejszą skalę mimo wszystko) i coraz bardziej dominujący udział strzelania i fetyszyzowania kolejnych broni. "Remake" z 2016 może jako gierka jest przyzwoity (choć to chyba jedyna poza Nexusem duża część serii, która nie działa w 60 klatkach), ale jeśli chodzi o poszanowanie lore czy nawet zwyczajną wierność oryginałowi, to jest dramat i oplucie klasyka (na dodatek cała ta otoczka z filmem pełnometrażowym jeszcze pogorszyła odbiór całości). No i sam fakt, że przez całą generację nie dostaliśmy pełnoprawnej części serii, tylko taki twór, trochę bolał. W końcu ostatnia część: wspaniały pokaz mocy PS5, parę fajnych patentów, ale koniec końców gra, której się zbytnio nie pamięta. Nie pomaga też mocno nijaki OST (oryginalnego kompozytora nie ma przy serii już od czasów PS4). Sprzedałem po zagraniu choć w sumie teraz nawet i bym sobie odpalił ponownie, żeby sobie popatrzeć na graficzkę na lepszym ekranie i na PROFESJONALNEJ wersji konsoli: za stówkę używka do kolekcji obok innych części serii może sobie w sumie leżeć. Ale po zrobieniu (łatwej) platynki zupełnie nie ma tam do czego wracać.
-
własnie ukonczyłem...
Ja tam też lubiłem nim śmigać, duża w tym zasługa kozackiej zniszczalności otoczenia i fanie zaprojektowanego patentu z płynnym wskakiwaniem i wyskakiwaniem z fury. Ogólnie AK: świetna gra i wizualnie prawdziwy NEXT GEN.
-
Noob kupuje telewizor bądź monitor pod PS5/XSX
Nie no nie ma co trywializować problemu, bo takie praktyki są absolutnie obrzydliwe (jedna kwestia, to możliwa do odklikania zgoda na analizowanie tego, cco odpalasz na przez Smart TV, a druga to kurwa stałe nagrywanie głosu/robienie screenów). Tyle, że od jakiegoś czasu obserwuję burzę wokół inwigilacji przez LG (i ciągle wrzucany jest kanał tego samego typa), pomijając wygodnie inne marki. Nie dlatego, że tam takich opcji nie ma, ale tylko w przypadku LG była oficjalna odpowiedź firmy na ten temat. Osobiście: po prostu nie podłączam TV do neta. Nigdy tego nie robiłem, nawet na starych, "nieśledzących" panelach, bo mi to po prostu nie potrzebne. Jakby mi bardzo zależało na updacie softu, to mogę to zrobić przez pendrive.
- Growe Szambo
-
Wznowienia archiwów PSX Extreme - nowy typ wydawnictwa od N3 Media
Wahałem się między opcją 2 i 3, ale stanęło na 2. Jakiegoś numeru nie mam/mam zniszczony: kupuję wznowienie konkretnie jego. Przyczyny są czysto subiektywne: nie potrzebuję całych roczników, bo w w skali całej historii PE brakuje mi może z 20-30 numerów. Ale zdaję sobie sprawę, że patrząc szerzej, sensowniejsza dla większości potencjalnych odbiorców (a więc dla opłacalności, ergo-realności przedsięwzięcia) byłaby opcja z rocznikami w formie książki. I taką też bym przyjął jakby "trzeba" było. PDFy mnie nie interesują, nie czytuję w tej formie prasy ani książek i wybaczcie, ale jakby mi zależało na zbiorach w tej formie, to pewnie już dawno bym sobie ogarnął skany z innych źródeł.
-
Dragon Ball (także Z, GT i Super)
Dla takich studiów rozwój AI to gwiazdka z nieba, jak widać mogą teraz niemal zerowym kosztem nawet ponaprawiać spartaczone w przeszłości produkcje.
-
PSX EXTREME 348
Patrząc realistycznie: pewnie będzie to Komodo/Butcher/Graba/Zax. Może Dżujo. Myśląc życzeniowo, ale mniej realistycznie, bo jakieś tam bardziej lub mniej obiektywne powody (czas, inne PROJEKTY): Adamus/Koso/Roger/Piechota. Ale coś czuję w kościach, że jeśli nie będzie to ktoś z tych "oczywistych", to może rednacz się uaktywnić. Konsolka wniósłby wartość dodaną w postaci zdystansowanego sceptycyzmu, ale ze stylistyką byłoby gorzej xD. Daj spokój, brakowało mi tego numeru PE w zbiorach i dopiero niedawno go nadrobiłem, z apetytem na reckę RDR właśnie. No nie dało się tego czytać xD
-
PSX EXTREME 348
No recka GTAV to był przy tym (czy nawet porównując do GTA IV) lekki kapiszon, zero AURY. No ale to ogólnie był dosyć kiepski moment jeśli chodzi o formę pisma jak dla mnie.
-
PSX EXTREME 347
To jeszcze ja przed premierą nowego numeru. -temat miesiąca, czyli odejście od płyt: wszystko już zostało powiedziane, pozostaje mi tylko dodać, że miło jest widzieć taką zgodność w krytyce tej decyzji wśród redaktorów (w końcu panowie z branży: mogliby owijać w bawełnę) ale też to, że udało się wprowadzić trochę różnorodnych perspektyw, również mniej oczywistych i bardziej "biznesowych" jak choćby Norbiego czy Miela. Od siebie dorzucę, że z punktu widzenia tych paru tygodni od ogłoszenia reakcja "zwykłych" ludzi już odbija się na cenach płyt, również retro. Niesamowite, jak ludzie potrafią myśleć podobnie w skali masowej. Sam zmotywowałem się do przyciśnięcia nadrabiania moich zaległości w zbiorach, całe szczęście nie celowałem nigdy w uginające się od płyt regały i setki pudełek, więc nie jest tego wiele. - playtest The Blood of Dawnwalker: piszę to w przeddzień premiery, kiedy pierwsze recki już spływają, więc wszystko jest jasne: gra "dowiozła". Ale w kontekście tekstu w PE przyznam, że Roger sprawdza się w formach bardziej "klasycznych", jak recka czy właśnie wczesne wrażenia z rozgrywki i pisze tak, że czytelnik jest w stanie nakręcić się na giereczkę. No udziela się podjarka, choć u mnie studzi ją nieco wizja kilkudziesięciu godzin na jedno (w założeniach: nie pozwalające poznać wszystkich wątków) przejście gry. Zobaczymy. A no i wywiady zawsze na plus (no dobra, może nie wtedy, kiedy to wywiad z randomem prowadzącym salon gier w 1992 roku xD). Idąc za koleją i wracając jeszcze do tematu odejścia od płyt: Anonim w Headshocie prezentuje typowo cyniczne, popularne i na forum podejście. Protesty nic nie warte, reakcje w socialach nic nie warte, a zapowiadane bojkoty to, wiadomo, słomiany zapał, bo i tak wszyscy pobiegną do sklepów po PS6. No z tym, że nie. Takiego backlashu dawno nie było i nawet w dedykowanym wątku na forum przypominałem, jak to Sony już raz musiało trochę zbastować z pomysłem zamykania PS Store na PS3 (bodajże 5 lat temu). A słynna "refleksja" Microsoftu w temacie Xboxa One? Ludzie wbrew pozorom mogą dużo i nawet, jeśli to tylko przesuwanie w czasie czegoś nieuchronnego, to warto wyrazić swoje niezadowolenie w najprostszy możliwy sposób, choćby przez trochę dziecinny bunt. Wisienką na torcie jest bezrefleksyjne wrzucenie słynnych już statystyk dotyczących rzekomej sprzedaży cyfry w stosunku do płyt. Serio? Ja wiem, że wygodnie się ustawić w pozycji "wszyscy narzekamy, ale potem i tak prawie wszystko kupujemy w cyfrze", ale nie mierz innych swoją miarą. Od 2013 miałem PS Plusa przez rok (i miesiąc darmowego). Kupuję cyfrowo, owszem, ale niemal tylko na dużych promocjach, po latach od premiery (trudno, żebym przesadzał w drugą stronę i w imię "ideałów" wydał 100zł za pudełko, zamiast 30zł a cyfrę w promce), a dominują u mnie wersje pudełkowe. I z drugiej strony też wpadanie w świętojebliwość i jechanie teraz po każdym, kto kiedykolwiek kupił coś cyfrowo, jest słabe, szczególnie, jak robią to ci, co sami nie są "bez winy". W dziale recenzji w tym miesiącu tytuły mocno nie w moich klimatach. Zwróciłem uwagę głównie na Kusan (demko mi się podobało, ale wolę prostszy system, niż jakieś sklepiki, upgrade'y itd.), Geppy-X (ciekawa stylistyka, demko jeszcze nie odpalone) i Drifter (ląduje na długiej liście tytułów, o których dowiedziałem się z PE i "kiedyś" zagram"). Sprawdziłem też Rythm Paradise Groove i to, czego doświadczyłem, całkowicie mnie odrzuciło. Przesadnie uproszczone, a przy tym rozwleczone sekwencje, no nie dla mnie. Przy tej okazji muszę podbić powracającą sugestię Kmiota, dotyczącą informowania w recce, że dana gra ma dostępne demko. Replay jak zawsze spoko, choć na razie bez większych kontrowersji i rozbieżności od typowych ocen opisywanych tytułów. Retrorecenzja: ciekawy i jak zwykle u Piechoty, dobrze napisany tekst o fajnej gierce, która z mojej perspektywy wcale nie była tak zapomniana czy, jak to określił autor, negowana. Tzn. no nie jestem maniakiem siedzącym w fandomie serii (jeśli jakiś istnieje), ale Dominator zbierał dobre oceny i opinie od graczy. Osobiście: uwielbiam całą "trylogię" Takedown/Revenge/Dominator i dla mnie prawdziwy Burnout skończył się na PS2, bo Paradise, choć przyjemna i miodna to gra, tym otwartym światem zanegowała tę typowo arcade'ową natychmiastowość i prostotę znaną ze starych części. Jednocześnie czwórka i piątka trochę zlewają mi się we wspomnieniach w całość. Jasne, każdy kto w nie grał, nawet w środku nocy wyrecytuje, że w Revenge możemy rozwalać ruch uliczny, a Dominator to powrót do klasycznych zasad, ale ogólnie są to z perspektywy lat podobne doświadczenia. Stylistycznie Dominator siadł mi trochę bardziej. A za trybem Crash nie płakałem. Piraci: rzadko rezygnuję z lektury tekstu, ale tym razem odpuściłem, bo wątek korsarzy jest dla mnie absolutnie nieinteresujący i niezmiennie mnie dziwi jego fenomen. No po prostu nie znoszę, jak w jakichś gierkach (np. platformerach, vide Ratchety z ery PS3) wpycha się te klimaty. Także nic osobistego panie Buczyński. Star Wars: tu muszę dodać 3 grosze. Nie lubię i uważam za błędne założenie, że E VIII dostał po dupie od fanów, bo fandom to stare konserwy, nie gotowe na zmiany w znanym formacie. No nie, ten film był po prostu marny. Miał tragicznych bohaterów (szczególnie nowych), dyskusyjny (żeby nie powiedzieć, że momentami żenujący) pomysł na Luke'a i może jedną dobrą scenę akcji, za to sporo cringe'u i coraz mocniejszy smrodek trendów, ogólnie określanych dziś jako DEI. Co więcej, teza ta sypie się gdy spojrzymy na odbiór E IX, który to niby miał być powrotem do klasyki, znanych antagonistów itd., a został odebrany przez widzów jeszcze gorzej. Gdyby fani sagi nie potrafili przyjąć bezboleśnie odświeżenia formuły, to takiego sukcesu nie odniósł by Łotr 1 i idący za nim serial czy, cofając się jeszcze dalej, Imperium Kontratakuje. Dla mnie ta narracja to jest pośrednie rozgrzeszanie twórców, którzy na taryfę ulgową nie zasługują, połączona z pewnym protekcjonalizmem wobec "zwykłego, prostego widza". Podobny case z Hanem Solo. Znowu jakieś zewnętrzne czynniki i siła wyższa sprawiła, że filmu nie doceniono, a taki fajny jest. No nie, zwyczajny średniak z marnym castingiem i wątkiem głównym do zapomnienia po paru godzinach. Serio, tu nie chodzi o to, że ludziom się coś przejadło, bo nadal to, co dobre, przebija się w zbiorowej świadomości i sięgają po to nawet zmęczeni sagą widzowie (jak ja- przypadek Andora). A tekst jako całokształt oczywiście bardzo dobry. Wielki (dosłownie: cztery strony!) powrót Wynurzeń Cymbała. No i spokojnie można by to skrócić o połowę. HIV zawsze lubił wodolejstwo, ale tutaj te jego pseudo mądre truizmy osiągają już chyba maksimum. Przerost formy nad treścią. Mięso, czyli konkretne perypetie w różnych firmach i kulisy "kariery" wypada już spoko, choć potwierdza tylko coś, co zawsze dało się odczuć, śledząc życiorysy byłych/obecnych redaktorów PE, próbujących iść do "poważnej pracy": nie będąc typowym "technicznym", ciężko o stabilną i normalną robotę w branży. Na koniec, żeby nie psuć całości wpisu, krótko odniosę się jednego z przedmówców, Noname Dupium czy jakoś tak: