Final Fantasy 16 - w końcu koniec. Bardzo niejednoznaczna cześć. Jak sporo fajnali miała dla mnie parę wad o różnym kalibrze to 16 ma ich sporo i to dużych. Drewno. Postacie są tak sztuczne momentami, że aż boli. Czasem aż za generyczne, nawet drugoplanowe. Gav ma idiotyczny design, wszyscy kowale, sprzedawcy to kukły, czasem 1, 2 gimmickami w wyglądzie, a czasem i nie. Npc to juz dramat. Poza inna czapką czy tam hełmem to nie idzie odróżnić jednego narodu od drugiego. Może poza typami z dlc. Wygląd to jedno, ale animacje.... Albo ich brak raczej. Clive jak coś podaje to mu nie widać ręki i róbi mach mach. Żenada, wybija to kompletnie z immersji. Nawet randomowe wyciąganie mieczy przed walka. Ja rozumiem wszystko, ale to są glowni bohaterzy, stawiamy na powagę. A tu widac animacje z mmo (pewnie wplyw 14...). Dalej design świata. Potrafi być ładny, przepiękne matczyne kryształy, efekty czarów, tych "światowych", czasem stroje. Ale czuc makietę w miastach, nawet atrapy żyjącego świata. Nie wiem biegania dzieci, nie oczekuje cp2077. Gó'wno questy. Zupa. Wiadomo. Ale nawet te poważne, ważne side questy to, takze z powodu drewna animacji (twarze mają z 3 opcje wyrazu pewnie), bezsensu zadań, robienia dram z jakis głupot, ze 8 raz atakują nas bandyci ale teraz jako akasze, a potem, ze sie połączyły w grupe, a teraz to z psami, a teraz to jeszcze do tego z rycerzami. O jezu jak poważnie, jak dramatycznie. I tak w każdej wiosce po pare razy. System walki. Magia ważna ze hoho z bezużyteczna. Fajnie ze sa opcje taktyczne, ale co z tego, jak ustawisz sobie po każdej włącz z eikonem i w sumie po co zmieniać? No i dmc dla ubogich wychodzi. Towarzysze też bez sensu sie robią. To przełamanie limitu też pierdołowate jest, zero powera. Ostatnia duza rzecz to optymalizacja. Nadal są (na pro) zacinki, nagle po 15 fpsów. I im dłużej grasz bez resa tym gorzej. Jakby był wyciek pamięci. Do tego czasem ładuje się sporo gra... Przejście między oknami menu też się wiesza. Po takim czasie od premiery. Dobra, ale mimo wszystko nie wyobrażam sobie nie przejść gry. Miło wad. Bo plusy tez są. Walki eikonów/kaiju. Jasne glownie przez filmowość starć, ale są mega fajne. Epicka muza. Jezu, wchodziły ciary. Wiecie takie uczucie mrowienia. Mało jest takich momentów, że muzyka aż tak z Tobą współgra. Cieszę się że tu tak było. Dość poważna i ciekawa historia. Jasne czasem przez overdramatyzm popsuta (chlipanie Clivea w pewnym momencie spowodowało, że sie śmiałem). Ale jest też sporo ciekawych postaci. Np mamusia. Też fajnie się czasem kombinowało ze skillami, ciekawie to mozna bylo ułożyć. Fajne dizajny potworów też są fajne. Ah I fajne, niejednoznacze zakończenie. Oceniać nie oceniam (liczbowo). Mocno wpływa na mnie to, że jednak z seria jestem od lat. Jest to dla mnie cześć gorsza od 15, ale nadal lepsza od 13. Chyba nie będzie gorszej numerowanej części dla mnie jak 13. (1-4 nie biorę pod uwagę). Serio zastanawiam się co z 17. Oby cos lepszego.