-
Avatar
Jakby twórcy robili takie 3D jak Cameron to by nie zdechło. Tylko dzięki Avatarowi to jeszcze jakoś przędzie.
-
Ostatnio widziałem/widziałam...
Bring Her Back / Oddaj ją - horror od twórców Talk To Me, który już od pierwszych scen wprowadza w widzu atmosferę mocnego niepokoju i nie odpuszcza aż do samego końca. W historii mamy rodzeństwo (gdzie siostra jest niedowidząca), które po stracie ojca jest rzucone do matki zastępczej, która mieszka na odludziu gdzie opiekuje się jednym młodym chłopakiem-niemową. I w sumie tyle wystarczy za fabułę bo cała reszta to stopniowe zagłębianie się w odmęty dziwnych wydarzeń, niepokojących gestów, przerażających akcji (na niektórych scenach przyznaję, że aż mną skręcało), a wszystko ma kulminację w mocnym finale. Klimatycznie to mix Księcia ciemności, The Invitation, Smętarza dla zwierzaków czy też Sieroty. 7/10 Skok stulecia 2 - guilty pleasure z Butlerem, który to w tej części przechodzi na stronę wroga, staje się złodziejem i bierze udział w wielkim skoku na diamenty. W tle porachunki z mafią włoską, bałkańskie zakapiory, ładne dupeczki i sprawnie zrealizowany włam. Na minus trochę męczenia buły w dialogach i parę głupotek scenariuszowych. Ale jako film na niedzielę do piwerka wszedł jak złoto. 6/10
-
Indywidualne podsumowanie roku w grach.
Ja podobnie na tle niektórych forumkowiczów wypadam jak niedzielno-świąteczny gracz, dodatkowo jadę z zaległościami niczym Slowpoke, ale coż zrobić Ten rok był taki średniawy w graniu, od kilku tytułów się odbiłem, a niektóre zaskakująco weszły jak w masło i nie odpuściły aż do zobaczenia napisów końcowych. Horizon Forbidden West - splatynowane z przyjemnością, ograne w całości razem z DLC, wspaniała przygoda i kontynuacja jednego z najciekawiej wykreowanych światów w grach. Wizualny masakrator, choć nie bez bolączek w postaci średniej fabuły, czy też mientkich dialogów. Ale do Aloy zawsze z chęcią będę wracał. Stanley Parable - eksperyment growy, w którym gracz jest królikiem doświadczalnym przebijającym non stop czwartą ścianę. Jak ktoś jeszcze tego nie ogrywał to zdecydowanie warto, można się szczerze uśmiechnąć nie raz, do tego nie za długie i za tanioszkę, więc portfel nie zaboli. RoboCop: Rogue City - staroszkolny shooter, w którym 80% wartości to oddanie klimatu świata, dźwięki, muzyka i wierność filmom. Reszta to po prostu strzelanie i łażenie, które są dalekie od bycia top, ale klimat wszystko ładnie równoważy. Prince of Persia: The Lost Crown - ostatnio tak dobrze bawiłem się przy Guacamelee!2, piękny hołd zarówno dla pierwowzoru jak i dla całego gatunku platformówek. Wyważony poziom trudności, a stopniowe odkrywanie nowych mocy nie pozwala się nudzić. Ratchet & Clank: Rift Apart - trochę demo technologiczne PS5, trochę fajny platformers 3d. Nie jest to najlepszy Ratchet w dziejach jako całość, ale to nadal dobra przygoda z nie w pełni wykorzystanym potencjałem. Sayonara Wild Hearts - króciutka popierdółka muzyczna, którą można zająć dzieciaki na paręnaście minut drzemki. Bardzo dobre nuty, kreatywne poziomy, łatwa do ogarnięcia, trudna do wymaksowania. Lies of P - najlepszy soulslike niezrobiony przez Fromsów. Inspiracje Bloodborne widoczne w wielu miejscach, ale gra ma swój specyficzny klimat i wykreowany świat kukiełek. Bardzo dobry, ale i trudny oraz miejscami frustrujący tytuł. Czekam na kontynuację, bo potencjał jest spory. Viewfinder - wspaniała zabawa perspektywą i przekraczanie granic w tym co widzimy na ekranie. Niby zwykłe robienie zdjęć, niby grafika taka jakaś prosta, a wkręca na maksa, co rusz wprowadza nowe mechaniki i trzeba się czasem nieźle nagłówkować. Mocna polecajka. Superliminal - kolejna z gier o zabawie perspektywą, ale tutaj wyraźnie słabiej i pary starczyło jedynie na początkowe levele. Skończyć skończone, ale całościowo nie było to aż tak dobre doświadczenie jak wynikało z zapowiedzi. Cocoon - mały ale wariat. Gra bez żadnego tutoriala, zero napisów, zero wyjaśnień, wszystko pokazywane dzięki kontekstowi i genialnie zaprojektowanym poziomom. Gra, która nie uwłacza inteligencji gracza tylko co krok ją testuje. Bardzo dobry tytuł na trening szarych komórek. Talos Principle II - kontynuacja jednej z najlepszych gier logicznych ostatnich lat dostarcza na każdym polu - historii, zagadek, grafiki, kreacji świata, voice actingu. Długa, kreatywna, bardzo satysfakcjonująca. Astro Bot - co prawda napisy końcowe jeszcze przede mną, ale już teraz wiem, że wszelkie głosy zachwytu są w pełni uzasadnione. Pomijając aspekt techniczny bo wykorzystanie pada, grafika, faktury są na najwyższym poziomie, to wylewający się z ekranu klimat i przygoda dająca co chwilę uśmiech na twarz stawiają Bocika na podium jeśli chodzi o doświadczenia growe. Rozgrzebane: Psychonauts 2 - mimo, że faktycznie wiernie kontynuuje jedynkę to po kilku levelach weszła lekka nuda. Może formuła się wyczerpała, może za bardzo sili się na bycie old-schoolem, może platformówki 3d przyzwyczaiły nas już do nieco lepszego balansu. Deathloop - niby twórcy chcieli dobrze, a wyszło tak sobie. Gra byłaby o wiele miodniejsza jakby postawiono na klasyczne przejście od A do Z. Gra się fajnie, historia jest ciekawa, wizualia są super, ale zaczynanie co jakiś czas od zera i odwiedzanie tych samych lokacji po raz n-ty są średnio satysfakcjonujące. AC: Valhalla - jakieś to takie nijakie, pozmieniane elementy, które działały w poprzednich odsłonach (jak system walki) a dodane nowe, które niewiele wnoszą (budowa obozu). Do tego pierdyliard znaczników i smutne lokacje na jedno kopyto. No nie porwało.
-
Ostatnio widziałem/widziałam...
Sny o pociągach - no nie spodziewałem się, że jeszcze robią takie filmy. Plastyczne, oszczędne, statyczne kadry kręcone w 4:3, mnóstwo przyrody jako osobny aktor, dużo warstwy poza dialogami, w gestach, w mimice, w tym co się dzieje na drugim planie, do tego hipnotyzująca muzyka przez niemal cały film i aktorzy, którzy stają się osobami, które grają. Widać inspiracje Malickiem, ale tutaj mamy o wiele bardziej strawny film. Dla osób wrażliwych będzie to z jednej strony uczta wizualna dla oka ale i ból, bo trudno się nie wzruszyć. Historia jest prosta, bo oto towarzyszymy drwalowi pracujacemu przy budowie kolei w początkach XX wieku i z jednej strony widać zmiany jakie jakie następują w świecie, z drugiej strony główny bohater wiedzie spokojne życie z żoną i córką, które jest proste, ale w tej prostocie piękne i przypomina jak czasem niewiele w życiu trzeba do bycia szczęśliwym i jak warto celebrować małe chwile. Edgerton gra oszczędnie, ale kupujemy go od pierwszych chwil i czytamy z jego twarzy cały przekrój emocji jakie mu towarzyszą przez całe życie i podczas gdy spotyka na swojej drodze różne osoby, a każda z nich coś w jego życie wnosi. Film jest pełen tęsknoty za tym co było i już nie wróci, ale też ciągle przypomina jak życie potrafi być jednocześnie kruche i piękne. Końcówka idealnie spina klamrą całość i twórcom w tak krótkim filmie udało się zmieścić ładunek emocji jak w finale Six Feet Under. Trafił do mnie i poruszył. 8.5/10
-
Pluribus (od twórcy Breaking Bad) // Apple TV
Niestety Apple nie przedstawiło do tej pory żadnych danych potwierdzających to, jak bardzo TOP jest faktycznie Pluribus. Zenek z trzeciej klatki też krzyczy na dzielni, że jego płyta nagrana w garażu jest najlepszym krążkiem 2025 ale jakoś nie wiem czy mu wierzyć. Warstwę pomysłu, klimatu, zdjęć i przywiązania do detali bardzo chwalę, ale zabrakło najważniejszego czyli historii, która mocniej porwie. Jakby wyciął odcinki 6-8 a 2-5 połączył w jednen to serial by tylko zyskał.
-
Pluribus (od twórcy Breaking Bad) // Apple TV
No ale Vince to trzeba przyznać, że ma jaja. Jadąc tylko na swojej marce potrafił odwalić takiego balaska i jeszcze mu to przyklepali na kolejne sezony. Tematyka i pomysł ciekawe, kadry imponujące, ale jako całość nie klei mi się i nie daje nadziei na kolejny sezon jako na coś wartego czekania.
-
Ostatnio widziałem/widziałam...
F1 - generyczny blockbuster, taki Top Gun w bolidach, pełen klisz fabularnych, przesadzonej gry aktorskiej, z zupełnie niepotrzebnym wątkiem romantycznym, przeplatany świetnymi momentami akcji na torze, super rozwiązanymi zdjęciami (te obrotowe kamery na bolidach sztos) i dobrą muzyką. Jako wierne oddanie klimatu F1 super, jako film średniawka, 6/10 i trochę przerost hype nad treścią.
-
Co ostatnio jadłeś/piłeś?
A tyle co byłem w Moa w Krk, jak ja ich uwielbiam z te lata niezmienności, po prostu bardzo dobre żarełko. Popeyes to jedynie skrzydełka/stripsy jako tako, reszta strasznie zasusza tymi bieda bułkami bez sosów.
-
Avatar
Pełna zgoda w wielu punktach. Idę drugi raz Taki spektakl w kinie to rzadko kiedy można zobaczyć.
-
Pluribus (od twórcy Breaking Bad) // Apple TV
Skupienie skupieniem, ale takie odcinki to można wrzucać jak już sobie zbudujesz jakąś historię a Vince zaczął naprawdę ciekawie, hype był ogromny a teraz ludzie nie bardzo wiedzą o co chodzi. Jak tu się przyznać w towarzystwie, że twórca Breaking Bad zrobił nudnego gniotka, który z odcinka na odcinek zwiększa liczbę ziewów na minutę.
-
Marvel Cinematic Universe
W Marvelu jest taki damage control teraz, że będą analizować każdy komentarz i reakcję do trailerów Doomsday żeby zobaczyć na co ludzie mają parcie. Więc nie można wykluczyć absolutnie niczego.
-
Marvel Cinematic Universe
Meh. Trochę tanie zagranie z tym, że pakują całą oryginalną zgraję ponownie. Czekam jeszcze aż dorzucą Black Widow a 3/4 budżetu zostanie pochłonięte przez gaże aktorów i zostaną drobniaki na CGI rodem z She-Hulk.
- HBO Max
-
Avatar
No to tak: Plusy: - Ciąg dalszy bycia wizualnym masakratorem. - Świetny i wzruszający wątek tulkunów. - Eywa. - Mocna muza przygrywająca w największych scenach. - Piękne kadry, które można spokojnie oprawić i powiesić na ścianie. - Rozwój bohaterów i poszerzenie ich spektrum ponad bycia tylko tłem. Minusy: - To taki Avatar 2.5, a fabuła to wręcz kalka. - Kiepsko rozwinięty wątek plemienia Popiołu (a liczyłem, że na tym oprą fabułę), wyglądają groźnie, są waleczni, ogień spalił im las a ich kapłanka jest lokalnym dilerem halucynogenów. Ot, i tyle mniej więcej. - Quaritch - jak wróci w kolejnej części to pojadę do Camerona i mu w twarz napluję. Jego motywacje są słabe a jego działania mało wiarygodne. - Kolejni źli żołnierze robią to samo co w poprzedniej części i tak samo giną, gorzej niż reprezentacja Polski. - Końcówka na statku zbyt mocno zlewa się z końcówką poprzedniej części. Cameron osiągnął chyba max co można osiągnąć w CGI i połączeniu świata realnego z wyimaginowanym. Jeśli będą tu jakieś usprawnienia wizualne to tylko kosmetyczne przy kolejnych częściach. Więc jeśli nie poświęci więcej uwagi historii i lepszemu poprowadzeniu zamiast odgrzewać kotleta kilka razy to dostaniemy jeszcze słabsze wydmuszki. Jako całościowy film i wykreowany świat dwójka mi się bardziej podobała, ale z kolei niektóre wątki w trójce są wyraźnie lepsze. Najlepiej traktować te dwa filmy jako jeden. Samej trójce dałbym takie 7=.
-
Avatar
Ale i tak swoje zarobi, ludzie pójdą tłumnie, będzie o czym gadać przy pierogach. W ogóle to fajny jest case związany z Avatarem, w chuj filmy zarobiły, widzów jest ogrom, kolejne części są coraz bardziej dochodowe, a jakby spytać kogoś o ulubiony film to raczej Avatar nigdy nie będzie w top10, to jest po prostu idealna popcornowa papka dla mas. Zobaczymy w sobotę