Ja powiem że mam mieszane uczucia, niby wszystko jest okej bo w dwa wieczory nabiłem 8h i mógłbym drugie tyle. Niby dobrze, prawda? Mapa jest super i chyba odkryłem ją dopiero w jakiś 10-15%, ale moim zdaniem grę nie powinno ciągnąć jedynie poznawanie mapy i odkrywanie nowych miejscówek i aktywności. Ta progresja festiwalu jest trochę żenująca, może nie ma cringu jak z FH5, ale wygrasz/przegrasz wyścig? wyjebane, i tak nabijasz pasek, bo przecież możesz zbić dzbanki z makaronem udon albo ciasteczko ryżowe i nagle JEB dostajesz możliwość wzięcia udziału w jakimś signature event z robotem i dostaniesz opaskę tak czy inaczej. Dodatkowo nadal te wheel spiny zaburzają ekonomię gry, nie musisz się zastanawiać czy kupić Lancera czy Civic Type R, bo lada moment albo dostaniesz na niego kasę z bębna maszyny losującej albo samo auto ci wypadnie. Zapewne i tak spędzę ostatecznie grubo ponad 100h w tej grze jak zwykle, ale po prostu spodziewałem się więcej po paru latach przerwy. Czuje się jakbym zjadł jakiegoś dobrego kebsa albo pizzę którą znam od lat, niby jakość taka sama ale to znowu to samo żarcie o którym szybko zapomnę. Pewnie nie mam i tak racji co do struktury tej gry, bo w sumie popularność FH eksplodowała przy FH4/FH5 i teraz seria wykręca jakieś chore liczby będąc taką jaka jest, a ja nadal będę tęsknił do gry w stylu NFS U2/MW gdzie wspinasz się od jakiegoś Golfa do najlepszych fur i czujesz jakieś wyzwanie.