Treść opublikowana przez ogqozo
-
Poleć coś w stylu...
Jest taki włoski film, "O miłości i śmierci", ma różne tytuły angielskie chyba. Takie artystyczne podejście do tematu. Zombiaki w naturalny sposób są przedłużeniem romantycznej natury filmu. Bardziej śmieszy niż straszny, w każdym razie bardzo fajny.
-
Poleć coś w stylu...
Jeśli chodzi o klasyki, to nikt ci nie powie nic innego, jak trylogia (czwarta część nie istnieje!) Romero, "... of the Dead", - "Noc...", "Świt..." i "Dzień...". To filmy kompletne, które zdefiniowały swój podgatunek jak mał które. Powstało też wiele projektów pobocznych, że tak powiem. Sporo osób się jara remake'iem "Świtu..." (2004, Snyder). Ja lubię "Powrót żywych trupów", przezabawny film z punkami. No a poza tym to w sumie nic ciekawego, parę średniaków i masa filmó naprawdę koszmarnych. "Martwa dziewczyna" jest w miarę fajna, nie wiem, czy to film o zombie. Podobnie "Martwica mózgu".
-
NBA
Miami przegrało trzeci mecz z rzędu i bilans ma kiepski, choć znowu byli blisko, tym razem 5 punktów różnicy. W sumie wiele się nie zmienia i widać, że ten zespół raczej się zbyt prędko nie zgra. Ball movement jest fatalny, nikt nie wie, co ma robić. Kolejny mecz, w którym Heat utrzymywała w grze tylko samowolka LeBrona (35 pkt., 10 zb., 9 as., przez ponad 44 minuty jego pobytu na boisku Heat wyszli punktowo na zero). Wade znowu fatalnie. Bosh miał dobre momenty, kilka naprawdę spektakularnych rzutów, ale potwierdza się, że to zawodnik o specyfice zbyt zbliżonej do pozostałych dwóch liderów. Brakuje kogoś pod koszem. Haslem i Bosh mają mniej siły fizycznej od LeBrona, więc śmiesznie to wygląda, gdy LBJ rozdaje podania, a oni lub drewniany Ilgauskas biją się o piłki. Dodajmy do tego beznadziejną grę w obronie Eddie'ego House'a i Wade'a (Ray Allen rzucał trójki jak mu się zachciało, nawet Rondo zasadził wsada obok obserwującego bezradnie Bosha) i wyjdzie na to, że naprawdę zadziwiające są niewielkie rozmiary porażki. Potencjał Heat jest oczywisty, ale oczywiste jest też, że musimy poczekać dłużej, niż parę meczów, żeby to zobaczyć. Co najmniej parę miesięcy. Lakers przegrali z Nuggets. W sumie nic do dodania. No przegrali. Nuggets bardziej walczyli, Lakers nie trafiali rzutów. Taki mecz się zdarza. Ostatnią niepokonaną drużyną jest więc w tej chwili New Orleans Hornets. W ostatnim meczu dobrze pokazali się rezerwowi Bayless i Willie Green, a nawet pierwszoroczniak Quincy Pondexter, więc być może Szerszenie mają więcej głębi, niż podejrzewano (podejrzewano zero głębi). John Wall w szóstym meczu w NBA zaliczył triple-double. 19/10/13 oraz 6 przechwytów przy tylko jednej stracie wygląda historycznie, nawet jeśli pokonani wtedy Rockets mają w tym sezonie najgorszą obronę w lidze. Taki mecz w wielu poprzednich sezonach byłby uznany praktycznie za rozstrzygnięcie walki o tytuł Rookie of the Year, ale Blake Griffin też gra niesłabo. Mimo wszystko jeśli widzę kolesia, który ledwo skończył 20 lat i po wejściu do profesjonalnej koszykówki ma od razu statystyki jak Chris Paul, to widzę tutaj faworyta do tego tytułu.
-
Scott Pilgrim vs. The World
To nie jest czepianie się słówek, tylko samo sedno tematu. Ramona jest kształtna, dojrzała, inteligentna, zabawna, pociągająca i ładna. Azjatka jest dzieckiem z zespołem Downa, płaskim jak decha, przez cały film nie mówi ani nie robi nic ciekawego ani w ogóle nic, co robi dorosły człowiek. Więc jeśli nagle wyskakujesz z tekstem, że to biedne dziecko z Kambodży jest niby jakieś bardziej kobiece od Mary Elizabeth Winstead, no to troszkę nie można takiej wypowiedzi zostawić bez komentarza. Poza tym, pedofilia jest obecnie uznawana w Polsce za zboczenie. Wytropienie cię po IP zajmie policji jakieś 5 sekund. Więc staram się po prostu naprowadzić cię na ścieżkę, która będzie lepsza także dla samego ciebie.
-
Poleć coś w stylu...
"Zabójstwo Jesse'ego Jamesa" i "To nie jest kraj dla starych ludzi" - geniusz i klasyka. "Trzy pogrzeby Melquiadesa Estrady" super, remake "3:10 do Yumy" całkiem strawny. No i świetne westerny robią ostatnio Australijczycy. Polecam zwłaszcza "The Tracker" de Heera i "Propozycję" napisaną przez Nicka Cave'a, a nakręconą przez kolesia od chociażby adaptacji "Drogi". No i serial "Deadwood"!
-
Scott Pilgrim vs. The World
Kto się komu podoba to kwestia gustu, wiadomo. Ale jeśli dla ciebie bielizna z Victoria's Secret, a na niej rajstopy, miniówa, buty do kolan i bluzka z dekoltem oznaczają "męskie ciuchy", to zaczynam ci nieco współczuć. U mnie na mieście raczej bym tak się wstydził wyjść na ulicę, właśnie z racji płci, no ale co kraj to obyczaj.
-
Scott Pilgrim vs. The World
Definicji słowa "chłopczyca" też nie znasz, co nie? No kiepsko... Ale próbuj, może w końcu jakieś znajdziesz.
-
Scott Pilgrim vs. The World
Chcę powiedzieć, że walisz jakieś absurdy. Ramona to w miarę normalna dziewczyna. Pewnie ci się nie podoba, bo wolisz takie jak ta Chinka, niedorozwinięte, ale to nie ma nic wspólnego z jakąkolwiek definicją słowa "emo".
-
Scott Pilgrim vs. The World
Może używaj słów, których znaczenie znasz. "Emo" nim nie jest. To, że sobie pomalujesz włosy na inny kolor niż blond, to jeszcze trochę daleko od emo. Typowa mina w stylu "och, normalnie nie widać mi oczu zza włosów i w ogóle jestem zafascynowana czernią i śmiercią".
-
Scott Pilgrim vs. The World
Trudno żeby ta Chinka się puszczała. Raczej mało prawdopodobne, by na świecie znalazło się osiem osób, które chciałyby przelecieć to biedne, brzydkie dziecko. Brad Pitt jakby ją zobaczył, to by pewnie adoptował.
-
Scott Pilgrim vs. The World
No gratulacje, wolicie odmóżdżone dziecko z Azji od pięknej, inteligentnej i kobiecej M.E.W. Możecie teraz zgłosić się do najbliższej placówki NFZ i odebrać certyfikat trwałej niepełnosprawności psychicznej. Podobno pomaga, jak się chce uniknąć wojska albo wyroku.
-
Serie A
Widzę, że faktycznie jesteś wielkim znawcą piłki.
-
Serie A
Utrzymywanie w składzie pięciu popularnych napastników, kiedy w kadrze jest jeden dobry obrońca, też nie jest jakimś wielkim osiągnięciem włoskiej myśli transferowej. Jak na razie najlepszy zakup Milanu w tym sezonie to bez wątpienia Howard Webb, wartość pozostałych jest dyskusyjna.
-
NBA
No tak, ale mimo wszystko - ilość zbiegów okoliczności, jakie musiały się zdarzyć, żeby Jazz to wygrali, jest po prostu niewiarygodna.
-
NBA
Sprostowanie odnośnie trójek Millsapa ze statystyk na NBA.com: przed tym meczem oddał ich w NBA 24, trafił... dwie. Przez cztery sezony. Może nie ma sensu oskarżać Heat o to, że go nie kryli... Bo TO było naprawdę nieprzewidywalne. Jezus, w ogóle, wyobraźcie sobie. Oni odrobili w pół minuty osiem punktów straty, rzucając w każdej swojej akcji trójki i faulując w każdej akcji przeciwnika. Jakie są szanse, że coś takiego się uda? Zwłaszcza, że Arroyo trafiał wolne. This shit is sooo sick.
-
Cinema news
Masz na myśli "lepsze" w sensie "lepsze wśród wszystkich filmów", czy "lepsze w grupie tych pięciu filmów"? Bo od tego zależy, czy można by się z tą opinią zgodzić.
-
NBA
Wooow - tyle się da powiedzieć o meczu Heat-Jazz. Kolejny insant classic sezonu, znowu przez Heat przegrany. Triple-double LeBrona czy 46 punktów Millsapa brzmią ładnie, ale ten przebieg... Heat prowadzili 25-9 pod koniec pierwszej kwarty, po pierwszej połowie 51-32. Pół minuty przed końcem Heat mieli solidną, wydawało by się, przewagę 98-90. 28 sek. przed końcem Paul Millsap trafił swoją pierwszą trójkę... i się zaczęło. W sumie nie ma sensu opisywać meczu, który w tej chwili opisuje sobie każdy, kto się interesuje NBA. Napisałbym mniej więcej to samo, co na blogu Zawszepopierwsze już jest: http://zawszepopierwsze.bloog.pl/id,328106715,title,DAY-TO-DAY-GDZIE-MILLSAP-OSMIESZYL-MIAMI-A-JERRY-SLOAN-NIE-UMRZE-NIGDY,index.html Mecz faktycznie w sumie przegrany przez Heat na własne życzenie, ale i tak szalenie ciekawy. Tylko szkoda tej końcówki z podającym tylko kolegom LeBronem i znowu Eddie'em House'em rzucającym w ostatniej sekundzie. Tymczasem Cleveland wygrało na wyjeździe z Nets i ma bilans 4-3. Jeśli dzisiaj pokonają ich u siebie, będą mieli identyczny bilans jak Heat, co stanie się na pewno okazją do wielu żartów.
-
Primera Division
Ten Gilardino jest boski, już zapomniałem o nim. O Didzie się oczywiście nie da zapomnieć. I tak nikt nie pobije Jurgena Klinsmana! Nosze wnosili XD
-
NBA
Tak, słynna już reklama, sparodiowana w South Parku. Jest też wersja, w której kibice Cleveland dopowiadają LeBronowi, co powinien zrobić... a raczej, czego nie powinien był robić. Mianowicie nie powinien zostawiać drużyny w taki sposób. No nie powinien. Mimo wszystko ta reklama chyba nieco umacnia LeBrona. LeBron mówi wprost, że ma wyje'bane na opinie o nim, że jest tylko graczem w koszykówkę, żadnych reguł ligi nie złamał i zrobił tak, jak uważał. Zrobił, jak mu pasowało. Pytanie, czy taka deklaracja sprawi, że ludzie go jeszcze bardziej polubią, czy znienawidzą? Tak czy siak - na pewno wizerunek LeBrona jest podkreślony i wzmocniony. Zuchwały, egoistyczny, starający się z całych sił o wyniki drużyny ale już mniej o uwielbienie fanów - tak bym to określił. Trudno się dziwić, że niektórzy, jak widać nawet w tym temacie, z każdej porażki Heat robią wielkie wydarzenie, ciesząc się niezmiernie z przekłucia tego balonu. Ja tam oglądam to z boku i stwierdzam, że... fajne są mecze Heat, kiedy każdy rywal się mobilizuje i wszyscy kibice gwiżdżą, jak tylko LBJ dotknie piłki. Z kolei ich domowe mecze są póki co jednostronne, ale efektowne (też mamy przykład powyżej - mecz z Nets w ogóle wyglądał, jakby All-Star Weekend przybył już jesienią). Tak więc - wygrają czy przegrają, cieszę się, że jest ten LeBron i są ci Heat.
-
Primera Division
Zabawna sytuacja z meczu Real-Atletico. Cristiano Ronaldo odegrał piłkę plecami: http://www.youtube.com/watch?v=QkADwS5ibp4 Oględne tłumaczenie dialogów: - Przy 0-0 tak nie robisz, co? Wypie'rdalaj z tym. - A chu'j ci w du'pę. - (coś nieobscenicznego, "tak się nie robi", chyba)
-
Primera Division
Derby Madrytu wyglądały tak samo, jak każdy domowy mecz Realu w tym sezonie. Szybkie dwa gole i w sumie jest już po meczu. Real dalej atakuje, tak że zobaczymy, jaki będzie wynik na koniec.
-
Pieprzenie
No jeśli ktoś wyśmieje dość mało oryginalne i jak myślałem oczywiste stwierdzenie, że Jesse Eisenberg stworzył w "Social Network" jedną z lepszych kreacji roku i bez jego aktorstwa ten film straciłby sporą część swojego oddziaływania, to proszę, niech się śmieje. Szympansy też się często śmieją, nie sądzę, żeby przez to automatycznie miały rację. Znając ciebie, to zapytany powiedziałbyś, że Jack Nicholson lepiej zagrał socjopatę, albo Dustin Hoffman, bo TAM BYŁO WIDAĆ, tak że sorry, no nie można twojej opinii o Eisenbergu traktować serio.
-
Pieprzenie
No albo to, albo nie masz pojęcia o aktorstwie. Gdybym miał strzelać w ciemno, to...
-
NBA
"Krocie" jak krocie... wszyscy trzej zarabiają tyle co Bynum, mniej niż Gasol i połowę tego, co Kobe. Eddie House dostaje tyle kasy, co Theo Rathliff. Haslem - tyle, co Derek Fischer i mniej, niż Sasha Vujacić. Zamiast hejtować bezpodstawnie, popatrzmy po prostu na budżety płacowe na ten sezon: Lakers 96 mln Magic 95 mln Celtics 84 mln Heat 66 mln Heat planują zdobyć mistrzostwo. Zakładam, że nie planują tego zrobić za pół ceny, bo to by było po prostu głupie. Tak więc powinni przy najbliższej okazji zatrudnić zawodników za kilkanaście milionów, może 20 mln, za sezon. A to już daje jakieś możliwości. Przykładowo, żaden center w tej lidze nie zarabia tak dużo, a jest ich sporo dobrych... Tak samo z rozgrywającym - jeśli CP3 i Deron biorą 15 mln, to Heat pewnie dadzą radę zdobyć za połowę tej ceny kogoś przyzwoitego. A "przyzwoity" to już będzie o klasę wyżej od Arroyo. Tak więc uważam za pewnik, iż Heat załatają dziury. Pytanie tylko, kiedy. Zimą czy latem. Jeśli miałoby to się im udać zimą, to mogą zdobyć mistrzostwo już w pierwszym sezonie, ale będzie ciężko. No tak, osiem punktów różnicy i niepewność zwycięstwa do ostatniej minuty na własnym parkiecie to "zjadanie na śniadanie". Mówisz serio? Zjeść na śniadanie to mogli ci z Miami tych z Orlando, 24 punkty różnicy po trzech kwartach, czwarta kwarta cała już sparingowa, ostatecznie 26 pkt. To jest jedzenie na śniadanie. Nie to, że na minutę przed końcem meczu masz trzy punkty przewagi. Daj spokój. Zresztą, już 11.11 Celtowie grają w Miami, więc się wtedy przekonamy, czy to "zjadanie na śniadanie" nie będzie w praktyce wyglądać tak, że... przegrają. Poczekajmy więc te parę dni. Kolejna kontrowersyjna kwestia, niepoparta niczym. No chyba że masz czym to poprzeć? Ja oglądałem ten mecz i było tak, jak pisałem. Zwracałem na to uwagę, bo mam CP3 w fantasy NBA. W sprawozdaniu sędziowskim jest wpisany faul ofensywny. Na NBA.com jest wpisany ofens. Na ESPN jest wpisany ofens. Rozumiem, że ty wiesz lepiej? Podaj, proszę, źródło, bo póki co bardziej wierzę sędziemu tego meczu, niż tobie.
-
Co ciekawego w TV?
Faktycznie nie potrzebuję nic więcej.