Koniec wakacji, za rogiem pracowita pucharkowa jesień, więc czas coś tam podsumować, bo pusto tu jakoś ostatnio. Kena: Bridge of Spirits - platyna 132 Czas: 35 godzin Trudność: 7/10 Chciałem sobie przypomnieć jedynkę, bo podobno miałem w tym roku zagrać w dwójkę, ale chyba nic z tego nie będzie ;/ Z zaskoczeniem odkryłem, że w jedynce nigdy nie wbiłem platyny. Czemu? Głównie przez poziom trudności. Kto grał ten wie, że pod tą pixarową kolorową oprawą kryje się (zwłaszcza w drugiej połowie) stosunkowo trudna gra, nawet na normalnym poziomie trudności. Ostatni bossowie dają mocno w kość, że soulsy by się nie powstydziły. A że do platyny wymagane jest przejście gry na najwyższym poziomie trudności, to te kilka lat temu, kiedy przechodziłem grę pierwszy raz, najwyraźniej odpuściłem sobie to zadanie. Tym razem podwinąłem rękawy i już nie odpuściłem. No jest ciężko, momentami bardzo ciężko. Odniosłem też wrażenie, że system walki w Kenie nie jest na tyle intuicyjny i dopracowany, żeby rzucać na gracza tak trudne pojedynki. Co mogę doradzić? Parowanie to twój najlepszy przyjaciel - bez tego nie podchodź. Będziesz powtarzał bossów wielokrotnie i uczył się na pamięć ich każdego ruchu. Będziesz rzucał "kurwami". Będziesz rzucał padem. Co moim zdaniem zupełnie nie pasuje do tej baśniowej, całkiem sympatycznej historii. Oby w dwójce trochę się pod tym względem ogarnęli. Poza tym standard: zbierz wszystkie pierdoły, załatw przeciwników w określony sposób i w sumie tyle. Fajna gra, nie za przyjemna platyna. Sword of the Sea - platyna 133 Czas: 10 godzin Trudność: 5/10 Po ciężkiej przeprawie z Keną miałem ochotę na coś szybkiego i prostego. Szybko było, z tym prostym trochę gorzej. Gra jest fantastyczna, dla mnie mocne 9/10 i bawiłem się świetnie w tym połączeniu Journey i Tony Hawk Pro Skater. Droga do platyny? Przejdź grę, zbierz wszystkie pierdoły (bez wspomagania się poradnikiem może być z niektórymi ciężko, bo jest kilka naprawdę dobrze schowanych) i speedrun poniżej dwóch godzin. Z tym zero problemu, jak widzicie na screenie, bez większego ciśnienia skończyłem w godzinę i 19 minut. U mnie wyglądało to następująco: Przejście gry na spokojnie, bez poradników (polecam) - 4 godziny Drugie przejście z poradnikiem i zbieranie przedmiotów, które pominąłeś - 2 godziny Speedrun - godzina z hakiem To dlaczego trudność oceniłem aż na 5/10? Jeden pucharek trochę przetestował moją cierpliwość i męczyłem się z nim dobre dwie godziny. Pokonanie ostatniego bossa bez otrzymania od niego żadnych obrażeń. Walka jest dość długa i ma aż 3 fazy, a przeciwnik ma kilka zagrań, które wcale nie tak łatwo ominąć. I teraz wyobraź sobie, że bezbłędnie zaliczasz pierwsze dwie fazy, a w trzeciej dostajesz w dupę. Pauza, załaduj grę od checkpointa, powtórz 30 razy. Nie ma tragedii, ale zakładam, że większość osób trochę się pomęczy z tym jednym pucharkiem. Ogólnie oczywiście Sword of the Sea mocno polecam. Sorosz - platyna 134 Czas: 30+ godzin, w zależności od skilla i korzystania z ułatwień Trudność: 5/10, a jak jesteś cieniasem i sobie włączysz nielimitowane modyfikatory to pewnie 2/10 Returnal to jedna z ulubionych platyn w mojej ponad dziesięcioletniej karierze łowcy. Wielokrotnie na forumku pisałem, że w przeciwieństwie do soulslajków, w przygodzie Selene czułem, że z każdą godziną autentycznie robię się coraz lepszym likwidatorem lokalnej fauny. Zero szczęścia, czysty skill. Po Sarosie spodziewałem się więcej tego samego i w sumie to właśnie dostałem. Chociaż nie ma się co oszukiwać, jest łatwiej i to stanowczo. I wcale nie chodzi o to, że byłem po prostu dobrze przygotowany po splatynowaniu Returnala. Mamy tu sporo permanentnych ulepszeń dzięki którym każdy kolejny run będzie odrobinę łatwiejszy. Już nie wspominając o tym, że jak jesteś lamusem, możesz sobie pogrzebać w ułatwieniach rozgrywki i odpalić wszystkie najlepsze modyfikatory i zrobić z przejścia gry spacer po parku. Nie blokuje to platyny, a szkoda. Wkurza mnie to trochę, bo cały mój wysiłek, żeby zrobić to uczciwie jest umniejszony. Ja się pociłem przy ciężkich walkach, ktoś inny przeszedł jak burza. Obydwaj mamy platynę. Ehh. Jeśli zamierzasz zrobić to uczciwie, to czeka cię 8 biomów i 8 bossów, o różnym stopniu trudności. Trzech z nich zdaje się załatwiłem za pierwszym podejściem, co w Returnalu mi się nigdy nie zdarzyło. Niektórzy jednak dali mi się we znaki, zwłaszcza mój ulubieniec, czyli Architekt z 5 biomu. Boże, co za zajebista walka i jednocześnie orgazm dla oczu. W takich chwilach czuje się tego next gena. Jeszcze przez kilka godzin po wyłączeniu konsoli widziałem kolorowe światełka. Co mogę doradzić? Ucz się na pamięć ruchów przeciwników i bossów, ulepszaj się, a z modyfikatorów polecam przede wszystkim wzmocnienie pancerza, które zdecydowanie zmniejsza otrzymywane obrażenia. Pod koniec jeszcze kilka upierdliwych trofików za ubicie wrogów w określony sposób. Na deser dlc z nowymi pucharkami, gdzie musisz zrobić zdjęcia różnym miejscom i przeciwnikom. Zabawa na 2-3 godziny. 007 First Light - platyna 135 Czas: 25 godzin Trudność: 2/10 Miałem w ogóle nie brać Bonda na celownik, ale przychylne recenzje i dobre opinie forumowiczów zmieniły moje zdanie. Połączenie Hitmana i Uncharted? Uncharted uwielbiam, łysego 47 już trochę mniej, ale postanowiłem dać grze szanse i ostatecznie nie żałowałem. I to mimo tego, że więcej tu jednak moim zdaniem Hitmana, a elementy z Uncharted są w porównaniu do produkcji Naughty Dog mocno kulawe. Jeśli chodzi o trofea to znowu to samo. Przejdź grę (na obojętnie jakim poziomie trudności), zbierz wszystkie przedmioty, załatw przeciwników w określony sposób. W tych głośnych grach AAA wszystkie trofea są takie same ;d Gra w scenach akcji przechodzi się praktycznie sama, w hitmanowych sekwencjach trzeba czasami trochę pokombinować, ale mózg raczej ci się nie spoci. Zbieranie badziewia jest upierdliwe, bo jest tego naprawdę sporo. Na szczęście jest wybór rozdziałów. Lekka i w miarę przyjemna platyna. Polecam na odreagowanie po czymś cięższym. Mixtape - platyna 136 Czas: 5 godzin Trudność: 0/10 Hehe, no co mam napisać? Samograj. Przejdź, wyczerp wszystkie możliwości rozmowy w każdym etapie z każdą postacią, znajdź wszystkie przedmioty i zalicz kilka prostych minigierek w określony sposób. Ze znajdźkami poradziłem sobie bez żadnych poradników, bo to tylko kilka pomieszczeń do przeszukania. Bawiłem się dobrze, muzyczka fajna, fabuła prosta i przewidywalna, cena może odrobinę za wysoka. Persona 5 Royal (PS5 Remaster) - platyna 137 Czas: 130 godzin Trudność: 2/10 nie ma screena, bo gra pod koniec ma zablokowane nagrywanie rozgrywki ;/ Splatynowałem podstawkę na PS4, splatynowałem Royal w wersji na PS4, więc przyszedł też czas na remaster P5R w wersji na PS5 (nie ma przenoszenia sejwów i trofeów!). Łącznie w świecie piątki spędziłem jakieś 600 godzin. To się pewnie leczy, ale czego się nie robi dla SERII ŻYCIA. Chociaż muszę przyznać, że mam już chyba dość i z piątką definitywnie czas się pożegnać. Przejście gry zajęło mi 130 godzin. Tu muszę zaznaczyć, że zrobiłem o wiele więcej, niż było wymagane do platyny. Jeśli gra się tylko pod kątem pucharków, to pewnie da radę zamknąć się w 100 godzinach. Kupując remaster na PS5 dostajesz od razu wersję Ultimate z masą dodatków, w tym najpotężniejsze Persony, których możesz używać prawie od samego początku. Ułatwia to mocno rozgrywkę, nawet na wyższych poziomach trudności, a nie oszukujmy się - nawet bez dodatkowych pomocy to nie jest jakoś specjalnie wymagający tytuł. Jedyna przeszkoda na drodze do platyny to długość gry. Już podstawka była potężna, a Royal dodaje jeszcze jeden dodatkowy semestr w szkole, nowy dungeon, nową postać, nowe side questy oraz sporo nowych scenek. Mam nadzieję, że lubisz też słuchać i czytać setki dialogów, często w kółko o tym samym. Kurczę, ta gra jest naprawdę potężnie przegadana. Kiedyś mi to chyba tak bardzo nie przeszkadzało, a może dzisiaj po prostu bardziej szanuję swój czas. Większość trofeów z wyjątkiem tych fabularnych ogranicza się do wypróbowania przynajmniej jeden raz różnych aktywności. Idź do klubu, idź na bilard itp. Musisz też wymaksować wszystkie statystyki socjalne głównego bohatera, ale biorąc pod uwagę ile masz wolnego czasu do wykorzystania w wersji Royal, nie powinno to sprawić najmniejszego problemu. Wystarczy przed rozpoczęciem spojrzeć szybko na jakiś poradnik, żeby wiedzieć na co uważać i potem możesz już lecieć na ślepo i niczym się nie martwić. Korzystając z okazji pochwalę się moim jubileuszem z serią Persona. To już pełna dyszka. I to by było tyle ode mnie. Plany na jesień to platyny w Wolverinie, Silent Hillu i GTA VI