-
Mortal Kombat
W listopadzie zmienili po kilku godzinach z tych 57 zł na 120 zł czy coś takiego, a tu od wczoraj wisi bez zmian od początku promocji. Chyba legitne tym razem.
-
PSX EXTREME 341
Ten ranking stu najlepszych gier na 2026 rok to takie lanie wody (w poprzednim numerze było to samo i rok temu w sumie też, no dajcie spokój). Nie ciekawiej byłoby zrobić listę o połowę mniejszą i rozpisać się bardziej o tych największych? Dlaczego nie podajecie daty premiery przy tytułach, które taką otrzymały? Człowiek przegląda listę, czyta notkę i gdzieś tam nawet zaczyna się interesować, kiedy to wychodzi, no ale nie ma nigdzie takiej informacji.
-
własnie ukonczyłem...
Metroid Prime 4 Beyond Przez lata była to to jedna z najbardziej przeze mnie oczekiwanych gier, nie wyobrażałem sobie nie mieć Metroidzika na premierę i to nawet pomimo faktu, że już trójka była znacznie gorsza niż pierwsze dwie części. Im więcej jednak zaczęli z niej pokazywać, tym byłem coraz bardziej sceptycznie nastawiony, aż w końcu zrezygnowałem z kupna. Kupiłem jednak niedawno, bo pojawiła się promka. Przeglądałem forumkowy temat (polecam poczytać, można się natknąć na kilka rodzynów) i Twittera, gdzie ludzie wrzucali wysokie oceny użytkowników w serwisie Metacritic, co zakładam miało oznaczać, że recenzenci się chuja znają i dostaliśmy perełkę. No nie dostaliśmy, jest to zdecydowanie najgorszy Metroid Prime. Retro przy okazji trzeciej części postanowiło wprowadzić pewne, w cudzysłowie, usprawnienia, jak większą ilość dialogów i nastawienie na akcje, ale w czwórce jest tego jeeeeeszcze więcej. Każdy, kto jako tako interesował się tym tytułem, na pewno słyszał o naszych gadających towarzyszach. Jasne, niektórzy bagatelizowali sprawę pisząc, że ten McKenzie to przecież towarzyszy tylko przez kilkanaście minut, a później znika. No tak znika, że co jakiś dzwoni przez radio, a weź wyjedź z dungeona na pustynię (o niej później), to ten chuj po kilkunastu sekundach zadzwoni i powie co robić. Oczywiście w czasie naszej przygody spotkamy innych ncpów (wszyscy bardzo wygadani), którzy będą ci towarzyszyć i nawet walczyć ramię w ramię. Nie cierpię tego w dzisiejszych grach - tego braku ciszy, a szczególnie w grze z serii METROID. W starszych grach dostawałeś kontrolę nad postacią i przez kilkanaście minut po prostu grałeś, a raz na jakiś czas włączał się przerywnik, teraz na przestrzeni gry spotykasz kilku npców i oczywiście każdy z nich musi ci towarzyszyć przez jakąś część gry nie zamykając przy tym mordy nawet na chwilę (GoW Ragnarok jest w tym mistrzem - co za obrzydliwa gra). Tutaj do tego gadania dochodzą również momenty, w których spotykasz fale przeciwników, które masz wrażenie, że nigdy się nie skończą. Idealnym przykładem jest moment, w którym jeden z towarzyszy próbuje się przewiercić przez ściany, a ty go osłaniasz (no normalnie kopia tego fragmentu z RE4, gdzie Ashley prowadzi buldożer). Metroid stoi oczywiście gadżetami i to jest coś, co zawsze będzie mnie jarać. Dostajemy tu jednak standardowy zestaw bez jakichś większych nowości poza zdalnie sterowanym pociskiem (a, usprawnili jeszcze spider/magnet ball i muszą ich za to pochwalić, bo to drobnostka w sumie, ale fajnie im to wyszło). Nie dostajemy tym razem żadnych wizjerów jak w jedynce czy dwójce, nie ma screw attack, najgorsze jednak, że tym razem nowe rodzaje broni nie są od razu instalowane, tylko dostajemy czip, z którym musimy przez pustynię zapierdalać do bazy McKenziego, żeby nam go zainstalował (btw grałem na pierwszym switchu i loading do bazy trwa JEDNĄ MINUTĘ I CZTERDZIEŚCI SEKUND, a w drugą trochę ponad minutę - sprawdzałem kilka razy na stoperze, bo nie mogłem uwierzyć, ale tak, wypad po upgrade trwa ze 4 minuty wliczając w to scenkę, w której ten debil musi coś powiedzieć). Wspomniana pustynia jest oczywiście hubem, z którego dostajemy się do dungeonów i swego rodzaju shrine'ów, których inspiracja jest oczywista (każda nowa gra Nintendo musi być teraz swego rodzaju open worldem; niezły upadek firmy, która kiedyś wyznaczała standardy tak swoją drogą), w których rozwiązujemy żenująco łatwe zagadki, by dostać ulepszone wersje beamów. Co jeszcze można tu robić? No jak to co, rozwalać zielone kryształy. Widzicie, w poprzednich Prime'ach wielu w pewnym momencie narzekało, że aby uzyskać dostęp do ostatniej lokacji, to trzeba zebrać określoną ilość artefaktów. Dostawałeś krotką notkę i musiałeś się domyślić, gdzie iść i co zrobić. Rozumiem krytykę, ale mimo wszystko polegało to na eksploracji, tutaj po prostu jeździsz motorkiem i rozwalasz kryształki, a musisz ich rozwalić naprawdę dużo - sam, mimo że starałem się robić to regularnie, musiałem później jeździć z pół godziny, jak nie więcej. No do chuja pana, jak to mogło przejść? No przecież to jest jakaś komedia. Wyłania z się tego tekstu obraz nie tylko najsłabszej gry w serii, ale też gry po prostu słabej. Nie jest jednak aż tak źle, czwarty Prime ma swoje momenty i rdzeń serii jest w wielu momentach zachowany, więc da się w to grać przez znaczną część gry z uśmiechem na ustach. Po prostu rzeczy, która są tu zrobione źle, są naprawdę złe, a te, które są dobre, są tylko dobre. Ot, taka muzyka choćby - jak już leci, to można sobie nawet do tego bujać głową, ale żeby jakoś to utknęło w głowie na dłużej jak utwory z jedynki czy dwójki? Absolutnie nie. Nie wspomniałem nawet o walkach z bossami, które są mega średnie, o fabule i głównym złym, o którym nie wiem absolutnie NIC pomimo przejścia wszystkich czterech części, o tym jak komicznie wyglądają momenty, w których npce gadają bez przerwy do Samus, a ta okazjonalnie kiwa im tylko głową jak jakiś półgłówek, albo o jej zachowaniu z końcówki gry, ehhhh. Krótko mówiąc, Metroid Prime 4 wygląda jak gra, która została stworzona w stylu wielu dużych gier tworzonych w dzisiejszych czasach, które traktują gracza jak debila (praktycznie nie korzystałem z mapy!!!) i na dodatek taka, której developing trwał już od bardzo dawna, więc wypadałoby, żeby to w końcu wypuścić na rynek bez względu na jej jakość. Szkoda.
-
własnie ukonczyłem...
Ale mnie złości, że nie da się tego kupić cyfrowo Jakieś ploty się pojawiły ponad rok temu, że Microsoft pracuje nad czymś z Transformerów i miałem nadzieję, że może wrzucą ponownie do sklepu. Straszna lipa.
-
własnie ukonczyłem...
The Wonderful 101 Zawsze chciałem w to zagrać. Już od pierwszych materiałów strasznie mi się ta gra podobała, myślę, że głównie przez jej styl graficzny. Kim jest Kamiya i jakie gry wyreżyserował wiedziałem już wtedy, ale dopiero później Okami i Bayonetta miały stać się jednymi z moich ulubionych gier w historii, więc tym bardziej gra trafiła na radar. Minęło blisko 13 lat od jej premiery (wtf), a ja w końcu przysiadłem na poważnie. Z jakiegoś powodu bardzo chciałem polubić tę grę i po ukończeniu dema (swoją drogą bardzo konkretnego, bo przejście zajęło mi półtora godziny) uznałem to za pewnik, ale jednak nie było tak pięknie i przez dłuższy czas mocno się tą grą frustrowałem. Kląłem jak szewc przez kilka pierwszych godzin, ale obejrzałem kilka filmów, trochę poczytałem, zagryzłem zęby i w końcu coś kliknęło. Jak się w to gra? Sterujesz jedną postacią, a kilkanaście innych za tobą podąża. W trakcie misji napotykasz cywili lub pomniejszych bohaterów, których werbujesz do swojej ekipy. Im więcej w niej ludzi, tym większe bronie możesz rysować. Właśnie, rysować - wzorem Okami (pełno tu nawiązań do tej gry, dla przykładu jedna z postaci nazywa się Ohrowchee, hehe) mamy dostęp do swego rodzaju pędzla za pomocą którego zmieniamy bronie - kółko przywołuje rękawicę, prosta linia miecz, a coś w kształcie litery L pistolet. Podczas rysowania akcja jest spowolniona, ale nie rysujemy jak w Okami na płótnie, tylko po prostu po ekranie i jest to coś, co nie raz i nie dwa było powodem mojej frustracji, bo linia, którą rysujesz, niekiedy zachodzi na przeciwnika albo budynek i zamiast szybko zmienić na miecz, który odbija lasery (o tym za chwilę), to dostajesz w papę. Możliwe są nawet sytuacje, w których linie pędzla rozcina atak przeciwnika, więc widocznie autorzy chcieli, aby gracz rysował w mądry sposób, a nie byle jak, ale mimo wszystko mam wrażenie, że nie zawsze zawsze działa to tak jak powinno, szczególnie w mniejszych pomieszczeniach i w niektórych sekwencjach qte, gdzie linie nawet po delikatnym wychyleniu prawej gałki z jakiegoś powodu stają się tak ogromne, że wychodzą poza ekran utrudniając dokończenie wzoru. Chwilę wcześniej wspomniałem o mieczu odbijającym lasery, ale w zasadzie wszystkie inne bronie mają podobne zastosowania i w zależności od tego, z kim walczysz, to powinieneś korzystać z konkretnej broni. Mógłbym podać tutaj kilka przykładów, ale nie chciałbym za dużo zdradzać, przejdę więc do rzeczy, która najbardziej mnie frustrowała. Mianowicie - gracz otrzymuje obrażenia tylko wtedy, gdy obrażenia dostaje postać, którą kontroluje, natomiast gdy trafione są postaci, które za tobą podążają, to upadają na ziemię i są przez chwilę oszołomione, więc musisz je wtedy pozbierać, albo dotknąć za pomocą linii pędzla. Problem w tym, że bardzo łatwo tu otrzymać cios, który wyrzuca twoją ekipę na ziemię, a wtedy tracisz możliwość blokowania. Częste są więc sytuacje, gdy ekipa leży, ty nie masz jak zablokować następnego ataku, więc zbierasz po ryju raz za razem. Śmierć nie ma tu jednak większego znaczenia (oprócz ocen na koniec misji, które tak mnie cholernie denerwowały, bo przez znaczną część gry byłem w tę grę tak cholernie słaby, lol), bo wzorem Vita-Chambers z Bioshocka odradzasz się w zasadzie w miejscu, w którym zginąłeś, a przeciwnikom (i bossom) nie odnawia się życie. Nie jestem największym fanem tego rozwiązania, bo ja lubię bossów się nauczyć i po prostu zasłużyć na ich pokonanie. Gra wypchana jest fragmentami, w których kontrolujesz statek i strzelasz do wszystkiego co się rusza, etapami platformowymi, ucieczkami przed goniącymi nas dużymi przeciwnikami, gdzie wszystko za tobą wali się jak w jakimś Uncharted, czy takimi, w których musisz patrzeć na dwa ekrany jednocześnie - w jednym z nich na mniejszym skaczesz ekipą na odpowiednie przyciski, by statek, który widzisz na tym dużym, strzelał w nadlatujących w jego stronę z różnych stron przeciwników. Słowem - dzieje się, ale są to również etapy, w których naprawdę łatwo zginąć i niestety zdarzało mi się to bardzo często. Spektaklem są natomiast walki z bossami. Każdy wygadany, każdy zabawny, w zasadzie każdy dojebany, a ten ostatni to już w ogóle klasa sama w sobie. Gra ma sporo filmików i dialogów, ale ogląda i słucha się tego bardzo przyjemnie, historia jest sprawnie opowiedziana, bohaterowie zabawni i łatwi do polubienia, a sama gra ma po prostu ten CZAR, z którego słyną gry Kamiyi. Na dodatek jest naprawdę długa, bo ukończenie zajęło mi 20 godzin. Jasne, pierwsze przejście, które sam reżyser określa jako swego rodzaju tutorial, bywa mocno frustrujące, ale jak już nauczysz się tego i owego, to gra zaczyna błyszczeć i grasz w to z bananem na ryju. Nie ukrywam, że mam ochotę zagrać drugi raz i gdzieś tam z tyłu głowy pojawia się myśl, że może z każdą kolejną godziną będę się do The Wonderful 101 jeszcze bardziej przekonywał, aż w końcu przejdę ją kilka razy, a do najlepszych fragmentów będę wracał wielokrotnie jak to było w przypadku pierwszej Bayonetty. Polecam, to kawał dobrej gry.
-
PSX EXTREME 340 + KALENDARZ GRACZA 2026
Silksong na ósmym miejscu, a tylko 5/21 głosujących wrzuciło go do swojego top 10 (z czego dwójka to chłopaki z forumka). Ciekawe, ilu w ogóle nie dało szansy.
-
Inne serwisy dystrybucji cyfrowej (GOG, GMG, Origin i inne)
Dadzą znać na game awards
-
Champions League
Typowy mecz Barcy w tym sezonie i typowy mecz debila z Urugwaju w Lidze Mistrzów, tak bym to podsumował.
-
własnie ukonczyłem...
Też sobie w to pykam w ostatnim czasie (skończyłem 9 świat) i oczywiście bawię się znakomicie, ale mam wrażenie, że gra jest znacznie, znacznie prostsza od jedynki i nie raz i nie dwa złapałem się na tym, że po rozwiązaniu jakiejś byłem mocno rozczarowany, bo niewiele musiałem w niej zrobić. No ale ten nowy gadżet w każdej nowej lokacji robi robotę i jestem zawsze mocno podjarany, co nowego przygotowali dla mnie twórcy, aczkolwiek przez to, że co chwilę dostajemy coś nowego, to te trochę starsze znikają niekiedy na bardzo długo, by pojawić się znowu przy jednej czy dwóch zagadkach. Troszkę szkoda, ale gra i tak rządzi.
-
Właśnie zacząłem...
Też o tym myślałem jakiś czas temu, bo mi Mankind Divided zrobiło smaka na powtórkę poprzedniczki, ale to Director's Cut ma co prawda poprawione walki z bossami i DLC w pakiecie, lecz z drugiej strony jest ono wciśnięte między wydarzenia z gry (co ma sens, ale podobno tempo mocno przez to siada) i usunęli tę charakterystyczną złotą poświatę, więc nie mogłem się zdecydować, czy znowu grać w gołą wersję czy tę 'kompletną', i w końcu nie zagrałem wcale.
-
własnie ukonczyłem...
Dawno tu niczego nie wrzuciłem, a był czas, że postowałem tu chwilę po ukończeniu każdej gry. Nadrabiam backlog i ostatnio idzie mi w tym naprawdę nieźle, bo w ostatnich dwóch tygodniach ukończyłem Deus Ex Mankind Divided (bardzo dobra to gra tak btw) i The Evil Within 2, i właśnie o tej ostatniej chciałem co nieco skrobnąć. Nie jestem dużym fanem jedynki. Swego czasu bardzo na tę grę czekałem, ale jak w końcu zagrałem, to się nią mocno rozczarowałem. Z dwójką też nie polubiłem się od samego początku, bo jakiś roku temu pograłem przez godzinę i odpuściłem, a jak wróciłem w tym roku, to podobnie zrobiłem po jakichś czterech czy pięciu - tym razem wróciłem jednak znacznie szybciej, bo po kilku dniach. No i co mogą powiedzieć, to była dobra decyzja, bo bawilem się naprawdę przednio. Początek jest jednak dosyć ciężki. Mamy mało surowców i najlepiej zdać się na skradanie. Problem w tym, że nie jest wcale tak łatwo zakraść się za plecy tutejszych przeciwników. Typy (i typiary) bujają się na wszystkie strony, kręcą, nagle odwracają i nie raz i dwa można się w ten sposób naciąć i być zmuszonym do otwartej walki i straty i tak już małej ilości surowców. Szybko można się również zorientować, że przeciwnicy poruszają się w tej grze w naprawdę szybki sposób (i nawet najczęściej spotykani mogą cię zabić dwoma ciosami) i jedna czy dwie kule w łeb to za mało, więc czasami najlepszym rozwiązaniem jest po prostu ucieczka. O ile mamy wystarczająco długi pasek kondycji rzecz jasna. Tak, Sebastian wzorem jedynki może ulepszać swoje umiejętności i podobnie jak tam (no chyba że pamięć mnie myli) i tutaj najlepiej zacząć właśnie od wydłużenia paska wytrzymałości i jej regeneracji, bo to mocno ułatwia zabawę. Moment, w którym zgromadziliśmy wystarczająco dużo surowców, by ulepszyć dymne bełty na takie, które pozwalają nam cicho zabijać przeciwników stojących w dymie, a tych większych atakować dwa czy nawet trzy razy, znacznie, ale to znacznie ułatwia rozgrywkę, żeby nie powiedzieć, że spłyca. Dymne bełty w połączeniu z otwartą mieściną pozwalają nawet na akcje typu: użycie 'dymka', dwukrotne użycie ataku z ukrycia, a gdy przeciwnik się ocknie, bieg sprintem przez kilkanaście metrów do momentu, gdy ten przestanie nas gonić, tylko po to, by całą akcję powtórzyć raz jeszcze i tym razem już typa dobić, a mowa tu o takim jednym konkretnym, większym przeciwniku, swego rodzaju sub-bossie. Gra dzieli się na liniowe etapy i te, gdzie możemy swobodnie eksplorować miasteczko i nie ukrywam, że bardzo mi się to podobało. Tu można znaleźć popsutą snajperkę, tam części do niej, którymi można ją naprawić, w innym miejscu leży kusza, w kilku domkach surowce, a gdzieniegdzie można się nawet natknąć na misje poboczne, które przenoszą nas... nie powiem gdzie - słowem, warto eksplorować. Podobał mi się również motyw ze znajdowanymi kryjówkami i fakt, że tworzenie amunicji poza nimi kosztuje nas więcej surowców. Moim zdaniem twórcy nie powinni się cykać, tylko wołać jeszcze więcej za tworzenie w terenie, to tylko spotęgowałoby istotność kryjówek i przygotowywania się zawczasu na to, co nas może czekać, szczególnie na wyższych poziomach trudności. Rozczarowały mnie natomiast walki z bossami. Co by nie mówić o jedynce, to tamtejsze walki wbrew temu, co tutaj pisałem kilka lat temu, były naprawdę dobre (no może oprócz tej tragicznej ostatniej), szczególnie w porównaniu z tym, co dostaliśmy tutaj. Projekt przeciwników również nie zachwyca i tutaj znowu muszę uznać wyższość poprzedniczki. Podobnie jest z klimatem, jedynka była brudna, nieprzyjemna i trzymała za jaja po prostu (no, do pewnego momentu). Grało mi się w The Evil Within 2 znacznie lepiej niż w część pierwszą, końcówka jest naprawdę zręcznie zrobiona, a gra wypchana jest scenami, które wyglądają jak dobre plakaty, ale najlepszy fragment w tej grze to ten, w którym walczymy z bossami jedynki, by po chwili starego znajomego z piłą wykończyć jego własną bronią (cholera jasna, co za scena), więc teraz zastanawiam się, czy pomimo tego, że dwójka jest lepszą grą, to czy czasem jedynka nie jest tytułem po prostu znacznie bardziej zapadającym w pamięci. W każdym razie nie zmienia to faktu, że The Evil Within 2 to kawał dobrej gry (i to na dodatek całkiem długiej, może nawet odrobinę za długiej - przejście zajęło mi trochę ponad 20 godzin), więc jeśli ktoś jeszcze nie miał okazji zagrać, a lubi takie klimaty, to nawet nie ma się co dwa razy zastanawiać.
-
Ogólne pecetowe pierdu-pierdu
Na ostatnich kilku promocjach to nawet mniej wołają, bo już regularnie można dorwać za 65 zł.
-
Xbox Extreme
Tak, tak, mój błąd z tymi recenzjami na pół strony - cały czas miałem na myśli, że większość tekstów jest tylko na jedną stronę, a nie dwie, nie obudziłem się chyba jeszcze. PS2 miało potężną bibliotekę gier i większość gier miało tekst na dwie strony w swoim specjalu, w tym xboksowym właśnie tylko nieliczne (no nawet pierwsze Halo nie dostało tego zaszczytu, c'mon) i jest to dla mnie dosyć zaskakująca decyzja. No ale wszystko się pewnie sprowadza do tego, że Xbox to nie PS2, PSX czy może nawet PS3 i mało kto ma do niego i jego gier taki sentyment jak do tamtych konsol. Czekam na Gamecube Extreme, ale jak dacie Metroid Prime 2 jedną stronę, to
-
Xbox Extreme
Przeczytałem tylko kilka stron i za każdym razem, gdy się zbieram, by przeczytać kilka następnych, to szybko rezygnuję. Ja rozumiem, że Xbox to nie PS2, szczególnie w Polsce, ale no to są numery wspominkowe i fajnie było poczytać jak Koso czy inny Myszaq wracają do legendarnych gier, a tutaj połowa tekstów to teksty ludzi, których kompletnie nie kojarzę. Największe hity, które kazdy kojarzy z tą konsola, dostały po pół strony. No kurwa nie, no nie o to chodzi. Najgorszy numer z tych dodatkowych i szczerze żałuję tych czterech dych.
- Hades II