Resident Evil: Afterlife (2010)
Ostatni z listy filmowych Residentów, których nie widziałem, no i cóż... Sporo głupotek, na czele z Alice, która to niby przypadkiem pozbyła się wirusa, ale nadal wyczynia nadludzkie akrobacje i inne szalone akcje godne co najmniej Matriksa, a do tego jeszcze strzela hajsem ze swoich obrzynów. Nie wspominam już o Claire, która wyraźnie inspirowała się ekwilibrystyką głównej bohaterki, no ale przynajmniej można na niej oko zawiesić. Parę ładnych pań w obsadzie to zresztą jedna z tych rzeczy, które podwyższyły dla mnie końcową ocenę tego tworu. :rose: Drugą i ważniejszą z czynników na plus jest soundtrack - świetne kawałki, nawet do słuchania osobno.
Da się to oglądać w miarę bezboleśnie. Ot, taki znośny, lekko teledyskowy odmóżdżacz. A, no i opening z parasolkami był fajny. Ode mnie: 6/10, biorąc pod uwagę wszystko powyższe.