Ze smakowych Cornelius robi całkiem sympatyczne piwka, a przynajmniej tak było parę lat temu, kiedy to zdarzało mi się czasem popijać takie wynalazki. Teraz jestem na etapie smakowania porterów i RIS-ów i "zwyczajne" lagery czy tam inne pilsy po prostu są dla mnie... nudne. Zostają dobre co najwyżej jako popitka do chipsów albo innej pizzy i jedynie tu się dla mnie sprawdzają. Ot, są chyba takie kolejne "stopnie wtajemniczenia" dla piwosza - @WisnieR powoli, małymi kroczkami. Jeśli podchodzą Ci witbiery, to w dalszym etapie spróbowałbym się teraz powoli oswajać z aromatami amerykańskich chmieli i nieco wyższą, niż koncerniakowa, goryczką. Myślę, że większość kraftowych american lagerów powinno być tutaj fajną zaprawą. Później standardowo, stopniowo IPA/AIPA i może coś belgijskiego, choć to też specyficzne aromaty. Z mniej ortodoksyjnych a i też łagodnych rzeczy ciekawym doznaniem "na start" może być też jakiś milk stout.
Z własnego doświadczenia wiem, że uderzanie od razu w coś pokroju Ataku Chmielu, czy też np. chyba równie kultowego Rowing Jacka może okazać się początkowo niemałym szokiem. Sam parę lat temu ledwie byłem w stanie dopić butelkę Ataku, bo goryczka wydawała się masakryczna, bo leśno-sosnowe aromaty jakieś dziwaczne... a teraz wciągam bez problemu.
Z witbierów od siebie poleciłbym natomiast American Witbier z Doctor Brew, choć przyznam, że nie widziałem go już dość dawno, więc nie wiem czy jeszcze go warzą. Pamiętam, że kupił mnie ciekawym miksem aromatów cytrusów, kolendry i specyficznym posmakiem kojarzącym się mocno z chrupkami kukurydzianymi.