Podsumowując trip. Ogólnie mega spoko, dużo zobaczyliśmy i lekki niedosyt jest. Ja bym nie miał jak tego zobaczyć, sam bym się też nie wybrał. Jak córka podrośnie, to może Disneyland jak będzie chciała. Tanio nie jest. Ale podobno warto. Dużo ciekawych rzeczy, ale w knajpie kumple zostawili 200 euro. Chudy z toystory to 35 euro, parasol podobnie, uszy myszki na głowę 25, kareta z popcornem 18 euro itp itd. Lekko kumpel tysiaka zostawił na takie pierdoly, no dzieci :) Do tego prawie tysiak obiad (fakt wyglądało premium, Disneya preferencje, dobre i najedzeni) parking kolos, chyba 30 euro. Całość petarda. Są dwa parki i zaliczyli jeden, cały dzien im na to poszło, chcą jechać na drugi park jeszcze. Przez to zaliczyłem Paryż, bo ogólnie nie było tego w planie. Ale jak już byliśmy obok Paryża, bo to była baza wypadowa do Disneylandu rykoszetem zaliczyliśmy. Wieża spoko, miejsce śmierci Diany, Notre, Luwr, łuk, miejsce gdzie Hitler stał. No są smaczki, miło było zobaczyć. Ciśnienia nie miałem. Sezon, tłumy, pogoda=zwiedzanie i spacery nie należą do przyjemnych. Ja bym nie poszedł do Luwru np bo nie moja bajka, jak wspominałem wcześniej-my tu stricte pod klimaty 2 wojny. Młoda dzielnie znosiła i znosi te nasze wypady, a z racji szkoły takie wypady poza sezonem nie mają szans. Trudno to pogodzić, bo na bank lepiej taki trip robić przed wakacjami albo po. Wrzesień byłby chyba lepszy i na bank mniejszy ruch. Do klifu się nie dobiliśmy, klasztor w środku to tragedia, no tłumy przerażające, a do tego ten upał. Czułem jak leci ze mnie. A mogłem jak ten: Zrobiliśmy kilka baboli, za mało czasu za dużo do zobaczenia. Lizaliśmy lizaka przez papierek. Już wcześniej pisałem, że sama Normandia to tydzień. Ja najbardziej byłem nastawiony na D-day, Normandię, plażę. Młodą wiadomo na co. Kumpel na Lorient, a brachol kumpla na wszystko po trochu, ale 90% on ogarnął. Mieliśmy telefony w play, Orange. Na plaży i okolice Normandii byliśmy bez neta. To był poważny błąd, bo mieliśmy na żywo szyć. Gdzie bunkier, gdzie pomnik, gdzie idziemy. Niestety tu polegliśmy…..coś tam w mapach było zapisane i zaznaczone, ale bez neta nie wczytywało jak trzeba. Były momenty że GPS w aucie wariował i nie mógł nas namierzyć. Brakowało nam zdjęć, map, zaznaczonych konkretnych miejsc. Z racji fali upałów oni się poszli wykąpać na Omaha. Ja postanowiłem się przejść dla klimatu. Wszedłem w jakąś drogę wzdłuż plaży za wydmami i myślałem że mnie wyjebie w kosmos. Wąsko w krzakach i w piachu ze słońcem szedłem z 2km licząc że zaraz będzie zejście na plażę. Wszystko ogrodzone i po tych 2km była opcja zejścia na plażę. Wróciłem już plaża z nogami w wodzie….. Wystarczyło iść w prawo i po tym samym odcinku miałbym molo z którego jest lepszy widok na plażę, stoi bunkier przy plaży, miałbym widok jak z filmu „Szeregowiec Ryan” Plaża Gold-stoją te pozostałości po pontonach, ale odpływ, na tych elementach życie morskie odsłonięte, upał, jebie to i śmierdzi na tej plaży, muchy jak w oborze. Zostawiasz przy tych pontonach majdan i lecisz do wody dobre 300m. Siedziałem i pilnowałem naszego Mandżuru oraz zbierałem muszelki xD Byliśmy bardzo blisko plaży Utah, ale czas gonił i odpuściliśmy. 15km chyba. Stoi barka desantowa, pomnik wysiadających żołnierzy, bunkier na plażę. Żal….. a do tego po trasie mieliśmy kawiarnie i był kolejny motyw na fotkę 44/dzis. Zobaczyłem, zaliczyłem, poczułem się jak w filmie i ogólnie mega spoko. Ale na tej Omaha nie zaliczyłem tej jednej miejscówki i Utah. I tutaj bym wyskoczył na weekend żeby to zaliczyć. Ale już nie będzie na to szans, bo mało kogo to jara wśród znajomych, ja sam nie pojadę i tyle. Na wypad tygodniowy z kolesiem co organizuje takie eskapady się nie wybiorę, bo tam już lecą na grubo i to już dla prawdziwych fanów. Tam koleś zna już tak wszystkich i wszystko że wpadacie na prywatne pole rolnika i wyciąga kwity. Tu nacierali, tu uciekali, tu stał tygrys, a tam sherman i pokazuje mapę, zdjęcia. Po tyg takich danych połowy bym nie pamiętał i był przebodźcowany xD Do tego jest kilka gospodarstw co mają muzea w garażu. Kiedyś pisał że kilka lat mu zajęło przygotowanie tego. Na fb- wyprawy śladami I i II wojny światowej. Ciężko się dogadać z bagietami, ang znają ale udają że nie znają. Kumpel ma siore we Francji i mówił mi właśnie że tam tak jest. Te śniadania w tych hotelach i miejscach gdzie spaliśmy. Nie mogę patrzeć na bagietkę, crossainta, dżem, naleśniki. Bagietka z piekarni sztos, crossainty i ciasta francuskie- w kraju ten sam poziom i nic nie odstaje u nas od tego u nich. Normandia i okolice. Wszystko tam żyje dday, airborne i mam wrażenie że ludzie tam mieszkający mają pościel z flagą USA. Komercja na pełnej kurwie że tak napisze. No żyją z tego, bo nikt tam nie jedzie odpocząć na plaży. Paryż to syf. Ogólnie wjeżdżając już widok tych tras, tego syfu dookoła. No średnio. Wjeżdżasz do Polski i jest ładnie, zielono, schludnie jakoś. Mop w Niemczech np to obraz nędzy i rozpaczy. Często ludzie sikają za budynkiem gdzie WC, bo tam zwyczajnie w świecie pawia idzie jebnac. W Polsce czysto, ładnie. Jak ktoś do nas wpadnie dozna szoku. Nie mamy się czego wstydzić, auta mamy lepsze na drogach. Ale my mamy inna mentalność, bo dla nas dalej auto jest statusem, a tam autem jest tylko środkem transportu. Najładniej to Holandia. W grudniu Belgia i Bastogne. Aaaa Żabka to dobro narodowe xD Cudze chwalicie swego nie znacie. W Holandii dla palaczy było trudno. Fajki tylko na stacji, ceny kosmos. Tutaj palaczy znacznie więcej, popielniczki itd. Ale fajki kupicie na stacji albo sklep tytoniowy oznaczony neonem Tabac. Trzeba czasem poszukać takiego sklepu. Najczęściej połączone z kioskiem z gazetami i lotto. 18 to tam już po zawodach.