Jump to content

szczudel

Użytkownicy
  • Content Count

    855
  • Joined

  • Last visited

Community Reputation

135 Exclusive Sony

Informacje o profilu

  • Płeć:
    mężczyzna
  • PSN ID:
    szczudel

Recent Profile Visitors

838 profile views
  1. szczudel

    Platinum Club

    Skąd różnica między wersjami?
  2. Dokładnie jak napisaleś. Grę można po prostu przejść bez doktoryzowania się w tym co i dlaczego bo i tak nikt nie dojfzie dlaczego atak zadaje 30 a nie 33 HP Air-Phantomowi. Niestety ratio menu/gameplay nie jest przyjazny, ale tak VS jako gra z innej ma i trzeba się z tym pogodzić.
  3. szczudel

    Jaką grę wybrać?

    Knack jest o tyle spoko w co-opie, że: -kamera jest statyczna, więcekran nie jest podzielony. -tylko zgony pierwszego gracza wpływaja na grę. 2-gi może ginąćdo woli. Wiele razy gralismy na zasadzie "synek idź ich roztrzaskaj, bo ja mam mało życia". A ten z bananem na ustach niczym w filmie Edge of Tommorow, biegł i powoli ich punktował. Śmiechu było co niemiara.
  4. @Kmiot Oglądnąłem i jest prawie wszystko co trzeba wiedzieć. Z doświadczenia pamiętam, że tak naprawdę warto się tylko koncentrować na Class jeśli chcemy rozwijać broń. Każdy rodzaj oręża jest z reguły lepszy w jakimś typie. Młoty są Blunt, włócznie Piercing, a miecze i sztylety Edged. Warto się upewnić w encyklopedii (albo online), na która klasę są podatni przeciwnicy zanim zaczniemy budować na nich oręż. Innymi słowy nie ma sensu robić Młota Smokobójcy bo na dzien dobry będziemy tracić na fakcie, że młot jest Blunt. Lepiej wziąć włócznie, albo znaleźć dobry dwuręczny miecz i w niego inwestować czas. Czasem może nie być wyboru: np Ludzie są tak zróżnicowani, że lepiej wybrać coś co nam leży i tym tłuc. Ja chyba na ludzi miałem wielki Młot (działał na Minotaura) i dopiero potem go przekłułem w miecz. Jeśli chodzi o Affinity, to uzyskuje się ją raczej kryształami i przydaje się głównie w walce z Jinami Żywiołów (tuż przed zakońćzeniem). Normalnie jak walimy np smoki, to co kilka uderzeń w lewym dolnym rogu pojawia się nam np napis Dragon+1 Air +1 Zazwyczaj przeciwstawny typ dostaje minusa, dlatego nie warto robić broni do wszystkiego (pomimo, że są takie poradniki - taki oręż będzie w trakcie walk i tak się specjalizował). A Affinity broni będzie samo roslo w kierunku który potrzebujemy. Posiadać najlepiej po jednym orężu na każdą z Klas przeciwnika. Na bestie najlepsza jest kusza, bo cholery sa szybkie jak nieszczeście (nietopeże, jaszczurki itp). Jeśli na prawde jakiś przeciwnik nas przyprze do muru, to należy tak zrobić broń aby była dobra na każdą słabość rozpoczynając od Typu (Piercing, Blunt, Edged) a pozostałe statystyki podrasować klejnotami, akcesoriami. No i tak się w to gra: cierpliwie. Wpadasz np do Murów, widzisz smoki, wchodzisz do menu i wyciągasz Smokobójcę. Przechodzisz na dziedziniec, sa rycerze, wchodzisz do menu, wyciągasz Rapier i Tarczę, wchodzisz do podziemi, są nieumarli ... chyba łapiesz. Każda taka zmiana podbija statsy broni, a więc i jej przydatność w walce z konkretną klasa przeciwnika. Chyba wszystko. Napaliłem się na to VS. Nie wykluczone, że sobie na PS2 odpalę mój wypieszczony SP i przebiegnę w pośpiechu fabułę
  5. Dwa wieczory zajęło mi pokonanie Trybu wyzwań na poziomie trudności Legenda. Powiem szczerze, bez wstępnie dopakowanych pukawek i pancerzy z pierwszego przejścia to ja nie widzę takiego grania Na szczęście zagrałem jak, zdaje się, twórcy to przewidzieli i bawiłem się doskonale. Sama gra to przepiękne pożegnanie Insomaniac ze swoja serią, będące epilogiem dla wszystkich odsłon przygód Lombaxa i małego robota. Nie dane było mi grać w większość pozycji, jednak nawet ja (grałem w R&C remake, 4for1, Załogę Q i Quest for Booty) czułem unoszącą się w powietrzu nostalgię wchodząc do muzeum na Igliak. Klimat w grze skręcił w bardzo mroczną stronę. Jest to zdecydowanie najmroczniejszy Ratchet w jakiego grałem. Śmierć, depresja, strach - te motywy pojawiły się podczas grania w pozycję. Stanowi to całkowite przeciwieństwo tego do czego przyzwyczaiły mnie inne odsłony, a mimo to gra mi się w niego doskonale. Ciarki człowieka przechodziły odwiedzając opustoszały sierociniec, a uczucie niepokoju pojawiało się przemierzając opustoszałą i opętaną futurystyczną metropolię. Mało? To może warto wspomnieć, że początek gry rozgrywa się w kosmosie w otoczeniu szczątków statku, a gameplay przypomina bezgrawitacyjne harce Isaaca na Ishimurze. Gra jest krótka, ale klimat z niej dosłownie tryska. Nie można nie wspomnieć o grafice pisząc o klimacie. Generalnie gry z PS3 przyzwyczaiły mnie do recyclingu obiektów i tekstur. Człowiek gra i co chwilę łapie się na tym, że widział gdzieś ten plakat, szyld czy samochód. Nie wiem jak udało się uzyskać ten efekt w NExusie (bo jak to się udało w Remaku z Ps4 to rozumiem ), ale poczciwa PS3 została chyba wyciśnięta do granic możliwości aby uzyskać osiągnięty efekt. Grając miałem wrażenie, że wszystko w tej grze jest unikalne, prawdziwe: każde drzewo, rozbita witryna. Oczywiście w granicach rozsądku: parawany, blokady, tekstury ścian i wrogowie powtarzają się, ale kępy chwastów czy drzewa wyglądają jakby naprawdę wyrosły a nie były zagęszczaczem stworzonym z szablonu dorzuconym na siłę. Nie każdy świat sprawia takie wrażenie, ale zdecydowana większość Insomniac udało się stworzyć świat, który w swojej kreskówkowatości i opustoszeniu jest autentyczny. Ruiny miasta sprawiają wrażenie autentycznych ruin, czuć, że było tu kiedyś miasto, w którym żyli kosmici, ale coś strasznego się stało i się wyludniło, a gracz zastanawia się co to było. Reasumując gra jak na mozliwości Ps3 jest obłędna. To nie realizm Uncharted 3, ale neonowy futuryzm a'la Ratchet & Clank! Rozgrywce, pod względem płynności, jest zdecydowanie bliżej do tego co mieliśmy w Remake'u z PS4 niż temu co było w Quest For Booty (i patrząc po filmikach - w Crack in Time), zdaje się, że jest to podrasowany silnik z Załogi Q, a musicie wiedzieć, że tam sterowanie było bardzo płynne. W skrócie, jest to najpłynniejszy i najprzyjemniejszy Ratchet jakiego grałem na PS3, który ustępuje tylko temu Remake'owi. Strzelanie nas raczej nie znudzi, bo o ile jest go dużo to różnorodności jest jeszcze więcej: wiry grawitacyjne, wspomniane zabawy z magneso-butami, Jet-Pack, odrzutowe buty, mini gierki Clanka. Co chwilę gra nas raczy czymś co przerywa monotonnie ciągłego strzelania. Podsumowując. Nexus jest kapitalny! Chwała i nieśmiertelność Insomaniac za ich opowieści o Lombaxie i wadliwym robociku. Pomimo mroczniejszego klimatu, człowiek i tak bawi się doskonale: pociski,rakity, ostrza, i co tam tylko chcecie, latają, wrogowie padają, śrubki się sypią a Pan Zurkon stwierdza, ze nabrał ochoty na panią Zurkon (teraz lata koło nas cała Rodzina, sypiąc tekstami na lewo i prawo) - jednym zdaniem: "Ratchet jakiego znamy i kochamy". Jeszcze pewnie jeden/dwa wieczory na platynę i przechodzę do Crack in Time. Jestem szczęśliwy, że kiedyś moje chłopaki zagrają w tak fantastyczne action (ale bardziej) adventure jak Ratchety. Może trochę za późno odkryłem serię, ale cholernie się cieszę, że istnieje i sprawia tyle frajdy. Fun Fact: Powinno dać się w tej grze wyłączyc wibracje Jak się strzela z Rhyno to tak pad wibruje, ze aż chce wypaść z dłoni. Trzeba go mocniej trzymać. A wszystkie guziki aż trzęsą się. Z jednej strony śmieszny zabieg, z drugiej, w walkach na arenie bałem się, że dzieci piętro wyżej pobudzę
  6. szczudel

    Jaką grę wybrać?

    Ja mojemu, niespełna 7 latkowi, odpaliłem Ratcheta (PS4), i trochę go zjadło przełączanie broni (nie wspominając o kamerze). 4for1 na PS3 łykną za to bez popitki, w Załogę Q jako partner do co-opa już spokojnie sam grał (z tydzień temu).
  7. szczudel

    Jaką grę wybrać?

    Knack (coop), Teraway (hajpuj go podczas gry, sćiągaj i składaj to czemu zrobi w grze zdjęcie) albo gry gdzie będziesz musiał tłumaczyć i pomagać z menusami: Kingdom Hearts 3 i World of Final Fantasy. Tylko KH3 wymaga operowania kamerą. W reszcie dziecko się koncentruje na bardziej na grze.
  8. Z tym jechaniem po Nomurze to słabo wyszło. Liczyłem na jakieś konkrety, bomby prawdy a to w sumie tyczyło się jakigoś drobnego epizodu Malificent, która po połowie KH2 nikogo już nie obchodzi. Co do KH3 i oceny: 7 czy 9 co to za różnica? Gra wpada do worka "dobre". Szczególnie, że chyba 1/3 tekstu narzekała na pozycję i jednak było wspomniane, że fani najbardziej ją docenią. W sumie można obiektywnie powiedzieć, ze zawyżają w PSX trochę oceny, ale robią to konsekwentnie. Jak inaczej Graphic Novel: Persona 5, nazwyać JRPGiem i dać 9, jak tam gameplayu jest tyle co kot napłakał.
  9. Możliwe, ze tak jest. Sam robiłem combo i z reguły każdy przeciwnik padał po jednym (poza ostatecznym Bossem i Asurą - tych młóciłem Artsami). NAwet jak mi oddał, to leczyłem się i cisnąłem następnego, w przypadku bossów czasem obniżałem RISK. Przed wyjściem z każdej lokacji musiałem czekać aż mi RISK spadnie do 0. Może faktycznie nie grałem optymalnie, ale gra poza Dark Dungeonem i Death (w okolicach najlepszej kuźni) nie sprawiała mi problemów. Warto sobie na kukle przygotować taki set chainów który gładko się combi. Pamiętam, że dwa typy ciosów były płynne, a jeden (coś jak poderźnięcie gardła) wytrącał z rytmu i był problematyczny. No i jeszcze trzeba koniecznie sprawdzać stan zużycia broni. Pewne stopy sa dużo gorsze niż inne, i ten oręż najlepiej jak najszybciej przekuć. Kuźnia to kuźnia. Można na chybił trafił próbować co da lepszy efekt, albo skoncentrować się na poszukiwanej broni. Przy pierwszym podejściu do gry, można sobie na spokojnie próbować na własną rękę i podbijać statsy przeciwk kolejnym przeciwnikom. W kolejnych podrasujesz arsenał. W drugim przypadku wiesz, że miecz A+B da upragnione D. Niestety masz tylko miecz B. Zaglądasz więc w tabelę i dowiadujesz się, że miecz A da połączenie Sztyleta A i Kuszy A. I tak właśnie się ta gra kręci. W sumie to już sztuka dla sztuki, bo po 2-gim przejściu masz tak statsy dopalone, że te najlepsze bronie to już kosmetyka. Można powiedzieć, że kuźnia to post game'owa mini gra.
  10. szczudel

    Platinum Club

    #66 Ratchet & Clank (2016). Ta gra to istna bajka. W przenośni i dosłownie. Pozycja absolutnie obowiązkowa dla każdego posiadacza PS4 - i nie jest to żadne wyolbrzymienie. Nie wiem czy na tej generacji, grałem w grę, która by mnie bardziej odprężała niż przygody sympatycznego Lombaxa. Można się prężyć, spinać, pompować w żyły naszego hobby błękitną krew, ale taka gra jak Ratchet jest kwintesencją funu z gry na konsoli. Człowiek sobie siedzi wygodnie przed TV, uśmiecha się na coraz to nowe bronie, parska śmiechem na rzucane w hurtowych ilościach żarty Quarkia i podziwia fenomenalnie wykreowany świat. Aż ciężko mi uwierzyć, że ten remake, był moim pierwszym kontaktem ze Ratchetem (nie licząc 4for1). Do tego stopnia gra mnie w konwencji rozkochała, że po przejściu, pierwsze co zrobiłem to zacząłem szukać starszych gier z serii. O trofeach nie ma co za dużo pisać bo w temacie chyba połowa piszących wbiła platynę. Trudność, nie taka znowu niska, bo jest trofik, który można łatwo przeoczyć a nie zlicza się pomiędzy przejściami (Groovitron), a time attacki to nie znowu taka bułka z masłem. Podlewając to sosem grindu (który jest znakiem rozpoznawczym platyn w Ratchetach) każdej broni robi się z tego takie 3-4/10. To moja 3cia Ratchetowa platyna, ale pierwsza nie w spinn-offie. Praktycznie od razu zabieram się za platynowanie Nexusa, któremu najbliżej do gameplayowej płynności remake'u. Po nim pewnie się zmuszę, aby wrócić do Xenblade Chronicles 2, aby trochę odpocząć przed Crack In Time, którego zdobyłem na ostatniej promocji. Liczę, że na 20lecie serii wydadzą jakąś nową odsłonę - a to już za 3 lata. Ta seria nie może zgasnąć. Mniejsza o to, że było już dużo odłson. Ten remake pokazuje, że konwencja Ratcheta ma sens i się nie przeterminowała.
  11. Coś całkowicie nie zrozumiałeś sytemu, a żadnego tutoriala nie znam. Ta gra jest z czasów gdy nie było tutoriali na YT Jak robisz Chaina, to po pewnym momencie, nawet pomimo pełnego RISK i tak obrażenia rosną. Więc, jeśli potrafisz robić chainy po 20-30, to nie ma znaczenia czym walisz. Ja miałem każdą broń na inny typ potwora. Tym czy był blunt, piercing czy ten 3 się nie przejmowałem. Pamiętam, że miałem dwuręczny dopakowany miecz Smokobójca i nim każdego smoka trzepałem. Taki jest dokładnie Vagrant jak piszesz. Siedzisz w menusach, w kuźni spędzasz kilkadziesiąt godzin (swego czasu miałem tabele z Player Station Plus, które pomagały wykuwać nowsze przedmioty, bez tego kuźnia to niekończące się próby na chybił trafił i podglądanie statystyk) a i tak nie masz wszystkiego co najlepsze, bo Damascusowe bronie się wykuwa bardzo ciężko. Gra nie zmieni swego oblicza. JEśli chcesz w nią wsiąknąć musisz się zaprzeć. Kiedyś to przynajmniej grafa powalała. Ja ją ubóstwiam, mam praktycznie perfekcyjny save z PSXa, ale aż bałbym się go odpalić. Cały mój styl grania polegał na chainowaniu przy pełnym RISK, teraz by mnie gra zjadła. z drugiej strony im dłużej grasz tym bardziej statsy rosną i jest coraz łatwiej.
  12. szczudel

    Trofea

    #65 R&C Załoga Q. Pękła platyna. Refleksje na temat samej gry umieściłem w temacie, tutaj skoncentruje się tylko na trofeach. Warto sobie spojrzeć przed grą na listę trofeów, bo można sobie z 1 czy 2 godziny oszczędzić w end game. Onlineowych trofeów są 3, ale tylko jedno wymaga żywego przeciwnika (gra rankingowa), biorąc pod uwagę słaby gameplay PvP, jest to doskonała wiadomość. Najbardziej zirytuje każdego Iron Madman, a to dlatego, że nie ma licznika przebytych dystansów i trzeba na siłę biegać aż trofeum nie wskoczy. Poza tym, nie ma nic co by wymagało małpiej zręczności. Teoretycznie największym wyzwaniem powinno być pobicie 3 time attacków Insomaniaków, jednak, jako, że można bić te czasy w co-opie nie stanowią one, żadnego problemu. Btw - nie trzeba zbierać złotych śrubek do platyny i nic one nie odblokowywują poza skórkami do PvP, więc polecam skoncentrować się na trybie story a nie szłajać się po mapie w poszukiwaniu nieistotnych znajdziek. Można tak dodatkowe 1,2 godziny oszczędzić. Trudność 2/10. Jeżeli nie mamy nikogo kto mógłby nam pomóc z Time Attackiem to może jakieś 3-4/10. W tym miejscu jednak wtrącę, że tą grę trzeba wręcz grać w co-opie, bo w nim jej największa siła.
  13. Jeszcze jest. Serwery puste, więc nie zdziwie się jakby przy następnym czyszczeniu zamkną.
  14. Zdybałem jakiegoś łowcę trofeów na ps3t.org i udało się nam zdobyć online trofea zanim zamknęli serwery. Także prędzej czy później wpadnie w tym platynka. Sama gra różni się znacznie pomiędzy trybem fabularnym a online. W fabule, która ma tylko 5 misji i można w niej grać w co-opie, normalnie levelujemy giwery i czuć, że to pełnoprawny Ratchet, nawet jeśli trzeba bronić bazę i zasuwać po planszy jak poparzony. Bronie levelują się, zwiększając swoją moc, także każda kolejna misja jest coraz przyjemniejsza. Z niecierpliwością czeka się na wyższy poziom broni czy odkrywan nowe pukawki. Gramy z żoną na split screenie i się doskonale bawimy. Żona chyba wreszcie złapała jak się operuje prawym drążkiem kamerą i idzie nam świetnie. Gravitrony, Dopplebangery czy Wieże Pogodowe pozwalają na taktyczną grę (robią robotę, gdy nie ma nas w okolicy, wiec możemy zapuszczać się w teren) a nie ślepe parcie do przodu jak w innych Ratchetach więc jest to zdecydowanie powiew świeżości względem typowego dla serii gameplay'u. Ogromna szkoda, że gra jest tak strasznie krótka. Na dobrą sprawę mamy 3 mapy bo jedna ma wariacje pogodowe. Tryb bronienia bazy z towarzyszką jest tak świetny, że powinien trafić do następnego Ratcheta jako tryb online. Suma summarum "4 for 1" na rodzinne granie nadaje się świetnie, pewnie nawet lepiej, ale emocje większe są zdecydowanie w co-opie w "Załodze Q". No i kilka słów o online. Dość powiedzieć, że ten tryb najprawdopodobniej pogrzebał tą grę. Przejście z trybu story jest jak wyjście z nadświetlnej bez efektu masy. Wszystkie nasze giwery, które w trybie opowieści robiły nieprzeciętną pożogę są maksymalnie osłabione. Aż grać się odechciewa. Może nie doszukałem się w opcjach, jak to zmienić, ale złe wrażenie pozostaje - grało się ślamazarnie i mało ekscytująco i to pomimo przejścia w tryb PvP, który powinien dostarczać więcej emocji. Brak wzmacniania broni całkowicie rujnuje klimat znany z gier o Lombaxie. W obecnej formule, nie można było po prostu wzmocnić broni aby poprawić ten aspekt. Trzeba by przemodelować założenia zabawy, no ale na to już za późno. Podsumowując, to co wartościowe w Załodze Q z trudem starcza na samodzielną grę. Po latach i za kilkanaście złotych to nie jest duży problem i warto po nią sięgnąć jeśli się lubi Zurkona czy siać pożogę z Pana Wojny, jednak w dniu premiery, nie można było grze za braki w zawartości nie odjąć punktów. Mamy tutaj do czynienia z bardzo krótką grą, którą aby docenić trzeba mieć możliwość zagrania z jakimś znajomym i niekoniecznie na kanapie. Być może twórcy się przeliczyli co do online? Czas premiery to był chyba własnie ten okres gdy developerzy odkrywali czym jest rozgrywka online w formacie gry usługi. Może gdyby gra się sprzedała dostalibyśmy jakieś DLC z CO-OPowymi misjami? Tego się już jednak nie dowiemy. PS: Kolosalny szacun dla Sony, że trzyma serwery dalej online. Nie można tego powiedzieć o LBP KArting, które z synem scalakowaliśmy w trybie story, ale przez brak online nigdy nie splatynujemy.
  15. Z szacunkiem prosze do Labo. Dla mnie jak na razie killer app switcha, którego Lite Nie pociągnie. Kupujesz pomysł, a nie kartony. Swoją drogą ja dałem 150
×
×
  • Create New...

Important Information

25 maja 2018 roku zacznie obowiązywać w Polsce Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako "RODO", "ORODO", "GDPR" lub "Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych"). W związku z tym prosimy o zapoznanie się ze zaktualizowaną Polityką prywatności Privacy Policy.