Jump to content

szczudel

Użytkownicy
  • Content Count

    907
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by szczudel

  1. Vega się w onecie promował, ze będzie kontrowersja, przeważy szalę wyborów, a to wygląda jak jeden wielki, długi i naprawdę śmieszny kabaret. Oglądnę pośmieję się, ale nie wygląda to na coś co ma na cokolwiek wpłynąć, nie jeśli będzie miało formę komedii. Ucho Prezesa the Movie.
  2. Skończyłem. Miała być gra generacji. Nie jest. Nawet JRPG generacji i nawet jeśli nim jest, to bardziej poprzedniej, i moim zdaniem nie ma ten gatunek, w formie prezentowanej przez XC2, świetlanej przyszłości przed sobą. Na szczęście nie można grze zarzucić, że jest wypaczona jak Persona 5 - zawartość gry w grze jest na akceptowalnym poziomie. Dla mnie osobiście takie 8-8.5/10. Dlatego, że: Voice acting zabił klimat tej gry. Nie da się się nie wlepić za to minusa. Nie wiem czy japońce uważają, że brytyjski akcent nadaje grze wykwintności, czy też sprawia, że setting wydaje się anglojęzycznym graczom bardziej unikalny. Bolały mnie uszy za każdym razem gdy protagonista się odzywał. A to gigantyczne osiągnięcie. Niektóre postacie się udały. Jednak jeśli ktoś mnie zapyta o najgorszy dubing w grze to bez wątpienia wymienię XC2. Noppony. Rozumiem japońszczyznę, ale za dużo tego było, szczególnie w pierwszej połowie przygody. Jak tylko mogłem wywalić Torę ze składu to to zrobiłem i jako, ze w fabule pod koniec gry nie gra istotnej roli, byłem to jakoś w stanie grę dokończyć. Jednak na listę się wpisuje. Monolith nie umie robić najwyraźniej maskotek swojej serii. Game design lokacji. Początek jest bajeczny. Dopieszczony, klimatyczny. A pod koniec gry biega się po ogromnych i gigantycznych lokacjach, które sprawiają wrażenie generowanych procedur-alnie, na wzmocnionym PS3: nie uświadcza się żadnych ciekawszych brył czy architektury. Czasem pojawi się jakiś fajny widok na horyzoncie, ale to wszystko. Developerzy, ewidentnie oszukali graczy dopieszczając Gormott, do granic wydajności Switcha, a resztę gry robiąc po łebkach. Shoenowość. Ewidentnie to gra dla niewyżytych nastolatków. Na zmianę żygałem tekstami Rexa o potędze przyjaźni, a potem z politowaniem oglądałem grę napakowana żeńskimi Bladeami, które mają być wachlarzem Waifu-s i Furryies dla każdego napalonego nastolatka. Najbardziej bawiły mnie cycki Pyry i Mythry. Tak sobie to zaprojektowali, że nieśmiała i skromna Pyra, gdy chce odgrywać swoją rolę, to składa ręce na piersi. Wszystko fajnie, ale w każdym ujęciu nie będącym "od przodu" wygląda karykaturalnie bo wygląda jakby obejmowała piłkę od koszykówki - ledwo jest w stanie zapleść te dłonie Fabuła, o ile dobrze i klimatycznie się poskładała, to ciągnęła się pod koniec i była strasznie przewidywalna. Nie potrafiła wzbudzić, żadnych uczuć, poza ekscytacją scenami akcji. Scenka 20 minut, podejście do drzwi (5 sek) 20 minut scenka i tak autentycznie godzinami - tak wyglądała końcówka i końcówki rozdziałów. Po co ta sekwencja z podejściem do drzwi itp? Jak już robią filmową grę to niech będzie co jakiś czas ściemnienie ekranu i save, a nie takie idiotyczne zabiegi. MGS4 dostawał bury za takie sekwencje filmików, a tu jest tego jeszcze więcej. Pewnie by się jeszcze sporo minusów znalazło, jednak cało kształtnie gra wychodzi na plus. Szczególnie dla nastolatków, którzy mogą tu znaleźć, dosłownie setki godzin zawartości do odkrycia i mają czas aby się w grze zanużyć. Masterowanie każdego Blade'a (które nie wiem po jaką cholerę się losuje, zamiast po ludzku zdobywać) to zbiór mini questów. Od ubicia jakiegoś potwora, zrobienie fetch questa, czy wykonanie innego małego zadania. Gdybym grał w Xenoblade Chronicles 2 w liceum to pewnie przez bity rok miałbym co robić i nieźle bym się bawił. A tą całą cyckowatość chłonąłbym jak gąbka wodę i broniłbym gry gołą piersią jako najlepszej rzeczy pod słońcem. Po XC2 mam trochę jak po Pacific Rim: stwierdzam, ze gdybym doświadczył pozycji z 16-17 lat temu stałbym się z miejsca wyznawcą. A tak, dostałem zdecydowanie wyróżniającego się staroszkolnością (w pozytywnym tego słowa znaczeniu) JRPG, który w moje gusta po prostu nie trafił. Możliwe, że po prostu rozeszły mi się drogi z klasycznymi japńskimi RPGami i oczekuje poważniejszej fabuły i postaci, takich z którymi mogę się identyfikować a nie tylko biernie i bez emocji śledzić ich losy. Najlepszym podsumowaniem mojego stosunku do gry niech będzie to, że nie zamierzam grać w samodzielne rozszerzenie: Tornę, chociaż sama organizacja i Jin to najlepiej zarysowane w grze postacie. Jeden aspekt gry jest za to bezdyskusyjnie genialny : muzyka. Istne mistrzostwo. Nie słyszałem tak dobrych kawałków w JRPG od PSXa.
  3. szczudel

    PES vs FIFA

    Człowiek od razu czuje, że to nie będzie jedna z tych gównianych gimbo opowieści, ale porządna szkolna historia dla roczników sprzed '86
  4. szczudel

    Evangelion

    Właśnie też się na Mangę napaliłem. Kupowałem gdy były po 2 roździały w formacie B5, ale skończyłem na odcinku z 4 Evą. Manga jest spokojniejsza, można się zastanowić, pokontemplować. Widziałem, że cała seria w znośnej cenie jest. Końcówka mangi bardziej w klimacie filmu czy serialu? BTW denerwuje mnie to w mangach od JPF, że nawet jak jakiś roździał był w kolorze to oni dają czarno-szary.
  5. Po nerdgazmie w Gotmott, jakość miejscówek idzie stale w dół. System walki też nie jest jakiś wyjątkowy. Dobrze, że kolega mi zasugerował easy (50% hp u przeciwników) bo umarłbym musząc poświęcić 2x tyle czasu na walki. Za to ilość rzeczy do zrobienia powala. Powiem szczerze kibicuje Tornie, a nigdy nie stawałem za Antagonistami. Ale przy takim siuśmoku jak Rex czy Pyra nie dziwota, że ciągnie mnie do bardziej wyrazistych postaci. Dobrze, że jest Zeke (gdy nie błaznuje), Dromarch, Mythra i Morgag(d?) bo byłaby to najgorsza ekipa Jrpg ever. (pipi) jak nawiedzony fanboj chrono. Ciekawe czy tak się zachwycałeś FF13 gdy były te wszystkie L'cie, Fal'cie i Cieth. I chciałbym zobaczyć jak to aktywnie oglądasz filmiki - rzucasz się po kanapie, bijesz po twarzy gdy Rex dostaje ciosy? Emocji w tej grze za grosz. Ginie pierwszoplanowa postać i nawet człowiek nie zauważa, albo go od razu wskrzeszaja. Co druga postać okazuje się bladem i mam się czuć porwany fabułą? Gra to gameplayowy kolos jednak już w 6 roździale strasznie czuć wtórność, która doskwiera coraz bardziej bo sceneria już nie zachwyca jak na początku. Gdzieś w tym wątku czytałem, że ktoś w okolicach 67lvl kończył fabułę. Dobije do tego etapu i zasprintuje wątek główny, tak aby sobie dobre wrażenie po grze zostawić. @funditto dla samej Torny warto grać. Ta ekipa dorównuje charyzmą Sephirotowi jeśli chodzi o przeciwników. Nieważne jak gra się potoczy, Torna jest jej najjaśniejszym punktem. Czeka się na kolejne potyczki i od początku czuć, że trzęsą tą krainą. Zgaduje, że Architekt wyskoczy jak z kapelusza jako główny zły, a Torna okażą się szlachetnymi rewolucjonistami. Trudno, tak się robi dzisiaj gry - musi być twist.
  6. Banialuki to te całe Pony i ich robo-pokojówki. Jakby przysiedli nad fabułą to może byłyby jakieś ciekawsze momenty niż anime-jatka na końcach roździału. Fabuła jakości Tales of Xilla, nic więcej.
  7. Wróciłem do gry. Kurcze fajne są te scenki na koniec/początek rozdziału. Kiedy człowiek już się zaczyna przy grze nudzić wchodzi taka pół godzinna scenka i podkręca tempo. Z gamedesignerskiego punktu widzenia dno absolutne, ale w sumie działa jako przytrzymywanie przy konsoli. Jedyne co mnie coraz bardziej zaczyna irytować to koncept Blade'ów. Co chwilę się ktoś okazuje Bladem kiedy wpajają co krok człowiekowi, że jednak musi być taki w parze z człowiekiem. Niespójne to wyjątkowo. Pewnie na koniec poskładają co nieco do kupy, ale niesmak narasta. Mogli to inaczej wymyślić. Jako jakąś obcą rasę, która pasożytuje na człowieku czy coś.
  8. szczudel

    Evangelion

    No nie wiem. Nie łatwiej zrozumieć ten psychologiczny wydźwięk ostatnich epizodów po tym gdy wie co się naprawde dzieje? To trochę ja z czytaniem streszczenia jakiegoś wiersza. Możesz najpierw przeczytać wiersz, a potem to o czym on był. Ale możesz, jak np czytałem Wesele, najpierw czytać streszczenie, a potem roździał. Wtedy wyłapujesz smaczki i odniesienia.
  9. Dowolna recenzja w necie zjedzie Shafta za niskich lotów humor, homofobię lub seksizm. I własnie dlatego warto ten film oglądnąć.Wystarczy przescrollować recenzję i zoabczyć komentarze - pratycznie nikt się z tym lewackim bełkotem nie zgadza. Mało rzeczy ma w dupie coś tak głęboko jak nowy Shaft polityczną poprawność. PRzez to jest świeży jak cholera, bo nie udaje tuby propagandowej (w rzeczywistości poszerzając maksymalnie grono odbiorców) jak praktycznie cała kinematografia teraz. Przeraźliwa jest rozbieżność "krytyków" i widzów w ocenie filmu. Spójrzcie na metacritic czy rotten tomatoes. Ale to chyba znak naszych czasów. Komuś się nie spodobał Shaft i sygnał poszedł w swiat, że trzeba uwalić. Mi się szczególnie dobrze oglądało, bo SLJ traktuje syna jakby miał 10-12 lat a jednak mówi mu o kobietach i życiu w tak wypaczony sposób, że można ryczeć ze śmiechu : It's your duty to please that booty!!! PS: Nie dajcie się zwieść trailerowi. 80% muzyki w filmie to hiphop a nie funk. Trailer jest dzięki muzie wystrzałowy, ale sam film zwalnia przez ten hiphop. Swoją droga ciekawe, że autor popełnił doobry tekst o tym dlaczego nowy Peter Parker to cienias (https://www.spidersweb.pl/rozrywka/2019/07/16/spider-man-problem-z-postacia-mcu/) a tu tak nieumiejętnie określił czym Shaft jest a czym nie jest.
  10. Możemy spróbować. Dodaj mnie do listy znajomych a spróbuję Cię zaprosić. Nie wiem co prawda jak to dział z Uplay na konsolach, ale nie zaszkodzi spróbować.
  11. Pisali, że jak ktos był poprzednim razem to teraz być nie może.
  12. Ktoś jeszcze zamierza brać udział w weekendowych testach? Skoro testujemy online to lepiej mieć z kim grać.
  13. szczudel

    Evangelion

    A jesteś pewien, ze nie lepiej ostatnie dwa odcinki NGE oglądnąc jednak po End of Evangelion? Łatwiej będzie zrozumieć co się w nich dzieje.
  14. Najnowszy Shaft na Netflixie. Śmiałem się do rozpuku. SLJ w szczytowej formie: M-fucki latają na lewo i prawo. Za nic sobie ma polityczną poprawność, aż cięzko uwierzyć że Netflixowi coś takiego przeszło przez gardło. Zdecydowanie warto i to nawet pomimo skopanego hiphopem soundtracku (a mógł być cały czas funk).
  15. Jak postanowiłem, tak zrobiłem. Informacje o porównaniu CiT z nowszymi częściami będą przydatne tylko dla tych, którzy jak ja zaczynali przygode z Lombaxem od “dupy strony”, czyliod końca, tj Remaku z 2016 szukając „więcej tego samego”. Może i CiT w okolicach premiery elegancko śmigał i w przypadku braku porównania do nowszych i płynniejszych części nie raził, jednak teraz ewidentnie gameplayowo odstaje od nowszych gier. Klimat podrózy przez galaktykę i neonowo-futurystyczny design jest ok, tutaj nie można mówić o oblaniu próby czasu, jednak gameplay skutecznie uprzykrza mi grę. Najwazniejszą zmianą (o ile można tak mówić o poprzedniczce) na minus jest niedziałające celowanie. Naciskając L1 kamera przybliża się do ramion Lombaxa tak, że sam Lombax zasłania z ¼ ekranu. Teoretycznie jest jakaś mechanikia Strafe’u pod L2, ale niewiele mi ona pomaga. Efekt jest taki, że robię co mogę aby nie celować w ten sposób, przez co mam problemy z granatami lub na małych planetach o bardzo bliskiej lini horyzontu. Jest to pierwszy Ratchet w którym źle mi się strzela i ten element gry nie sprawia mi przyjemności. Kolejnym uproszczeniem które strasznie irytuje jest „skokowa” praca kamery w poziomie podczas eksloracji. Mam wrażenie, że jest 8 ułożeń horyzontalnych kamery i obrót drązka nie powoduje jej obrotu , ale własnie przeskok do kolejnej. Powoduje to nieprzyjemne uczucie zgrzytu w najbardziej podstawowej akcji, która powinna być płynna. Zbierając to do kupy, gdyby nie toporne sterowanie bawiłbym się zapewne świetnie, porównywalnie do Nexusa. Trochę szkoda, że nie znalazłem w CiT tej magii, która oczarowały mnie nowsze cześci. Jednak tym bardziej jestem pełen podziwu, że po CiT seria tak bardzo rozwinęła się materii płynności rozzgrywki i funu który z niej płynie. Platyny nawet nie będe próbował atakować.
  16. szczudel

    Platinum Club

    Skąd różnica między wersjami?
  17. Dokładnie jak napisaleś. Grę można po prostu przejść bez doktoryzowania się w tym co i dlaczego bo i tak nikt nie dojfzie dlaczego atak zadaje 30 a nie 33 HP Air-Phantomowi. Niestety ratio menu/gameplay nie jest przyjazny, ale tak VS jako gra z innej ma i trzeba się z tym pogodzić.
  18. szczudel

    Jaką grę wybrać?

    Knack jest o tyle spoko w co-opie, że: -kamera jest statyczna, więcekran nie jest podzielony. -tylko zgony pierwszego gracza wpływaja na grę. 2-gi może ginąćdo woli. Wiele razy gralismy na zasadzie "synek idź ich roztrzaskaj, bo ja mam mało życia". A ten z bananem na ustach niczym w filmie Edge of Tommorow, biegł i powoli ich punktował. Śmiechu było co niemiara.
  19. @Kmiot Oglądnąłem i jest prawie wszystko co trzeba wiedzieć. Z doświadczenia pamiętam, że tak naprawdę warto się tylko koncentrować na Class jeśli chcemy rozwijać broń. Każdy rodzaj oręża jest z reguły lepszy w jakimś typie. Młoty są Blunt, włócznie Piercing, a miecze i sztylety Edged. Warto się upewnić w encyklopedii (albo online), na która klasę są podatni przeciwnicy zanim zaczniemy budować na nich oręż. Innymi słowy nie ma sensu robić Młota Smokobójcy bo na dzien dobry będziemy tracić na fakcie, że młot jest Blunt. Lepiej wziąć włócznie, albo znaleźć dobry dwuręczny miecz i w niego inwestować czas. Czasem może nie być wyboru: np Ludzie są tak zróżnicowani, że lepiej wybrać coś co nam leży i tym tłuc. Ja chyba na ludzi miałem wielki Młot (działał na Minotaura) i dopiero potem go przekłułem w miecz. Jeśli chodzi o Affinity, to uzyskuje się ją raczej kryształami i przydaje się głównie w walce z Jinami Żywiołów (tuż przed zakońćzeniem). Normalnie jak walimy np smoki, to co kilka uderzeń w lewym dolnym rogu pojawia się nam np napis Dragon+1 Air +1 Zazwyczaj przeciwstawny typ dostaje minusa, dlatego nie warto robić broni do wszystkiego (pomimo, że są takie poradniki - taki oręż będzie w trakcie walk i tak się specjalizował). A Affinity broni będzie samo roslo w kierunku który potrzebujemy. Posiadać najlepiej po jednym orężu na każdą z Klas przeciwnika. Na bestie najlepsza jest kusza, bo cholery sa szybkie jak nieszczeście (nietopeże, jaszczurki itp). Jeśli na prawde jakiś przeciwnik nas przyprze do muru, to należy tak zrobić broń aby była dobra na każdą słabość rozpoczynając od Typu (Piercing, Blunt, Edged) a pozostałe statystyki podrasować klejnotami, akcesoriami. No i tak się w to gra: cierpliwie. Wpadasz np do Murów, widzisz smoki, wchodzisz do menu i wyciągasz Smokobójcę. Przechodzisz na dziedziniec, sa rycerze, wchodzisz do menu, wyciągasz Rapier i Tarczę, wchodzisz do podziemi, są nieumarli ... chyba łapiesz. Każda taka zmiana podbija statsy broni, a więc i jej przydatność w walce z konkretną klasa przeciwnika. Chyba wszystko. Napaliłem się na to VS. Nie wykluczone, że sobie na PS2 odpalę mój wypieszczony SP i przebiegnę w pośpiechu fabułę
  20. Dwa wieczory zajęło mi pokonanie Trybu wyzwań na poziomie trudności Legenda. Powiem szczerze, bez wstępnie dopakowanych pukawek i pancerzy z pierwszego przejścia to ja nie widzę takiego grania Na szczęście zagrałem jak, zdaje się, twórcy to przewidzieli i bawiłem się doskonale. Sama gra to przepiękne pożegnanie Insomaniac ze swoja serią, będące epilogiem dla wszystkich odsłon przygód Lombaxa i małego robota. Nie dane było mi grać w większość pozycji, jednak nawet ja (grałem w R&C remake, 4for1, Załogę Q i Quest for Booty) czułem unoszącą się w powietrzu nostalgię wchodząc do muzeum na Igliak. Klimat w grze skręcił w bardzo mroczną stronę. Jest to zdecydowanie najmroczniejszy Ratchet w jakiego grałem. Śmierć, depresja, strach - te motywy pojawiły się podczas grania w pozycję. Stanowi to całkowite przeciwieństwo tego do czego przyzwyczaiły mnie inne odsłony, a mimo to gra mi się w niego doskonale. Ciarki człowieka przechodziły odwiedzając opustoszały sierociniec, a uczucie niepokoju pojawiało się przemierzając opustoszałą i opętaną futurystyczną metropolię. Mało? To może warto wspomnieć, że początek gry rozgrywa się w kosmosie w otoczeniu szczątków statku, a gameplay przypomina bezgrawitacyjne harce Isaaca na Ishimurze. Gra jest krótka, ale klimat z niej dosłownie tryska. Nie można nie wspomnieć o grafice pisząc o klimacie. Generalnie gry z PS3 przyzwyczaiły mnie do recyclingu obiektów i tekstur. Człowiek gra i co chwilę łapie się na tym, że widział gdzieś ten plakat, szyld czy samochód. Nie wiem jak udało się uzyskać ten efekt w NExusie (bo jak to się udało w Remaku z Ps4 to rozumiem ), ale poczciwa PS3 została chyba wyciśnięta do granic możliwości aby uzyskać osiągnięty efekt. Grając miałem wrażenie, że wszystko w tej grze jest unikalne, prawdziwe: każde drzewo, rozbita witryna. Oczywiście w granicach rozsądku: parawany, blokady, tekstury ścian i wrogowie powtarzają się, ale kępy chwastów czy drzewa wyglądają jakby naprawdę wyrosły a nie były zagęszczaczem stworzonym z szablonu dorzuconym na siłę. Nie każdy świat sprawia takie wrażenie, ale zdecydowana większość Insomniac udało się stworzyć świat, który w swojej kreskówkowatości i opustoszeniu jest autentyczny. Ruiny miasta sprawiają wrażenie autentycznych ruin, czuć, że było tu kiedyś miasto, w którym żyli kosmici, ale coś strasznego się stało i się wyludniło, a gracz zastanawia się co to było. Reasumując gra jak na mozliwości Ps3 jest obłędna. To nie realizm Uncharted 3, ale neonowy futuryzm a'la Ratchet & Clank! Rozgrywce, pod względem płynności, jest zdecydowanie bliżej do tego co mieliśmy w Remake'u z PS4 niż temu co było w Quest For Booty (i patrząc po filmikach - w Crack in Time), zdaje się, że jest to podrasowany silnik z Załogi Q, a musicie wiedzieć, że tam sterowanie było bardzo płynne. W skrócie, jest to najpłynniejszy i najprzyjemniejszy Ratchet jakiego grałem na PS3, który ustępuje tylko temu Remake'owi. Strzelanie nas raczej nie znudzi, bo o ile jest go dużo to różnorodności jest jeszcze więcej: wiry grawitacyjne, wspomniane zabawy z magneso-butami, Jet-Pack, odrzutowe buty, mini gierki Clanka. Co chwilę gra nas raczy czymś co przerywa monotonnie ciągłego strzelania. Podsumowując. Nexus jest kapitalny! Chwała i nieśmiertelność Insomaniac za ich opowieści o Lombaxie i wadliwym robociku. Pomimo mroczniejszego klimatu, człowiek i tak bawi się doskonale: pociski,rakity, ostrza, i co tam tylko chcecie, latają, wrogowie padają, śrubki się sypią a Pan Zurkon stwierdza, ze nabrał ochoty na panią Zurkon (teraz lata koło nas cała Rodzina, sypiąc tekstami na lewo i prawo) - jednym zdaniem: "Ratchet jakiego znamy i kochamy". Jeszcze pewnie jeden/dwa wieczory na platynę i przechodzę do Crack in Time. Jestem szczęśliwy, że kiedyś moje chłopaki zagrają w tak fantastyczne action (ale bardziej) adventure jak Ratchety. Może trochę za późno odkryłem serię, ale cholernie się cieszę, że istnieje i sprawia tyle frajdy. Fun Fact: Powinno dać się w tej grze wyłączyc wibracje Jak się strzela z Rhyno to tak pad wibruje, ze aż chce wypaść z dłoni. Trzeba go mocniej trzymać. A wszystkie guziki aż trzęsą się. Z jednej strony śmieszny zabieg, z drugiej, w walkach na arenie bałem się, że dzieci piętro wyżej pobudzę
  21. szczudel

    Jaką grę wybrać?

    Ja mojemu, niespełna 7 latkowi, odpaliłem Ratcheta (PS4), i trochę go zjadło przełączanie broni (nie wspominając o kamerze). 4for1 na PS3 łykną za to bez popitki, w Załogę Q jako partner do co-opa już spokojnie sam grał (z tydzień temu).
  22. szczudel

    Jaką grę wybrać?

    Knack (coop), Teraway (hajpuj go podczas gry, sćiągaj i składaj to czemu zrobi w grze zdjęcie) albo gry gdzie będziesz musiał tłumaczyć i pomagać z menusami: Kingdom Hearts 3 i World of Final Fantasy. Tylko KH3 wymaga operowania kamerą. W reszcie dziecko się koncentruje na bardziej na grze.
  23. Z tym jechaniem po Nomurze to słabo wyszło. Liczyłem na jakieś konkrety, bomby prawdy a to w sumie tyczyło się jakigoś drobnego epizodu Malificent, która po połowie KH2 nikogo już nie obchodzi. Co do KH3 i oceny: 7 czy 9 co to za różnica? Gra wpada do worka "dobre". Szczególnie, że chyba 1/3 tekstu narzekała na pozycję i jednak było wspomniane, że fani najbardziej ją docenią. W sumie można obiektywnie powiedzieć, ze zawyżają w PSX trochę oceny, ale robią to konsekwentnie. Jak inaczej Graphic Novel: Persona 5, nazwyać JRPGiem i dać 9, jak tam gameplayu jest tyle co kot napłakał.
  24. Możliwe, ze tak jest. Sam robiłem combo i z reguły każdy przeciwnik padał po jednym (poza ostatecznym Bossem i Asurą - tych młóciłem Artsami). NAwet jak mi oddał, to leczyłem się i cisnąłem następnego, w przypadku bossów czasem obniżałem RISK. Przed wyjściem z każdej lokacji musiałem czekać aż mi RISK spadnie do 0. Może faktycznie nie grałem optymalnie, ale gra poza Dark Dungeonem i Death (w okolicach najlepszej kuźni) nie sprawiała mi problemów. Warto sobie na kukle przygotować taki set chainów który gładko się combi. Pamiętam, że dwa typy ciosów były płynne, a jeden (coś jak poderźnięcie gardła) wytrącał z rytmu i był problematyczny. No i jeszcze trzeba koniecznie sprawdzać stan zużycia broni. Pewne stopy sa dużo gorsze niż inne, i ten oręż najlepiej jak najszybciej przekuć. Kuźnia to kuźnia. Można na chybił trafił próbować co da lepszy efekt, albo skoncentrować się na poszukiwanej broni. Przy pierwszym podejściu do gry, można sobie na spokojnie próbować na własną rękę i podbijać statsy przeciwk kolejnym przeciwnikom. W kolejnych podrasujesz arsenał. W drugim przypadku wiesz, że miecz A+B da upragnione D. Niestety masz tylko miecz B. Zaglądasz więc w tabelę i dowiadujesz się, że miecz A da połączenie Sztyleta A i Kuszy A. I tak właśnie się ta gra kręci. W sumie to już sztuka dla sztuki, bo po 2-gim przejściu masz tak statsy dopalone, że te najlepsze bronie to już kosmetyka. Można powiedzieć, że kuźnia to post game'owa mini gra.
  25. szczudel

    Platinum Club

    #66 Ratchet & Clank (2016). Ta gra to istna bajka. W przenośni i dosłownie. Pozycja absolutnie obowiązkowa dla każdego posiadacza PS4 - i nie jest to żadne wyolbrzymienie. Nie wiem czy na tej generacji, grałem w grę, która by mnie bardziej odprężała niż przygody sympatycznego Lombaxa. Można się prężyć, spinać, pompować w żyły naszego hobby błękitną krew, ale taka gra jak Ratchet jest kwintesencją funu z gry na konsoli. Człowiek sobie siedzi wygodnie przed TV, uśmiecha się na coraz to nowe bronie, parska śmiechem na rzucane w hurtowych ilościach żarty Quarkia i podziwia fenomenalnie wykreowany świat. Aż ciężko mi uwierzyć, że ten remake, był moim pierwszym kontaktem ze Ratchetem (nie licząc 4for1). Do tego stopnia gra mnie w konwencji rozkochała, że po przejściu, pierwsze co zrobiłem to zacząłem szukać starszych gier z serii. O trofeach nie ma co za dużo pisać bo w temacie chyba połowa piszących wbiła platynę. Trudność, nie taka znowu niska, bo jest trofik, który można łatwo przeoczyć a nie zlicza się pomiędzy przejściami (Groovitron), a time attacki to nie znowu taka bułka z masłem. Podlewając to sosem grindu (który jest znakiem rozpoznawczym platyn w Ratchetach) każdej broni robi się z tego takie 3-4/10. To moja 3cia Ratchetowa platyna, ale pierwsza nie w spinn-offie. Praktycznie od razu zabieram się za platynowanie Nexusa, któremu najbliżej do gameplayowej płynności remake'u. Po nim pewnie się zmuszę, aby wrócić do Xenblade Chronicles 2, aby trochę odpocząć przed Crack In Time, którego zdobyłem na ostatniej promocji. Liczę, że na 20lecie serii wydadzą jakąś nową odsłonę - a to już za 3 lata. Ta seria nie może zgasnąć. Mniejsza o to, że było już dużo odłson. Ten remake pokazuje, że konwencja Ratcheta ma sens i się nie przeterminowała.
×
×
  • Create New...

Important Information

25 maja 2018 roku zacznie obowiązywać w Polsce Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako "RODO", "ORODO", "GDPR" lub "Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych"). W związku z tym prosimy o zapoznanie się ze zaktualizowaną Polityką prywatności Privacy Policy.