Ja będę chyba jednym z tych nielicznych, którym bardziej podobało się te dwie pierwsze godziny "nudy" niż ta ostateczna walka. Prolog, wątek podróży w czasie i wynikające z tego spotkania i rozłąki, niewymuszony humor, puszczanie oczka do fanów/easter eggi, znane postacie w nowych rolach - bardzo na plus. Wiadomo, że jak się człowiek zgłębi w scenariusz to wychodzą dziury, ale kto się tym przejmuje, w końcu to popcorniak, a nie film dokumentalny.
No ale ta końcowa walka... wydaje mi się, że w IW była lepiej rozegrana. A tutaj hurr durr wrzućmy wszystkich złych, a potem nagle wyskakujących z portali tych dobrych. Ja rozumiem, że koniec końców tak to musieli zakończyć i przy okazji zrobić laskę wszystkim fanom, ale szło to ciekawiej jakoś przedstawić. I jeszcze ta scena poprzedzająca jak kapitan ameryka sam stoi przeciwko całemu złu... dobrze, że chociaż hymnu usa nie puścili
Ogólnie nie zawiodłem się, film gorszy od IW, ale tego się akurat spodziewałem.