Zabawne, bo właśnie przyszedłem przekleić tutaj swój tekst, przeczytałem posta od Kotleta schabowego i aż prychnąłem jak bardzo jego odczucia na temat wywiadu z Lipińskim pokrywają się z moimi. Wiem, że Łukaszowi zdarza się tutaj zajrzeć i pewnie mięknę na starość, bo nie chcę, żeby było mu przykro, ale chyba sam musi przyznać, że ta rozmowa nosiła znamiona lekkiej desperacji. Tymczasem kolejny numer za nami, kolejne przed nami, więc bez większych ceregieli zapraszam do scrollowania (wszystkich) i czytania (tylko zainteresowanych). Okładka. Ładna, ze smakiem. Ale zdążyliśmy się już z grubsza przyzwyczaić, że ktoś tam z wyczuciem trzyma rękę na pulsie, podejrzewam Pereza, bo to za jego kadencji ten element magazynu znacząco zyskał. Te jebitne reklamy Crimson Desert i Screamera imponujące. Tym bardziej, że najwyraźniej istnieją jeszcze firmy, które są wykupić dwie strony w tak “przestarzałym” medium, jakim jest prasa i trochę ją tym samym wspomóc. Jako czytelnik doceniam i jednocześnie wprawia mnie to w dziwne uczucie, bo kilkadziesiąt lat temu nie podejrzewałem, że w 2026 roku będą mnie cieszyć reklamy w ulubionym czasopiśmie. A przy okazji tego Screamera od jakiegoś czasu bacznie obserwuję i jak opinie będą wystarczająco zachęcające, to pewnie osobiście go sprawdzę. Crimson Desert wziąłem na premierę, grałem już kilka godzin i póki co sam nie wiem. Trochę elementów mnie przyciąga, inne przytłaczają, gram, ale nie mam pewności ile to jeszcze potrwa. Natomiast konsekwencją pięciu stron reklam pod rząd jest to, że lekturę numeru zaczynamy w zasadzie dopiero na dziesiątej stronie, hehe. Co nowego. Aloy liderką PlayStation. Mam wrażenie, że Hermen Hulst uparł się, aby wszędzie pchać Horizona. LEGO Horizon, Horizon Hunters Gathering, Horizon Steel Frontiers - wszystko co związane dostaje zielone światło. Bardzo jest lojalny dla studia i marki, którą sam wykreował, co? 50 mln “osób zagrało w gry” serii Dying Light. Ciekawe dlaczego tak dziwnie to sformułowane, jak to liczą i dlaczego nie podają sprzedanych egzemplarzy. Poza tym jedynie przewracam oczami na wieść, że “Techland szykuje nowe atrakcje dla produkcji”. Niech oni już tę markę zostawią, bo temat się wyczerpał. Ile można mielić to samo? Do końca istnienia studia zamierzają na okrętkę robić kolejne Dying Lighty? Kreatywność tam w Techlandzie to też już żywy trup? Oprócz tego minął nam kolejny miesiąc, w którym Zabłocki utyskuje nad faktem, że Microsoft “zniszczył tożsamość Xboxa”. Tak, wiemy Maćku. Ohayo Nippon. Top 10 sprawiło, że z rozrzewnieniem przypomniałem sobie tamten okres pandemii i nadzwyczajne zjawisko w postaci Animal Crossing. Nie wiem czy twórcy mogli sobie wyobrazić lepszy moment na premierę gry. Aż chciałoby się przeczytać jakiś obszerny tekst analizujący ten fenomen. Tymczasem świeżej Pokopii całkiem nieźle idzie odtwarzanie sukcesu AC: New Horizons. Okropnie wciąga. Dobre, bo polskie. Całkiem ciekawie w tym miesiącu, choć Michał bardzo się starał zniweczyć cały wysiłek za pomocą ostatniego akapitu. Ale generalnie tyle “wyliczanki” jestem jeszcze w stanie przełknąć, bo może kogoś to rzeczywiście interesuje, a ja jestem wyrozumiałym człowiekiem. Silent Hill: Townfall. Silent Hill nowym Call of Duty branży - co roku nowa odsłona. Ale póki nie dostanę konkretnej daty, to się nie nastawiam, bo może być poślizg, choć fajnie, że twórcy wreszcie cokolwiek konkretnego pokazali. Kryzys RAMowy. Cóż, mogliśmy się spodziewać, że temat trzeba będzie pokryć i coś napisać, poanalizować. Na swój sposób traktuję to jako pewną miłą odmianę, bo zwykle cyklicznie czytaliśmy o tym “co już wiemy o nowej generacji konsol”, a teraz czytamy dlaczego jeszcze niewiele wiemy i dlaczego być może będziemy musieli na nią poczekać dłużej. Generalnie niespecjalnie mi się chciało w ten wątek zagłębiać, nie spieszy mi się do nowej generacji, obecną już mam, więc pozostaje mi tylko grać i się tym cieszyć. I ta grafika konsol z czerwonym filtrem na pół strony okropna. Druk 3D. Warto było przeczytać, aby być nieco bardziej na bieżąco w temacie. Osobiście już jakiś czas temu doszedłem do wniosku, że nie chcę się angażować w zabawę drukiem 3D, bo wiem jak to się skończy. Zacząłbym drukować dziesiątki pierdółek i szpargałów, które potem wrzuciłbym do szuflady i o nich zapomniał. Kolejna kosztowna (choć nie aż tak, jak kilka lat temu) i czasochłonna pasja nie jest mi chyba potrzebna, choć tak jak wspomniałem - dobrze wiedzieć, że technologia obecnie jest już wręcz idiotoodporna i względnie tania. W mojej ocenie laika tekst Konsolite brzmi rzeczowo i konkretnie, choć żart z Rogerem wykorzystany dwa razy za dużo. Dodatkowy plusik za duże, rzeczywiste zdjęcia. Przy okazji pochwalę się, że taką skrzynię bokoblinów udało mi się kiedyś wygrać na podcaście Pograduszki, więc one naprawdę istnieją. Miał być jeszcze Boo, ale TERAZ JUŻ NIE CHCĘ. Hyde park i Headshot. Perez. Szczęśliwej rocznicy! Tobie i nam. Adamus. Widzę, że w tym miesiącu Twoja kolej na hajpowanie albumu poświęconego RE. W ogóle nie wiem, czy bym Cię poznał na tym zdjęciu. Zax. Trzeba się domyślać o jaki serial chodzi. Nie żeby mi na tym zależało, bo opinii autora i tak nie cenię. Mazzi. Ooo, tutaj dostajemy interesujący wgląd w kulisy działania czasopisma. Ciekawe po kim ten Komodo taki niekoleżeński i pazerny na recenzje. Konsolite. Ciekawe o jaką imprezę może chodzić, ale Darek jak zwykle enigmatyczny, coś tam, coś tam, danger zone. Koso. Cóż, autor pomylił się tylko z tym, że Highguard działa. Bo właściwie już nie. Recenzje. Resident Evil: Requiem. Oof, sam nie wiem. Męczyłem się trochę z tą grą. Przechodziłem ją dwa tygodnie. Jak już odpaliłem, to grałem, ale problem w tym, że nie ciągnęło mnie do odpalania. To bardzo dobra gra, ale z racji swojej natury bardzo nierówna. Z szarpanym tempem, z niewielką ilością satysfakcjonująco rozbudowanych lokacji (końcówka to korytarze), z mało wyrazistym zakończeniem (“bad ending” dużo lepszy pod kątem emocjonalności, ale trudno oczekiwać, by okazało się kanoniczny). Do tego nieco uciążliwe skrypty (The Girl) i końcówka jakaś przyspieszona, może pocięta (znajdujemy poszerzenie ekwipunku, a za dwa pomieszczenia gra się kończy, więc nie wiem po co mi to było). Mimo wszystko długimi fragmentami gra się w to bardzo przyjemnie i zajmująco, choć zgadzam się z recenzentami, że RE9 na więcej niż 8/10 nie zasługuje. Potencjalny ukłon w stronę trylogii z PS1 mógł być znacznie głębszy. My Hero Academia. God of War: Sons of Sparta. Ta recenzja doskonale ilustruje mój problem z opiniami Majka. W całej treści ze świecą szukać zalet tytułu, na koniec określany jest on “średniakiem” i “ujmą na honorze Santa Monica Studio”, a i tak zgarnia 7/10. Dlatego też nie wierzę w oceny Majka. To recenzent, na którym trudno polegać, bo wydaje się mieć mocno zawężony wachlarz ocen i treść mówi jedno, a nota co innego. Kompletnie nic tam nie brzmi jak 7/10. Planet of Lana 2. Sprawdziłem demo. Z dystansem już podchodzę do tego typu gier, bo zdarza się, że mnie nużą, ale jednocześnie przyznaję, że czasami nachodzi mnie ochota. Rzadko, jednak nie wykluczam, bo demo przeszedłem z przyjemnością. Polecam sprawdzić w ramach uzupełnienia do recenzji Kacpra. Arknights: Endfield. I znów: darmowa gierka z recenzją na stronę? Za dużo, skoro po prostu można to samodzielnie sprawdzić. Nie żałuję Aysnelowi miejsca, ale wolałbym poczytać o grze, której nie mam okazji osobiście wygodnie i bezpłatnie sprawdzić (bo tego żadna recenzja nie zastąpi). Carmageddon: Rogue Shift. No tak, też mi się przede wszystkim rzuciła w oczy Hanna Mostowiak w Klanie. Mamy tutaj laika, a korekta śpi. Wstyd i amatorszczyzna. Albo prowokacja. Mario Tennis Fever. Piechota recenzujący sportówkę? Jak do tego doszło? Znowu przez Komodo? Yakuza 3 Kiwami. Przyjemna lektura z tej recenzji. Gierka mnie średnio grzeje, bo “nowe” Yakuzy dostajemy średnio co pół roku, więc nawet nie sposób się jakkolwiek ekscytować, albo być na bieżąco. Ale Mazzi napisał recenzję na tyle miłą i emocjonalną w treści, że czytanie jej było czynnością lekko rozkoszną. Zresztą do samego autora jeszcze a chwilę wrócę. High on Life 2. Cała strona na gierkę, której recenzentowi nawet nie chciało się ukończyć. Z jednej strony doceniam szczerość i otwarte postawienie sprawy, z drugiej wiem, że HIV profesjonalizmem nie grzeszy i nawet nie jestem zaskoczony. Mam przeczucie, że on większości recenzowanych gier nie kończy, ale też nigdy o tym nie wspomina. Aby jednak być sprawiedliwym to przyznam, że o tego rodzaju praktyki podejrzewam wielu recenzentów (i nie tylko związanych z PE). The 9th Charnel. Nie mogło zabraknąć horroru psychologicznego z perspektywy FPP. Widzę, że w tym miesiącu wyjątkowa to gratka. Star Trek: Voyager. Druga recenzja Mazziego i druga świetna lektura. Bliźniacza sytuacja do Yakuzy - nie jestem fanem Star Treka, obojętny mi jest, ale tekst przeczytałem z przyjemnością. Mazzi jakiś czas temu miał chyba jakiś gorszy okres (pamiętna wszędobylska “głębia”) i potrafił mnie swoim pisaniem nieco usypiać, ale mam wrażenie, że ostatnio odżył (może to zasługa zmiany otoczenia?) i pnie się w rankingu moich ulubionych recenzentów. Retrorecenzja. Błędna oceniaczka, bo Red Dead Revolver to nie gra z PSX-a. Poza tym ciekawy wybór, bo i gra bez wątpienia ma interesującą historię cyklu powstawania. Jednak recenzja absolutnie nie sprawiła, że nabrałem chęci na osobiste sprawdzenie tego tytułu. Już wolałbym ponownie sięgnąć po Guna (od Neversoftu). Publicystyka. Leon Kennedy: od kadeta do legendy. Dopiero co czytaliśmy o Raccoon City, teraz czytamy o Leonie, zawsze popieram takie wstrzeliwanie się tematem w premiery gry, ale tutaj mam już lekkie wrażenie przesytu. Bo o RE napisano już tyle i na każdy sposób, że w publicystyce zaczynamy trochę skrobać łyżką po dnie garnka. Rozdrabniać się. Jeśli wiecie co mam na myśli. Mam nadzieję, że teraz będzie chwila spokoju od Residenta przynajmniej na kilka miesięcy, bo każdemu się przyda. Co? Jaki album?! Ojej… W ogóle nieco zabawna sytuacja z tym Leonem, bo już po sieci krążą kompilacje grających kobiet, które nie mogą od niego oderwać oczu i się ekscytują jak on jęczy przy kręceniu korbą. I w porządku, jest fajnym bohaterem z uroczymi tekstami, sam bym go z łóżka nie wygonił, tylko gdzie się podziali ci wszyscy growi aktywiści, którzy twierdzą, że atrakcyjne bohaterki to pożywka dla spermiarzy i tak naprawdę wszyscy chcą się wcielać w brzydkie bohatrki? Ładne kobiety nie są dla graczy, bo powielają krzywdzący stereotyp, ale przystojni mężczyźni już nikomu nie przeszkadzają? Fallout. Przede wszystkim klasycznie: kim jest Kozłowski? Chłop wchodzi na imprezę, gdzie wszyscy się znają od lat, ani “cześć”, ani “jak się macie” i zaczyna coś opowiadać. Nikt go nie przedstawił, może to ktoś z policji? Kto go w ogóle wpuścił? A tak poza tym to dziwna sprawa, bo osobiście kompletnie nie czuję przyciągania do marki Fallout. Lubię postapokalipsę i wierzę, że to dobry cykl gier, ale kurde, nie chce mi się nawet go zaczynać. Dlatego też tekst Kozłowskiego kompletnie nie trafia w mój czuły punkt. W żaden punkt nie trafia. Nic nie czuję. Cyfrowi szulerzy. Jest jakaś nostalgia związana ze zjawiskiem cheatów, bo dla mnie ściśle się one łączą ze złotym wiekiem czasopism. Nawet nie jestem w stanie ocenić ile gier udało mi się przejść tylko dzięki cheatom, bo za dzieciaka pokusa była zbyt silna, a gry nie zawsze łatwe. I dlatego też cheaty w takiej formie (dla wtajemniczonych) przestały mieć rację bytu, bo gry już od dekad dostają poziomy trudności “easy”, więc po co komukolwiek jeszcze kody? Potem doszły opcje dostępowe, poziomy trudności “tylko historia” i cheaty uruchamiane poprzez naciśnięcie ON/OFF w ustawieniach. Tekst Kochańca to trochę taka sentymentalna i rozczulająca przechadzka po muzeum, ale za tymi eksponatami w gablotach to akurat niespecjalnie tęsknię. Trochę na tej samej zasadzie, co nie tęsknię za joypadami na kablu, albo brakiem miejsca na karcie pamięci. Propaganda w grach wideo. Mam wrażenie, że gdzieś już podobny temat czytałem, ale możliwe, że mam zwidy. Bo o propagandzie czyta się i widzi ją w zasadzie wszędzie. W każdym razie Buczyński w swoim żywiole i fajnie, pewnie ma fanów. Ja fanem jego doboru tematów nie jestem, ale nieustannie doceniam sprawność literacką i przystępny styl autora w procesie podawania faktów czy ciekawostek. Problem z tym tekstem mam akurat taki, że omawiane tutaj gry kompletnie nie zachęcają mnie do zapoznania się z nimi. Tło mogą mieć interesujące, ale pod kątem rozgrywki to najwyżej przeciętniaki, a umówmy się - na takie raczej szkoda czasu i fatygi. Gdyby nie propaganda, którą uskuteczniają, tydzień po premierze nikt by o nich nie pamiętał. Sztuka w grach. Trochę się na początku wzdrygnąłem, gdy w tytule zobaczyłem “sztukę”, bo od razu skojarzenie było jedno: CZY GRY TO SZTUKA? Czyli temat tak zgrany i pełny kompleksów, że nie chcę już o tym czytać. Ale potem weryfikacja autora i już się uspokoiłem, bo Adamus nigdy by mi tego nie zrobił. Moje wnioski? Jestem zadowolony, że twórcy przesadnie się tym nie zajmują i trzymają się prostoty mechanik. Gdybym chciał malować obraz, albo pisać wiersze, to bym to robił (a przynajmniej próbował). Gry są do grania, a siedzenie w jakimkolwiek kreatorze/edytorze to nie jest dla mnie szczególnie zajmujące u angażujące zajęcie. Ja nawet kreatorów postaci nie lubię. Może po prostu nie jestem kreatywną duszą i takie rzeczy wolę przeklikiwać. Ze strony twórców oczekuję kompromisów. Utrzymać prostotę i funkcjonalność dla takich jak ja, a jednocześnie pozwolić zaangażowanym osiągnąć coś więcej, niż “minimum na zaliczenie”. No i moje ulubione zdanie: Winny, nie przestaje mnie to bawić. Ostatnio w Crypt Custodian: Vanillaware. Wspaniale niekonwencjonalne studio. Trochę się obawiałem przed lekturą, że Kubica znów namówi mnie do nadrabiania jakichś zaległości, ale na szczęście okazało się, że większość tych gier już zaliczyłem. Nie czułem więc wstydu podczas lektury, że “taka perełka, a ja w nią nie grałem”. Grałem, polecam, na swój sposób wspaniałe to gry. Rozmowa z Tomkiem Lipińskim. Ajajaj. Dziatkiewicz ciągnie rozmówcę za język i wypytuje namiętnie, ale wychodzi na to, że jedyne co Lipiński miał wspólnego z flipperami, to to że czasem zagrał i widział jakieś w klubie Remont. No i nazwa zespołu nawiązuje do flipperowego tilta, ale poza tym to Lipiński nawet się tym tematem nie interesował (w wolnych chwilach wolał słuchać muzyki, niż grać). Kwintesencja tej rozmowy to pytanie o korzystanie z komputera przy tworzeniu muzyki. No i taka to właśnie rozmowa - mijająca się w wielu istotnych kwestiach. Taka wyrwana z zupełnie innego czasopisma, bo najwyraźniej nawet ja miałem więcej styczności z flipperami, niż Lipiński. Tilt to trochę takie ZX Spectrum zespołów muzycznych, a PE nie ma raczej wielu czytelników zainteresowanych tamtą epoką. Albo ją pamiętających. He-Man. Miałem taką figurkę, jak na ostatniej stronie. Prosto z Niemiec. Nosiłem ją do “zerówki”, generalnie byłem fanem He-Mana. Ostasz pogilgotał moje wewnętrzne dziecko, całość przeczytałem z naiwnym zachwytem i nawet pewna “krytyka” (ponoć serial się źle zestarzał) nie zepsuła mi nastroju. A pierwsze dwie strony artykułu to najładniejsze fragmenty całego numeru. Nostalgiczne jak guma balonowa. Doskonała robota, Michał. Quake II. Nie po drodze mi było z Quake’ami. W dwójkę na PS1 pamiętam, że grałem, ale nie jakoś namiętnie czy długo. Pierwszego Quake’a nadrobiłem dopiero w zeszłym roku, od razu z wszelkimi dodatkami (te współczesne od MachineGames niezwykle imponujące na tle bazowej gry). Przyznaję, że to wciąż rewelacyjna gra i nawet bez nostalgicznych okularów nie czuć, żeby się jakkolwiek źle zestarzała. Drugiego Quake’a mam więc w planach, póki co w najwygodniejszym wydaniu Enhanced Edition. Ale Graba nieco zaintrygował tym portem (“repliką”) na PS1, więc kto wie jak sytuacja się rozwinie. Samemu autorowi i tekstowi nie mam w zasadzie nic do zarzucenia, chciałbym jedynie zwrócić uwagę na mało obszerne podpisy do screenów, a co za tym idzie duzo skromniejsze oderwane od całości wątki, które ostatnio tam się zadomowiły. Wyszedł więc całkiem spójny, jednolity artykuł, bez rozpraszaczy. To też jakaś zaleta, bo Graba najwyraźniej wyjątkowo zdyscyplinowany w tym miesiącu. Dekompilacja gier. Majk i jego szemrane zainteresowania. Zachęcający do odpalania gier od społeczności “podziemnej” na “odpowiednio zmodyfikowanych konsolach”. Nie zamierzam udawać świętszego, niż jestem, bo różne rzeczy się odpalało, ale artykuły na takie tematy nieszczególnie mnie rozgrzewają. Extreme Plus. O błędach, które stały się kanonem w grach. To całkiem ciekawy dobór zagadnienia, a i lektury nie nazwę w jakikolwiek sposób bolesną, bo zapewne jestem już nieco znieczulony na literackie zapędy Zabłockiego. Zauważyłem jedynie, że ostatnie akapity stoją w sprzeczności z przekazem całego tekstu. Bo z treści artykułu wynika, że wszystkie te błędy były inspiracją, by na nich oprzeć całą rozgrywkę, więc w jaki sposób autor wyobraża sobie ich usunięcie w ramach premierowej łatki? Dlaczego ktokolwiek miałby “naprawiać” Space Invaders, skoro przyspieszanie wrogów jest kluczowe dla całej gry? Dlaczego ktokolwiek miałby odbierać możliwość jugglowania przeciwnikami w Devil May Cry, skoro sami autorzy zdecydowali, że to podnosi wrażenia z rozgrywki? Dlaczego gracze mieliby tego chcieć? No i z tym “wypolerowanym” kodem od AI, to odleciał. "Perfekcyjne symulacje", haha. Kąciki i felietony. Region filmowy. Trochę mimo wszystko rozczarowujące, że “Powrót do Silent Hill” dostał tak niewiele miejsca. Bo mimo tego, że film okazał się przeciętny/słaby, to i tak poczytałbym coś więcej, w końcu jesteśmy w czasopiśmie o grach i czytelników z pewnością to interesuje. Region dostał w tym miesiącu dwie strony, ale kompletnie nie widzę uzasadnienia. Comix Zone. Marvel, DC, DC, Marvel. Finezja 1/10. BAKA. Mógłbym przepisać ten tytuł anime, ale nie chcę aż tak bezczelnie nabijać znaków. No i w tym miesiącu nie ma minipolecajek. Czyli to był jednorazowy wybryk? Czy po prostu nie ma czego polecać? Zax. Nie mam siły na tego gościa. Gier Don’t Nod akurat nikt się specjalnie nie czepia, bo to dobre, czasem nawet bardzo dobre tytuły. Poza tym: “regularnie oglądam filmiki, w których autorzy próbują arbitralnie narzucać, co lubi i czym gardzi prawdziwy gracz”? To może przestań oglądać? Mnie jak coś irytuje, to tego unikam. Tylko od tych felietonów nie mogę się uwolnić, bo lubię czytać PE od deski do deski. Mielu. Mało jest książek w PE. A patrząc na pewną stagnację kącika komiksowego… Pytanie czy ktoś tam w ogóle regularnie czyta książki? Marcellus. Kapitalizm, uberkonsumpcjonizm, a tak poza tym to nie wiem o czym ten chłop w ogóle pisze i w sumie nawet nie chcę wiedzieć, bo szkoda czasu. Adamus. Problem w tym, że często o muzyce w grach się nie wspomina, bo ona po prostu “jest”. To mimo wszystko nieco drugorzędna sprawa, nawet jeśli potrafi zmienić odbiór. Gra bez grafiki nie istnieje, grę bez muzyki potrafię sobie wyobrazić. Więc nie wszyscy twórcy przywiązują więc niej należytą uwagę, podobnie jak recenzenci. A przecież każdy uwielbia dobrą muzykę w grach. To potężny nośnik nostalgii i niektóre tytuły trudno mi sobie wyobrazić bez dedykowanej muzyki (och, kochane Tenchu). Możesz próbować baczniej się jej przyglądać, ale coś czuję, że przy 80% przypadków wniosek będzie taki, że “muzyka po prostu jest”. Mazzi. No, przynajmniej tutaj mój niedosyt związany z Regionem Filmowym został nieco zaspokojony, bo Mazzi się rozpisał na temat "Powrotu do Silent Hill", więc przeczytałem z zainteresowaniem. Roger. Sobotnie giełdowe wyprawy to były wyjątkowe chwile i cóż - nie zrozumie tego nikt, kto ich nie uskuteczniał. Moja giełda rozmiarami nie dorównywała tym największym, ale miała tę zaletę, że odbywała się 15 minut spacerkiem od domu. Niekiedy bywałem na niej jednego dnia kilkakrotnie, wymieniając grę, którą kupiłem godzinę wcześniej, hehe. Generalnie to nie miejsce na takie opowieści z mojej strony, ale chciałem tylko podkreślić, że znów odnajduję u Rogera kolejne punkty styczne i podobne doświadczenia w życiu gracza. Głos Ludu. Tradycyjnie wołam @Yap , skoro jego recenzja (albo jej fragment) trafiła do druku w czasopiśmie. Chyba wystarczy. Standardowo odpuściłem sobie kilka wątków, które nieustannie mnie w PE drażnią, ale pisałem o nich już tyle razy, że chyba nie ma sensu co miesiąc się powtarzać. Tym bardziej, że raczej nie zostaną one rozwiązane po mojej myśli, więc co się będę ciskał i marnował czas. Poza tym numer oceniam nieco niżej, niż poprzedni, głównie z powodu mniej porywającej (mnie osobiście) publicystyki, choć bez wątpienia wciąż jest tam kilka perełek. Dzięki za numer i buziaki.