Idealny temat pod mój krótki wypad po Lizbonie. Otóż w ramach walentynek nic specjalnego nie planowaliśmy. Skorzystaliśmy wiec z pierwszej lepszej okazji która okazała sie Portugalia i 3 dniowy pobyt w przyzwoitej cenie. Wylot w piątkowy wczesny poranek i powrót późną niedzielą. Zatem dość intensywny grafik: piąteczek: zaraz po wyjściu z odprawy na deptak przywitało nas gorące słoneczko na widok którego sięgnęliśmy po piwko. Pogoda nam dopisywała wiec szybkim pędem złapaliśmy tramwaj do hotelu. Ten rezerwowany był na popołudnie, wiec zostawiliśmy graty w skrytce na hasło i wyszliśmy. Chwile wcześniej babka nas poinformowała o bilecie miejskim, wielorazowym na wszystkie rodzaje transportu (autobus, underground, kolejka i pociąg), w obrębie miasta do 72 godziny ważności za jedyne 9 euro za osobę. Jeździsz ile chcesz i gdzie chcesz, tak długo jak masz ochotę. Wzięliśmy bez zastanowienia i ruszyliśmy w miasto. Nie będę sie zagłębiał w szczegóły bo łaziliśmy, gdzie popadnie według ulotki. Bez tłumacza czy przewodnika. Totalna swoboda. Jak by nie było podróż nas wymęczyła, wiec nic nie planowaliśmy. Lecieliśmy jak nam pasowało. dzien 1 Po obiedzie poszliśmy na spacer który skończył sie nowym tatuażem na dłoni zony. sobota - wczesne śniadanie z rana i dalej w tango. Z tym ze zanim młoda zwlekła sie z lóżka to ja juz giercowałem w Game Room"ie, gdzie stal mini automat w jednym koncie a drugim PS4. Zanim sie zorientowałem trzeba było juz wychodzić. Tym razem na tapecie mieliśmy zoo, oceanarium, następnie kolejkę linowa i na restauracji Hard Rock kończąc. dzien 2 Naprawdę świetny klimat w tej restauracji. To uczucie kiedy rozglądasz sie wokół siebie i dostrzegasz przedmioty wybitnych wokalistów, jak garderoba czy nawet instrumenty muzyczne. Rozglądasz i cieszysz sie widokiem żeby osłupieć z niedowierzania. Otóż na suficie tejże restauracji znajduje sie Amerykański Cadillac Eldorado z 1959 roku niedziela - ostatni dzien wycieczki. Ten w którym trzeba sie zegnać i powoli zbierać do domu. Nie można sobie pozwolić na wiele bo trzeba przejść odprawę lotniskowa i bezpiecznie dojechać z lotniska. W tym dniu zaplanowaliśmy sobie zwiedzanie z odkrytego busa, który jeździ po największych atrakcjach Lizbony jednak zwiedzić to wszystko trzeba poświecić o wiele więcej niz tylko weekend. Niestety na nikogo nie czeka wiec trzeba sobie to minimalnie rozplanować aby złapać kolejny autobus. dzien 3 Podsumowująca, krótki, dość intensywny weekend który miło będziemy wspominać. Za dnia ciepło, czysto, miło ze az nie chce sie wracać do pokoju hotelowego. W nocy choć równie kolorowo to juz nie jest tak przytulnie na mieście. Różne szumowiny zaczynają wychodzi i nachalnie zaczepiać turystów. Trawka to nic w porównaniu z usługami ktore oferują. I będzie taki chodził za tobą dobre 5-10 minut i namawiał, mimo stanowczości. Tego sie nie spodziewaliśmy. Byly chwile zwątpienia Osobiście tez nie jestem fanem krótkich wyjazdów, gdyż nie uważam je za komfortowe. Imo nagła zmiana klimatu + jedzenia wprowadza dyskomfort w naszym organizmie, co może negatywnie wpłynąć nawet na cały pobyt w obcym kraju. Tym razem nam sie udało. Zwłaszcza ze spędziliśmy ten czas tylko we dwoje. Zdala od dzieci i zobowiązań, którymi trzeba sie dzielić w ich obecności. Portugalia zaliczona. Można wieszać pamiątki..