Mnie się podobało - fajna, luzacka przygoda z gameplayem rodem z ery PS3 (takie vibe'y Binary Domain czy Vanquish). Jako shooter wypada świetnie, a system hakowania to chyba najlepszy i najbardziej intuicyjny, jaki do tej pory widziałem i wprowadza to trochę świeżości do gatunku. Nie nudziłem się ani przez moment, dla mnie długość gry jest idealnie wyważona i cały czas coś się zmienia: a to nowy upgrade, nowa broń, hacki albo proste zagadki środowiskowe. Sama walka, choć sprawia mnóstwo frajdy, mogłaby być nieco trudniejsza. Przez całą grę zginąłem może z trzy razy, i to głównie przez własną brawurę albo brak przygotowania przed bossem. Nawet ostatniego bossa zrobiłem na pierwszym podejściu, i to z perkiem, który obniżał życie o 50% w zamian za 20% do dmg (słaby deal - powinno być 50% za 50% ). Kompletnie nie rozumiem tego trendu odblokowywania wyższego poziomu trudności dopiero po ukończeniu gry. Wizualnie nie mam żadnych zastrzeżeń. Wygląda ładnie i jest czasami, na czym oko zwiesić, lokacje są niby sterylne, ale tak ma być - świat w tej grze jest w końcu "wydrukowany" i sztuczny, więc ten styl pasuje idealnie. Muzycznie jest po prostu poprawnie: niby wszystko gra, ale zabrakło jakichś zapadających w pamięć motywów. Fabularnie jest OK (podpisuję się pod recenzjami), nic wybitnego, ale na tyle dobra historia, żeby chciało się grać dalej, ale to relacje bohaterów robią największą robotę. Są bardzo ciepłe i sympatyczne, a mała androidka jest absolutnie przeurocza i po prostu nie da się jej nie lubić. Można powiedzieć, że to ona trochę niesie tę grę i kradnie show, bo sam facet jest taki nieco nijaki. Ale może tak ma być, aby pokazać kontrast. W końcu dostaliśmy motyw "ojca” z "córką", który dla odmiany nie jest kolejnym ciężkim dramatem w stylu TLOU. 8/10