Treść opublikowana przez Quake96
-
własnie ukonczyłem...
Przyznam na początku, że nie było moim zamiarem kończyć ten "dodatek" w pierwszej kolejności (są jeszcze dwa oryginalne), a po prostu uruchomiłem go jako pierwszy na liście dostępnych gier zaraz po podstawowym Q2. Dopiero w trakcie rozgrywki ogarnąłem, że to ten "nowy" mission pack dodany wraz z wydaniem remastera tego kultowego klasyka. Call of the Machine to w zasadzie sześć misji, plus finalny pojedynek z bossami. Każda z misji teoretycznie polega na wysłaniu jednego z naszych sprzymierzeńców na jakiś obszar, aby znaleźć tam dane potrzebne do otworzenia przejścia do finałowego poziomu a następnie udostępnienie ich do "bazy". Tym samym w teorii kierujemy poczynaniami siedmiu bohaterów, a przynajmniej tak ja to rozumiem. Nie ma to jednak kompletnie znaczenia i jest to tylko tło dla dziejącej się tutaj rzeźni. To co na pewno wyróżnia Call of the Machine na tle samego Quake II to z pewnością dynamika akcji. W niektórych etapach do wybicia mamy nawet grubo ponad setkę wrogów, co zwykle nie miało raczej miejsca w "podstawce". W pewnych momentach ścierać się musimy z dziesiątkami przeciwników na raz, co w towarzystwie odpowiednich "wspomagaczy" jak na przykład "Double Damage" pozwala nam na prawdziwą sieczkę rodem z tak lubianego Doom (2016). Warto jednak wiedzieć o tym, że nie raz w takich sytuacjach naszym nieprzyjaciołom towarzyszyć będą także przeróżni bossowie. Nie zawsze warto iść metodą "na Rambo", bo bardzo szybko zakończy się to dla nas śmiercią. W swoje ręce dostaniemy tutaj także kilka nowych broni, oraz zmierzymy się z kilkoma nowymi typami przeciwników. Tym razem nawet zwykli stroggowie potrafią dzierżyć w łapach potężne spluwy i mogą z łatwością spuścić nam lanie. Co ciekawe, ubici przeciwnicy zwykle nie wyrzucają z siebie amunicji do broni z której korzystali. O zapas tejże należy zatem dobrze dbać i nie marnować co lepszych broni na słabszych przeciwników. Z CotM spędziłem kilka naprawdę długich godzin. Momentami gra testowała moją cierpliwość, gdy do niektórych większych akcji podchodziłem po kilka jeśli nie kilkanaście razy. Mimo tego nie uważam, że to gra zła, a wręcz przeciwnie. Ona jest po prostu momentami wymagająca, ale w zupełnie uczciwy sposób. Nie doszukałem się tutaj żadnego "oszustwa" ze strony AI czy skryptów gry. Wszystko można spokojnie rozplanować i rozegrać tak, aby ukończyć starcia z zadowoleniem. Polecam wszystkim którzy lubią Quake II. Ten dodatek to naprawdę coś zupełnie z innej bajki. Zupełnie inne podejście do walki oraz garść nowych broni i przeciwników sprawia, że warto się tym tytułem zainteresować. Z resztą warto zagrać dla samego faktu, że to kolejny raz Quake II, tylko w innym wydaniu
-
Zakupy growe!
No i tym razem to ja zainspirowany postem @Wredny postanowiłem dopełnić dzieła Gierka ściągana z jakiegoś sklepiku growego z... Czech. Na alledrogo wszystko co niby "nasze" to z wysyłką za 20 dni, czyli sami najpierw by to ze stanów ściągali. A tak, od sąsiada zza południowej granicy przyszło w 3 dni
-
własnie ukonczyłem...
Już niemal tradycyjnie, jak co roku postanowiłem odgrzać sobie którąś z części serii Watch_Dogs. Uwielbiam je wszystkie i śmiem twierdzić, że to mój osobisty,duchowy następca serii GTA, która i tak dla mnie to skończyła się raczej na IV i EFLC. Gdybym miał zaś wybierać "ulubioną" odsłonę serii od Ubisoftu, to chyba byłaby to właśnie "dwójka". Dlaczego? Ma takie totalnie luzacki, beztroski klimat. W jedynce fabuła i otoczka jest ciężka i poważna, zaś trójka to moim zdaniem mix jedynki i dwójki, z jednej strony poważnie, z drugiej sporo "luzu" w rozgrywce. Dwójka jest dobra aby odpalić, pobawić się ze światem, a przy okazji klepać misje, które swoją drogą też są całkiem ciekawe i złożone. Uwielbiam WD2, jak i w sumie całą serię za to nieszablonowe podejście do wykonywania zadań. Misje można wykonywać na wiele różnych sposobów, gdzie osobiście moim ulubionym jest działanie z dystansu, ukrycia i likwidowanie oponentów za pomocą pułapek oraz wrogich gangów i policji. A no właśnie, hakowanie! Watch_Dogs 2 to przede wszystkim zabawa w hakera, buntownika chcącego walczyć o wolność w sposób współczesny. Cała gra opiera się właśnie na hakowaniu, grasowaniu w sieci i zdobywaniu "followersów" stanowiących tutaj substytut punktów doświadczenia. Zdobywamy dzięki temu punkty rozwoju, które wydać można na wiele przydatnych umiejętności. Lubię korzystać w tej grze ze wszelkich zdobyczy technologii i wykorzystywać je przeciw wrogom. Moimi ulubionymi "skillami" są te, dzięki którym możemy na dowolną postać nasłać czy to wrogi gang, czy patrol policji. Ta niepozorna umiejętność pozwala naprawdę mocno zmienić rozgrywkę, co jak wspominałem jest moim ulubionym sposobem na ogrywanie misji, choć nie tylko. Nie ukrywam, że od czasu do czasu czystą frajdę sprawia mi też podróżowanie po San Francisco i zabawa z exploitami sieci. Gra w żaden sposób nas za to nie kara (co miało miejsce w jedynce), więc bawić się można do woli. Fabuła jest całkiem interesująca i dotyka spraw które mogłyby dotyczyć nas samych w realnym świecie. Oto grupa hakerów obnaża działania wielkich korporacji, wzorowanych na prawdziwych odpowiednikach typu "Google" czy "Facebook". Jako Marcus Holloway, wraz z ekipą staramy się przeciwdziałać procederom mającym akcję "za kulisami", gdzie w grę wchodzi handel danymi osobowymi, wielkie pieniądze, czy nawet skorumpowana władza oraz wiele innych. Oprócz misji głównych jest też wiele zadań pobocznych które mają za zadanie budować naszą reputację w sieci i tym samym pozwolić na rozwój naszej grupy hakerskiej. Krótko mówiąc, w Watch_Dogs 2 na pewno mamy co robić! Ja przy tej rozgrywce bawiłem się przednio i kto wie, czy jeszcze do niej w tym roku nie powrócę. Z Watch_Dogs mam zupełnie jak z GTA, obie te serie uwielbiam męczyć z uporem maniaka, choćbym miał przechodzić je non-stop. Na razie jednak czas na odskocznię w innym kierunku, a w przyszłości może... Watch_Dogs Legion? A może jedynka? Kto to wie, czas pokaże
-
Zakupy growe!
@Wredny - Cholerka, chyba też wyposażę się w jedynkę, no kusi mnie bardzo A tymczasem małe, lokalne zakupy Painkiller może i jakieś bieda wydanie, ale za dyszkę wstyd nie kupić. Za to Doom 3 na bajerze, do tego w prawilnej, pełnej polskiej wersji językowej na CD
-
własnie ukonczyłem...
Nareszcie miałem ten zaszczyt i mogłem ukończyć jeszcze dosyć świeży (jak na moje standardy) remaster Quake II w wersji na PS5. Co prawda nie tak dawno, bo ze dwa tygodnie temu ukończyłem oryginalną wersję w wydaniu PC, ale dobrego nigdy za wiele Jak się grało na konsoli? Wspaniale! Grafika została odpowiednio podciągnięta dzięki czemu wygląda to nieco "świeżej" zachowując przy tym klimatyczną, kanciastą grafikę oryginalnej wersji. Sterowanie jest wręcz boskie, czego niestety obiektywnie nie można powiedzieć o innym konsolowym wydaniu tego klasyka (tak, analogowe sterowanie na PSXie ssie kule). Spędziłem z tym tytułem dwa wieczory i "podstawkę" mam już odhaczoną. Z pewnością będę chciał zagrać także w inne dostępne w tym wydaniu smakowitości, bo na żadnej innej platformie nie miałem takiej możliwości, także czeka mnie jeszcze odkrywanie nieznanej strony tej jakże ważnej dla mnie gry. Myślę zatem, że na ten rok to jeszcze nie koniec drugiego "wstrząsu" i do zobaczenia za jakiś czas!
-
Zakupy growe!
-
Wasze kolekcje gier na wszystkie platformy
Tak, tak to znowu ja spamuję w zasadzie "tym samym", no ale zabrałem się dzisiaj za dokładniejsze liczenie nie tylko gier, ale i sprzętu. Przy okazji powyciągałem wszystko z pudełek i zakamarków do wspólnego zdjęcia "rodzinnego" W spoilerach pochowałem dokładne rozliczenie tego co widać na zdjęciach
-
własnie ukonczyłem...
No i trzecia część Left 4 Dead zaliczona. Zaraz, zaraz... Aaa no tak, jak to się zwykło mawiać "Valve nie potrafi liczyć do trzech", więc kontynuacja serii zmieniła nazwę na Back 4 Blood (że też, nie dało się wymyśleć nic z "3" w nazwie ) i została wydana pod skrzydłami Warner Bros zamiast studia Gabena. Jak bardzo czuć, że B4B to tak naprawdę trzecia część starego dobrego Left 4 Dead? Baaaardzo Nie da się ukryć, że za ten tytuł odpowiedzialne jest to samo studio, bo gra jest wręcz identyczna co dwie poprzednie, z tym że została oczywiście wzbogacona o wiele nowości. Osobiście nie zagłębiałem się za dużo w te wszystkie "bajery" jakie oferuje gra poza samą kampanią dla jednego gracza. Jedynie przy ostatnim akcie zmuszony byłem na małą zabawę w ułożenie swojej "talii kart", czyli czegoś w rodzaju zbioru 15 perków dla mojej drużyny. Wymusiła to na mnie ostatnia walka z wielkim bossem, który w starciu ze mną i trzema niezbyt rozgarniętymi botami był po prostu trudny do ubicia. Jak mi się zatem grało? Wspaniale! Uwielbiam Left 4 Dead i namiętnie, co roku ogrywam obie odsłony na X360. Jako, że Back 4 Blood to duchowy następca tej serii, nie było szans aby mi nie "siadł" i już wiem, że ta gra również będzie w przyszłości odpalana przeze mnie. Podkreślę jeszcze, że moje wrażenia opierają się wyłącznie na rozgrywce singlowej, która wbrew temu co twierdzi pudełko z grą, jest dostępna, ale dopiero po pobraniu patcha, który nawiasem mówiąc waży więcej niż zawartość płyty z grą
-
własnie ukonczyłem...
Nie tak dawno chodziło za mną aby ponownie ukończyć Quake 2 na PSX. Już prawie zabrałem się za ogrywanie tej zacnej gry, lecz wczoraj w moje łapy dostała się wersja PC i to w nią postanowiłem dłużej pograć, bynajmniej nie dlatego, że nie lubię wersji na szaraka, bo Q2 uwielbiam w każdej postaci i przyznam, że na pierwszym plejaku również grało mi się w to mega miodnie. Jak było z wersją PC? No a jak mogło być, wiadomo że zajebiście Gierka jest mega wciągająca i ma swój wyjątkowy klimat. Niby to tylko proste "piu piu" do jakichś maszkaronów, ale mam do tej gry ogromny sentyment. W końcu nie na darmo lata świetlne temu nadałem sobie taki a nie inny internetowy nick Teraz jest oczywiście mnóstwo sposobów na ogrywanie tej gry po latach. Można sięgnąć po któreś konsolowe wydanie (jest nawet na PS5), można sięgnąć po odświeżoną wersję RTX, albo tak jak ja, dorwać się do płytki z oryginalną wersją i grać jakby znów był 1997.
-
Zakupy growe!
Na początek skromny wstęp w postaci dwóch "nowszych" gierek Doom VFR co prawda nie cieszy się chyba super opinią, ale kolejny kąsek na PS VR zawsze mile widziany Za to Back 4 Blood to gierka która mnie zaintrygowała. Widoczne wydanie w steelbooku kosztowało w CeXie jedyne 25zł, więc zaryzykowałem z jego zakupem. Co prawda domyślnie gra nie miała trybu offline, więc nie miałbym kompletnie co tutaj szukać, ale wyczytałem, że po aktualizacji dodano takowy tryb. No i faktycznie gdy pobrałem patch większy od samej gry to oczom mym ukazała się opcja grania offline bez żadnego połączenia z internetem, nawet podczas uruchamiania gry. Nie pograłem na razie zbyt długo, ale już widzę to, że kampania wygląda niczym trzecia część mojego ukochanego Left 4 Dead. Dosłownie wszystko wygląda mi tak, jakby ktoś zrobił L4D 3 i nazwał to po prostu Back 4 Blood. Co prawda są tu jakieś bajery wciśnięte nieco na siłę, jak te "karty" z czymś w rodzaju perków, chyba, ale to tylko detal. Sama rozgrywka zapowiada się równie miodnie co w klasykach od Valve. No, ale to co wyłapałem na dziale PC nie wymaga chyba komentarza: Klasyk, sztos, cudo, perfekcja Po prostu. Mój ukochany Quake 2 w wydaniu PC. Co prawda jest to jakieś "tanie" wydanie jak widać na zdjęciu, ale ciekawostką jest iż pochodzi ono z polskiej dystrybucji od LEM i chociaż na pudełku ma polski opis. Z resztą nie pudełko się tutaj liczy tylko sama gra!
-
własnie ukonczyłem...
Zachęcony demkiem zawartym w którejś paczce "PlayStation VR Demo Disc", postanowiłem kupić i ograć pełną wersję SuperHot VR. Ta gra to tytuł, który przyciągnął mnie do PSVR na dłużej niż kilkadziesiąt minut. Dopiero co dzisiaj przyszła przesyłka z grą, a już mogę powiedzieć, że ukończyłem wszystkie poziomy Zasiadając do wieczornej sesyjki zleciało mi ze dwie godziny z PSVR na głowie i przyznam, że nie czuję się po tym źle. Sama gra jest po prostu za-je-bi-sta! Łatwo wczuć się w gameplay dzięki wykorzystaniu kontrolerów PS Move, które robią tutaj mega robotę. Kusi mnie trochę przysiąść na dłuzej do Resident Evil 7 z hełmem VR. Robiłem już podejście do tej gry w ten sposób, trochę pograłem ale jakoś nie wytrwałem zbyt długo. Może to dobra okazja żeby naprawić ten karygodny błąd?
-
Forumkowy Klub Gierek Retro - 09.2024
Cannon Fodder to jedna z tych gier w które pragnąłem zagrać, gdy zakupiłem swoją Amigę 500. Ilekroć go odpalam to intro powoduje u mnie ciary Całej gry jeszcze nie ograłem, ale jest po prostu świetna i (niestety) nieco trudna, jak to gry ery 8/16 bit. No, ale od czego są trainery Amiga to przede wszystkim kopalnia lepszych i gorszych gierek tworzonych przez Polaków. Mimo iż sam sprzęt ma zagraniczne korzenie to mam wrażenie, że razem z Pegazusem jest naszym narodowym dobrem i sporym kawałkiem growej historii Polski.
-
Zakupy growe!
I tu cię może zaskoczę, ale od tej reguły są pewne wyjątki. Osobiście natrafiłem na możliwość włączenia formatu "widescreen" w... pierwszym Colin McRae Rally. Swoją drogą dziwne jest, że dwójka już tej opcji nie ma A ja przybywam z najnowszym nabytkiem, który pozwoli mi w końcu pobawić się dłużej z PSVR O SuperHot generalnie kiedyś coś słyszałem i widziałem, ale było to dosyć dawno temu i wówczas kompletnie mnie ta gra nie zainteresowała. Dopiero gdy pobrałem ostatnio dwa pakiety demek na PSVR i wśród nich odkryłem demo SuperHot VR, obczaiłem w końcu ten tytuł i totalnie się nim zajarałem. Ograłem demko i odpaliłem Allegro w poszukiwaniu pełniaka PS: Niemiecka okładka to na szczęście tylko okładka. Sama gra uruchamia się po polsku
-
Zakupy growe!
Zapomniana ścigałka z Fordami na PS2 i trochę zabawy z PS Move
-
własnie ukonczyłem...
Z wyluzowanych wyścigów rajdowych, błyskawicznie przeskoczyłem do jednej z najbrutalniejszych gier początku tego milenium. Soldier of Fortune Gold Edtion bo o niej mowa to gra, która zasłynęła nie z fascynującej fabuły, nie z pokaźnego arsenału broni, nie z powodu pamiętnych lokacji, a z powodu naprawdę krwawej i wyjątkowo brutalnej rozgrywki. Nawet dziś ciężko mi znaleźć innego FPSa w którym można tak szczegółowo rozczłonkowywać pokonywanych wrogów. Z perspektywy dzisiejszych czasów gra ta nie ma raczej nic wyjątkowego do zaoferowania, poza wspomnianym poziomem "gore", którego nie powstydziłyby się Mortale. Fabuła to tylko "tło" i leci ona mniej więcej tak: Zła organizacja weszła w posiadanie głowic nuklearnych, super bohater, wąsaty Janusz musi powstrzymać złych ludzi i uratować świat przed zagładą. Gameplay też nie broni się jakoś szczególnie, choć to po prostu całkiem spoko strzelanka. Lokacje są nawet różnorodne, ale ponownie, to tylko tło dla efektownej masakry szykowanej grupom przeciwników. Graficznie gra obiektywnie nie zestarzała się raczej najlepiej. Na swoje czasy być może wyglądała nieźle, zwłaszcza biorąc pod uwagę te szczegółowe rozczłonkowywanie przeciwników. Oprawa po prostu idealnie odzwierciedla przełom tysiącleci i moim zdaniem prezentuje się podobnie do choćby wydawanego mniej-więcej w tym czasie "Max Payne". Kanciasta, ale jak dla mnie ma dzięki temu swój klimat. Jeśli kiedykolwiek ktoś z was zdecyduje się sięgnąć po ten tytuł, choćby dla oglądu tego jakie wrażenie musiał robić wspominany przez cały ten tekst poziom brutalności, to polecam mimo wszystko wersję PC. Wiem, brzmi to idiotycznie "z ust" kogoś kto ograł ten tytuł nie tylko na PlayStation 2, ale i Dreamcascie, za to na komputerze ani razu. Wersja na DC to obiektywnie patrząc najgorszy port. Gra ma mnóstwo loadingów, a sterowanie jest tak pokraczne, że albo wybieramy drewniane celowanie, albo poruszanie się prawą dłonią, co mimo iż dosyć nienaturalne dla wielu graczy, to możliwe do przyzwyczajenia się. Ja ograłem wersję DC właśnie w taki sposób i powiem nawet, że jak na pada tej konsoli to sterowało mi się całkiem nieźle. Wydanie na konsolę PS2, które ograłem przed chwilą prezentuje się już znacznie lepiej. Loadingi nadal występują zapewne częściej niż na PC, ale nie są już tak upierdliwe. Sterowanie też jest już bardziej współczesne. Tutaj jednak wyjątkowo rzuciły mi się w oczy ciągłe spadki płynności, gdy tylko na ekranie zaczynała się dziać jakaś akcja. Zapewne Dreamcast cierpiał z tego powodu jeszcze bardziej, ale ogrywałem ten port na tyle dawno temu, że akurat tego nie mogę sobie przypomnieć. Z kolei wersja na PC powinna wypaść tutaj zupełnie bezproblemowo. O ile się orientuję to istnieje nawet jakiś patch umożliwiający uruchomienie gry na nowszych systemach, w wyższych rozdzielczościach. Niemniej aby zachować choć trochę klimatu tamtych lat, polecałbym granie na ekranie o rozdzielczości bardziej odpowiadającej tamtym czasom. Im wyższa rozdziałka gry, tym bardziej uwidaczniać się będą niedoskonałości oprawy. Podsumowując - Ja bawiłem się z pierwszym SoF wyśmienicie. Ogranie tej gry zajęło mi raptem kilka godzin, ale nie powiedziałbym też, że gra jest jakaś krótka. Niemniej tej gry nie mogę polecić każdemu, a raczej jedynie podobnym do mnie "retro maniakom", którzy jeszcze jakimś cudem w ten tytuł nie grali. Bardziej współcześni gracze szybko zmęczą się tym tytułem.
-
własnie ukonczyłem...
Wczoraj mnie coś natchnęło, aby uruchomić PS2 i sięgnąć po jakąś grę. Tak w sumie bez większego namysłu wyciągnąłem Rally Championship. Jest to gra na PlayStation 2 wydana w 2002 roku przez studio SCi. Tytuł ten znany może być także posiadaczom PSX, PC oraz GC. Co ciekawe, wersje na pierwszego plejaka i pecety są zupełnie różne od tej na PS2, która prawdopodobnie jest bliźniacza z wersją na konsolę Nintendo. Osobiście posidam także wydania na PC i PSXa, ale jakoś nigdy dłużej w nie nie grałem. Do pecetowej mam sentyment, bowiem lata temu przypadkiem upolowałem ją nową w Empiku. Generalnie fajna gra, do tego w polskiej wersji językowej wraz z dwoma głosami pilotów. No, ale wróćmy do wersji PS2. Zacząłem w to grać zupełnie spontanicznie. Nie miałem żadnych oczekiwań w stosunku do tej gry, nie miałem też większej wiedzy na jej temat, więc zacząłem grę z "czystą kartą". No i muszę powiedzieć, że grało mi się naprawdę nieźle! Fakt, pod względem oprawy graficznej gra mocno odstaje od standardów późniejszych gier drugiego plejaka i wygląda raczej jak nieco podciągnięta gra na pierwsze PlayStation. HUD wygląda nieco ubogo, trasy są dosyć "ascetyczne", a modele aut nie są najwyższych lotów, nawet jak na PS2. Nie uważam jednak, że to jakakolwiek wada tej gry, bo nadal wszystko jest jasne i czytelne, a dosyć surową oprawę graficzną można wybaczyć, zważywszy że nie jest to raczej tytuł stworzony przy wysokim budżecie, na dodatek wydany w 2002 roku, czyli w czasie, gdy PS2 dopiero sięgało swoich wyżyn. No, ale oprócz grafiki liczy się przede wszystkim grywalność. I tutaj gra naprawdę robi robotę Jest to zdecydowanie bardzo wyraźnie arcade'owa rajdówka, której zdecydowanie blisko do takich serii jak Sega Rally czy V-Rally. Na szczęście w przeciwieństwie do flagowej pozycji SEGI, tutejsze zawody nie opierają się na walce z czasem, wyjętej rodem z automatów do gier. Tryb kariery wygląda tutaj tak, że kupujemy podstawowe auto i na początek startujemy w lokalnych rajdach aby tylko zarobić na pierwszy "poważny" wóz wpisujący się w jedną z trzech klasyfikacji rajdowych mistrzostw. Wówczas przed nami otworem stają wyzwania w klasach: 1600, 2000 oraz Pro. Oczywiście jak już łatwo się domyślić, każda klasa to zupełnie inne auta, więc wraz z kolejnymi mistrzostwami należy zmieniać nasz bolid na odpowiedni dla danego wyzwania. Na szczęście kończąc jedne mistrzostwa, jesteśmy w stanie zarobić tyle, aby kupić wóz wyższej klasy i nie musimy tutaj "grindować" kasy w tych lokalnych rajdach. Oczywiście mamy taką możliwość jeśli chcemy zarobić na nieco lepszy wóz, ale osobiście nie pokusiłem się o taką opcję, a i tak radziłem sobie całkiem nieźle. Model jazdy to już czysty arcade. Auta prowadzą się bardzo dynamicznie, rozgrywka mocno przypomina wspomniane tutaj już Sega Rally oraz V-Rally. Trasy mimo że są generalnie ubogie w detale, to posiadają różne utrudnienia, dzięki którym gra zyskuje nieco charakteru i czasem będziemy musieli się trochę "poślizgać" między szykanami. Wbrew temu co można podejrzewać, taka rozgrywka jest naprawdę przyjemna i omijanie przeszkód odbywa się zwykle płynnie nawet przy większych prędkościach. Nie jestem ekspertem w tych sprawach, ale wydaje mi się, że tytuł ten działa w 60FPSach, a przynajmniej na tyle płynnie, że świetnie oddaje on tempo rozgrywki. Z racji, że jest to gra mocno arcade'owa to nie ma tu za wiele do roboty poza samym ściganiem. System uszkodzeń auta jest bardziej "umowny" i mimo że nie raz otrzymywałem informację o uszkodzonym wydechu, oświetleniu i tym podobnych to nie wpływało to jakoś szczególnie na jazdę. Muszę też wspomnieć tutaj, że nasz bolid naprawia się automatycznie po każdym przejechanym odcinku, także nie uświadczymy tutaj typowej "strefy serwisowej" znanej z choćby Colin McRae Rally. Jedyne na co mamy jakikolwiek wpływ to podstawowe ustawienia zawieszenia, opon i tym podobnych, ale przyznam szczerze, że osobiście zmieniałem tylko opony na śniegowe w zimowych rajdach i nic poza tym nie robiłem. Muszę wam naprawdę szczerze polecić ten tytuł. Niepozorna, prosta, obiektywnie może niezbyt urodziwa, ale naprawdę solidna i dająca masę frajdy rajdówka! Jeśli ktoś szuka odskoczni od gier pokroju WRC czy CMR to nie będzie zawiedziony
-
Zakupy growe!
Kolejny Mortal do zbioru Będzie grane, zaraz po skończeniu MK vs DC
-
Zakupy growe!
Na początek kilka pamiątek z wycieczki do Szczecina Oraz świeżutki zakup z CeXa Nie grałem w jedynkę ani dwójkę, kupiłem trochę na spontanie, ale jest szansa że uda się w to pograć z kobitą
-
własnie ukonczyłem...
Kao the Kangaroo (PS5) - Generalnie gra sama w sobie jest naprawdę spoko. Niewymagający platformer w półotwartym świecie, który choć z pozoru daje nam jakieś pole do eksploracji to w praktyce i tak prowadzi nas jedną ścieżką. Oczywiście nie przeszkadza to w niczym, ot tylko chciałbym zauważyć, że jakakolwiek wolność wyboru jest w tej grze raczej iluzoryczna, a poszczególne światy to tylko rozszerzone warp roomy. Jakby pominąć masę drobnych, oraz jeden bardzo uciążliwy błąd jaki mnie spotkał to byłbym w stanie przyznać tej grze solidne 8/10, bo mimo że nie ma tu za wiele zawartości to jest to bardzo dobra gra, a i mniejsza treść nie musi być przecież wadą, a przynajmniej dla mnie. Problem w tym, że pod koniec tytuł dał mi w kość, bo przez jakiś błąd, na przedostatnim poziomie nie mogłem ruszyć kilku skrzynek a co za tym idzie dokończyć etap. Na dodatek po wyjściu z gry i ponownym uruchomieniu, ta za każdym razem wywalała się przy próbie uruchomienia zapisu. Już praktycznie pogodziłem się z przegraną, co gorsza na samym końcu gry, ale postanowiłem jeszcze sprawdzić czy najnowsza łatka jakimś cudem umożliwi odczyt zapisanej gry a może nawet jej ukończenie. I tak też faktycznie było, więc tytuł mogę śmiało "odhaczyć" na liście ukończonych gier. Jeśli ktoś ma ochotę zagrać to mogę powiedzieć, że warto spróbować ograć. Pamiętajcie tylko o pobraniu patcha, bo bez niego nie gwarantuję, że gra da się ukończyć, z nim z resztą też
-
Właśnie porzuciłem...
Kao the Kangaroo (PS5) Niestety jestem zmuszony porzucić Kangurka Kao. Niestety, bo nie robię tego z własnej woli. Gra generalnie bardzo mi się spodobała, taki współczesny platformer na naprawdę dobrym poziomie. Do tego gierka zrobiona przez Polaków, więc wiadomo że propsik. Szkoda tylko, że jakość wykonania tej gry jest zbliżona do premiery Cyberpunka, choć tego w wersji premierowej na PS4 nie szło nawet uruchomić za każdym razem, więc w sumie aż tak źle może jednak nie jest No ale do rzeczy. Grało mi się całkiem przyjemnie i choć napotkałem drobne błędy pokroju znikających efektów dźwiękowych czy muzyki, to generalnie grać się dało. Możliwe, że gdzieś na początku gry miałem problem z otworzeniem jakiegoś przejścia, ale dawno to było i sam już nie pamiętam jak to dokładnie wyglądało. Grając dzisiaj, dotarłem już niemal do samego końca gry. Ogrywałem dosłownie przedostatni etap, sama końcówka tego poziomu i nagle problem. Musiałem przesunąć jakieś skrzynki z czymś w rodzaju "przekaźników" do jakiegoś lasera czy coś. W teorii należało zamrozić podłoże i po prostu przesunąć skrzynki. W praktyce podłoże zamroziłem, skrzynki próbowałem pchnąć, ale każda z nich przesunęła się raptem o kawałek i zwyczajnie blokowała. Przejrzałem kilka gameplayów na YouTube, bo może coś zrobiłem źle, ale nie... Skrzynki powinny się przesunąć do końca i basta. Zrezygnowany odpaliłem nawet poziom od nowa, dotarłem do końca i niestety to samo. Stwierdziłem, że uruchomię grę/konsolę ponownie i spróbuję jeszcze raz. Po restarcie konsoli gra się uruchamia, wybieram w menu opcję "Kontynuuj" a gra... wywala się na ten głupi ryj Ilekroć bym nie próbował, za każdym razem kliknięcie opcji kontynuacji wyrzuca mnie automatycznie z gry z ekranem błędu. Spróbowałem grę zainstalować od nowa, ale nie dało to kompletnie nic. Próbuję jeszcze dociągnąć najnowszą łatkę, ale mój turbo internet chyba do rana będzie pobierał te zawrotne 6,775GB patcha. I coś mi mówi, że huja to da, bo najpewniej skaszanił się zapis gry. I bądź tu człowieku gierkowym patriotą... Nawet platformówkę zabugują tak, że nie da się jej skończyć. PS: Jak mniemam jestem raczej wyjątkiem od reguły, bo nawet w necie nie mogę znaleźć nic na temat tego glitcha. Znajduję za to tony innych problemów z grą, więc przynajmniej nie jestem sam w tym zabugowanym świecie XD
-
Zakupy growe!
Ten Driver to swoją drogą bardzo dobra gra. Wielu na pewno odbiło się od Drivera po trójce, ale ta odsłona to powrót do korzeni i to naprawdę udany moim zdaniem
-
Zakupy growe!
Z 7 lat temu kupiłem sobie taki sam deck i już wtedy także miał "zużyty" kabelek od dongla. To nie jest nawet kwestia zużycia, tylko w tych donglach oplot robili z mieszanki gówna i plasteliny. Także nie przejmuj się, mój deck mimo że nie używany praktycznie wcale pewnie ma kabel w podobnym stanie i jakbym to teraz wyciągnął z pudełka to bym zobaczył że oplot nie istnieje XD Swoją drogą to od dawien dawna po dziś dzień kosztuje raczej grosze. Swój pamiętam kupiłem będąc w Szczecinie za 40zł. Zestaw z grą na PS2, wszystko lux (poza tym oplotem oczywiście), nawet pudełko było, tylko brak tej kolorowej obwoluty. Myślałem, że to okazyjna cena a wyszło że to po tyle chodzi Wersja na X360 się czymś różni? Dongiel jest na USB, więc wydawałoby mi się, że będzie uniwersalny dla wszystkich konsol, a różnica jest jedynie w grze. Samą grę z kolei idzie kupić za grosze. Logo "Blast!" na okładce to wręcz "Seal of shit quality" Mimo to wierzę ci, że może się podobać jak ktoś lubi proste gierki
-
Zakupy growe!
Trochu pamięci do niebieskiego Xboxa 360, bo już nie mogłem patrzeć na tą pustą obudowę Unreal dobrany do Smarta, bo w sumie wolałem dorzucić kilka złociszy a i tak miałem w planach zakup tej gry. Moja ulubiona odsłona serii
-
własnie ukonczyłem...
Muszę przyznać, że z serią Mortal Kombat nigdy nie było mi po drodze. Zaczynałem jeszcze od pegazusowych bootlegów, oraz pierwszych odsłon na PC i już wtedy czułem, że MK to seria nie dla mnie. Po prostu nie potrafiłem w niego grać i koniec kropka. Co prawda przez lata kilkukrotnie próbowałem romansować z różnymi Mortalami, ale zwykle była to raczej szybka partyjka czy dwie i stwierdzenie "meh, wolę Tekkena". Mimo upływu lat wciąż nie potrafiłem się do nich przekonać. Kupując niedawno wyżej widocznego Mortal Kombat na PS Vita nie spodziewałem się pewnie przełomu, zwłaszcza że ta sama odsłona gości u mnie również w wersji na Xboxa 360 i nawet mnie nie ciągnęło aby spróbować ją ograć. Wersję na przenośną konsolę SONY kupiłem raczej z braku większego wyboru wśród gier na ten system. Dzisiejszego, a w sumie już wczorajszego wieczoru, stwierdziłem że odpalę w końcu MK i zobaczę czy mi ta gra jakimś cudem "siądzie". Przezornie wybrałem oczywiście najmniejszy poziom trudności "Beginner". W sumie pasował do mnie, bo jak już wyżej pisałem nigdy z tą serią dłuższej styczności nie miałem, także śmiało mogę uważać się za "nooba" i bez skrępowania zacząć od najniżej zawieszonej poprzeczki. I ku mojemu zdziwieniu ta gra okazała się rewelacyjna! Kurde, ależ to diabelstwo wciąga. Zasiadłem, minęło kilka godzin i zobaczyłem napisy końcowe Wybranie najniższego poziomu trudności okazało się dla mnie zbawienne, bowiem szybko przekonałem się jakim jestem "drewnem" . Mimo to z grą bawiłem się wyśmienicie i szło mi całkiem nieźle. Wyjątkiem było te kilka pojedynków z samym Shao Kahnem, którego jakiś debil postanowił dokoksować tak, że gość miał chyba ze cztery razy więcej punktów życia od nas, oraz sadził kombosami na lewo i prawo, mając sobie przy tym za nic moje ataki. I o ile gdzieś tam w trakcie rozgrywki byłoby to nawet zrozumiałe, wszak typ to jakiś przehuj, tak w ostatniej walce, gdy Raiden otrzymuje coś w rodzaju "błogosławieństwa" swoich bogów, typ dalej jest koksem, a nasza postać to zwykły zdechlak ledwie mający siłę się bić. Ech, ostatnia walka napsuła mi nieco krwi, ale na szczęście nie zmieniła mojego zdania co do całej gry. Swoją drogą tutejszy tryb "Story Mode" to moim zdaniem jeden z najciekawiej zrealizowanych trybów tego typu w bijatykach. Niby to nic odkrywczego, ot mordobicie przeplatane filmikami, ale no kurde wyszło to świetnie. Z początku grymasiłem na niepomijalne wstawki filmowe, bo chciałem skupić się na walce, ale po pewnym czasie moje podejście zmieniło się o 180 stopni. Nagle grę zacząłem traktować trochę jak interaktywny film akcji, gdzie cutscenki były dla mnie wciągające i fajnie przeplatały się z momentami walk. Propsy dla twórców za to rozwiązanie! Podsumowując - Gra świetna, tryb fabularny naprawdę mnie porwał, poziom trudności na szczęście dostosował się do moich zerowych umiejętności, tylko ten nieszczęsny Shao Kahn... A niech tak ten śmieszek co go programował teraz pozapierdala na galerze!
-
własnie ukonczyłem...
System powrotu na trasę jest po prostu bezlitosny. Wypadłeś, odliczają ci sekundy i jedziesz dalej. W sumie ma to jakiś sens i na to samo w sobie nie narzekałem. Po prostu na długich odcinkach każdy taki wylot z trasy był bardzo cenny Ale ten hamulec to masakra. Pierdoła ale jak mnie to irytowało, zwłaszcza że w takich sytuacjach czas jest cenny.