Treść opublikowana przez lukas_k96
-
Champions League
Juventus dokonał niemożliwego w 90 minut, żeby później zniweczyć cały wysiłek w pół godziny... I tak jednak największym zaskoczeniem dla mnie jest postawa Atalanty, która rozbiła u siebie Borussię i tym samym uratowała honor włoskiej piłki w Lidze Mistrzów.
-
Champions League
Niby tak, ale jednak nie wierzę w to, że w dwumeczu z City by to powtórzyli.
-
Champions League
No i niespodzianka stała się faktem. Bodo/Glimt nie tylko wybroniło, ale ponownie skarciło Inter. Świetnie się patrzy na tę ekipę. Mogliby trafić na Sporting - jest duża szansa, że przeszliby dalej i weszli do ćwierćfinału, bo raczej z City powodzenia im nie wróżę.
-
Ekstraklasa + Puchar Polski
Akurat jestem trochę zaskoczony tym transferem. Raz, że wysoka kwota, dwa - Widzew raczej potrzebuje wzmocnień w ofensywie, a nie defensywie. Ale kto wie, może to będzie klucz do dobrych wyników Widzewa w tym sezonie
-
Ekstraklasa + Puchar Polski
No Lech się ogarnął i doskoczył do Jagiellonii, myślę, że między tą dwójką rozegra się kwestia mistrzostwa. Być może kluczowe będzie to, że Jaga odpadnie z LKE i po prostu będzie miał więcej sił na ligę. Pierwszy mecz od ponad pół roku wygrywa Legia. Pokonuje u siebie Wisłę Płock, ale w efekcie wygranej Arki z GKS-em, nadal jest w strefie spadkowej. Zobaczymy, jak warszawianie pokażą się w kolejnych spotkaniach.
-
Resident Evil 4 Remake
Nigdy nie byłem wielkim fanem tej serii i raczej nim nie zostanę. Grałem w odświeżoną dwójkę i trójkę, bawiłem się spoko, choć pewne rzeczy fundamentalne w tej serii mnie irytowały. Do czwórki podszedłem z zapowiedziami, że tu akcenty bardziej postawiono na akcję. I tak rzeczywiście jest. I wiecie co? Może będę bluźniercą, ale odnowiona czwórka trafiła do mnie zdecydowanie bardziej i do tej pory bawiłem się najlepiej, jeśli chodzi o którąś część Resident Evil. Nie znałem oryginału, więc nie będę tutaj się odnosił do tego, co zmienili, co dodali, co usunęli i czy to dobrze, czy źle. Oceniam grę taką, jaką dostałem. Jak wspomniałem, bawiłem się bardzo dobrze. Gra ma jak dla mnie odpowiednie proporcje, jest dużo dynamicznej walki, mniej kombinowania i backtrackingu, sam klimat hiszpańskiej wyspy też do mnie trafił. Bardzo podobała mi się wioska, robiło to mega wrażenie. Zamek i wyspa już nieco mniej, ze względu na to, że trochę za dużo tam zamkniętych, ciasnych pomieszczeń Walka z zombiakami - miodzio. Autorzy oddali nam obszerny arsenał do dyspozycji, choć i tak trzeba często kombinować, używać noża, skradać się i zabijać po cichu, ewentualnie po prostu próbować uciekać. Sama fabuła jest OK, zwraca uwagę charyzmatyczność bohaterów, których spotykamy podczas rozgrywki. Człowiek z jednej strony rzeczywiście może się ich przestraszyć, a z drugiej masz takie poczucie, że chciałbyś im już nakopać do czterech liter. Twórcy spisali się mega, jeśli chodzi o oprawę audiowizualną. Bardzo ładnie to wszystko wygląda, grafika na wysokim poziomie, chce się chłonąć tę grę. No i sam Leon jako główny bohater jest bardzo sympatyczny. Z minusów... Hmm... Czasami mam wrażenie, że niektóre etapy można by nieco skrócić, przez co cała gra byłaby jeszcze bardziej dynamiczna. Irytowały sekwencje, w których trzeba było uważać na Ashley. Zaciąłem się też przy niektórych zagadkach, ale to już bardziej moja wina, niż twórców, bo po prostu nie potrafiłem ogarnąć np. ułożenia witrażu na oknie w kościele. Poza tym może mi się trafiły jeszcze jakieś błędy techniczne. Minus dla twórców za brak spolszczenia, ale w ostatnich dniach wyszedł polski patch, więc temat jest już nieaktualny w tym momencie. Generalnie (po ukończeniu RE 0, RE 2, RE 3, RE 5 i RE: Revelations) jest to dla mnie najlepsza część tej serii. Do mnie, jako zwykłego gracza, który nie jest psychofanem survival horrorów ani serii Resident Evil, formuła akcji z zombiakami w tle i proporcje gameplayu z czwórki, trafiają najlepiej. Być może to też ogromna zasługa tego, że ten remake jest na prawdę fantastycznie wykonany. Daję z czystym sumieniem 9/10. Udało mi się też ukończyć dodatek Seperate Ways. Generalnie to samo, co w przypadku czwórki, tyle tylko, że gramy inną postacią i widzimy pewne wydarzenia z innej perspektywy. Nadal tłuczemy się z zombie, rozwiązujemy zagadki, ale tym razem mamy gadżet, czyli linkę z hakiem. Też miło spędziłem kilka godzin. 9/10
-
własnie ukonczyłem...
Resident Evil 4 Remake Nigdy nie byłem wielkim fanem tej serii i raczej nim nie zostanę. Grałem w odświeżoną dwójkę i trójkę, bawiłem się spoko, choć pewne rzeczy fundamentalne w tej serii mnie irytowały. Do czwórki podszedłem z zapowiedziami, że tu akcenty bardziej postawiono na akcję. I tak rzeczywiście jest. I wiecie co? Może będę bluźniercą, ale odnowiona czwórka trafiła do mnie zdecydowanie bardziej i do tej pory bawiłem się najlepiej, jeśli chodzi o którąś część Resident Evil. Nie znałem oryginału, więc nie będę tutaj się odnosił do tego, co zmienili, co dodali, co usunęli i czy to dobrze, czy źle. Oceniam grę taką, jaką dostałem. Jak wspomniałem, bawiłem się bardzo dobrze. Gra ma jak dla mnie odpowiednie proporcje, jest dużo dynamicznej walki, mniej kombinowania i backtrackingu, sam klimat hiszpańskiej wyspy też do mnie trafił. Bardzo podobała mi się wioska, robiło to mega wrażenie. Zamek i wyspa już nieco mniej, ze względu na to, że trochę za dużo tam zamkniętych, ciasnych pomieszczeń Walka z zombiakami - miodzio. Autorzy oddali nam obszerny arsenał do dyspozycji, choć i tak trzeba często kombinować, używać noża, skradać się i zabijać po cichu, ewentualnie po prostu próbować uciekać. Sama fabuła jest OK, zwraca uwagę charyzmatyczność bohaterów, których spotykamy podczas rozgrywki. Człowiek z jednej strony rzeczywiście może się ich przestraszyć, a z drugiej masz takie poczucie, że chciałbyś im już nakopać do czterech liter. Twórcy spisali się mega, jeśli chodzi o oprawę audiowizualną. Bardzo ładnie to wszystko wygląda, grafika na wysokim poziomie, chce się chłonąć tę grę. No i sam Leon jako główny bohater jest bardzo sympatyczny. Z minusów... Hmm... Czasami mam wrażenie, że niektóre etapy można by nieco skrócić, przez co cała gra byłaby jeszcze bardziej dynamiczna. Irytowały sekwencje, w których trzeba było uważać na Ashley. Zaciąłem się też przy niektórych zagadkach, ale to już bardziej moja wina, niż twórców, bo po prostu nie potrafiłem ogarnąć np. ułożenia witrażu na oknie w kościele. Poza tym może mi się trafiły jeszcze jakieś błędy techniczne. Minus dla twórców za brak spolszczenia, ale w ostatnich dniach wyszedł polski patch, więc temat jest już nieaktualny w tym momencie. Generalnie (po ukończeniu RE 0, RE 2, RE 3, RE 5 i RE: Revelations) jest to dla mnie najlepsza część tej serii. Do mnie, jako zwykłego gracza, który nie jest psychofanem survival horrorów ani serii Resident Evil, formuła akcji z zombiakami w tle i proporcje gameplayu z czwórki, trafiają najlepiej. Być może to też ogromna zasługa tego, że ten remake jest na prawdę fantastycznie wykonany. Daję z czystym sumieniem 9/10. Resident Evil 4: Seperate Ways Generalnie to samo, co w przypadku czwórki, tyle tylko, że gramy inną postacią i widzimy pewne wydarzenia z innej perspektywy. Nadal tłuczemy się z zombie, rozwiązujemy zagadki, ale tym razem mamy gadżet, czyli linkę z hakiem. Też miło spędziłem kilka godzin. 9/10 Resident Evil 5 Ostatnie dni spędziłem na L4, więc siłą rozpędu postanowiłem, że skoro dobrze grało mi się w czwórkę to pójdę za ciosem i nadrobię serię, bo nie ukrywam, że jestem już ciekawy tych nowszych odsłon, a jednak mam takie wewnętrzne postanowienie, że jak nadrabiam jakąś serię to musi wszystko iść po kolei. To poszedłem... Wiadomo, pierwsze, co mnie uderzyło to fakt, że ta gra ma już ponad 16 lat i technicznie to widać. Przeskok z genialnego, nowoczesnego gameplayu 4 do topornej 5 był... trudny. Ale dobra, spodziewałem się tego, więc nie mogę przecież za to gry winić. Sam gameplay rozwija to, co dał w czwórce. Mamy dużo akcji, praktycznie zero backtrackingu, strzelamy do tony wrogów, rozwiązujemy zagadki. Lokacje nie zrobiły na mnie takiego wrażenia, Afryka może i miała potencjał na papierze, ale w rzeczywistości to wyszło gorzej, niż w czwórce. Sama fabuła też mnie aż tak nie zaciekawiła, choć moment zwrotny z jedną bohaterką był niezły, to trzeba przyznać. Wiem, że wielu graczy ucieszyło się z tego, że można wreszcie zmierzyć się z głównym złym, u mnie jednak nie wywołało to jakiejś większej ekscytacji. Walki z bossami są OK, choć żadna postać nie zapadła mi w pamięć tak, jak wrogowie w czwórce. Gameplay - tak jak mówiłem, czuć, że ta gra ma już swoje lata, ale na spokojnie da się ją ograć nawet i teraz. Irytuje brak strzelania w biegu, czasami słaba praca kamery, ale cóż poradzić. Podsumowując - jeśli czwórka poszła w kierunku akcji, to RE 5 praktycznie już całkowicie skupia się na szybkiej rozgrywce. Tyle tylko, że ten klimat nie jara tak, jak w poprzedniczce. 7/10 Resident Evil: Revelations Przed szóstką podobno dobrze ukończyć tę część, więc tak też zrobiłem. No i cóż... Choć gra wyszła trzy lata po piątce to szczerze, technicznie i graficznie różnicy nie widać. Wiem, że to gra szykowana na 3DSa, ale mimo wszystko dziwne, że trochę nie dało się tej grafiki podrasować. Sam gameplay to nieco powrót do starszych odsłon. Mamy dużo biegania po statku, powrotów po kilka razy do tych samych lokacji, do tego walka z potworami, szukanie kluczy i rozwiązywanie zagadek. Na pewno wyróżnia się konstrukcja fabuły na wzór serialu. Po pewnym czasie jednak te przypominajki już irytują Mamy kilku bohaterów, poszczególne etapy są różne, raz rozwiązujemy zagadki, raz po prostu rozwalamy przeciwników. Scenariusz jakoś wybitnie nie powala, jest historia, ale żeby jakoś wybitnie się nią ekscytować, to nie ma opcji. 7/10 Stray Kiedyś zainstalowałem, zacząłem, wyłączyłem i tak mi leżało na dysku. Gra krótka, więc postanowiłem dokończyć. No i szczerze mówiąc to bawiłem się średnio. Pomysł osadzenia gry z kotem w roli głównej był ciekawy, fajnie było nim pobiegać, pomiauczeć, zachowywać się, jak on. Na uwagę zasługuje świat, tutaj twórcy się postarali. Ale poza tym, to nic ciekawego tutaj nie ma. Fabuła jest, ale na kolana nie powala. Gameplay powtarzalny, po krótkim czasie się nudzi. Sterowanie też czasami mogłoby być bardziej przystępne. Ogólnie trochę się wymęczyłem, ale względu na to, że gra jest krótka, dawkując ją odpowiednio udało się dojść do finału. 6/10
-
Kingdom Come: Deliverance II
Zapewne chodzi o to, że trzeba pilnować statystyk (jedzenie, spanie), że jest ograniczony system zapisu, że ekwipunek się psuje i trzeba go naprawiać, że czasami nie wszystko jest wyjaśnione i trzeba czegoś szukać/kombinować itd. KCD ma rzeczy, które obecnie na rynku niekoniecznie są popularne - jednego to odrzuci, drugiego nie. Jak ktoś chce dynamicznego RPG-a to czeska produkcja nie będzie najlepszym wyborem.
-
Ekstraklasa + Puchar Polski
Żeby nie było tak, że Wisła wejdzie, a Legia spadnie i liczba "marek" w ekstraklasie zostanie na zero
-
Europa Conference League
Lech się spisał i wywozi przyzwoitą zaliczkę z Finlandii, spokojnie kontrolując mecz i nie forsując się. Szkoda Jagiellonii, bo z rezerwami Fiorentiny kompletnie sobie nie poradziła...
-
Resident Evil 9 Requiem
To prawda. Mnie tak spodobał się remake czwórki, że skończyłem od razu piątkę, a teraz siedzę nad Revelations I nie wiem czy nie skoczę później do Revelations 2 i VI, potem krótka przerwa i części współczesne z dziewiątką na deser.
-
Ekstraklasa + Puchar Polski
Widzę dwie szanse na to, żeby Mioduski sprzedał Legię: spadek i rozpierducha w klubie, ew. kibice zrobią rozp... w klubie i uprzykrzą mu życie na tyle, że odejdzie. Do tego niech się trafią jeszcze dwa-trzy sezony bez pucharów i też będzie klapa.
-
Ekstraklasa + Puchar Polski
Ten klub musi się oczyścić. To trzeba zaorać i budować od nowa. Przy tym właścicielu nie ma szans. Najbliższa okazja do rozpoczęcia wszystkiego od zera - spadek. Takie zejście na pierwszy poziom mógłby być zbawienny dla Legii. Wywalić przepłaconych, postawić na młodych, ew. na tych, którym zależy. A i mniej darmozjadów w gabinetach by od razu było.
-
Kingdom Come: Deliverance II
Po ponad dwóch miesiącach udało mi się ukończyć drugą odsłonę Kingdom Come. Spędziłem ok. 85-90 godzin w pięknym, realnym świecie i bez wątpienia był to dobrze spędzony czas. Uprzedzę nieco dalsze swoje przemyślenia - to najlepsza część serii pod kątem gameplayu, natomiast do mnie bardziej trafiła historia z jedynki. Odpalając dwójkę widać ogromny postęp w interfejsie, gameplayu (można wreszcie przez krzaki przejechać...), ogólnej prezencji samej gry. I to wrażenie towarzyszy nam w kolejnych godzinach - to jest po prostu jeszcze bardziej dopracowana i odpicowana pierwsza część. Jeśli jedynka cię zmęczyła, odrzuciła itd. to raczej nie masz tu czego szukać. I nie mówię tu tylko o tym, że fabuła nawiązuje do wydarzeń z pierwszej części - po prostu, KCD to gra, którą albo się lubi, albo się jej nie lubi. Przede wszystkim ze względu na swoje dość osobliwe mechaniki. Trzeba jeść, trzeba spać, trzeba uważać, bo się można opić, zatruć, zachorować. Idziesz, psują ci się elementy ekwipunku. Pieniędzy - przynajmniej na początku - łatwo nie zarobisz. I się wkurzasz, bo ciągle gra rzuca jakieś kłody pod nogi. Ale im dalej w las, tym bardziej kombinujesz, cieszysz się z małych rzeczy i idziesz dalej. I to dosłownie, bo na początku nawet na zwykłego konia cię nie stać... Początek może odrzucić. Fani jedynki spokojnie są jednak do tego przyzwyczajeni Do tego dochodzi system walki - uproszczony i prostszy niż w jedynce, ale i tak jedni powiedzą, że walczy się fajnie, a drudzy znowu będą narzekać i się frustrować, że trzeba go ogarnąć. Szkoda, że później nauka jednego ciosu powoduje, że praktycznie poziom walk drastycznie spada. No i oczywiście ograniczony system zapisu gry. Od razu po zakończeniu prologu świat gry się przed nami otwiera. Ta wolność potrafi przytłoczyć... Nie ma tu żadnych ograniczeń, niewidzialnych ścian, chorób czy innych wymysłów twórców na ograniczenie mapy w danym momencie. Nic nie stoi na przeszkodzie, żeby po oddaniu kontroli nad bohaterem przez kilkadziesiąt godzin po prostu zwiedzać świat i robić questy poboczne, zdobywając w ten sposób i pieniądze, i reputację, i level. Bo tu, jak pamiętamy, rozwój postaci wygląda nieco inaczej, niż w innych produkcjach. Im częściej coś robisz, tym jesteś w tym lepszy. I jak na początku masz problem z otwarciem prostego zamka, tak później robisz to z palcem w nosie, a trudniejsze zamki nie stanowią już dla ciebie wyzwania, ewentualnie przy maksymalnym skupieniu jesteś w stanie pokonać nawet największe zabezpieczenia. Chcesz kraść? Proszę bardzo, ale uważaj, bo nowy system ogarniania przestępstw powoduje, że trzeba kombinować, żeby nie tylko nikt cię nie przyłapał na kradzieży/włamaniu, ale też żeby nikt nie widział cię w okolicy, bo i tak wina później spadnie na ciebie. Ciekawa mechanika, do tej pory nigdzie chyba nie wykorzystana. Szkoda jedynie, że kradziony towar nie zawsze łatwo sprzedać (albo brakuje paserów, albo im brakuje pieniędzy, ewentualnie potencjalna wartość sprzedaży znacząco odbiega od samej wartości produktu). Chcesz być bohaterem, człowiekiem honoru i zarabiać uczciwie? Proszę bardzo, masz różne możliwości, np. możesz kuć miecze i je sprzedawać. Dodam, że dwójka nadal ma minigry z kuciem czy warzeniem mikstur, także jeśli lubiłeś to w jedynce, tutaj poczujesz się jak w domu. Jeśli chodzi o warstwę fabularną, jest spoko. Mamy historię z dużą polityką w tle, mamy zdrady, mamy intrygi, mamy bitwy, różnego rodzaju wydarzenia. Problem jednak w tym, że tak jak wspomniałem na początku, ta historia jakoś za bardzo do mnie nie trafiła. W sensie robimy te questy, wydarzenia się toczą, ale szczerze? Nie miałem tu jakichś większych emocji. Zdecydowanie bardziej trafiła do mnie fabuła z jedynki, tam się rzeczywiście kibicowało Henrykowi, były osobiste pobudki. Tutaj? No spoko, dzieją się wydarzenia, ważne dla całego kraju, ale w sumie, to jaki mam na to wpływ i co mnie to tak szczerze interesuje? Nie zrozumcie mnie źle - to nie tak, że twórcy zepsuli główną historię. Po prostu może niekoniecznie ona do mnie trafiła. Nie zapamiętałem praktycznie żadnego epickiego momentu... Questy poboczne - no cóż, tutaj dzieje się sporo i mapa szybko zapełnia się znacznikami. Jest co robić, questy są zróżnicowane, często z różnymi wyborami i konsekwencjami, no i w większości wykraczają poza schemat "przynieś - podaj - pozamiataj". No i można je robić na wiele różnych sposobów, czasami nawet człowiek się nie spodziewał, że tak się da. Świat gry robi wrażenie. Piękne okolice, bujne, zielone lasy, wsie, miasteczka, miasto... Ktoś wychowany na wsi poczuje się tutaj jak w domu. Klimat praktycznie wylewa się z ekranu. Za to dla twórców ogromny szacun. Osobiście Troskowice bardziej mi się podobały niż Kuttenberg, przytłoczyło mnie to wielkie miasto, wolałem bardziej swojskie klimaty Wrażenie robi też grafika - widać, że studio też się do tego przyłożyło. No i oczywiście miło posłuchać przygrywającej nam muzyki. Duże pochwały dla twórców za wykreowanie nowych, ciekawych postaci. Czy to Żiżka, czy to polski Komar, czy też wielu innych bohaterów, których spotykamy na swojej drodze... Co mi się nie podobało? Mało rzeczy. Jeśli mam coś wskazać, to oprócz jakichś drobnych problemów natury technicznej, irytował mnie w pewien sposób ten system mechanik i niszczenia ekwipunku, brak swobodnego zapisu. Do tego w jedynce szybko można było się dorobić na kradzieżach, bo handlarze mieli dużo forsy - tutaj już tak łatwo nie było. Może zabrakło mi trochę więcej nieliniowości w głównej fabule, może też tego, że liczyłem na spotkanie z pewnym bohaterem ale niestety twórcy tego nie uwzględnili. Niektóre misje/wydarzenia w fabule głównej są też przesadnie rozciągnięte, tak jakby na siłę chciano wydłużyć całą rozgrywkę. Bez sensu moim zdaniem. Podsumowując: cieszę się, że udało mi się ukończyć drugiego Kingdom Come. Jedynka była pewnego rodzaju odkryciem, świeżością, czymś nowym w tym naszym gamingowym świecie. Dwójka aż tak mnie nie zaskoczyła, natomiast jest produktem bardziej dopracowanym i "gotowym" do prezentacji szerszemu gronu odbiorców. Bawiłem się bardzo dobrze, chciało mi się zwiedzać ten świat i przez te blisko dwa miesiące praktycznie w ogóle się nie nudziłem. Daję 9/10. Specjalnie czekałem też z ukończeniem podstawki na wydanie wszystkich DLC, tak, żeby za jednym razem poznać całą zawartość gry. Pokrótce: Brushes with Death - jak dla mnie - skok na kasę. Sam dodatek jest... trochę wymyślony? Dobra, poznajemy historię malarza, ale te questy to nie poziom nawet zadań pobocznych w podstawce. Biegnij, przynieś, wróć. Biegnij, zabij, wróć. Biegnij, zrób coś, wróć. No nie... Opcja malowania tarczy - spoko, ani razu nie skorzystałem, bo jej nie używam w walce. Moment, który mi się najbardziej podobał to To jednak trochę za mało, jestem zawiedziony. 7/10 Legacy of the Forge - w jedynce mieliśmy odbudowanie wioski, tu mamy odbudowanie kuźni. Osobiście bardziej wolałem odbudowywać wioskę. Sama budowa kuźni to nic innego jak simsy w świecie KCD - można sobie według własnego uznania umeblować dom, pokój oraz podwórko. Ogranicza nas jedynie kasa i... poziom prestiżu. Sama fabuła - nomen omen - akurat opowiada o nieco innym wydarzeniu, niż samo bycie kowalem. Jest OK, kilka fajnych questów, czeka się na to, jak to wszystko się zakończy. No i końcowe sceny to prawdziwy majstersztyk, Twórcom należy się jednak bura za to, że w pewnym momencie blokują nam dalszą historię, jeśli nie osiągniemy poziomu prestiżu. Żeby go podbić, trzeba grindować, w tym wypadku wykonywać codzienne questy (różne co prawda, ale sprowadzające się do tego samego) i czekać, aż nam ten wskaźnik wzrośnie. Gdyby robić ten dodatek w międzyczasie to spoko, ale ja praktycznie zostawiłem go na sam koniec całej mojej przygody z grą, przez co mój schemat wyglądał tak, że przez dwie-trzy godziny robiłem dzienne zadania, szedłem spać, robiłem questy, szedłem spać i tak w kółko. Nie powiem, miałem przez to już ochotę rzucić ten dodatek, ale się zmobilizowałem i ogarnąłem potrzebny level. 8/10 Mysteria Ecclesiae - liczyłem na coś ala klasztor z jedynki i w minimalnej wersji to dostałem. Cóż, historia nawet potrafi zainteresować, jest intryga, gra się OK. Sam klasztor ma nieco zmarnowany potencjał, bo praktycznie większość postaci i pomieszczeń można było jeszcze jakoś wykorzystać, wydłużyć cały dodatek. Fajne nawiązanie do pandemii COVID - zarówno w historii, jak i np. w tym, że możemy sobie zrobić specjalną maskę na twarz. 8/10 Podsumowując: żadne z DLC nie rzuciło mnie na kolana. Najbardziej chyba podobało mi się to z klasztorem, bo tam fabuła była najbardziej ciekawa, zwarta i po prostu dodatek się przechodziło. Legacy of the Forge było męczące ze względu na konieczność grindu w pewnym momencie, a samo budowanie chaty mnie zawiodło. A nam DLC z malarzem to spuszczę kurtynę milczenia... Szkoda, że twórcy nie zrobili np. żadnego dodatku z Mam wrażenie, że twórcom nieco zabrakło pomysłów. Akurat dodatki do jedynki były - moim zdaniem - zdecydowanie lepsze. Jeśli chcecie dłużej pobyć w tym świecie - śmiało. Jeśli nie, to nie ogrywając tych DLC, niczego wielkiego nie stracicie.
-
własnie ukonczyłem...
Kingdom Come: Deliverance 2 Po ponad dwóch miesiącach udało mi się ukończyć drugą odsłonę Kingdom Come. Spędziłem ok. 85-90 godzin w pięknym, realnym świecie i bez wątpienia był to dobrze spędzony czas. Uprzedzę nieco dalsze swoje przemyślenia - to najlepsza część serii pod kątem gameplayu, natomiast do mnie bardziej trafiła historia z jedynki. Odpalając dwójkę widać ogromny postęp w interfejsie, gameplayu (można wreszcie przez krzaki przejechać...), ogólnej prezencji samej gry. I to wrażenie towarzyszy nam w kolejnych godzinach - to jest po prostu jeszcze bardziej dopracowana i odpicowana pierwsza część. Jeśli jedynka cię zmęczyła, odrzuciła itd. to raczej nie masz tu czego szukać. I nie mówię tu tylko o tym, że fabuła nawiązuje do wydarzeń z pierwszej części - po prostu, KCD to gra, którą albo się lubi, albo się jej nie lubi. Przede wszystkim ze względu na swoje dość osobliwe mechaniki. Trzeba jeść, trzeba spać, trzeba uważać, bo się można opić, zatruć, zachorować. Idziesz, psują ci się elementy ekwipunku. Pieniędzy - przynajmniej na początku - łatwo nie zarobisz. I się wkurzasz, bo ciągle gra rzuca jakieś kłody pod nogi. Ale im dalej w las, tym bardziej kombinujesz, cieszysz się z małych rzeczy i idziesz dalej. I to dosłownie, bo na początku nawet na zwykłego konia cię nie stać... Początek może odrzucić. Fani jedynki spokojnie są jednak do tego przyzwyczajeni Do tego dochodzi system walki - uproszczony i prostszy niż w jedynce, ale i tak jedni powiedzą, że walczy się fajnie, a drudzy znowu będą narzekać i się frustrować, że trzeba go ogarnąć. Szkoda, że później nauka jednego ciosu powoduje, że praktycznie poziom walk drastycznie spada. No i oczywiście ograniczony system zapisu gry. Od razu po zakończeniu prologu świat gry się przed nami otwiera. Ta wolność potrafi przytłoczyć... Nie ma tu żadnych ograniczeń, niewidzialnych ścian, chorób czy innych wymysłów twórców na ograniczenie mapy w danym momencie. Nic nie stoi na przeszkodzie, żeby po oddaniu kontroli nad bohaterem przez kilkadziesiąt godzin po prostu zwiedzać świat i robić questy poboczne, zdobywając w ten sposób i pieniądze, i reputację, i level. Bo tu, jak pamiętamy, rozwój postaci wygląda nieco inaczej, niż w innych produkcjach. Im częściej coś robisz, tym jesteś w tym lepszy. I jak na początku masz problem z otwarciem prostego zamka, tak później robisz to z palcem w nosie, a trudniejsze zamki nie stanowią już dla ciebie wyzwania, ewentualnie przy maksymalnym skupieniu jesteś w stanie pokonać nawet największe zabezpieczenia. Chcesz kraść? Proszę bardzo, ale uważaj, bo nowy system ogarniania przestępstw powoduje, że trzeba kombinować, żeby nie tylko nikt cię nie przyłapał na kradzieży/włamaniu, ale też żeby nikt nie widział cię w okolicy, bo i tak wina później spadnie na ciebie. Ciekawa mechanika, do tej pory nigdzie chyba nie wykorzystana. Szkoda jedynie, że kradziony towar nie zawsze łatwo sprzedać (albo brakuje paserów, albo im brakuje pieniędzy, ewentualnie potencjalna wartość sprzedaży znacząco odbiega od samej wartości produktu). Chcesz być bohaterem, człowiekiem honoru i zarabiać uczciwie? Proszę bardzo, masz różne możliwości, np. możesz kuć miecze i je sprzedawać. Dodam, że dwójka nadal ma minigry z kuciem czy warzeniem mikstur, także jeśli lubiłeś to w jedynce, tutaj poczujesz się jak w domu. Jeśli chodzi o warstwę fabularną, jest spoko. Mamy historię z dużą polityką w tle, mamy zdrady, mamy intrygi, mamy bitwy, różnego rodzaju wydarzenia. Problem jednak w tym, że tak jak wspomniałem na początku, ta historia jakoś za bardzo do mnie nie trafiła. W sensie robimy te questy, wydarzenia się toczą, ale szczerze? Nie miałem tu jakichś większych emocji. Zdecydowanie bardziej trafiła do mnie fabuła z jedynki, tam się rzeczywiście kibicowało Henrykowi, były osobiste pobudki. Tutaj? No spoko, dzieją się wydarzenia, ważne dla całego kraju, ale w sumie, to jaki mam na to wpływ i co mnie to tak szczerze interesuje? Nie zrozumcie mnie źle - to nie tak, że twórcy zepsuli główną historię. Po prostu może niekoniecznie ona do mnie trafiła. Nie zapamiętałem praktycznie żadnego epickiego momentu... Questy poboczne - no cóż, tutaj dzieje się sporo i mapa szybko zapełnia się znacznikami. Jest co robić, questy są zróżnicowane, często z różnymi wyborami i konsekwencjami, no i w większości wykraczają poza schemat "przynieś - podaj - pozamiataj". No i można je robić na wiele różnych sposobów, czasami nawet człowiek się nie spodziewał, że tak się da. Świat gry robi wrażenie. Piękne okolice, bujne, zielone lasy, wsie, miasteczka, miasto... Ktoś wychowany na wsi poczuje się tutaj jak w domu. Klimat praktycznie wylewa się z ekranu. Za to dla twórców ogromny szacun. Osobiście Troskowice bardziej mi się podobały niż Kuttenberg, przytłoczyło mnie to wielkie miasto, wolałem bardziej swojskie klimaty Wrażenie robi też grafika - widać, że studio też się do tego przyłożyło. No i oczywiście miło posłuchać przygrywającej nam muzyki. Duże pochwały dla twórców za wykreowanie nowych, ciekawych postaci. Czy to Żiżka, czy to polski Komar, czy też wielu innych bohaterów, których spotykamy na swojej drodze... Co mi się nie podobało? Mało rzeczy. Jeśli mam coś wskazać, to oprócz jakichś drobnych problemów natury technicznej, irytował mnie w pewien sposób ten system mechanik i niszczenia ekwipunku, brak swobodnego zapisu. Do tego w jedynce szybko można było się dorobić na kradzieżach, bo handlarze mieli dużo forsy - tutaj już tak łatwo nie było. Może zabrakło mi trochę więcej nieliniowości w głównej fabule, może też tego, że liczyłem na spotkanie z pewnym bohaterem ale niestety twórcy tego nie uwzględnili. Niektóre misje/wydarzenia w fabule głównej są też przesadnie rozciągnięte, tak jakby na siłę chciano wydłużyć całą rozgrywkę. Bez sensu moim zdaniem. Podsumowując: cieszę się, że udało mi się ukończyć drugiego Kingdom Come. Jedynka była pewnego rodzaju odkryciem, świeżością, czymś nowym w tym naszym gamingowym świecie. Dwójka aż tak mnie nie zaskoczyła, natomiast jest produktem bardziej dopracowanym i "gotowym" do prezentacji szerszemu gronu odbiorców. Bawiłem się bardzo dobrze, chciało mi się zwiedzać ten świat i przez te blisko dwa miesiące praktycznie w ogóle się nie nudziłem. Daję 9/10. Specjalnie czekałem też z ukończeniem podstawki na wydanie wszystkich DLC, tak, żeby za jednym razem poznać całą zawartość gry. Pokrótce: Brushes with Death - jak dla mnie - skok na kasę. Sam dodatek jest... trochę wymyślony? Dobra, poznajemy historię malarza, ale te questy to nie poziom nawet zadań pobocznych w podstawce. Biegnij, przynieś, wróć. Biegnij, zabij, wróć. Biegnij, zrób coś, wróć. No nie... Opcja malowania tarczy - spoko, ani razu nie skorzystałem, bo jej nie używam w walce. Moment, który mi się najbardziej podobał to To jednak trochę za mało, jestem zawiedziony. 7/10 Legacy of the Forge - w jedynce mieliśmy odbudowanie wioski, tu mamy odbudowanie kuźni. Osobiście bardziej wolałem odbudowywać wioskę. Sama budowa kuźni to nic innego jak simsy w świecie KCD - można sobie według własnego uznania umeblować dom, pokój oraz podwórko. Ogranicza nas jedynie kasa i... poziom prestiżu. Sama fabuła - nomen omen - akurat opowiada o nieco innym wydarzeniu, niż samo bycie kowalem. Jest OK, kilka fajnych questów, czeka się na to, jak to wszystko się zakończy. No i końcowe sceny to prawdziwy majstersztyk, Twórcom należy się jednak bura za to, że w pewnym momencie blokują nam dalszą historię, jeśli nie osiągniemy poziomu prestiżu. Żeby go podbić, trzeba grindować, w tym wypadku wykonywać codzienne questy (różne co prawda, ale sprowadzające się do tego samego) i czekać, aż nam ten wskaźnik wzrośnie. Gdyby robić ten dodatek w międzyczasie to spoko, ale ja praktycznie zostawiłem go na sam koniec całej mojej przygody z grą, przez co mój schemat wyglądał tak, że przez dwie-trzy godziny robiłem dzienne zadania, szedłem spać, robiłem questy, szedłem spać i tak w kółko. Nie powiem, miałem przez to już ochotę rzucić ten dodatek, ale się zmobilizowałem i ogarnąłem potrzebny level. 8/10 Mysteria Ecclesiae - liczyłem na coś ala klasztor z jedynki i w minimalnej wersji to dostałem. Cóż, historia nawet potrafi zainteresować, jest intryga, gra się OK. Sam klasztor ma nieco zmarnowany potencjał, bo praktycznie większość postaci i pomieszczeń można było jeszcze jakoś wykorzystać, wydłużyć cały dodatek. Fajne nawiązanie do pandemii COVID - zarówno w historii, jak i np. w tym, że możemy sobie zrobić specjalną maskę na twarz. 8/10 Podsumowując: żadne z DLC nie rzuciło mnie na kolana. Najbardziej chyba podobało mi się to z klasztorem, bo tam fabuła była najbardziej ciekawa, zwarta i po prostu dodatek się przechodziło. Legacy of the Forge było męczące ze względu na konieczność grindu w pewnym momencie, a samo budowanie chaty mnie zawiodło. A nam DLC z malarzem to spuszczę kurtynę milczenia... Szkoda, że twórcy nie zrobili np. żadnego dodatku z Mam wrażenie, że twórcom nieco zabrakło pomysłów. Akurat dodatki do jedynki były - moim zdaniem - zdecydowanie lepsze. Jeśli chcecie dłużej pobyć w tym świecie - śmiało. Jeśli nie, to nie ogrywając tych DLC, niczego wielkiego nie stracicie.
-
Champions League
No i się nie zawiodłem na Bodo, ładnie rozegrali u siebie Inter i to zwycięstwo przypadkowe w żaden sposób nie jest. Zobaczymy, jak wypadnie starcie rewanżowe. W najbardziej negatywnym scenariuszu może się okazać, że w 1/8 finału LM nie będzie żadnego włoskiego klubu - Napoli odpadło w fazie grupowej, a Inter, Atalanta i Juventus mogą polec w 1/16. Niezły pogrom reprezentantów Serie A...
-
Champions League
Po cichu liczyłem, że chociaż u siebie Qarabag może sprawić niespodziankę, a tymczasem dostali lanie 1:6, tracąc pięć goli już do przerwy... Teraz czas na Bodo - tu raczej takiego wyniku już nie będzie, ale czy dadzą radę powalczyć z Interem? Okaże się.
-
Xbox Game Pass - gry w abonamencie
Mi ogranie całej dwójki + trzech DLC zajęło jakieś dwa-trzy miesiące. Mowa o graniu średnio dwóch-trzech godzin dziennie. Cały rok więc nie jest potrzebny do tego, aby ją ukończyć 😀 Tu jeszcze wersja bez DLC, więc te kilka godzin mniej. W każdym razie niedzielni gracze zdziwią się, jak wielka i czasochłonna jest to gra, dlatego spoko, jeśli ten rok pobędzie w usłudze.
- Xbox Game Pass - gry w abonamencie
- Xbox Game Pass - gry w abonamencie
-
PlayStation 5 - komentarze i inne rozmowy
Biorąc pod uwagę ostatnie pokazy, to ten był niezły. Mało gadania i zbędnego zapychania, gaasy zredukowane do minimum. Z mojej perspektywy ucieszyła mnie zapowiedź Johna Wicka i trylogii God of War, nakręcił się teź bardziej hype na Bonda. Reszta produkcji bez ekscytacji, przynajmniej na ten moment. Liczyłem, że może Capcom zapowie remake Resident Evil 5, bo chodziły ploty, że nad tym pracują, a SoP wydawał się dobrym miejscem, zwłaszcza, że premiera RE 9 już za chwilę.
-
God of War Trilogy Remake
Złapałem trochę podjarki, jak wjechał ten motyw na State of Play, ale nieco mój entuzjazm opadł, jak okazało się, że nie ma jeszcze nawet daty premiery, bo dopiero zaczęli prace… Poza tym, szkoda, że nie uwzględnią w tym wszystkim Ascension i dwóch części z PSP. Kto wie, może sobie to zostawili na drugą „kolekcję” jak ma to miejsce w przypadku Metal Gear Solid.
-
John Wick
OMG! Coś pięknego. Ciareczki się pojawiły, bo wygląda bardzo ładnie. Jest szybka rozwałka, jest krew, oby tak też wyglądał końcowy stan. Szkoda, że narazie bez daty premiery… Swoją drogą - to chyba nie będzie ex dla PS5? Bo na trailerze nie podali żadnych danych, dotyczących platform.
-
Gothic Remake
Są obawy, bo nie wiem czy da się teraz odtworzyć kultowego Gothica w nowej formie. Na trailerze wygląda ładnie, ale jak wyjdzie to w pełnej wersji… Zobaczymy. Oby już nie przekładali premiery, a ja sam nie wiem, czy się nie skuszę już na premierę, bo jednak to ten ukochany, kultowy Gothic z dzieciństwa
-
Dark Pictures: Anthology (Supermassive, Bandai)
Fajnie to wygląda, zobaczymy, czy rzeczywiście nasze wybory będą miały na przebieg całej historii, a nie jedynie na odwleczenie pewnych zdarzeń w czasie.