Jukka Sarasti
Użytkownicy
-
Dołączył
-
Ostatnia wizyta
-
Obecnie
Przegląda temat: Nintendo Switch 2 - temat główny
Treść opublikowana przez Jukka Sarasti
-
Silent Hill f
Gameplayowo i pod kątem klimatu się te gry odczuwalnie różnią, raczej nie powinno być wrażenia grania w zbyt podobne tytuły. No chyba, że jesteś zmęczony samą formułą survival horroru, wtedy dwie gry solidnych rozmiarów pod rząd z tego gatunku mogą zamulić.
-
DEATH METAL
Ależ to jest potężny materiał, mój ulubiony z tych, które usłyszałem w tym roku. Dwóch ziomków z Mitochondrion, brzmi to jak bękart wczesnego Morbid Angel z Negative Plane, do tego rozmaite inne wpływy (nawet są falsety jak King Diamond czy Bathory w ostatnim wałku).
-
własnie ukonczyłem...
O, BF dało mi sporo frajdy, a Pseudoregalia czeka na swoją kolej. Boli też dostępność starszych gierek tego typu - wspomniane Evil Twin (nigdy nie grałem) i I-Ninja (a to akurat leży na CD wśród miliarda innych fantów w domu rodziców) chętnie bym se ograł po prostu kupując na jakimś GOG czy innym PS Store, ale wychodzi na to, że najsensowniejszą opcją pozostaje niestety emulator.
-
Właśnie zacząłem...
Isshin jest bardzo fajne, bdb pomysł
-
własnie ukonczyłem...
Coś tam wychodzi z gierek niezależnych na PC (Demon Turfy, Spark the Electric Jester itp.), więc jest to kolejna nisza, którą zaadoptowały indyki, aczkolwiek nie siedzę w gatunku na tyle, aby się o tych gierkach mocniej wypowiedzieć.
-
Właśnie zacząłem...
Miałem z tym, podobnie jak z Code Vein, że były to tytuły jak najbardziej poprawne, skończyłem je, ale absolutnie nic w nich mnie jakoś bardziej nie ruszyło. Po owych dwóch gierkach odpuściłem sobie tytuły tego studia, choć mam jakieś God Eatery na Steamie jeszcze.
-
Stranger Than Heaven
Widziałem gdzieś też teorię, która mam nadzieję nie stanie się niczym więcej, niż fanfikiem, że głównemu bohaterowi na koniec od władzy czy tam zgorzknienia odpierniczy, wtedy musi go ubić Kazama i przygarnia Kiryu - ja pomimo uwielbienia dla Yakuz naprawdę chciałbym zupełnie oderwaną grę, gdzie jedynym łącznikiem będzie w subqueście np. koleś wyspecjalizowany w tiger dropie.
-
Stranger Than Heaven
Jedyna rzecz, która mi się nie podobała, to powiązanie z uniwersum Yakuzy przez Tojo - wolałbym zupełną autonomię. A tak jest trochę obawa, że będzie się grało biologicznym starym Kiryu czy tam będzie mieszać inne Daidoji. Poza tym jaranko.
-
Jak należy grać w gry (by nie wystawić się na śmieszność).
Ano właśnie, zawsze mnie bawi jak widzę jakieś tego typu apele, że Soulsy czy coś tam jest za trudne - tak jakby każda gra miała być dla każdego, równie dobrze można się obrażać na książki czy filmy, że z nami jakieś dzieło nie rezonuje albo ma wysoką barierę wejścia. Sam wielu wartościowych gierek nigdy do porządku nie ogram albo w ogóle nie ogram - np. rozmaitych Europa Universalis, bo po prostu nie mam ochoty uczyć się mechanik przez kilkadziesiąt godzin, zanim wystartuje "prawdziwa" gra, no ale i bez nich mam taki backlog, że pewnie nigdy nie wyjdę z nim na zero.
-
System reputacji
Również uważam, że sam plus i minus bez reputacji byłyby całkiem okej, jeśli już chcemy zostawić reakcje. Niestety, ale z moich obserwacji także innych miejsc (np. forum MMA Rocks, które dobrą dekadę temu stało się totalnym śmietnikiem po wprowadzeniu "lajków") system reputacji generuje posty pod atencję, hehe bekę czy dojebanie komuś zamiast merytoryki, byle cyfrowe ego było ugłaskane.
-
W co obecnie gracie?
Na Steam klucz kosztuje jakieś 4 dychy.
-
własnie ukonczyłem...
Pośród różnych tytułów, które dostarczyło nieodżałowane Visceral Games, znajduje się też tytuł, o którym swego czasu było głośno, choć niekoniecznie przez gameplay - Dante's Inferno próbowało w najbardziej dostosowany do możliwości intelektualnych średniego Amerykanina zaadaptować pierwszą część "Boskiej komedii", to jest robiąc z Dantego krzyżowca-zabijaką z kosą wydartą śmierci, który przebija się przez gorowato-erotyczne (miejscami) piekło w poszukiwaniu gołej baby, a grę promowano wynajmując ludzi, aby ci protestowali przeciwko obrazie uczuć religijnych. Natomiast jeżeli odejmiemy z tematu otoczkę, to wychodzi nam gra bardzo charakterystyczna dla swojej epoki, aż do przesady zakochana w God of Warach i jednocześnie zapewniająca nieco fajnej siekaniny w wersji na X360, którą ogrywałem. Historia do szczególnie skomplikowanych nie należy - Dante nagrzeszył za życia, choć oczywiście myślał, że jest moralnie w porządku. No i jakoś tak wychodzi, że dosyć szybko dostaje kosę w plecy, ale jako twardziel zamiast pójść za czyhającą na niego Śmiercią, spuszcza jej wpierdol i zabiera kosę, która będzie stanowiła, obok krzyża robiącego za broń dystansową, główną broń. Po przybyciu do swojego domostwa odkrywa, że żona została zamordowana, a jej dusza porwana do piekła. Rusza więc za nią i przechodzi przez opisane w "Boskiej komedii" kręgi aż do momentu, gdy będzie mógł najebać sęków samemu diabłu. A to wszystko w imię miłości. Nie jest to szczególnie porywająca historia, choć niezłe są komiksowe cutscenki i jakieś tam próby jej pogłębienia, które w ręku lepszego scenarzysty pewnie mogłyby nadać grze dodatkowe warstwy. Całość kończy się w sposób zwiastujący sequel, który nigdy się nie zmaterializował - a szkoda, bo dwójka podobno była dużym krokiem naprzód w stosunku do jedynki. Niemniej samo Dante's Inferno to gierka sympatyczna, nawet jeśli dosyć powtarzalna - sam jednak grałem w nią raz na dwa, trzy dni (powiedzieć, że obecnie mam zapiernicz w życiu, to nic nie powiedzieć) i w takich dawkach była więcej, niż w porządku. Gameplayowo to tytuł zapatrzony w God of Wary w gigantycznym stopniu, co kiedyś mi przeszkadzało, no ale teraz to są inne czasy i inne GoWy, więc taki reskin był spoko. Dosyć powiedzieć, że kosa ma zasięg niczym łańcuchy, poza lekkim i ciężkim atakiem jest chwyt, prawa gałka to uniki, do tego QTE i ustalone kąty kamer. Chyba jedyna inna mechanika to to, co dzieje się po chwyceniu przeciwników w celu skończenia ich żywota - możemy ich potępić lub odpuścić grzechy (teologia tej gry byłaby dobrym tematem alkoholowej rozkminy). Podobnie ze spotykanymi co jakiś czas duchami historycznych grzeszników - nie jest to jednak mechanika determinująca np. zakończenie, a jedynie wybór, które drzewko bardziej chcemy dopakować, "święte" (ataki krzyżem itp.) czy "nieświęte" (kosa). No i szlachtuje się ich jednak całkiem miło - rodzajów wprawdzie nie ma wielu, ale się między sobą różnią, do tego mamy paru bossów, zarówno do obijania w standardowy sposób, jak i jakimś prostackim trikiem. Nie mielibyśmy jednak pełnej podróby GoWa bez dodania elementy platformingu - ten wprawdzie daje pożądaną odmianę, ale irytuje niską precyzją skoków. Nieraz i nie dwa ginąłem w miejscach, gdzie teoretycznie skok nie powinien być trudny, co oznaczało zobaczenie cytatu z "Boskiej komedii", wczytanie gry, często obejrzenie krótkiej niepotrzebnej cutscenki i kolejne skoki. Wizualnie gierka wygląda całkiem dobrze - zresztą dla mnie gry mogły się wizualnie zatrzymać na PS360 - i oczywiście również tutaj stara się małpować GoWa "epickimi" ujęciami w niektórych sekwencjach. Wizualnie grę zapamiętałem jako bardziej monotonną wizualnie - teraz jednak, choć oczywiście głównie obserwujemy miksy czerni, czerwieni i innych "piekielnych" barw, to jednak poszczególne kręgi piekła wydały się bardziej różnorodne. Muzyka to epickie orkiestracje z których już niczego nie pamiętam. No i tak się grało w tego wcale-nie-Kratosa - nieźle się walczyło, średnio się skakało, ale zwyczajnie przy mojej obecnej growej diecie taki 6,5/10 klon starych GoWów był miłą rozrywką i nie żałuję czasu. Szkoda Viscerali, szkoda drugiej gry z serii, ale świat idzie do przodu, więc taka pocztówka do czasów minionych dała mi frajdę.
-
Anime - temat ogólny.
Dzięki Panowie, ponotowane.
-
Resident Evil - temat ogólny, komentarze, plotki i inne
Są kanały i szukanie kluczy, będzie dobrze.
-
Anime - temat ogólny.
Prośba o polecankę - anime oglądam bardzo mało, nie jestem na bieżąco, więc rekomendacje mogą dotyczyć i rzeczy z ubiegłego wieku. Szukam czegoś zwartego, najlepiej jeden-dwa sezony, dobra intryga z zagadką (okolice kryminału itp.), mogą być elementy paranormalne, jakaś ładna bitka też nie zawadzi, byle nie było dużej ilości humorku czy "dziecinnych" designów. Opis pewnie bardzo ogólny, więc i przyjmę rozmaite rekomendacje - najważniejsze, żeby rzecz nie była rozciągnięta i zbyt infantylna.
-
Wymiana kodów Steam/Origin, kart itepe
Oddam na Steam Gestalt: Dream and Cinder.
-
własnie ukonczyłem...
Ja po dwóch godzinach jestem na granicy wywalenia z dysku - ładnie to wygląda i klimat jest spoko, ale gameplay absolutnie nie dostarcza, a sam platfroming wypada strasznie sztywno - natomiast po Twoim poście chyba tę granicę przekroczę, bo nie wygląda na to, żeby później było lepiej.
-
własnie ukonczyłem...
"Battle out of Hell" warto jeszcze sobie pyknąć, bo pierwsza ekipa robiła, a potem udawać, że marka umarła.
-
Indyki & ukryte perełki, które warto znać
Fajnie, że w końcu im się udało wybić - Serpent in the Stagland (debiut) to ciekawa, ale mocno nieprzystępna gra, Mechajammera nie ruszałem, bo jest zabugowany do punktu, gdzie nie da się chwilami kontynuować rozgrywki, ale jak widać za trzecim razem się udało.
-
własnie ukonczyłem...
Infinite to rzadki przypadek gry, w której miło wspominam klimat i fabułę, ale gameplay był absolutnie jednym z najgorszych w mojej karierze gracza. Strzelanie i walka jakimś cudem jeszcze gorsze niż poprzednich częściach.
-
Właśnie zacząłem...
Pora ograć ostatnią interesującą mnie grę na tablecie Manty i wrzucić go do szuflady.
-
własnie ukonczyłem...
Parę lat temu przeszedłem sobie bardzo sympatyczną metroidvanię w postaci Ender Lilies, więc przyszedł w końcu czas na zapoznanie się z kontynuacją, a mianowicie Ender Magnolia: Bloom in the Mist. Jest to sequel z gatunku "więcej tego samego", co nie jest absolutnie rzeczą złą, bo z poprzednią grą spędziłem przyjemny czas, a od premiery nieco już minęło. Schemat rozgrywki czy stylistyka pozostają takie same, a główną różnicą jaką wychwyciłem był fakt, że Ender Magnolia wypada jako tytuł zdecydowanie łatwiejszy - w zasadzie poza ostatnim bossem przy wbijaniu true endingu żadna sekwencja czy walka nie zatrzymały mnie na dłużej. Fabuła mocno wiąże się z jedynką i choć można się dobrze bawić bez jej znajomości, to doda sporo istotnego kontekstu. W skrócie jednak, to gramy cierpiącą na amnezję Lilac, która budzi się w pustoszonym plagą świecie ze strzępkami wspomnień. To, co wyróżnia tego szczyla, to zdolność do "naprawiania" homokulusów, którym odbiło. Homokulusy to sztuczne mechaniczne twory (aczkolwiek, jak się okazuje, niektóre są tworzone także z ludzi), które napędzane magią zyskały samoświadomość i wykonują dla ludzi różne prace - no chyba, że im się pogorszyło, wtedy robią się z nich potwory i nasi growi antagoniści. Nie przedłużając więc zbytnio, bo fabuła do wybitnych nie należy, choć sporo znajdziemy tu różnych zapisków z lore itp., to staramy się odzyskać wspomnienia, pokonać zło i w tym celu sobie sporo poskaczemy i ponaparzamy. Największym wyróżnikiem poprzedniczki była przepiękna estetyka, która robi robotę i tym razem. Bardzo ładny styl graficzny, płynne animacje i eteryczna ścieżka dźwiękowa, a do tego przepiękne anime przerywniki filmowe. Patrzy się na to jak na mroczną baśń i właśnie taki klimat utrzymuje się przez całą przygodę, niezależnie od tego czy zwiedzamy spaczony las czy może laboratoria, które powstają kolejne okaleczone osobniki. Co nam jednak po estetyce, jeżeli gameplay nie dowozi? Tutaj na szczęście nie ma takiej sytuacji, bo podobnie jak w poprzedniczkę, gra się w to bardzo dobrze. Ponownie na początku musiałem przyzwyczaić się do ciut wolniejszego, niż w innych metroidvaniach tempa poruszania się, ale nie można niczego zarzucić movementowi. Platforming do trudnych raczej nie należy. Mapa została zaprojektowana dosyć dobrze i przyjemnie wraca się do jej czyszczenia po odblokowaniu nowych ruchów. Walka ponownie opiera się na zdolnościach przywoływanych przez nas homokulusów - obsadzamy sobie nimi poszczególne przyciski na padzie i mamy na raz dostęp do czterech ataków, które podzielić można na "standardowy" atak w zwarciu, rozmaite dodatkowe ruchy (np. pociski z cooldownem i bez czy unoszącego się wokół nas homokulusa, który niezależnie od nas wyprowadza ataki), a także uniki dające klatki niewidzialności czy po zdobyciu przedmiotu z pewnej kategorii ekwipunku (lub wyposażeniu odpowiedniego homokulusa) coś na kształt parowania. Fajnie się obija przeciwników, którym można poza HP zbijać także "postawę" udanymi atakami, przez co stają się ogłuszeni. Grę ukończyłem w niecałe 20 godzin i czas ten idealnie sprzyjał temu, aby nacieszyć się tym tytułem, a jednocześnie nie przejeść. Nie jest to może gra, którą będę wspominał latami, ale też trudno mi znaleźć bez szukania na siłę jakieś wady, a jak za parę lat wyjdzie trójka, to ją też pewnie kupię i z przyjemnością ogram. Oba Endery to kawał gierek z duszą.
-
Właśnie porzuciłem...
Jakoś chwilę po wydaniu The Following, pamiętam, że był pistolet, potem karabin i to chyba tyle.
-
Właśnie porzuciłem...
W jedynce też za dużo sobie nie postrzelasz gwoli ścisłości, z 90% gry to było meelee z tego co pamiętam. Jedynkę wspominam miło, natomiast dwójkę niby mam, ale jakoś brak mi motywacji, żeby do tego siąść.
-
własnie ukonczyłem...
Kiedyś grałem sobie w Space Marine, ale nigdy nie ukończyłem tego tytułu - wpadła jakaś sesja, młyn w pracy czy inne badziewie i na chwilę musiałem odstawić gierki, a potem jakoś nie miałem motywacji siadać do rozkopanego tytułu. Po latach wyszło Space Marine 2, które dla odmiany dograłem i bawiłem się nawet nieźle, choć też daleko mi do jakiejś miłości do tego tytułu. To tylko i aż treściwa sieczka, która daje sporo relaksu, a jednocześnie jeżeli nie jest się fanem uniwersum - ja nie jestem - może nie plusować magią świata. Fabuła kontynuuje jedynkę, choć nie ma potrzeby jej znać - nawet jeśli powracają postacie czy wątki z poprzedniczki, to nie trzeba dysponować wybitnymi zdolnościami dedukcyjnymi, aby rozkminić który jest synem którego. Nasz kosmiczny ultrapudzian Titus powraca do akcji, aby tym razem zamiast orków wyrzynać tyranidów, to jest takie duże robaki. Oczywiście nie będzie dużym spoilerem, jeżeli powiem, że do akcji dołączają też siły chaosu. Ogólnie to jak zapewne się domyślacie, zwroty akcji Was raczej nie zaszokują, ale gra sprawnie buduje ten militarno-epicki klimat przechodzący w srogo patetyczne tony. Każdy to honorowy koks gotów umrzeć za imperatora i tak dalej - jedynie żałuję, że wątek chaosu wypada jakoś tak... grzecznie? Trudno mi znaleźć lepsze słowo, ale RPGowy Rogue Trader pomimo oczywistych ograniczeń wizualnych znacznie lepiej obrazował w samym projekcie przeciwników czy "chaotycznych" lokacji, że żarty się skończyły. Gra się w to natomiast tak - wpadamy w tłum wrogów (mam tu na myśli naprawdę tłum, jest kilka sekwencji gdzie walczymy dosłownie z kilkudziesięcioma przeciwnikami, a może i setką), lamusów masakrujemy pojedynczymi uderzeniami broni białej i strzałami, a ich "oficerów" musimy już trochę bardziej porozbijać, no i ci stanowią jakieś tam zagrożenie. Aby zrealizować nasz cel mamy do dyspozycji dosłownie 2-3 kombosy na krzyż dla każdej broni, parowanie zabijające słabszych przeciwników i otwierających silniejszych na odpalenie im ciosu krytycznego na mordę, do tego granaty i strzelanie, gdzie dopóki nie użyjemy trybu celowania to pudłujemy w sposób nakazujący wierzyć, że ultramarines rekrutowani są jedynie z ludzi z dużymi wadami wzroku. Taki prosty gameplay loop ma pewien urok, ale przynajmniej dla mnie szybko robiło się to monotonne - system walki w żaden sposób nie ewoluuje, gra wprowadza zbyt małą liczbę rodzajów przeciwników, aby ci jakoś różnicowali potyczki, brak też większych urozmaiceń. Ot, dwa razy otrzymamy jetpack, mamy fajną efekciarską sekwencję na otwarcie ostatniej misji, której nie zaspoileruję, no i tyle. Do tego dochodzą sympatyczne walki z bossami, niemniej granie więcej, niż misji na dzień było dla mnie ostatecznie nużące. Lepiej więc sobie ten tytuł dawkować. Na pochwałę zasługuje dodatkowa zawartość, to jest opcjonalne misje zwane operacjami, gdzie gramy innymi postaciami i rozgrywamy wydarzenia, które działy się równoległe do głównego wątku. Nie chciało mi się ich przechodzić, ale bardzo należy docenić wrzucenie do bazowej zawartości gry dodatkowych misji, które pewnie w przypadku większości innych gier byłyby sprzedawane jako DLC. Całość wizualnie prezentuje się naprawdę dobrze, w czym pomaga klimat tego ponurego świata i dobre jego oddanie. Niby nie zwiedzamy setek biomów, ale misje mają jakiś tam odrębny sznyt graficzny - raz powalczymy sobie w dżungli, kiedy indziej w budynkach, a jeszcze kiedy indziej w ramach epickiej bitwy na świecie cmentarnym. Audio pasuje do tej otoczki, natomiast już teraz nie pamiętam żadnej muzyki. Space Marine 2 to dobra gra, ale dla mnie jako osoby nie będącej fanem uniwersum nie plusująca jego wiernym odwzorowaniem, a jednocześnie zamulająca przy dłuższych sesjach ze względu na bardzo prosty i nierozwijający się gameplay. Niemniej jednak to rzecz, której warto dać szansę, ale jednak jeżeli nie jest się fanem poprzedniczki lub Warhammera, to może lepiej rozważyć odpalenie z GP, w którym gra siedzi lub na jakiejś promocji. Ja odczułem pewną ulgę po zobaczeniu napisów końcowych.