Treść opublikowana przez Yap
-
Wiedźmin 3: Dziki Gon
Grajac na SeXie nie uswiadczylem ZADNYCH wiekszych problemow. Jedna z wielu pozytywnych cech tej gry bylo to, ze gralo mi sie plynnie, bez haczenia, z lekka nutka retro gdzie gra nie traktuje gracza jak idiote. Pierwsze przejscie bylo dziurawe jak ser szwajcarski. Pierwsza gwint karte zablokowalem sobie bardzo wczesnie, ale wiedzialem, ze i tak wroce po calaka. Gdybym mial sie czepiac to czasem jazda konna podczas ucieczki przed wieksza gromada potrafila sie zajaknac, a rumak nie mogl wyjechac z pomiedzy dwoch konarow, ale poza tym wyscigi robilem na max 3 proby, a ostatni na jedna. Wiesiek 3 jest bardziej user friendly niz wiekszosc gier tej dekady.
-
własnie ukonczyłem...
Pamiętam, że Ebony & Ivory są przepierdolone. Można pchnąć całe DMD tylko giwerami. Poza tym zobaczysz jak sobie "poradzili" z bestiariuszem i ogólnym dizajnem gry. Po odblokowaniu Trish nawet można się pobawić. Ma taki fajny tryb, w którym wbija Spardę w ziemię i walczy wręcz.
-
własnie ukonczyłem...
Te pierwsze skończyłem mimo wszystkim komórkom mówiącym, żebym się w tym nie babrał. Ponad sto prób poświęciłem na te platformowe (każdą z osobna), a w porównaniu cała reszta była prosta. Podszedłem do innych po kilka razy, ale nie mogę tak nadwyrężać własnego jestestwa. Tam idzie zwariować i wykląć rodzinę.
-
własnie ukonczyłem...
Napisałem esej o tej grze, ale po wciśnięciu save załadowało tylko zdjęcie. No nic. Gra jest świetna. Polecam.
-
Wiedźmin 3: Dziki Gon
To prawda, ale nie robić tych questów trochę nie ma sensu w przypadku W3. Są zbyt wyjebiste. Jeśli łapiesz się na tym, że od kilku dni nie ruszyłeś/łaś wątku głównego to wiesz, że coś się dzieje. I tu warto wspomnieć o poziomie trudności. Warto zaczynać na wyższym lub najwyższym. Dziki gon jest fenomenalnie wyważony, a problem z przepakowaniem znika.
-
Platinum Club
Jak wyżej. Generalnie uważam, że fabuły w większości gier "samurajskich" są co najmniej dobre, ale ta w GoT jest naprawdę świetna. Może dlatego, że mam do nich słabość, ale te większe questy poboczne są również nietuzinkowe. Gra jest przepełniona brutalnością i przemocą. W wątku gównym, jak i w side-questach, natrafi się na szokujące motywy czy to kulturowe, czy rodzinne.
-
Platinum Club
Rise of the Ronin - platyna jest czasochlonna, ale z trudnoscia ma niewiele wspolnego. Gierke polecam. Jest to GoT z odzysku, ale z wlasnym nioh’wym klimatem, tylko bez demonow i mitologii japonskiej. Za to jest tutaj patos wylewajacy sie z ekranu. Setting i combat robia niesamowicie.
-
własnie ukonczyłem...
Rise of the Ronin - po wielu poczatkowych perturbacjach z ta gra w koncu doszedlem do tego o co chodzi z systemem walki i jak go uskuteczniac. Start mialem dosc ciezki. Nie rozumialem counterspark, dlaczego wchodzi, a dlaczego nie (ostatni cios combo), po co mi bonusy w postaci +/- 0,2% i czy nawet zsumowane z reszta perkow beda mialy odzwierciedlenie w starciach. To wszystko zaczelo ukladac sie w jedna logiczna calosc, a skondensowana wiedza pozwolila na stworzenie potwora. Po skonczeniu gry zauwazylem, ze jest kolejny poziom trudnosci, na ktorym to moj koncowy build lsnil jak slonce w bezchmurny dzien. RotR to bardzo dobra gierka. Po pierwsze setting w swiecie samurajow to dla mnie top topow. Uwielbiam biala bron, uwielbiam Japonie, jej ciezko zrozumiala dla zachodnich bytow kulture, okrucienstwo i kodeks, ktory zawstydzi niejednego meczennika. Jesli wie sie co sie robi, wyczuje sie timing i zadawqnie ciosow zsynchronizowane z obrona i parowaniem nasz bohater odstawia tak mordercze piruety, ze nic jie jest w stanie go powstrzymac. Przez cale pierwsze przejscie uzylem dopalaczy doslownie kilka razy. I za to nalezy mi sie polmetrowy bo sa one nieslychanie skuteczne i trwaja na tyle dlugo, ze nie trzeba ich aplikowac trzy razy przy dluzszych starciach, a to wplywa dalej na plynnosc, skupienie i jego ciaglosc przy bardziej wymagajacych przeciwnikach. Na midnight (najwyzszy poziom trudnosci) widac to najlepiej. Kilka razy udalo mi sie nie otrzymac zadnych obrazen, a jest to ciezkie z co lepszymi szermierzami. Wystarczy podlubac przy bonusach, troszke pofarmic, skleic postac i jazda. Fabulka jest, ale nie jakas tam sztampowa. Dokonujemy wyborow. Niektore nie maja zadnego znaczenia, a inne decyduja o tym czy i kogo spotkamy ponownie na swojej drodze. A poznajemy dziesiatki postaci. Jesli jest sie milosiernym mozemy ich przygruchac jako ziomali i razem z nimi ruszyc do boju. Niektorzy sa nastawieni na ciche egzekucje, inni na walke otwarta, a jeszcze inni na jedno i drugie. Mozna wybierac do woli. Znaczy sie sposrod 32och dostepnych kompanow. Cala historia jest przesiaknieta patosem, wiele watkow to moralne rozterki bohaterow, ich egzystencjonalna wewnetrzna walka i chec wsparcia ojczyzny co jest motywowane roznie i przez rozne przeslanki. Przez to wlasnie staniemy w szranki z…ale nie bede psul zabawy tym, ktorzy nie grali. Sieczka jest krwawa. Glowy odpadaja az milo, posoka chlasta na lewo i prawo, a krzyki agonii pieknie wypelniaja malzowiny uszne. Wieksi przeciwnicy sa hardzi, a nawet pyskuja, ze spuszcza nam srogi wpierdol. Mniejsi potrafia spietrac i pozwolic nam rozpruc im bebechy jesli ubijemy uprzednio najsilniejszego z nich. Narzedzi zbrodni jest wiele. Jest taka mozliwosc, ze nie ogarnie sie w pelni wszystkich styli bo jest ich nieslychana mnogosc, a “nauczenie sie” wszystkich z nich wymaga strasznie tlustego grindu. Niektore z nich wymagaja pchania fabuly do przodu, inne stawania w starcia z wojownikami w kilku dojo, a jeszcze inne zawierania wiezi z tymi samymi ludzmi, z ktorymi cwiczymy w tychze przybytkach. RotR to nie GoT. Ten drugi jest lepszy pod wieloma wzgledami, ale nie dac szansy Roninowi to maly grzeszek. Jesli macie gdzies chwile…trwajaca 80h, to smialo wbijajcie w ten swiat. Warto.
-
Właśnie zacząłem...
Rise of the Ronin - Nioh w sandboxie. Znow wazny jest build, ponownie nalezy grzebac w gorach sprzetu by znalezc cos co pasuje do reszty, podobnie jak w Nioh customizacja wchodzi stopniowo wraz z rozwojem fabuly. Gra mi sie dobrze, ale ten system walki juz troche trąci. To gapienie sie na pasek staminy i to jak bardzo jest istotny w starciach jest lekka przesada. Pakuje wszystko wlasnie w ten aspekt rozgrywki oraz jak najlepsze recovery. Kazdorazowo, doswiadczajac zdyszanego protagonisty, targaja mna demony furii, a wilki wyja w mojej glowie zwiastujac smierc. Na najwyzszym poziomie trudnosci jest to jak najbardziej przepierdolone - nie miejmy zludzen. Po setnym zgonie mialem juz dosc i zalaczylem sobie ten srodkowy poziom trudnosci, co niestety w moim przypadku znaczy rowniez wymiane tamponow, ale jestem juz stary wiec szukam wymowek gdzie popadnie. Setting jest bardzo fajny, eksploracja i czyszczenie mapy lepsze niz w grach Ubisoftu, fabula jakas tam jest, ale ciezko mi sie na niej skupic z tymi wszystkimi przypadkowymi NPCami, ktorzy nie wnosza wiele do pompy prezentowanej historyjki. Koncowa cutscenka z epilogu byla natomiast mocna. Szkoda, ze trzeba siec z 70h, zeby doszlo do kulminacji. Polecam, ale combat nie jest dla kazdego. Potrafi sklonic lysego do trwalej ondulacji.
-
Jakie pierwsze Trophy / Achievment taki cały rok
-
Borderlands 4
Resetujesz? Rozwiń proszę.
-
Borderlands 4
Mi wypadl podczas farmienia stickies/smg, ale z tego planu nic nie wyszlo procz teczowej wersji. Tydzien pozniej mialem Boda u Maurice’a.
-
własnie ukonczyłem...
Halo 3 ODST - byli bardzo plodni w tamtych czasach. Gierek na peczki, gameplay zazwyczaj sie zgadzal, bez fajerwerkow i bitej smietany, ale nawet cos takiego jak ODST potrafilo przykuc. Reach jest gra lepsza, rzecz jasna, ale nawet tutaj mozna niezle sie bawic zwazywszy na to, ze gunplay jest mocno reprezentatywny, charakterystyczny i wlasciwy dla tej serii. Oczywiscie przez pierwsza godzine rzucalem granaty probujac wejsc w ADS, ale po jakims czasie przypomnialem sobie w jak stary tytul gram. Dizajn miasta jest dosc prostacki i kwadratowy. Pamietam, ze grajac w Halo 2 rowniez nie moglem sie wbic w klimat tej urbanistycznej napierdalanki. Wolalem bitke w kosmosie, starłorsy dla doroslych i eksploracje jakichs prekursorskich lokacji dawnych cywilizacji niz miejska partyzantke. Cale szczescie pozniej to sie zmienia bo zarowno lokacje zadaszone jak i otwarte wchodza na wyzszy poziom. Doslownie i w przenosni. Podobal mi sie etap z ladowiskami i obrona pelicana, rozwalka pojazdami jak zwykle dowozila, ale ja najchetniej zdejmowalem cale zastepy covenanckimi snajpami. Jesli chodzi o tlo fabularne nie moge powiedziec zlego slowa procz tego, ze stracilem zainteresowanie gdzies w polowie, a sama koncowka z galaretowatym inzynierem niemal zupelnie mnie oninela. Moze dlatego, ze to nie mialo wiele wspolnego z Halo (widzialem w tym wiecej ME niz Obreczy), a moze dlatego, ze byla 5ta rano. Brakowalo mi czegos takiego jak w Reach - pozegnania na koncu, poswiecenia, scisku w gardle, promowania mestwa i odwagi absolutnej. Ale postrzelac mozna 😉
-
Borderlands 4
Od 18go grudnia podniesli drop rate oprocz tych calych Big Encore wlanie. Niektore lecialy po kilku minutach, inne po godzinie/poltora, a jeszcze inne po kilku sesjach. Idolator Sol i jego trzy dropy zajely mi najwiecej czasu. Po pierwsze podbilem sobie 4 super buildy wraz ze specjalizacjami pod niebiosa, dopakowalem postaci sprzetem i zaczalem farme. Moj Rafa z buildem pod Golden Goda wyczyscil wszystkie Drill Site’y, Amon odpowiadal za farme bossow bo zciagal ich na strzala z Honey Bunches, a Vex dokonczyla dziela pomagajac przy doslownie kilku mniejszych i bardziej ruchliwych bossach jak Veil Ted. Oczywiscie nie mialo sensu podchodzic do tego wszystkiego na UVH 5/6. Jedynka i dwojka spokojnie wystarczyly. Mimicron rzucil mi Complex Roota za pierwszym razem. Podobnie bylo z Opressorem, ktory to jest tez jednym z najbardziej upierdliwych. Dobre RNG uraczylo mnie bardzo szybkimi dropami. Oto lista wszystkich legendarnych broni do tego wyzwania: Acey May # Aegon's Dream # Anarchy # Asher's Rise # Budget Deity # Birt's Bees # Bloody Lumberjack 👎 Bod # Bonny and Clyde # Boomslang # Borstal Ballista # Bugbear # Bully # Chuck # Cold Shoulder 👎 Complex Root # Convergence # Darkbeast # Divided Focus # Finnity XXX-L # Fisheye # Forsaken Chaos 👎 G.M.R. # Goalkeeper # Golden God # Goremaster # Hellfire # Hellwalker # Hot Slugger # Husky Friend # Kaleidosplode # Kaoson # Katagawa's Revenge # Kickballer # King's Gambit # Lead Balloon # Linebacker # Lucian's Flank # Lucky Clover # Luty Madlad # Midnight Defiance 👎 Noisy Cricket # Ohm I Got # Onslaught # Oscar Mike # Phantom Flame # Plasma Coil # Potato Thrower IV # Prince Harming # Queen's Rest # Rainbow Vomit # Rangefinder # Roach # Rowan's Charge # Ruby's Grasp # San Saba Songbird # Seventh Sense # Sideshow # Star Helix # Stop Gap # Stray # Sweet Embrace 👎 Symmetry # T.K's Wave # Truck # Vamoose # Whiskey Foxtrot # Wombo Combo # Zipper # Dwa z nich (od Moxxi) zostaly ponoc usuniete w jakims paczu, ale wciaz widnieje w challenge’u liczba 69. Poprawia to pewnikiem za jakis czas. Nie chcialo mi sie usuwac hasztagow. Kciuki w dol znacza, ze nie mozna zdobyc tych broni z phosphene skorkami.
-
Borderlands 4
A ja dzis skonczylem to: Reszty nie da sie zdobyc bo GB robi sobie zarty ze zbugowanymi badz glupimi dropami wiec musze czekac az je usuna lub naprawia.
-
Borderlands 4
To ja tez sie dorzuce: TSXBB-W9JH3-W63JC-TT33B-95JSX
-
Ostatnio widziałem/widziałam...
Masz fajny zestawik, ale i tak nie zabije smrodu, wilgoci i stechlizny tego szajsu. Ta trylogia jest nie tylko chujowymi SWsami, ale tez kompromitacja kinematografii. FA w niektorych momentach jest strasznie glupi, ale to i tak nic w porownaniu z kontynuacjami.
-
Ostatnio widziałem/widziałam...
Kill Bill This Whole Bloody Affair - dobrze jest pojsc do kina zobaczyc jeden ze swoich najbardziej ulubionych filmow z nieco zmieniona szata, dodana zawartoscia i moc cieszyc sie faktem, ze w filmie gdzie kobiety graja pierwsze skrzypce jest wiecej testosteronu niz w Commando. No moze troche przesadzilem, ale nowa iteracja Kill Billa jest po prostu swietna. Jest wszystko to co dziescia lat temu: jebanie dobre dialogi, swietni aktorzy, brutalnosc, bezkompromisowosc, dziwactwa scenariuszowe na najwyzszym poziomie. Ogladalo sie to fhui przyjemnie, a 4,5h zlecialo szybko jak…Commando. Kiedy wyjdzie w 4K bedzie polowanko.
-
Ogólne rozważania serialowe
1923 - kapitalny serial, kapitalne widowisko i kapitalny scenariusz. Ogladajac Yellowstone mialem swoich ulubiencow, ale czesc z nich to niezrozumiala dla mnie lipa nie prezentujaca wiekszej wartosci ekranowej. Zas bohaterka grana przez Kelly Reiley to wkurwiajaca niemal na kazdym kroku picza. W 1923 nie ma slabych postaci. Jest to historia drogi, przeciwnosci z nia zwiazanych, dazenia do kulminacji i ciaglych zmagan z dzicza ludzkosci i przyrody. Kazdy z aktorow absolutnie wspaniale wywiazuje sie z obowiazkow sztuki teatralnej. Graja zywo, graja mocno i czuje sie to co wylewa sie z ekranu. Jednym z glownych bohaterow jest Spencer Dutton i wierzcie mi kiedy to mowie - jest absolutnym BADASSEM! Dawno tak bardzo nie polubilem meskiej postaci czy to w filmie czy w serialu. Przezyjecie z nim bardzo ludzkie, ale tez bardzo oddalone od naszego swiata przygody. Pracuje, cierpi, doswiadcza radosci i bolu. Czasem rownoczesnie. Polubicie tez wszystkie kobiety bo slabych postaci wsrod nich nie ma. Jesli zdecydujecie sie na obejrzenie tego serialu to zobaczycie rowniez jeden z najlepszych ekranowych romansow. Jak on sie rozwinie dla bohaterow musicie zobaczyc sami i ocenic czy bylo warto. Nie jestem ckliwym ramolem, ale widzac ucieczke od pokazywania prawdziwej milosci na ekranie gdzie kobity tylko psiocza na chlopow, a ci drudzy sa pokazywani jako niekompetentne pizdowate popychadla nie sposob nie docenic jak Sheridan namalowal namietnosc w 1923. Goraco polecam.
-
Właśnie zacząłem...
Ysz taka franczyza zarznieta 🤬 Obie czesci sa moimi ulubionymi cyberpunkami. Kiepsko sie druga czesc sprzedala czy im cos innego odjebalo?
-
Ostatnio widziałem/widziałam...
Ja widzialem spora liczbe randkowiczow. Pomyslalem sobie, ze to Anglicy chcacy liznac wschodniego kina lub Polacy, ktorzy nie wiedzieli na co ida. Sala milczala po seansie. Wszyscy po cichu opuszczali kino z wyjatkiem jednej kobiety, ktora siedziala za mna i jej jedynym komentarzem bylo „Fuck sake. What a nightmare.”
-
Ostatnio widziałem/widziałam...
Dom Dobry - Smarzowski w swoim stylu buduje napiecie gdzie z kazdym ujeciem zmierzamy ku absolutnemu horrorowi. Rzecz jasna mamy etatowych aktorow, ktorzy zazwyczaj sie u Smarzowskiego przewijaja (Kulesza, Jakubik, Wabich, etc), ale to glowni aktorzy, czyli pani Agata Turkot i pan Tomasz Schuchardt, prezentuja sie najjaskrawiej i serwuja aktorstwo polskie na najwyzszym poziomie. Agaty Turkot nie kojarzylem w ogole jednak jej kreacja Goski wiedzie prym w tym przygnebiajacym i miejscami przerazajacym filmie. Sceny sa urywane, czasem ich final jest pokazany 40 minut pozniej zamykajac kontekst, czasem nie wiemy czy sa doswiadczeniami bohaterki czy urojeniami. W Pod Mocnym Aniolem Smarzowski zastosowal podobny zabieg. Uzyl rowniez pewnego ciekawego motywu znanego z chociazby Przypadkowej Dziewczyny z Paltrow. Film nalezy zobaczyc, ale na Boga, nie zabierajcie na to swoich kobiet. Zaryzykuje smiale stwierdzenie, ze jest to film dla mezczyzn.
-
Zakupy growe!
Chcialem o tym nadmienic, ale szkoda gadac. Gdyby ode mnie to zalezalo nawet tytulu by nie bylo na okladce frontalnej. Obrazek i tyle. Reszta informacji na grzbiecie i z tylu.
-
Zakupy growe!
Prawie sie napierdalalismy z kolesiami przy sesjach w SoulBlade. LiLong byl przepierdolony ze swoim uppercutem. Ja gralem Sophitia zdaje sie.
-
Zakupy growe!
Przypomnieliscie mi, ze byla premiera. Dzis przyszla przesylka. Kolejny zakup rowniez zamknalem dzis odbiorem tego. W koncu musze miec gdzie grac, a to jest w pewnym sensie zakup growy. Nie chodzi o brelok 😉