Treść opublikowana przez Yap
-
własnie ukonczyłem...
Dark Souls II Scholar of the First Sin Po początkowych męczarniach i bieganinie bez celu powoli zacząłem osiągać maluteńkie zwycięstewka tu i ówdzie, co pociągnęło za sobą decyzję o zdobyciu platyny. Wywalmy od razu na wierzch to z czego słynie DS2 - adaptibility i pojebana geografia gry. To pierwsze jest nieodzowne, żeby odnosić jakikolwiek sukces. Są głosy, które twierdzą, że przez cały czas obcowania z grą nawet nie tknęli tej "umiejętności", jednakże śmiem wątpić w szczerość takich wypowiedzi bo bez chociaż 20u punktów weń zainwestowanych gra byłaby nieznośna do granic możliwości. Uniki są wyraźnie skuteczniejsze niż przy niskim adaptibility. Są celniejsze i kreują o wiele więcej szans do kontrataku. Nie wspomnę jak bardzo i jak często najzwyczajniej w świecie ratują życie, czy otwierają możliwość uniku "przenikającego" niektóre ataki. Jeśli ktoś próbował przeskoczyć przez płomień Old Iron Kinga czy ominąć zamaszysty atak Fume Knighta ten wie, że byłoby to niemożliwe bez tej arcyważnej statystyki. Rozmieszczenie geograficzne i ogrom lokacji potrafią przytłoczyć. Dark Souls II SotFS to olbrzymia dawka eksploracyjna. Dość powiedzieć, że przez pierwsze ileś tam godzin błąkałem się bez konkretnego planu, z niewielkim przekonaniem, że gdziekolwiek dam radę dotrzeć. Powolutkie ciułanie dusz na podbicie umiejętności mozolnie otwierało drogę do bossa, którego mogłem podjąć, a może nawet i ubić. I tak jak Pursuer poważnie przetestował wytrzymałość moich nerwów, tak im dalej brnąłem tym łatwiejsi oni byli. Dark Souls II to wyzwanie walki z mobami, których mnogość potrafi wyprowadzić z równowagi. Problem w pewnym stopniu zanikł gdy znalazłem Greatsword, którego move set niesamowicie przypadł mi do gustu. Power Stance pozwala na zarżnięcie trzech, czterech mobków na raz potężnym cięciem od góry, a następnie silnym poderwaniem ostrza z gleby dokonujemy jeszcze większych obrażeń. Wtedy nie potrafiłem jeszcze docenić jak nieocenione są ataki horyzontalne. Potrafią zagarniać do 7-8iu zbitych w grupę przeciwników, a co za tym idzie można asekurować się tarczą jeśli zostanie trochę staminy w pasku. Wiem, że rapiery są przepierdolone z odpowiednim setupem, ale ja wolę siłę od dziobania. Jest co najmniej kilka ultra wielkich mieczy, w które warto inwestować kamyki, ale Greatsword (strasznie wyszukana nazwa) przeciągnął mnie przez 2,5 przejścia, aż po platynę. Jeśli zainwestuje się wystarczająco dużo czasu i cierpliwości (graniczącej z masochizmem) Dark Souls II na pewno zadośćuczyni poświęceniom. Po jakimś czasie intuicyjnie przemieszczałem się między ogniskami, a jest to nieodzowne, ponieważ znalezienie klucza do jednych drzwi nie eliminuje szansy, że ten sam klucz będzie pasował do innych. Gracza czeka w tym aspekcie działanie metodą prób i błędów. I jeśli przy kluczach jesteśmy należy wspomnieć o pharros lockstones i branches of yore. Jedne i drugie otwiera drogę do sekretów. Kamienie odblokowują ukryte pokoje, w których znajdziemy mniej lub bardziej przydatne śmieci, a gałęzie budzą do życia skamieniałe postaci. Absolutnie pierdolniętą sprawą jest to, że te gałązki są potrzebne do odblokowania dróg fabularnych. Branches of Yore to raczej rzadko dostępny towar, a na samym początku nie ma możliwości, żebyśmy wiedzieli czy użycie takowej zmarnuje ją na jakiś głupi item, czy też może odzyskamy jedna tuż za rogiem. I znów, jest to motyw, który nawet dla weterana souls-likeów może być bardzo frustrujący, a co za tym idzie, zniechęcać do dalszych starań. Podobny do Geralta? Mam nadzieję bo w to konkretne pokrewieństwo celowałem. Ok, popsioczyłem na słabe strony SofFS, lecz gra ma do zaoferowania ogrom bardzo pozytywnych rozwiązań. Jak już wspomniałem wcześniej, DS II jest ogromne. Stwarza to okazję na wyplucie bogatego wachlarza odmiennych lokacji i tak się właśnie dzieje. Czasem przejście z jednej do drugiej niesie za sobą zmianę pogodową, która kompletnie nie ma sensu, a jeszcze kiedy indziej winda, która prowadzi do nieba zatrzymuje się nad wierzą, nad którą ewidentnie nie ma żadnej innej struktury. A jednak prowadzi do zamczyska, które skąpane jest w lawie i całej masie komnat, olbrzymich hal i korytarzyków prowadzących we wszystkie kierunki. Dla mnie nie był to problem bo lokacje te były wylęgarnią ścierwa, które aż się prosiło by zalać moje ostrze swoją krwią. Przebijanie się przez mobki było dla mnie później o wiele bardziej rajcujące bo czuć budowaną w naszej postaci siłę. Oręża zaś nie brakuje. Ja zawsze lubiłem ciężkie miecze, ale jest tyle potężnych buildów w Dark Souls II, że bardzo łatwo stworzyć potwora. Jednym z ciekawszych przykładów są właśnie wszelkiego rodzaju rapiery. Jeden z najmocniejszych z nich można dorwać już na prawie samym początku gry i nazywa się po prostu Rapier. Podbity do +10, i z wysokim dexem, potrafi zarżnąć każdego bossa w bardzo szybki i pewny sposób. Jest włócznia, która jako jedyna w grze broń wręcz wymaga zepsucia. Zmienia ona wtedy move-set i jest odporna na deteriorację, a pokryta olejkiem żywiołowym wymazuje przeciwników z otoczenia. Bossów również. Gra zachęca do używania dopalaczy i blokerów damageu. Ich efekt potrafi ciągnąć się przez całą walkę, co eliminuje konieczność szukania okna na ponowne użycie. Wystarczy zaaplikować je przed wejściem w mgłę, a agresywna i mądra walka niemal zawsze obróci się w zwycięstwo. Bossowie nie są trudni. Jedynie Pursuer, który jest jednym z pierwszych, może napsuć krwi, ale jeśli wie się jak wykorzystać otoczenie, starcie może trwać sekundy. Co więcej, będąc w ludzkiej formie oraz wyczerpując dialogi z jak największą liczbą NPCów rzuca nam ich summony wszędzie. Nawet w miejscu gdzie nie ma bossa można znaleźć przywołanie co czasem niezmiernie ułatwia przebicie się przez hordę, lub dwie. Gra rzuca również na nas gówno-tonę wrogich NPCów. Nie jest to scenariusz optymalny dla pozytywnych wrażeń z gry, ale można sobie poćwiczyć timing i cierpliwość wyprowadzania ataków. Może się to nie podobać, ale ja polubiłem te zmiany tempa. Ze skąpanego w kwasie zamczysko-podobnej wierzy przechodzimy do bagnisto-wodnej lokacji z odbijającym się o toń światłem, błyszczącą roślinnością i ogólnym urokiem. Są katakumby ze strasznie wkurwiającymi dzwonami, których bicie spawnuje całe gromady zajebiście agresywnych zakapturzonych duchów, z których jeden potrafi zarżnąć nas jak prosię, a co dopiero czterech takich. Tak, tak - gangbangi są częste, ale można im zaradzić zamaszystymi ruchami oręża. Dalej mamy zamek pnący się ku niebu. Na samym szczycie jest arena, na której spotykamy rycerza, który w zależności od tego czy gramy on czy offline wypluwa ze swojej zwierciadlanej tarczy albo wrogich NPCów, albo prawdziwych graczy. To ostatnie jest już mało prawdopodobne po mało ludzi bawi się onlinem w DS II. Sam pomysł jest jednak miodzio. Jest kraina smoków i rzec muszę, że widok wszędzie latających bestii oczarował mnie całkowicie. Za tą zaś lokacją pnie się w górę kolejne zamczysko gdzie roi się od smoczych wojowników. Jeśli stajemy do walki z wielkimi rycerzami, ci wojownicy klękają przed nami po odniesionym zwycięstwie. Jeśli jednak zaczepimy choć jednego z drake knightów zaatakuje nas cała chmara i nic nie uratuje nam życia. Działają tam zasady honoru więc należy walczyć z każdym, który nas wyzywa na pojedynek, a na samym końcu czeka nas audiencja u olbrzymiego smoka, który ma tylko przyjacielskie zamiary. Można go zaatakować jako bossa opcjonalnego, ale nie mam pojęcia po co mielibyśmy to robić. Ja dałem mu spokój. Mówię Wam - Dark Souls II może się podobać. Na koniec wspomnę jeszcze o trzech DLC, które wchodzą w skład edycji Scholar of the First Sin. Śnieżny region doprowadził mnie do białej gorączki, i średnio mogłem zrozumieć przebijanie się przez mroźną pustynię przemierzaną przez wkurwiające kuce, które za chuja nie dadzą nam spokoju dopóki nie będziemy stanowić zmarzliny orientacyjnej dla kolejnych śmiałków. Niesamowicie frustrujący etap. Podobnie jest z niewidzialnymi przeciwnikami, którzy są...no niewidzialni do chuja. Jest przedmiot radzący sobie z tym problemem, ale jak się przed nimi bronić przed zdobyciem tegoż? Na szczęście kolejne rozszerzenia naprawiają dołujące wrażenie z nawiązką. Wiem, że są ludzie, którzy nienawidzą podziemnego miasta z ruchomymi platformami, z których zawsze może spaść umarlak z toporem, lub na których zagnieździć się mogą łucznicy nie szczędzący na nas zatrutych strzał. Ja miałem dokładnie odwrotnie. Kolejne lokacje tylko mnie zachęcały do parcia naprzód, a trupy, które zostawiałem za sobą nie potrafiły znaleźć antidotum na moje wiecznie spragnione świeżej krwi ostrze. Wisienką na torcie jest Brume Tower, które jest niczym innym jak zlepkiem pułapek i tylko sprytne nawigowanie między nimi oraz radzenie sobie z zajobem super agresywnych przeciwników zaprowadzi nas do celu. Tym zaś są dwie lokacje, z których każda jest siedzibą w chuj trudnego bossa. Pierwszy z nich to Fume Knight. Jestem ciekaw jak sobie radzą z nim ci, którzy nie podbijają adaptibility? Bardzo dynamiczna walka. Można zginąć po najmniejszym błędzie. Dobrze mieć kompana lub dwóch, którzy choć na chwilę zaabsorbują uwagę tego jegomościa bo mówię Wam - kolo to absolutny badass. Ale na tym nie koniec. Po ubiciu Fume Knighta mamy okazję zawalczyć z Sir Alonne. Jeśli poprzednik był agresywny, ten jest dwa razy bardziej niebezpieczny. Jest Samurajem, macha długaśną kataną i potrafi przemieszczać się w mgnieniu oka. Jest jeden niesamowicie odjebany motyw z tą walką. Jeśli pozbawi się go paska życia bez straty własnego Sir Alonne popełni seppuku. I to wszystko dzieje w przepięknej, niezwykle klimatycznej scenerii królewskiej komnaty. Ostatnia fota przed wywaleniem gry z dysku. Moja psiapiuła, rezydentka Majuli (hub gry). Była to niesamowicie intensywna przygoda. Początkowy smród gry jest ewidentnie najsłabszym elementem bo jest bardzo słabo zoptymalizowany logistycznie i retorycznie. Niewiele idzie skumać z tego co i z czym się je więc nic dziwnego, że psioczenie internetu opiera się głównie na tym właśnie początkowym wrażeniu. Posmak stęchlizny i padliny jeszcze jakiś czas ciągnie nas w stronę rezygnacji, ale jeśli poświęci się więcej czasu, podbije postać, znajdzie gustowny oręż i ubije pierwszych czterech/pięciu bossów cała reszta dzieje się szybciej, płynniej i ogólnie lepiej. Przede mną Dark Souls III The Fire Fades Edition, Elden Ring z dodatkiem oraz remake Demon's Souls. Platyny w nich muszą pęknąć, ale zanim to nastąpi wskoczyłem już w coś mniej zobowiązującego - Cyberpunk 2077 wraz z Phantom Liberty.
-
Platinum Club
Dark Souls II SotFS Jesli ktos lubi sie babrac w niezbyt przyjazne graczowi gry to tak to sie wlasnie konczy. Nie zrozumcie mnie zle. DS2 to bardzo dobra gierka, ale najmniej czytelna ze wszystkich From Softow. Pierwsze przejscie to blakanie sie, mozolne odkrywanie gdzie isc, co robic, gdzie i czego szukac. Mowie czasem o grach, ze maja wysoki prog wyjscia. Tutaj trzeba sie wygramolic z wilczego dolu, zeby sie dobrze bawic. Bo pozniej jest zabawa. Jasne, sa kurwy i wypierdalajki, ale gra potrafi zajac i sprawic, ze parcie do przodu jest satysfakcjonujace. Najwiekszy minus tej platyny to fakt, ze DS2 jest ogromne. Zanim ogarnie sie geografie i liczbe ognisk miedzy ktorymi trzeba skakac minie sporo czasu.
-
NBA
Również nie rozumiem co on odjebał. Może Francuzi są w kluczowych momentach zbyt temperamentni vide Zidane w meczu finałowym MŚ. Nie lubię gdybania, ale Lakersi nawet z Doncicem wyrwaliby może dwa mecze. OKC jest za dobre.
-
NBA
Uuu, jaka dominacja OKC 🤯. Niestety panie James - czas na emeryture. Zostawiasz lige w dobrych, mlodych i zdolnych rekach. Nie badz uparty. To juz jest koniec. Nie ma juz nic tutaj dla ciebie do wygrania. Druzyna ma zawodnikow do osiagania najwyzszych laurow, ale nie z toba. Gratki dla OKC i NY za pokazanie charakteru. Tego sie po nich spodziewano i nie zawiedli. Fajnie by bylo gdyby spotkali sie w finale i powalczyli te 7 meczykow.
-
Wiedźmin 3: Dziki Gon
-
Zakupy growe!
-
NBA
Chlopak jest przechuj. Jesli zdrowko dopisze pozamiata lige juz niedlugo.
-
NBA
Juz wiemy, ze Spurs ot tak sobie przez Minnesote nie przejda. Moze to wypadek przy pracy, ale tym razem Wemby ma Goberta do obejscia. Oby chlopak sie nie polamal bo ma cos do udowodnienia po pierwszym meczu. Wschod w tym sezonie jakos mnie malo przekonuje. Nic tam sie nie dzieje z iskra, za to duzo powrotow z 1-3. Pytanie czy te powroty powinny miec miejsce. Pistons mogliby sprawic mila niespodzianke i dowiezc chociaz final, ale kto ich tam wie po pierwszej rundzie. Wyglada na to, ze Knicks dobrze weszli w druga runde, ale jeden blowout wiosny nie czyni. Ciezko mi cokolwiek przewidziec biorac pod uwage, ze stawialem na Bosto w 5iu meczach, ale ich filozofia „to three or not to three” nie sprawdzila sie ostatecznie.
-
NBA
O, widze, ze liderzy sie popisali w siodmych meczach. No, za to sie im placi w koncu. Jutro OKC spierze Lakersow okrutnie, ale zycze LBJowi, zeby dotarl do finalow i tam polegl 1-4. 4-7 w finalach mialoby jeszcze lepszy wydzwiek niz 4-6 w 23ech kurwa sezonach 😆. Jest uparty. To trzeba mu przyznac. Dla OKC zycze wszystkiego co najlepsze. Sami zlozyli druzyne, bez glosnych transferow. Sa zgrani, skuteczni i w ogole fajni. Przydaloby sie udokumentowac ich pozycje z back-to-back.
-
Właśnie zacząłem...
Najgorsze jest to, ze w wiekszosci przypadkow nie walczy sie z poziomem trudnosci tylko z pierdolami typu targeting, unikami w zupelnie innym kierunku niz ten, w ktorym wychylasz gale, takim dziwnie „haczacym” stylem poruszania sie. Wystarczy pochodzic w kolko. Wyraznie mozna zauwazyc jak dziwnie postac porusza sie „slizgajac sie” po rogach osmiokata, a nie po okregu. Jutiuberzy, ktorzy bronia DS2 przewracaja sie o wlasne argumenty wymieniajac wiecej wad niz zalet. Probuje dalej. Masochizm pelna geba.
-
Właśnie zacząłem...
Dark Souls II SotFS Jestem gdzies tam w jakiejsc grocie z pseudo-konkwistadorami i potopionymi statkami i jedno moge przyznac grze - jest wkurwiajaca w najgorszym mozliwym ujeciu. Zniose gangbangi, zniose te pierdolone stagger fazy, zniose to, ze niektore lokacje sa przesliczne, a niektore brzydkie jak czarna, listopadowa, gradowa noc, zniose nawet jajo. Nie zniose jednak tak durnych hit-boxow i razacej niekonsekwencji w aplikacji poziomu trudnosci. Gra ma strasznie duzo bugow, ktore smierdza w kazdym dziale i na kazdej plaszczyznie. Yhhh, mam nadzieje, ze sie troche przyzwyczaje, ale czuc jak bardzo brakuje tu Miyazakiego, Ito i tego trzeciego, ktorzy pracowali nad Bloodborne.
-
Zakupy growe!
-
własnie ukonczyłem...
Mass Effect Legendary Edition - jak widzicie zabawilem sie na calego. Gralo mi sie bez cisnienia, zadnej z misji (a zrobilem wszystkie) nie przechodzilem na sile, absorbowalem kazda linie dialogowa czy fabularna, doswiadczylem rozwoju moich kompanow, ich sukcesow, zawodow…smierci. Z wyjatkiem dwoch przypadkow kazdy z nich wryl sie w historie Sheparda definiujac jego poczynania. Seria ME jest jedna z najbardziej podziwianych przeze mnie franczyz. Czuc, ze chujki z BioWare powycinali zawartosci by pozniej je spieniezyc ponownie w formie DLC, ale…dam temu spokoj. Minelo juz sporo lat. Niektore dodatki uzupelniaja tlo fabularne w znacznym stopniu, a jeszcze inne dodaja moce biotyczne, bez ktorych nie potrafie wyobrazic sobie mojego Sheparda. W wersji Legendary wszystko to jest zazegnane rzecz jasna. „Had to be me. Someone else might have got it wrong.„ Teraz kiedy mysle o tym powiedzeniu Mordina jestem przekonany, ze dokladny cytat powinien zawierac „gotten” bo wielkooki uzywa American English, ale koniec koncow jest to jedno z tych powiedzen, ktore wrylo mi sie w glowe bardziej niz wiekszosc patriotycznych tyriad Sheparda. Mordin jest jedna z najlepszych postaci w grze. Zdecydowanie jedna z najbarwniejszych, z najlepszym rozwojem i finalem. Mordin nie potrafi komunikowac sie z innymi inaczej niz za pomoca werbalnego rozwolnienia. Jego zdania pozbawione sa zaimkow osobowych, wypluwa z siebie glownie logiczne wnioski nie majace nic wspolnego z empatia czy alternatywnym podejsciem, ktore nie jest podparte badaniami i danymi. Tylko logika. I to jak sam dochodzi do wnioskow i konsekwencji swoich wczesniejszych czynow godzacych w istnienie rasy Kroganow dusi mnie do teraz. Nie robi sie juz takich filmow, a co dopiero gier. W ostatniej konfrontacji z Shepardem, w zaleznosci od tego jak poprowadzimy dialog, Mordin moze sie wkurwic na Sheparda, ktory nie widzi dlaczego Salarianin, ktory walnie przyczynil sie do zduszenia plodnosci i dzietnosci Kroganow, pakuje mu moraly i poddaje pod watpliwosc motywy Mordina. Wtedy, i tylko wtedy, doktor wykrzykuje: „I made a mistake!” Pierwsze zdanie, w ktorym okresla siebie jako „ja”. A pozniej udaje sie w objecia smierci ratujac rase, ktora sam skazal wczesniej na wyginiecie. Dlaczego? Had to be him. Somone else might have gotten it wrong. Przez lata romasowalem ze wszystkimi babeczkami w serii. Nie tylko dla samego doswiadczenia odmiennych sytuacji i rozmow, ale tez dla zbadania jak Shepard zachowa sie wobec kazdej z nich. BioWare od poczatku pchaja Shepa w ramiona Liary i to czuc. W przypadku ostatniego podejscia do trylogii nawet sie przed tym nie bronilem bo niebieska jest jedna z moich ulubionych postaci, ktora z dziwnej, nieco nieporadnej w relacjach z innymi dziewczyny przepoczwarza sie w silna, pociagajaca za wiele sznurkow zonglerke informacji. Liara byla, wraz z Wrexem, trzonem mojego fireteamu. Jest bardzo skuteczna biotyczka, ktorej singularity pieknie niwelowalo ataki przeciwnikow, ktorch za darmoche rozwalalem albo przy pomocy flare (umiejetnosc dostepna po ukonczeniu dodatku Omega) lub niszczylem ich zbroje i tkanki przy pomocy Black Widow. Ta ostatnia w ME3 ma trzy naboje w komorze co jest, moim zdaniem, dosc oczywistym overkillem. Ale tak, Liara jest skuteczna zarowno w boju jak i w milosci. Jej aksamitny glos ma wlasciwosci kojace. Mam nadzieje, ze jej sen o malych niebieskich dzieciach z Shepardem i spokojnym zyciu gdzies tam w galaktyce sie ziscil. Shep nie poradzilby sobie bez przyjaciol. Jego wiez z kazdym z kompanow okraszona jest wyzszym badz nizszym stopniem zaufania, ale jego najwieksze uznanie kierowane jest na Garrusa (coz za odkrycie) i Tali. Ta ostatnia jest kolejna swietna i bardzo dobrze zarysowana postacia. Z reszta ona i Garrus sa jedynymi towarzyszami, ktorzy sa czescia ekipy Shepparda w kazdej z czesci trylogii. Tali jest ostatnia osoba w 3ce, ktora wyraza olbrzymie uznanie do Shepa to jak bardzo pomogl jej w zyciu, w jej pielgrzymce oraz jak waznym byl czynnikiem w podejmowaniu decyzji zyciowych. Tali rowniez ewoluowala przez wszystkie trzy czesci wyrastajac na dumna pania admiral. Niewiele pozostalo z jej niepewnosci siebie, niemoznosci prowadzenia jasnych rozmow i wstydu, ktore ja cechowaly na poczatku ME1. Tali nigdy nie zawiedzie Shepa. Nawet kiedy ten odwroci sie od niej w trudnych sytuacjach nie odejdzie z jego druzyny i nie bedzie ryzykowac niepowodzenia misji z wlasnych, prywatnych pobudek. Nawet jesli Shepard zdradzi ja na rzecz Gethow w 3ce, Tali popelni samobojstwo mowiac krotkie „I’m sorry”. Przeprasza go za to, ze juz nie moze byc czescia jego inicjatywy w obliczu straty calej swojej rasy. Mmm, swietne. Ja oczywiscie uratowalem wszystkich, ktorych sie dalo. Jedynie w ME1 poswiecilem Kaidena, ale on, Jacob w 2ce i miesniak z 3ki sa najbardziej mdlymi postaciami. Zalu nie bylo. Ja i tak biegalem wszedzie z Liara, Tali, Wrexem, Gruntem i okazyjnie wybieralem Garrusa badz Legiona. W 3ce nie ma sensu brac kogokolwiek procz Liary i Javika, ktory ma przezabawne komentarze na temat ras, ktore „ewoluowaly z kosmicznej zaby”. Smieszny i skuteczny w walce kolo. Ogrom uniwersum Mass Effect jest ciezki do ogarniecia. Moje wybory byly skoordynowane i jednostronne bo doskonale wiedzialem co robilem i do czego zmierzalem, ale moze sie zdarzyc, ze nawet romansujac z Jack w ME2 jakims cudem pominiemy jej misje w 3ce. I teraz tak, szturmujac baze Illusive Mana napotkamy Jack, ale ze sprana mozgownica walczaca po stronie Cerberusa jako jedna z Phantomow. Wykrzykuje nawet swoje charakterystyczne „I’ll kill you all!!”, ale niestety to my ja zabijamy i to dosc szybko. Moze lepiej rozwazyc uratowanie jej ze szponow Cerberusa. „Alert! Shepard-Commander, these units are hostile!” Mass Effect jest cudowne na tak wielu plaszczyznach, ze z ciezkim sercem mowi sie o niewykorzystanym potencjale. W oryginalnej wersji Legion mial podejsc do nas w misji Normandy Crash Site. Mozna to osiagnac tylko przy pomocy modow i tylko na PC. Nagrano kwestie Legiona i sa one w kodzie gry, ale niestety konsolowcy moga doswiadczyc towarzystwa tego nieoczekiwanego sprzymierzenca dopiero pod koniec 2ki. Rozwiazanie po chuju, ale tak juz jest. Kiedys mocno liczylem na to, ze bede z nim biegal w 3ce, ale wszyscy wiemy jak bardzo ta opcja zostala pokpiona. Jak widzicie na zalaczonym obrazku Shep nie byl w stanie zapobiec smierci setek tysiecy walczacych ze Zniwiarzami. Jest to prawa strona areny wiec wiecie ktory wybor mial najwiecej sensu dla mnie. Catalyst pcha nas w inne opcje, ale zaden sztucznia nie bedzie mi mowil co jest lepsze dla cyklu galaktycznego i zywych organizmow. Tutaj moze zatrzymam ten chaotyczny wylew slow bo moglbym gadac o tej trylogii nieprzerwanie. Osobiscie widze ja na gorze Rushmore gdzie jej pozycja serii doskonalej z minusem jest niezagrozona. Zostawiam Was z tym przesmiesznym filmikiem podsumowujacym najlepsze mody do tej serii. No ale to tylko PeCeciarze moga doswiadczyc.
-
własnie ukonczyłem...
Zrobiles przypadkiem platyne? Mi wpadla ot tak - idac przed siebie. Gra moze sie podobac lecz tylko i wylacznie grajac w to raz. Drugi raz mogl by ukazac wszystkie braki. James nie jest zadnym dresem wiec nie wie zbytnio jak machac bejzbolem. Co wiecej, widac, ze ma zupelny brak wyszkolenia strzelniczego. Walczy za pomoca kawalka drewna, pozniej rurki, w bardzo niezdarny sposob, trzyma palec na spuscie zamiast miec go w gotowosci na obreczy. Jego nieumiejetnosc obchodzenia sie z bronia jest, a przynajmniej powinna byc, zrozumiala. Moje osobiste odczucia wzgledem remake’u sa bardzo pozytywne, ale to dlatego, ze dlubanie w grze i odkrywanie co raz to nowszych rewelacji sprawialo mi sporo frajdy. James jest naprawde mocno psychicznie zwichrowany.
-
własnie ukonczyłem...
Mialem nie marnowac Waszego czasu mieleniem tematu sprzed lat, ale Dark Souls Remastered zaprosilo mnie na kolacje, a spedzilismy ze soba urlop z opierdolona kratka piwa. Usiadlem zatem przy pierwszym ognisku i rozpoczalem mozolna wspinaczke ku platynowemu szczytowi. Znajac niemal kazdy zakamarek nie mialem problemu z levelowaniem czy znalezieniem odpowiednich tasakow, ale szczerze powiedziawszy do samego konca moja glowna zabawka byl Divine Zweihander. W kilku przypadkach musialem posilkowac sie innym orezem, ale to dlatego, ze co bardziej ruchliwi bossowie byli zbyt trudni do okielznania czy trafienia przez ten, badz co badz, ciezki miecz. Natomiast to jak pieknie wkomponowywal 95% przeciwnikow w glebe cisnelo szeroki usmiech na moja starcza morde. Zweihander odrabal rowniez kazdy ogon-bron. Nawet Priscilla nie oparla sie takim rozmiarom, a przeca to krewka i duza dziewucha. Chcialbym zwrocic uwage na kilka aspektow tej gry, ktore rozwalily mnie za pierwszym razem (a raczej za pierwszym podejsciem, ktore zakonczylem na NG+5). Po pierwsze, zeby wejsc do olbrzymiego obrazu w jakims tam pomieszczeniu po drodze do bossa w Anor Londo trzeba wrocic na, doslownie, sam poczatek gry, po drodze ubic tlustego bossa i wrocic do obrazu gdzie napotkamy takie perelki jak pomieszczenie z zywymi kolami (?!?!), ktore zmiela postac w sekunde. Po drugie, From Soft bierze kase za DLC, ale nie daje ci tam po prostu wejsc - co to to nie. Gracz musi zatluc hydre, zrestartowac gre, zeby pojawil sie krysztalowy olbrzym, zaciukac drania, pogadac z babeczka, ktora byla w nim uwieziona, iii…przejsc pol gry, zeby zajebac kolejnego olbrzyma (tym razem srebrnego) i dopiero mozna wlezc do dodatku. Ale gdzie jest wejscie? Jest jeszcze ten jeden ukryty obszar, ktory mozna odblokowac tylko nakladajac pierscien, ktory znajdujemy w Katakumbach, czyli zupelnie innym, fhui oddalonym miejscu. Nie wspomne o questach, ktore sa dosc wazne dla skompletowania cudow, piromancji, kamykow niezbednych do podbicia broni, itd. Miyazaki to zabawny koles. W moim skromnym ujeciu jego gry to utwory Mozarta gierkolandii. Przede mna jeszcze nieruszone DS2, DS3 i Elden Ring. Wkurwiania wystarcz mi do konca moich dni.
-
Platinum Club
Dark Souls Remastered - nie czaje dlaczego nie ma teofkow za Artoriasa, ale dzieki temu rozszerzeniu platynowanie DarkS jest jeszcze latwiejsze niz kiedys. Jeszcze przed walka z Artoriasem mozna wyhaczyc trzy slaby: titanite, blue titanite i white titanite. Mozna zaoszczedzic mase biegania w kolejnych przejsciavh, ale i tak to pierwsze jest najdluzsze i najciekawsze. Piekna gra, cudny setting, przechuj gameplay.
-
Właśnie zacząłem...
Dark Souls Remastered - oto gra, której nie sposób nie rozłożyć na czynniki pierwsze. Nie jestem takim zwyrolem jak @Sylvan Wielki , który platynował Demon's Souls ze wszystkich regionów, o ile dobrze pamiętam, ale już splatynowałem DarkS na PS3, zcalakowałem na X360 i teraz wsiąknąłem po uszy w remastera. Najlepsze jest to, że gra się w to bez żadnego ciśnienia między-generacyjnego. Jasne, tekstury mogą lekko odpychać i czasem postać zablokuje się na "krawężniku", ale reszta? Dark Souls wciąż broni się klimatem i gameplayem, mnogością wariacji podejścia do rozgrywki, groteskowymi bossami i systemem rozwoju, skalowaniem się broni wraz z pobiciem poziomu postaci i tym, że jeśli gry nie znasz to się zgubisz. Dark Souls nie jest dla miłośników map i wskazówek. Trochę należy poczytać, posłuchać, a ponad wszystko - eksplorować. Tym razem wybrałem Wanderera, Master Key i udałem się na wycieczkę. zaraz po Asylum udałem się do Ash Lake bo czemu nie odfajczyć jednego przymierza i ogona na starcie. No super, ale zapomniałem, że po drodze napotykamy bazyliszki. I oto stałem z głupim ryjem po zainfekowaniu klątwą, z połową paska życia starając się sobie przypomnieć gdzie mogę ją zrzucić. Kiedy uzmysłowiłem sobie, że jest ta stara kaflara w akweduktach i ten wariat po walce z gargulcami. Ja, będąc głupim nad wyraz, doszedłem do wniosku, że przebiję się przez infrastrukturę ściekową i będę w domu. Ale hola...w akweduktach również można napotkać bazyliszki! Kto by to pamiętał? Kiedy sobie to już uświadomiłem i siedziałem z mocno zagubioną fizjonomią doszedłem do prostego wniosku, że bywałem w gorszych sytuacjach. Typowe polskie podejście - JA NIE DAM RADY?? Po wielu, wielu mękach i nieskończonych "kurwach, pizdach, ja-pierdolach" dotarłem do niej i nawet miałem kasiorę na odwrócenie klątwy. Od tego momentu grało mi się lżej, a co za tym idzie mogłem sobie planować moje podboje w luźniejszej formie. Od tego czasu zjebałem już quest człowieka-cebuli, wysłałem pyromantę do Blighttown bez podbicia jego rękawicy do +15 i kilka mniejszych wpadek. Gra się w to świetnie. Jestem we wrogich lokacjach, na wrogich terenach, w dzikich warunkach i myślę sobie jedno - jestem u siebie.
-
własnie ukonczyłem...
Nie bez kozery ten obrazek reprezentuje moje skromne wypociny bo jest to glowny skin, ktory towarzyszyl moim gleboko pozytywnym doswiadczeniom grajac w Arkham Knight. Juz pierwsze dwie odslony wywarly na mnie ogromne wrazenie, ale ta dopakowuje ekscytacje jeszcze bardziej. Zaabsorbowalem ta gre ze wszystkimi zaletami i ulomnosciami jakie ma do “zaoferowania”. Zaczniemy od dupy strony, ale o jakich ulomnosciach tutaj mowie? Wszystkie maja zwiazek z ogolnym okolo-combatowym czuciem walki. Sa przeciwnicy, ktorych ataki sa bardzo trudne do przewidzenia, a zdarzy sie, ze nalezy ogarniac okolo pieciu roznych typow napastnikow w jednej walce. Kiedy w ferworze walki starasz sie ubic jak najwiekszy mnoznik combo, zatrzymujesz sie na sekunde by odstrzelic jednego napastnika giwera szokowa to skad masz niby wiedziec, ze jeden z nich szarzuje na ciebie off-screen? Kilka razy zdazylo mi sie dostrzec, ze kolo przebiegal ewidentnie obok, ale animacja ataku jednak zlapala Batmana i zostal poslany na deski. Doswiadczylem rowniez (i to gryzlo mnie najbardziej), ze zakapior bedac juz w fazie ataku jest niemozliwy do wytracenia z tejze. Po prostu najpierw dosiega nas cios, a dopiero pozniej mozemy odpowiedziec. Boli to o tyle, ze jest to bardzo nieprzewidywalne bo to sie zdaza, a nie jest regula. W walkach czasem panuje zbyt duzy chaos by temu racjonalnie zaradzic. Co gorsza, nawet jesli jestesmy swiadomi umiejscowienia atakujacego palka z ladunkiem elektrycznym lub kolesia z tarcza i wiemy, ze nie chcemy by nasz kolejny cios zostal wyprowadzony w kierunku jednego czy drugiego to wychylenie galy w przeciwnym kierunku nie zawsze (a raczej rzadko) zwiastuje sukces i gra sama sobie wybiera kogo mamy zaatakowac. Strasznie frustrujace. Ponarzekalem na wady, a o zaletach mozna nawijac krotko bo stanowia CALA RESZTE. Postac Batmana jest najjaskrawszym tego przykladem. Brutalny, lecz ze sztywnymi zasadami, czlowiek o nadzwyczajnie silnym kregoslupie moralnym i wrecz mitycznym poczuciu koniecznosci niesienia pomocy potrzebujacym, karania winnych, wspierania organow scigania, itd. Jest twardy. Wspominalem juz we wczesniejszych notkach przy okazji ukonczenia AA i AC o tym, jak to Gacek nie marnuje czasu na zbyteczne komentarze. Jego komendy sa krotkie i dosadne. W obliczu tak mocnych ciosow, jakie zadaje nasz bohater, i tak silnej perswazji kazdy albo sie zlamie, albo zostanie zlamany. Oczywiscie osobiste doswiadczenia pchnely Bruce’a w paszcze takiego trybu zycia, ale on nie narzeka. Z zimna kalkulacja realizuje to co sam sobie zalozyl i do czego czuje, ze zostal stworzony. To tak jak Wolverine, moja druga ulubiona uber-postac - parcie do przodu bez zbednego pierdolenia. Zawsze wolalem ocene czynow niz pustej gadaniny. Na drugim miejscu postawilbym to jak Rocksteady zagospodarowalo przestrzen, po ktorej latamy. Gotham jest kapitalnie zaprojektowane, geste i pelne rzeczy do zrobienia. Bawilem sie swietnie badajac sprawy kryminalne, podazajac sladami zloli, “zamykajac” posterunki zakapiorow i robiac rozpierduche Batmobilem. Prowadzenie tego cacka moze wydawac sie nieco problematyczne dla niektorych, ale ja traktowalem go raczej jako niesfornego byka, ktory wszedzie widzi czerwona mulete, niz wehikul do dostojnego przemierzania dystansow. Podbijajac mu osprzet dajemy mu jeszcze ostrzejsze i twardsze rogi. Nie ma na ten pseudo-czolg mocnych. Rochsteady zadbali rowniez o warstwe fabularna. Nie tylko w sferze aktorskiej gdzie zatrudniono takich tuzow jak Mark Hamill jako Joker (wszyscy wiedza, ze to zaden przypadek), Jonathan Banks jako komisarz Gordon, John Noble jako Scarecrow, Nolan North jako Penguin oraz kilka innych swietnych postaci ze sceny jak chocby Troy Baker, Tara Strong, Ashley Greene i nawet moja ulubienica Laura Bailey, choc tym razem tylko jako dodatkowe glosy. Cala warstwa fabularna jak i mocne, bezkompromisowe zakonczenie wyrylo we mnie trwale doznanie satysfakcjo absolutnej. Wszyscy, ktorzy od czasu do czasu czytuja moje chaotyczne wypociny wiedza, ze nie jestem w swiecie gier dla fabul. Przynajmniej nie jest to element pierwszoplanowy. Najwazniejszy jest dla mnie gameplay, a jesli fabula lezy w kacie i cicho placze to i tak jestem w stanie wystawic wysoka ocene. W Arkham Knight zagralo mi wszystko i zaluje tylko jednej rzeczy - nie zagram w te gry po raz pierwszy. Cale szczescie zostal mi jeszcze Arkham Origins. Ale to za jakis czas. Teraz trylogia Dark Souls wola. P.S. Arkham Knight ma 2000 GSa do wyduszenia lecz ja zadowolilem sie 1770a punktami. Moze kiedys wroce dokonczyc calaka. Warto zostawic sobie uchylona furtke.
-
Ostatnio widziałem/widziałam...
Podbijam. Dawno w kinie nie bylem wiec odbior byl nieco pchany tesknota za popcornem i gazowanka, ale ten, nomen omen, projekt udal sie znakomicie. Film dobrze wykorzystuje retrospekcje, nie tylko do rozjasnienia jak i dlaczego Gosling znalazl sie tam gdzie jest, ale podkreslaja emocjonalny rollercoster i potencjalny zal i tesknote glownego bohatera. Jest jeden moment kiedy bohater nuci motyw komunikacyjny z Bliskich Spotkan Trzeciego Stopnia. Bylem jedynym smiejacym sie w tym momencie, ale to pewnie z powodu peselozy. Bylem z kolega, ktory czytal wszystko autora ksiazki, na podstawie ktorej zrobiono ten film. Powiedzial mi, ze koncowka byla nieco inna niz w ksiazce i czesc mnie chciala, zeby tak wlasnie film sie skonczyl, ale jest tez kierowany do mlodej widowni wiec moze tak jest lepiej. Zabawa jest przednia wiec spokojnie mozna wbijac do kina.
-
Zakupy growe!
-
własnie ukonczyłem...
Masz oczywiscie racje. Dlatego moje krotkie wypociny mowia, ze to swietna gra i nawet dzis warto w nia zagrac. Z ciekawosci wlaczylem sobie material z PC i roznica w odczycie ruchow byla znaczaca - stad moja rekomendacja.
-
własnie ukonczyłem...
Wiesz, ja gralem na XSX i gralo sie swietnie. Granie na PC jest dodatkowym perkiem w tym przypadku. Podobnie mam z Bloodborne choc wszyscy wiemy, ze to jest czyste 10/10.
-
własnie ukonczyłem...
Batman Arkham City - znow swietna przygoda? A oczywiscie! A jakze! Po ktorejs tam misji biegajac po wiezieniu-miescie pomyslalem sobie, ze takiego Batmana chcialbym zobaczyc w filmie. Olbrzymi zakapior z sylwetka w ksztalcie litery V, giry jak filary panteonskie, biceps, triceps i inne miesnie, ktore powinny przeszkadzac w operowaniu konczynami, obrotami, pochylami, a co dopiero w walce wrecz gdzie Nietoperz podejmuje czasem 20tu klientow na raz. Jest jeszcze bardziej wkurwiony niz Arkham Asylum. Morde ma wykrzywiona w grymasie gniewu (wybralem sobie skorke druga od konca) i wchodzi w dialog z kopem w ryja. No cos pieknego. Nie zabija (mimo iz jego przeciwnicy nie maja z tym problemu), ale traktuje kryminalistow jak barachlo, ktorym oczywiscie sa. Slowa, ktorych uzywa, zamykaja sie w jednym badz doslownie kilku zdaniach ograniczajacych sie albo do grozb, badz do szyderczego brechtania sie z porazki przeciwnika. Tak to sie kierwa robi. Zaklinam tworcow filmowych - zrobta Batmana na podstawie gier Rocksteady. Sukces murowany. Combat system jest nieco szybszy i lekko rozbudowany wzgledem tego z AA, ale jego trzon jest ten sam. Wciaz timing kontratakow jest nieslychanie wazny. Uniki graja jeszcze wieksza role bo nie tylko pozwalaja omijac najmocniejsze ciosy (vide tych w dupe jebanych synow z maciory milosnikow maczet!!!), ale uciekac z najgorszych opresji. Musicie bowiem wiedziec, ze w AC czasem moze was przytloczyc ogrom roznych zrodel ataku. Jedno starcie to Joker, jednoreki bandyta, z 20tu innych delikwentow z maczetami, tarczami i czymkolwiek tam podniosa. Pozniej dolacza do nich jeszcze tytan, a przez arene walki smigaja co chwila wagoniki lunaparkowe dokrocset. Bywa intensywnie. AC jest w wiekszosci sandboxem. Mowie w wiekszosci choc olbrzymia czesc misji fabularnych dzieje sie w osobnych budynkach gdzie Arkham City sluzy raczej jako plac zabaw do szukania znajdziek, zagadek i narzedzie narracji/fabuly bo trzeba jakos watki i fakt tego, ze fabula dzieje sie w roznych miejscach, polaczyc. Dziala to swietnie i Rocksteady znalezli slodki balans miedzy eksploracja, a progresem fabularnym. Ten ostatni watek znow zostal potraktowany powaznie. No…na tyle powaznie na ile pozwala historia doroslego czlowieka biegajacego w obcislym body i pelerynie, ale tematyka AC jest zorientowana wokol bardzo brutalnych, czesto fundamentalnie szalonych ludzi. Aby sobie z nimi adekwatnie radzic Batman jest odpowiednio wyposazony w brak empatii, sladowe stezenie emocji, niesamowita tezyzne fizyczna, spryt oraz sprzet, ktory Alfred (nie tylko) dostarcza mu kiedy wymaga tego sytuacja. We wszystko bardzo sprytnie zostaly wplecione perypetie CatBabeczki. Jej linia fabularna byla zdaje sie dodatkiem w pierwszej iteracji Batmana AC, ale tutaj swietnie wkomponowano jej poczynania, zeby wspolgraly z bitka Gacka. Panna Kyle wywija tyłk…konczynami nieco szybciej niz Bruce co sprawia, ze nalezy jeszcze umiejetniej nadazac za jej plasami na ekranie. Czasem mialem wrazenie, ze bardziej sie teleportuje z miejsca na miejsce niz wspina czy biega. Do tego potrafi byc slodko sarkastyczna, rozgrywa gierki umyslowe i slowne, ktore sa przesiakniete ironia i przekora, a to wszystko bardzo fajnie odroznia ja od wszystkich innych postaci zarowno meskich jak i zenskich, ktore napotykamy na swojej drodze. Gra sie nia inaczej, ale spokojnie - nie ma tych misji za duzo. Wszystko o czym wspomnialem wyzej sklada sie na moja silna rekomendacje drugiej odslony Batmana od Rocksteady, ale musze zaznaczyc cos czego mialem nadzieje nigdy nie mowic, ale wziawszy pod uwage to, ze gra ma juz swoje lata i jest dynamiczna sugeruje GRAC NA PC. No, niestety niewiele gier z dawnych lat (Ninja Gaiden Black, EKHEM!) hulalo w 60iu klatkach. Te 30 fps’ow w tych czasach moze sprawic, ze gracz bedzie odczuwal zmeczenie sensoryczne, a mamy rok 2026. Robmy sobie lepiej, nie gorzej.
-
PSX EXTREME 342
Rodzina zbiera PSXy i kwartalnie mi je przysyla do UK. Nie mialem pojecia, ze cos mojego opublikowano. Moge poprosic o zdjecie?
-
własnie ukonczyłem...
Batman Arkham Asylum - sprawdzilem ostatnio co wisi na dysku SeXa i ku memu zdziwieniu natrafilem na bundle Batmana, ktory musialem zakupic po pijaku bo nie pamietam tego wydarzenia kompletnie. Zalaczylem wiec AA na chwile, a pod koniec tygodnia brakowalo mi juz zaledwie kilku achievementow do calaka. No coz, rozgrywka w AA jest bardzo przystepna. Walka wrecz opiera sie na laczeniu ciosow w combosy, wspomagajac sie gadzetami, by nie przerwac lancucha zadawanych razow. Im dluzsze i wymyslniejsze combosy tym wyzsza punktacja, a co za tym idzie - punkty doswiadczenia. Te ostatnie wymieniamy pozniej na podbicia umiejetnosci i sprzetu. Klasyka, ktora dziala za kazdym razem, a tu zaimplementowano ja w bardzo sensowny sposob. Jest, rzecz jasna, skradanie i rzec musze, ze tak jak w innych grach wyczekiwanie i cierpliwosc moga byc najbardziej oplacalne tak w AA przemieszczanie sie i ciagle badanie terenu sa kluczowe. Nadaje to nie tylko soczystosci, ale zwieksza rowniez dynamike przemierzania wiezienia Arkham. Brawo. Dizajn naszych przeciwnikow, a zwlaszcza bossow, zostal ujety kapitalnie. Bane jest ogromnym skurkowancem przeplecionym rurkami, ktore pompuja w niego substancje TITAN. Joker i Harley sa slodko makabryczni w swoich poczynaniach, a ich wyglad trafia perfekcyjnie w wyobrazenie jak powinni wygladac. To samo mozna powiedziec o Ivy, Croc’u, Riddlerze czy fenomenalnym Scarecrowie. Te postacie musialy sie jednak gdzies przemieszczac. Chlopcy i dziewczeta z Rocksteady zaprojektowali wariatkowo z najwyzszej polki…kogos zchorowanego na umysle. Tam gdzie sa szalency sciany wylozone zostaly “poduchami”, tam gdzie kwiat kryminalnego swiata przesiaduje i kontempluje swoja egzystencje doswiadczymy elementy “dekoracji” wskazujace na to do kogo ta cela nalezy i kto w niej cziluje. Brawo. Batman w grach Rocksteady to zakapior i bezkompromisowy basior. Kazdorazowo stawia tylko jeden warunek: wracaj do celi bo spuszcze wpierdol. Nie bawi sie w zadne tlumaczenie czy dywagacje - dziala. No gralo sie w to swietnie. Combat system, mimo iz prosty, potrafi czasem doprowadzic do bialej goraczki. Masherka przyciskow zgubi gracza nawet na normalu. Sekwencje ciosow musza byc wywazone i kontrolowane bez przerwy, a poruszanie sie po arenie i plynne przechodzenie od kontrataku do uniku, od ataku do rzutu judo, od ciosu do cisniecia bateranga stanowi o byc albo nie byc. Niestety czasem ta kontrola nie ma znaczenia bo nie da sie skontrowac (czy uciec od) dwoch lub trzech kolesi atakujacych Gacka na raz. To jest zreszta glowny powod, dla ktorego zrezygnowalem ze staran o calaka. Predatora zrobilem na maksa bo lubie skradanki i kombinowanie jak ustawic sobie przeciwnikow by spelnic warunki na medal bylo rajcujace. Bitki z 25ioma przeciwnikami na raz, z ktorych jeden wyciaga giwere ze skrzynki i pruje do ciebie kiedy ty probujesz ustac na nogach sa juz nie dla mnie. Batman Arkham Asylum to bardzo udana gra. Nie najpiekniejsza bo stekstury mocno sie zestarzaly, ale gameplay i sam Batman to wciaz czysta radocha z grania. Brawo x3