Opublikowano 9 godzin temu9 godz. Guilty Gear Xrd Rev 2 (PS5) - na papierze jest to jedna z najlepszych bijatyk ever. Oprawa wymiata, dużo postaci każda z innym stylem, dopracowany i głęboki system walki... no nie ma się do czego przyczepić a mimo to ze względu na inne tytuły nie mam zamiaru poświęcać więcej czasu, ale po kolei. Różnorodny roster jest z jednej strony mega plusem bo nie ma ataku klonów czy postaci wpadających bezpośrednio w archetypy a z drugiej przy dużej ekipie trzeba poświęcić sporo czasu aby ogarnąć co się dzieje na ekranie. Nie latają tylko fireballe, jedna postać zostawia 'znaczniki' z których odpala speciale, inna domki spawnujące latające diabliki, kolejna zasypuje ekran potworkami itd. Są też 'normalne' postacie ale casual nawet nie będzie wiedział dlaczego przegrał. Tryb story polega tylko i wyłącznie na oglądaniu cutscenek, żadnej walki, wyboru, QTE, nic. Na szczęście jest tryb arcade gdzie i pogramy daną postacią i poznamy jej motywacje. Pojedynczy gracz ma też tryby treningowe (tutorial, combo challenge, 'dziwne' misje jak skakanie po balonach). Z całego lore wyniosłem tylko tyle kto jest dobry, kto zły a kto mega pakerem. Jak wspomniałem wcześniej oprawa wymiata. Podobnie jak w przypadku gier Vanillaware nie zestarzeje się i za kolejne 9 lat. Muzyka też bardzo dobra, szkoda że nie ma ultra bangerów jak w BlazBlue ale te pitolenie z ostatnich Tekkenów to zamiata muzyczką z menu głównego. Jeśli ktoś będzie miał czas i chęci to wyniesie setki godzin zabawy. U mnie ten tytuł całkowicie się nie sprawdzi bo do poważnego grania mam BlazBlue które ma jeszcze głębszy system a dodatkowo genialny OST, do grania kanapowego nie ma co odpalać (tutaj króluje DoA 5LR i SC IV) a tryby dla pojedynczego gracza są biedne. Trzeba docenić postaranko i ogólnie to jest świetna gra ale nie dla mnie. 8/10
Opublikowano 4 godziny temu4 godz. Star Trek Voyager - Across the Unknown (PC)Produkcja na podstawie serialu Star Trek Voyager, "tylko" 25 lat po zakończonej emisji. Wcielamy się w kapitan okrętu USS Voyager przeniesionego 70 tysięcy lat świetlnych od Ziemi i naszym zadaniem jest powrót do domu. Gra łączy wiele różnych elementów i mechanik, począwszy od zarządzania okrętem i załogą, czy dbanie o morale, przez eksplorację kolejnych systemów i lokacji, misje wypadowe, po pozyskiwanie surowców, walkę o przetrwanie oraz podejmowanie licznych decyzji, z których część przełoży się także na bieg fabuły. Gra bazuje mocno na scenariuszach rozmaitych odcinków serialu i pozwala nam poprzez liczne wybory oraz elementy losowe wpłynąć nawet na to, którzy bohaterowie przeżyją i jakie zakończenie główne otrzymamy.Koncept moim zdaniem bardzo fajny, ale muszę jednak po ukończeniu gry przyznać, że tytuł jest w pierwszej kolejności skierowany do fanów serialu. To nie jest tytuł wysokobudżetowy, przez co przeciętny gracz, nawet fan Sci-Fi, niekoniecznie znajdzie tu cokolwiek oryginalnego, czy wybitnego, również biorąc pod uwagę niewygórowaną cenę na premierę. A mnie osobiście mimo wszystko lekko rozczarowało kilka średnio przemyślanych, bądź niedopracowanych elementów, jak i sam fakt dużego nacisku na fabułę z serialu.Chodzi o to, że gra nie jest w pełni Roguelikem w stylu np. FTL. Są tu elementy losowe, owszem, ale główny wątek i misje fabularne będą takie same przy każdym podejściu. Z początku myślałem, że gra obroni się wspomnianymi wyborami i dialogami, lecz niestety osobiście zdałem sobie szybko sprawę, że niektóre opcje są obiektywnie lepsze od innych. Do tego zbyt duży nacisk położono na głównych bohaterów serialu - tj. jeśli ich na jakimś etapie stracimy (nawet zastępując ich inną postacią), to na przestrzeni reszty gry niektóre rozwiązania będą nieodwracalnie niedostępne. Przykładowo, jeśli ktoś oglądał serial, to może kojarzyć postać Tuvixa. Jako gracz możemy zadecydować o jego losie - zachować go jako członka załogi, albo odzyskać dwóch oryginalnych bohaterów. Ja wybrałem to pierwsze rozwiązanie dla ciekawostki i z praktycznego punktu widzenia czułem, że wybór był kiepski. A podobnych sytuacji jest więcej i często "moralnie" złe rozwiązanie, gryzące się z wydarzeniami serialu, będzie z punktu widzenia rozgrywki dla nas bardziej korzystne.Także RNG potrafi zirytować, chociażby tym, że zależy od niego nawet rozpoczęcie wielu misji. Kilka z nich można "zakończyć" zanim w ogóle się rozpoczną, tylko dlatego, że pomimo 80% szansy na powodzenie rzut kością się nie udał. O ile nie nadużywamy manualnego save'a, to powrotu już nie ma. Ogólnie rzecz biorąc sądziłem właśnie, że gra będzie bliższa takiemu FTL, z licznymi podejściami, z mniejszym lub większym powodzeniem, ale ostatecznie planuję zrobić jeszcze tylko jedno podejście dla reszty osiągnięć i to by było na tyle. Tym bardziej, że mając ogarnięte drzewko technologiczne można się szybko nastawić na stworzenie bardziej optymalnego buildu.Krótko wspomnę jeszcze o oprawie. Opinię mam mieszaną ogólnie. Grafika 3D jest przyzwoita, z dużą dbałością o detale, szczególnie wewnątrz okrętu, ale modele postaci są mało ekspresyjne. Oprócz tego mamy dużo grafik 2D o naprawdę odmiennych stylach. Do tego stopnia, że wiele z nich sprawia wrażenie kiepskiego AI (którego użycia twórcy się wypierają). Muzyka jest, ale mało zróżnicowana, a do tego boli chwilami brak voice-actingu. Udało się ściągnąć tylko dwóch oryginalnych aktorów do kilku scenek i logów, ale wszystko inne to wyłącznie tekst. Można to oczywiście zrozumieć, bo pełen voice-acting dla małego studia byłby okrutnie kosztowny, ale mimo wszystko są momenty, że aż prosi się o nieco więcej kwestii mówionych, chociażby dla pomniejszych NPC.Pomimo tego wszystkiego grało mi się jednak w Voyagera dobrze przez ponad 20h. Ale raz jeszcze podkreślam, że Star Trek lubię od najmłodszych lat, co zdecydowanie miało wpływ na zabawę. Across the Unknown to fajna gierka, swego rodzaju space survival z elementami roguelike, ale nie-fanom poleciłbym ją raczej przy okazji większej promocji. Jest to też fajna pozycja na krótsze posiedzenia, gdyż wszystko rozgrywa się w "cyklach" (turach). Sam zainstalowałem gierkę dodatkowo na Steam Decku i sterowanie jest bardzo dobrze rozwiązane, więc i wersje konsolowe z pewnością będą działać dobrze. Gra wyszła na wszystkie platformy.
Opublikowano 4 godziny temu4 godz. 12 minutes ago, Suavek said:Star Trek Voyager - Across the Unknown (PC)Produkcja na podstawie serialu Star Trek Voyager, "tylko" 25 lat po zakończonej emisji. Wcielamy się w kapitan okrętu USS Voyager przeniesionego 70 tysięcy lat świetlnych od Ziemi i naszym zadaniem jest powrót do domu. Gra łączy wiele różnych elementów i mechanik, począwszy od zarządzania okrętem i załogą, czy dbanie o morale, przez eksplorację kolejnych systemów i lokacji, misje wypadowe, po pozyskiwanie surowców, walkę o przetrwanie oraz podejmowanie licznych decyzji, z których część przełoży się także na bieg fabuły. Gra bazuje mocno na scenariuszach rozmaitych odcinków serialu i pozwala nam poprzez liczne wybory oraz elementy losowe wpłynąć nawet na to, którzy bohaterowie przeżyją i jakie zakończenie główne otrzymamy.Koncept moim zdaniem bardzo fajny, ale muszę jednak po ukończeniu gry przyznać, że tytuł jest w pierwszej kolejności skierowany do fanów serialu. To nie jest tytuł wysokobudżetowy, przez co przeciętny gracz, nawet fan Sci-Fi, niekoniecznie znajdzie tu cokolwiek oryginalnego, czy wybitnego, także biorąc pod uwagę niewygórowaną cenę na premierę. A mnie osobiście mimo wszystko lekko rozczarowało kilka średnio przemyślanych, bądź niedopracowanych elementów, jak i sam fakt dużego nacisku na fabułę z serialu.Chodzi o to, że gra nie jest w pełni Roguelikem w stylu np. FTL. Są tu elementy losowe, owszem, ale główny wątek i misje fabularne będą takie same przy każdym podejściu. Z początku myślałem, że gra obroni się wspomnianymi wyborami i dialogami, lecz niestety osobiście zdałem sobie szybko sprawę, że niektóre opcje są obiektywnie lepsze od innych. Do tego zbyt duży nacisk położono na głównych bohaterów serialu - tj. jeśli ich na jakimś etapie stracimy (nawet zastępując ich inną postacią), to na przestrzeni reszty gry niektóre rozwiązania będą nieodwracalnie niedostępne. Przykładowo, jeśli ktoś oglądał serial, to może kojarzyć postać Tuvixa. Jako gracz możemy zadecydować o jego losie - zachować go jako członka załogi, albo odzyskać dwóch oryginalnych bohaterów. Ja wybrałem to pierwsze rozwiązanie dla ciekawostki i z praktycznego punktu widzenia czułem, że wybór był kiepski. A podobnych sytuacji jest więcej i często "moralnie" złe rozwiązanie, gryzące się z wydarzeniami serialu, będzie z punktu widzenia rozgrywki dla nas bardziej korzystne.Także RNG potrafi zirytować, chociażby tym, że zależy od niego nawet rozpoczęcie wielu misji. Kilka z nich można "zakończyć" zanim w ogóle się rozpoczną, tylko dlatego, że pomimo 80% szansy rzut kością się nie udał. O ile nie nadużywamy manualnego save'a, to powrotu już nie ma. Ogólnie rzecz biorąc sądziłem właśnie, że gra będzie bliższa takiemu FTL, z licznymi podejściami, z mniejszym lub większym powodzeniem, ale ostatecznie planuję zrobić jeszcze tylko jedno podejście dla reszty osiągnięć i to by było na tyle. Tym bardziej, że mając ogarnięte drzewko technologiczne można się szybko nastawić na stworzenie bardziej optymalnego buildu.Krótko wspomnę jeszcze o oprawie. Opinię mam mieszaną ogólnie. Grafika 3D jest przyzwoita, z dużą dbałością o detale, szczególnie wewnątrz okrętu, ale modele postaci są mało ekspresyjne. Oprócz tego mamy dużo grafik 2D o naprawdę odmiennych stylach. Do tego stopnia, że wiele z nich sprawia wrażenie kiepskiego AI (którego użycia twórcy się wypierają). Muzyka jest, ale mało zróżnicowana, a do tego boli chwilami brak voice-actingu. Udało się ściągnąć tylko dwóch oryginalnych aktorów do kilku scenek i logów, ale wszystko inne to wyłącznie tekst. Można to oczywiście zrozumieć, bo pełen voice-acting dla małego studia byłby okrutnie kosztowny, ale mimo wszystko są momenty, że aż prosi się o nieco więcej kwestii mówionych, chociażby dla pomniejszych NPC.Pomimo tego wszystkiego grało mi się jednak w Voyagera dobrze przez ponad 20h. Ale raz jeszcze podkreślam, że na Star Trek lubię od najmłodszych lat, co zdecydowanie miało wpływ na zabawę. Across the Unknown to fajna gierka, swego rodzaju space survival z elementami roguelike, ale nie-fanom poleciłbym ją raczej przy okazji większej promocji. Jest to też fajna pozycja na krótsze posiedzenia, gdyż wszystko rozgrywa się w "cyklach" (turach). Sam zainstalowałem gierkę dodatkowo na Steam Decku i sterowanie jest bardzo dobrze rozwiązane, więc i wersje konsolowe z pewnością będą działać dobrze. Gra wyszła na wszystkie platformy.Ostatnio demko właśnie odpaliłem i wydawało się być całkiem fajne, jest na Xbox gdyby ktoś chciał sprawdzić
Opublikowano 27 minut temu27 min Ryse: Son of RomePo Crysis i Crysis Warhead jest to kolejna pozycja od konającego ostatnimi czasy studia Crytek, którą postanowiłem nadrobić. Zrobiłem szybkie rozeznanie przed odpaleniem gry i okazało się, że Son of Rome był jednym ze startowych tytułów na Xbox One, który miał pokazać możliwości graficzne konsoli. Trzeba przyznać, że Crytek potrafiło robić piękne gry, które wiele lat póżniej mogą zawstydzić niejeden współczesny tytuł. Podobno budżet oscylował w granicach 80-100 mln dolarów, więc nie ma co się dziwić, że wizualnie wszystko zostało dopieszczone. Dziwi jedynie to, że za taką kasę powstała krótka 5 godzinna kampania z powtarzalną walką i mało zróżnicowaną rozgrywką oraz trybem PvE dla dwóch graczy polegającym na czyszczeniu aren z fal wrogów. Chyba dostałbym pierdolca jakbym miał jeszcze grać to w co-opie i oglądać po raz tysięczny te same finishery, które skądinąd są piękne, ale ile można gapić się na to samo. Pod względem rozgrywki i prowadzenia narracji miałem silne skojarzenia z pierwszym Hellblade. Uproszczona walka, kinowe doświadczenie, wątki związane z lokalną mitologią, ładne widoki, walki z bossami posiadającymi ubogi wachlarz ataków. Z tym, że Hellblade potrafił zaciekawić fabularnie pomimo uproszczonych mechanik, a Ryse to taka sztampa do potęgi entej. Na domiar złego postaci są przerysowane do tego stopnia, że momentami wypada to karykaturalnie. Jest zły cesarz, który ma dwóch porąbanych synów. Oczywiście ten złowieszczy duet Kaligula brothers jest równorzędnym (jak nie większym) zagrożeniem jak barbarzyńcy, którzy właśnie najechali Rzym, bo władza w rękach dwóch debili nie może się skończyć dobrze. Także główny bohater tej historii generał Marius Titus od początku ma ręce pełne roboty.Rozgrywka to na przemian kasowanie w kółko powtarzających się modeli oponentów solo, starcia w formacji bojowej, strzelania z działka wyposażonego w kuszę, przetrwanie oblężeń itd. Cały system opiera się na lekkim i mocnym ataku, parowaniu, przewrocie, broni miotanej w postaci dzidy oraz umiejętności specjalnej, która spowalnia czas i unieruchamia przeciwników. Nie ma tu żadnych ciekawych combosów poza jebnięciem chłopa tarczą, poprawieniem dwa razy mieczem, powtórzeniem tego ze 2-3 razy i na koniec finisher, który kończy jego żywot albo zaciukanie go w normalny sposób. Na plus wypada to, że przeciwnicy nie czekają aż się wykończy ich ziomka tylko też są aktywni i wywierają presję. Podobały mi się również wspomniane finishery, które mają naprawdę brutalne i soczyste animacje. Aż mi się przypomniał świetny pod tym względem Shadow of Mordor. Ogólnie jest to widowiskowy, ale jednocześnie mocno ograniczony system, który póżniej nie wprowadza żadnych nowych możliwości. Na szczęście gra nie jest długa, więc nie zdążył mnie jakoś mocniej znużyć.Son of Rome to taka typowa gra ze starej ery, w której od pierwszych sekund jest intensywne tempo i napierdalanka na całego. Szybko giną ważni ludzie, miasto jest w płomieniach, średnio co pół godziny jest scena, w której główny bohater jest o krok od śmierci. Ledwo zrobisz parę kroków a pod kimś się zawalił most, gdzieś obok walnął potężnych rozmiarów pocisk, odwracasz głowę w innymi kierunku a tam barbarzyńcy szarżują na mamutach. Do tego w międzyczasie jakiś rzymski generał sprzedaje swoim żołnierzom gadki motywacyjne. Może i jest to kiczowate, ale ja tam lubię takie klimaty. Dobrze to podsumował tekst ze spolszczenia, do którego link znalazłem na steamie. Podczas jednego ze starć padło zdanie "O Bogowie! co tu się odpierdala". Chciałbym jedynie, żeby wydupczyli z tej gry wątki nadprzyrodzone i żeby antagoniści nie byli przerysowani jak postacie z kreskówki. Polecam dla fanów historycznych klimatów, którzy nie boją się gier z żółtkiem na meta.
Dołącz do dyskusji
Możesz dodać zawartość już teraz a zarejestrować się później. Jeśli posiadasz już konto, zaloguj się aby dodać zawartość za jego pomocą.
Uwaga: Twój wpis zanim będzie widoczny, będzie wymagał zatwierdzenia moderatora.