Bedac w weekend w Zakopcu szarpnalem sie na restauracje Giewont, tej z gwiazdka miszlen. W sumie odkad Amaro dostal pierwsza w wawie to interesowalo mnie jak to wszystko smakuje i czy faktycznie to takie specjalne. Basiura niestety zeswirowal i zamknal interes, ale w to miejsce pojawilo sie kilka innych "jedynek". Widzialem u kebaba na kanale ze odwiedzil i nawet sie podobalo wiec korzystajac z pobytu odwiedzilem. Najbardziej zalezalo mi w sumie na sprobowaniu wagyu za co trzeba bylo dodatkowo doplacic. Nie bralem "momentow" z menu degustacyjnego tylko zestaw 4 daniowy (2x przystawka, drugie, deser). Nie ma chyba sensu opisywac wszystkiego po kolei ale podsumowac mozna by to tak, ze czesc rzeczy smakuje, czesc niezbyt, jak to w kazdym miejscu. No bo taki parmezan zawsze jest dobry i nie ma znaczenia czy jest starty czy w postaci pianki. Samo waguy zaskoczylo mnie tym, ze faktycznie rozplywa sie w ustach ale tylko na poczatku, pozniej trzeba pozuc jak zwyklego wola. Przynajmniej stek byl spory, ale dali tylko jedna "frytke" a ja nie lubie jesc samego miesa. Miedzy dania wciskali tez cos w rodzaju przystawek, oczywiscie wymyslnych w stylu knajp gwiazdkowych, ale mi najbardziej siadl chleb w trzech rodzajach z maslem rowniez w trzech rodzajach. No nie ma jak prosty, dobrze wypieczony zytni na zakwasie z maslem i sola. Slowem podsumowania, ciekawe doswiadczenie. Oczywiscie duzo k u r t u a z j i oraz teatru zeby jednak czyms sie odroznic od "chamskich" knajp ale mnie to bardziej smieszylo niz dawalo poczucie "wyjatkowosci". Ceny oczywiscie z kosmosu ale pewnie juz nigdy do takiego przybytku nie trafie wiec nie bylo mi zal tych 8 stow. Jakby co to tak, da sie tam najesc. Podazajac dalej szlakiem kebaba poszedlem do Obrochtowki. Pani na wejsciu powiedziala, ze za MINUTKE wroci bo teraz i tak wszystko zajete. Po 10 minutach czekania przed wejscie dalem sobie spokoj. Uwazam stanie w kolejce do knajp za uwlaczajace godnosci zwlaszcza jak sie jest w miejscu gdzie sa ich setki. Pojechalem wiec do poroninskiej Karcmy Muzykancko. Knajpa w stylu od kwasnicy do pizzy, czyli w zasadzie wszystko. Ale placek po zbojniucku smaczny i widac ze robiony na swiezo. Mila obsluga i niedlugi czas oczekiwania. Wiec calkiem niezle jak na all in one gdzie i wyprawicie komunie i zamowicie katering do firmy, ale nie zadne mega uniesienie. Wyjazd zakonczyla Limanowa i jej zapiekanki z logiem muala. Najpierw te pierwsze w miescie, Mala Gastronomia. O ile gorna czesc bulki spoko, tak jedzac spod czulem ze wiecej tam samej buly. W smaku to po prostu dobre zapiekanki, na pewno lepsze niz jakiekolwiek marketowy ale tez nic za czym bym tesknil czy wspominal. Ludzi sporo i kolejka jednak byla. Pozdrowienia tutaj dla dwoch krawaciarzy z eurocash, ktorzy przed sama knajpa zaparkowali na zakazie. Niedaleko od tej zapiekarni jest druga, U Slawka. Jak ktos ogladal filmik to wie ze Slawek jest specyficzny. No jest, gada caly czas do siebie, do klientow, rzuca jakimis sloganami. Ogolnie sympatyczny ale nie wytrzymalbym dnia pracy z nim. Widac tez, ze wklada w to serce bo doglada kazdej buly samodzielnie i pilnuje piecy. W Malej Gastronomii laski wkladaja bulki do pieca i znikaja na zepleczu przygotowujac porcje. A co do samej jakosci to zapieksy U Slawka mi bardziej lezaly, ale to rowniez nic za czym bym tesknil choc czuc mlecznosc sera. I znow, pewnie juz nigdy nie trafie do Limanowej (przeje.bany dojazd wiochami) wiec skorzystalem, ale jak ktos ma tam jechac specjalnie bo kebab polecil no to nie. Ja muala bym nie dal. A propos, w ostatnim filmiku z wizyty "kontrolnej" bylo widac, ze w MG naklejka sie odrapala i mial doslac nowa. Albo nie doslal albo nie przykeili bo jest odrapana jak byla.