Opublikowano 21 lutego21 lut Na przypieczetowanie pierwszego pomyslnie zapowiadajacego sie dnia w Portugali zaszlismy do restauracji. Na pierwszy okien wskoczyły ostrygi..Po raz pierwszy probowałem. Tego sie nie gryzie tylko połyka. Przelecialło tak szybko po podniebieniu ze ciezko stwierdzic co to bylo. W smaku najlepiej to opisac jako surowe jajko tylko bardziej oslizgłe. Prócz octu zmieszanego z kwaskiem cytrynowym nic nie wychwycilem.Jako danie glowne wlecial steczek i osmiorniczka...Stek średnio wysmażony, przepyszny. Niebo w gębie.Osmiornica bardzo zblizona smakiem do grilowanego kurczaka. Bardzo dobra jednak ja bylem zafascynowany stekiem. Moje zmysly byly skierowane wylacznie w jego strone
Opublikowano 21 lutego21 lut Ostrygi można normalnie gryźć, oni tego nie sprawdzają. Ale fakt, że świeże smakują trochę jak zleżane wnętrzności rybne. Za to grillowane albo panierowane i smażone są prima sort.
Opublikowano 21 lutego21 lut 44 minuty temu, Rudiok napisał(a):" oni tego nie sprawdzają "Co ta za nowy slogan na forumku ?
Opublikowano 21 lutego21 lut 18 minut temu, MEVEK napisał(a):Co ta za nowy slogan na forumku ?Jak nowy jak stary.
Opublikowano 7 marca7 mar Nie jest to ,,szał ciał" i rarytas ,,smakowy" nie wiadomo jak mega-mocny, no ale... takiego ,,cziiiipsa" też czasami trzeba na wszamę... Ogórkowe Laysy - tu szczególnie polecam!
Opublikowano 12 marca12 mar Wcześniej bardziej - jak widać pościk wyżej - fastfoodowo a'la ,,grupa krwi chipsy z serem i cholesterolem na dokładkę". Teraz nieco ,,lżej". Polecam te smarowidła, pyszna sprawa oba smaki - kupuję tą ,,Basię" któryś raz z kolei.
Opublikowano 13 marca13 mar I ty tutaj się rozprzestrzeniasz, lalki i anime filmy już nie wystarczają? Ostatnio mam smaka na rybne rzeczy, nie tylko rybę po grecku lub myśliwsku ale także.. sałatkę domowej roboty w której umieszczam tuńczyka lub makrelę z dwóch, trzech puszek, puchę kukurydzy, pokrojone w kosteczkę ogórki kiszone lub konserwowe plus odrobina soli i pieprzu. Cała micha to niebo w gębie. Można wcinać z chlebkiem albo i bez.
Opublikowano 23 marca23 mar Doszło... W sumie syropy Herbapolu ,,niby-do-saturatorów", to dla mnie nowość. Zobaczymy, czy po tych specyfikach też będą mi ,,nerki w nocy świecić". Czasami te cosiki z Herbapolu można znaleźć na promce, np. za 12zł za sztukę, 450ml - maks się opłaca.
Opublikowano 23 marca23 mar W ramach projektu zaliczenia wszystkich europejskich stolic tym razem padło na Litwę i Wilno. W dobrej promce można się tam dostać naprawdę za zacny piniondz. Na pewno jako polskie dziecko katowane Mickiewiczem warto choć raz odwiedzić i zobaczyć, ale na pewno nie będzie to moja topka podróżnicza.Co do jedzenia to królują ziemniaki i klimaty znane nam z Podlasia więc mamy tu cepeliny i kołduny z różnymi nadzieniami, placki ziemniaczane w różnych wariacjach i 1000 innych odmian ziemniaka w różnej formie. Chłodnik litewski z ziemniaczkami był najciekawszym daniem z klasycznych propozycji, z kolei smażony ciemny chleb podawany z czosnkowym sosem serowym do piwka fajnie wchodził, ale za mocno ociekał tłuszczem więc takie danie szybko zamula. Fanem cepelinów nigdy nie byłem, ale oddać trzeba, że jako sztandarowe danie zje się go wszędzie i wszędzie będzie co najmniej dobre. Z klasycznych deserów to znany nam też z dawien dawna blok czekoladowy, który po prostu jest blokiem czekoladowym, nie ma tu co ideologii dorabiać. Także w klasycznych potrawach to takie 5/10. Ale.... nie miałem w swoim tegorocznym bingo, że w Wilnie zjem najlepszego smasha w życiu w malutkim kiosku przy jednej z głównych ulic (lokal Smash By Mama). Chłopaki robią genialne buksy, kilka prostych kompozycji, mięso przypieczone z jednej strony, soczyste z drugiej, do tego miękka bułka brioche, serek, autorskie sosy i gęba się sama śmieje. Z kolei w jednej z głównych atrakcji miasta czyli starej hali targowej działa też ciekawy punkt o nazwie Halės Smokehouse, który ma w środku swojego własnego smokera(!), w którym przygotowuje pastrami, żeberka, wołowinkę i kiełbaski, a to wszystko wędzone na miejscu na dobrej jakości drewnie, co daje ten charakterystyczny dymny posmak znany z teksańskiego BBQ. Pastrami bardzo dobre, odpowiednio soczyste, mięsne, tłuste. Natomiast największy minus to cena, bo za taką kanapeczkę wołają sobie 22 EUR(!). Ogólnie z cenami ich w tym Wilnie pojebało, ale to temat na inny wpis. Polało się też trochę puszek pysznego kwasu, no ale co tu dużo mówić, kwas to GOTY napój więc nawet nie ma co dyskutować.
Opublikowano 30 marca30 mar Dzisiaj na sniadanie i kolacje byl pyszny pasztecik ze sliwka. Na bogato i grubo z cienko-krojona kanapka swojskiego chlebka.Na obiad zas byla smaczna ogorkowa Gdzie ja tak sobie pojem jak nie u mamci
Opublikowano 31 marca31 mar Zamiast jakichś Pringlesów, chipsów-sripsów, i syropów SodaStream, zastanawiam się czy nie warto inaczej poeksperymentować i nie spróbować... tychże ,,mocno zepsutych ryb w puszce". Tak sobie o tym zrobiłem wspominkę z racji istnienia takiego serialu/filmu/dokumentu o nazwie w stylu ,,najokropniejsze dania świata". ... No właśnie, jadał ktoś z Was to? Faktycznie jest to aż tak krutacko niedobre? :D A co tam Żurek, kiełbasa i jajko święcone... Takie cosik na stół :D
Opublikowano 31 marca31 mar Jak jesz samo z puszki to trochę jak zepsute ogórki kiszone, do których dostała się mysz i tam zdechła. Jak jesz jak przystało - otwieranie pod wodą, wymoczenie filetów i na chlebek z cebulką i śmietaną to nawet nie jest takie złe. I jak brać to tylko takie gdzie jest długi termin przydatności - z tych krótkich robią się bomby z opóźnionym zapłonem a same filety się wręcz rozpuszczają i zostaje śmierdząca breja.
Opublikowano 8 godzin temu8 godz. Post pod postem, ale city break w Rumunii przynosi kolejne smaczne ciekawostki. Bukareszt i Rumunia jako całość mega mnie zaskoczyły a trzymany w głowie archetyp "Rumuna" runął już chwilę po wyjeździe z lotniska. Zgadzam się, że to miasto kontrastów, ale to ile jest tam pięknych i zadbanych budynków, Ile się dzieje inwestycji, ile jest ludzi wszędzie i jaki fajny klimat to dawno mnie tak kraj nie zaskoczył.Jedzeniowo mamy mix kuchni tureckiej, słowiańskiej i bałkańskiej.Podstawą podstaw są mici, czyli rumuńska wersja cevapi, z dodatkiem wieprzowiny i inaczej doprawiana. Grillowane na żywym ogniu, jedzone z musztardą i pieczywem, popijane piwem to żelazny punkt kuchni. Absolutnym klasykiem i najlepszym miejscem na zjedzenie jest Terasa Obor obok największego targu owocowo-warzywnego w Bukareszcie. Przaśne miejsce z wiecznie dymiącym grillem gdzie spotykają się lokalsi z każdej grupy społecznej mieszając się z turystami i kupując mici po 5 zł za sztukę. Nie można tego miejsca przegapić i choć jestem wyzwawcą cevapów to na bank jeszcze pojadę tam kiedyś nawet na jeden dzień na same mici.Planując wycieczkę do Bukaresztu na 200% traficie na dwie knajpy. Pierwsza z nich Caru Cu Bere to najstarsza knajpa w mieście, z pięknym wystrojem, pełna turystów, z występami na żywo, tańcami i niestety tylko średnim jedzeniem. O ile zakuska (dip z bakłażana) czy tradycyjne flaki na kwaśno w śmietanie (ciorba de burta) były nad wyraz smaczne to talerz mięs pozostawił niedosyt - twarde, suche, średnie. Dla wystroju i na piwko spoko, ale coś więcej to słabo.Druga z knajp to Hanu lui Manuc, mieszcząca się w starej powozowni, z ogromnym dziedzińcem, otwartym grillem, tarasami na piętrach, piwnicami z winem i również występami na żywo. Jedzenie ciut lepsze, ale nierówne. Tutaj płaci się za klimat, jedzenie trochę schodzi na drugi plan. Mix mięs z ziemniakami i kiszoną kapustą był ok, ale nie dygnął.O wiele lepszym pomysłem była wizyta w City Grill, bo mimo że w centrum to i taniej i smaczniej. Tutejsze różne rodzaje mici były 9/10 a sarmale (mięsne gołąbki zawijane w kiszoną kapustę) z mamałygą (czyli ichniejszą wersją polenty) 10/10.Na zwieńczenie został klasyczny rumuński deser czyli papanasi - pączki podawane na ciepło, z wydrążonym środkiem, do którego lana jest śmietana z konfiturą owocową a na wierzch idzie smażony środek z pączka. Kosmicznie dobre i dekadenckie a jedzone w La Mama, którą polecam, bo ma fajne zestawy degustacyjne różnych dań, więc można sobie potestować.A na koniec coś bez czego Rumuni sobie nie wyobrażają dnia czyli wszelkiego rodzaju precle lub przekąski z ciasta francuskiego. Sklepy z tym znajdziemy dosłownie na każdym kroku, jest to w opór tanie (precel za 1.50 zł) i w biegu super opcja bo zawsze świeże.
Dołącz do dyskusji
Możesz dodać zawartość już teraz a zarejestrować się później. Jeśli posiadasz już konto, zaloguj się aby dodać zawartość za jego pomocą.
Uwaga: Twój wpis zanim będzie widoczny, będzie wymagał zatwierdzenia moderatora.