Cała aktywność
Kanał aktualizowany automatycznie
- Z ostatniej godziny
-
Resident Evil 9 Requiem
Jestem w Raccoon i chciałem przeprosić Capcom, były nawet reagujące dobrze firany. Jest doskonale, miejscami to best RE. Grace jest boska.
-
Spider-Man
Ja chciałem ograć dwójkę ale przypomniałem sobie, że nie skoczyłem jedynki i co mogę napisać że na Pro mamy tutaj kosmos. Płynność rozrywki z tymi odbiciami robi robotę Co Sonka pro to sonka pro
- Dzisiaj
-
Resident Evil 9 Requiem
Przydałoby się coś pospać trochę, ale szczerze mi się nie chce, grałbym dalej, ale to już na spokojnie jutro po spanku. Po 3 godzinach Co się podoba : -Prezentacja A/V, na Pro ten REngine nigdy TAK jeszcze nie wyglądał. Brzmi to wszystko też super - bez słuchawek nawet nie siadać. -Początek to srogi kryminał, super wstęp. -Grace jako postać, PETARDA! -motywy walking simulatorowe Grace -ciekawe nowe mechaniki -ZOMBIAKI -Gore -Klimat -"Posiadłość" -Motywy związane ze światłem Dodatkowo co za tym idzie - włosy Grace rozświetlane przez jego przeróżne źródła! -Zawiązanie fabuły jak na RE to kosmos xD Co się nie podoba: -póki co nie ma takiej rzeczy Na siłę to może trochę Leon taki meh, ale jeszcze go jakoś dużo nie było. No i klasycznie HDR. Gram obiema postaciami w TPP (ze względu na włosy Grace i animacje, wiadomo xD) i na tym najwyższym poziomie dostępnym z tuszami, jest cudownie. Takiego RE chciałem
-
Saga Baldur's Gate
- Platinum Club
Baldur's Gate: Enhanced Edition Platyna #175. Pierwsza ukończona (nawet dwukrotnie) gra tego roku, a także pierwsza splatynowana to odświeżony klasyk z roku 1998 - Baldur's Gate. W zeszłym roku, przy okazji grania w Avowed jakoś złapałem fazę na eRPeGi fantasy i sporo różnych tytułów trafiło do mojej kolekcji. Baldur's Gate & Baldur's Gate II Enhanced Edition co prawda miałem już wcześniej, ale dopiero ta wspomniana "faza" sprawiła, że wreszcie postanowiłem zmierzyć się z tym kultowym tytułem. Od początku roku praktycznie nie odpalałem nic innego, więc można powiedzieć, że "zaiskrzyło". Jak na typowo PeCetową produkcję na konsolach jest to naprawdę dobrze przemyślany tytuł i mimo, że na pewno nie jest to poziom wygody, który oferuje combo myszka+klawiatura to po paru godzinkach śmigałem po menusach jak stary wyjadacz, a i pole walki na spokojnie dało się ogarnąć. Początkowo może przytłoczyć poziom informacji w dość obszernym tutorialu, a niektórych rzeczy chyba nie zrozumiałem do samego końca (zawiłości systemu D&D), co jednak nie przeszkodziło mi w ukończeniu tej fantastycznej przygody na poziomie Normal. W wielkim skrócie, bo pewnie większość z Was grała - wcielamy się w postać, której pochodzenie skrywa mgła niedopowiedzeń i wyruszamy w wielki świat, by dowiedzieć się prawdy o sobie. Możemy spróbować solo, ale największą frajdę sprawi zebranie pełnej, sześcioosobowej ekipy, z którą będziemy przemierzać spory i różnorodny świat, podzielony na mniejsze mapy, które odkrywamy, spacerując po nich (stary motyw z odkrywaniem mroku spowijającego niezbadane tereny). Podczas naszej podróży spotkamy całą masę interesujących postaci, poznamy różnego rodzaju intrygi polityczne na najwyższym szczeblu, a także wykonamy sporo questów dużo mniejszej wagi, co nie oznacza, że gorszych, ponieważ zgrabne pisarstwo, poczucie humoru i możliwość bycia wrednym skurczysynem skutecznie sprawia, że aż chce się zagadać do każdego napotkanego eNPeCa. Tak, to były złote czasy gatunku, gdzie twórcy (BioWare) nie bali się dać graczom możliwości decydowania o tym, jaką chcą być postacią/drużyną, bez tego lewackiego spierdolenia, które mamy dzisiaj, choćby w ich własnym Dragon Age. Tutaj możemy być dobrzy, sarkastyczni, pragmatyczni, albo zwyczajnie źli i tylko od nas zależy, jak potoczy się dana rozmowa - dzięki temu dialogi są naturalne, często zabawne, a to wszystko w sytuacji, gdzie 80% tekstu będziemy musieli sobie sami przeczytać, bo linijek dialogowych nie nagrano tu zbyt wiele. W każdym razie słuchanie/czytanie dialogów w Baldur's Gate było bardzo orzeźwiającym uczuciem po tych wszystkich bezpiecznych, nijakich, bezpłciowych i pisanych przez HRy wysrywów w dzisiejszych produkcjach typu Avowed czy Veilguard. Sama historia jest całkiem spoko i choć nie grzeszy zbytnią oryginalnością w ramach gatunku to śledzi się ją z zaciekawieniem. Na pochwałę zasługuje również fenomenalna muzyka, która nie zestarzała się ani o jeden dzień i fantastycznie ilustruje każdą sytuację - od spokojnego tła dla naszych podróży, po pompatyczne zagrzewanie do walki podczas starć. Graficznie jest... specyficznie - to starożytny Infinite Engine, czyli narzędzie BioWare do tworzenia takich izometrycznych eRPeGów i jak dla mnie jest spoko i spełnia swoją rolę. Jasne, piksele są sporych rozmiarów, albo czasem coś jest nieczytelne i ciężko odróżnić podłogę od ściany, ale naprawdę ciężko mi oceniać coś tak specyficznego - jest ok, a czasem nawet trafią się fajne widoczki, co widać w załączonej galerii screenshotów. Gameplay też fajny, przypominający gierki typu RTS - walka w czasie rzeczywistym, z możliwością pauzy i korygowania strategii, czy przywoływania błądzących członków naszej wesołej bandy do porządku (a zdarza się to dość często, zwłaszcza w ciasnych korytarzach). Urzeka również masa możliwości w rozwiązywaniu sytuacji - można nawet przejść całą grę, nie zabijając zupełnie nikogo. Jeśli chodzi o wady to tak naprawdę przeszkadzał mi jedynie limit EXPa, który można wbić w grze, bo po jego osiągnięciu sporo punkcików zwyczajnie nam przepada i zarówno zabijanie, jak i wykonywanie pozostałych questów robimy "za darmo" (tzn dostajemy info o zdobyciu EXP, ale paski postępu już nam nie rosną). Dla kogoś, kto leci po łebkach nie będzie to odczuwalne, ale ja chciałem poznać tego klasyka porządnie, odkrywając całą mapę, ubijając co się da i wykonując każde, nawet najbardziej popierdółkowate zadanie, więc mnie osobiście to dotknęło. Sprawa trofeów jest czasochłonna i średnio-trudna. Mamy sporo pucharków wzajemnie wykluczających się (przeważnie za jeden z dwóch sposobów rozwiązania jakiejś sytuacji), więc przyda się częste zapisywanie stanu gry, żeby po zdobyciu jednego trofeum, zaliczyć również to drugie. Pucharek za zabicie 1000 kreatur (ludzie się nie liczą) był wymieniany, jako jeden z tych bardziej upierdliwych (że niby grind), ale mi bez większego przywiązywania uwagi wpadł gdzieś w połowie przygody, więc wystarczy chcieć poznać dobrze każdy zakamarek, a wpadnie sam. Najtrudniejszym trofeum jest bez wątpienia Lord of Murder za ukończenie gry na najwyższym poziomie trudności, ale jest na to sposób. Jako że poziom trudności Legacy of Bhaal to jedno wielkie oszustwo ze strony gry, trzeba użyć kontr-oszustwa z naszej strony i tutaj wchodzi właśnie możliwość przejścia całej gry bez zabijania. Wybieramy złodziejaszka-shadowdancera, podbijamy mu możliwość krycia się w mroku i praktycznie całą grę przemykamy na "niewidzialności", omijając jakiekolwiek starcia (i tak nie mielibyśmy z nikim szans bo byle gibberling ma nas na strzała), a te fabularne rozstrzygając na naszą korzyść, wykorzystując pewien przedmiot, pozwalający przejąć kontrolę nad przeciwnikiem - w ten sposób wrogowie wykańczają się sami, a całość zajmuje około godzinki czasu i możemy ponownie oglądać napisy końcowe. Podsumowując... Spędziłem z tym klasykiem ponad 130h i nie nudziłem się ani trochę, a także ani razu nie pomyślałem sobie, że mam dość i chętnie pograłbym w coś innego. To wciąż naprawdę bardzo grywalny tytuł, który z czystym sercem polecę każdemu lubiącemu klasyczne gierki z gatunku RPG. Dla mnie to bardzo mocne 9/10 a trudność w zdobyciu platyny to jakieś 6/10, głównie ze względu na czas i wiele pucharków możliwych do przegapienia.- Primera Division
Cristiano Ronaldo nabył 25% Almerii, która jest w czołówce Segundy i może awansować do La Liga. Nie wiem, jak aktywny piłkarz de facto to robi, ale to kolejny który kupił coś klubu, w tym niektórzy są głónymi właścicielami klubu jak Mbappe (główny właściciel Caen), Pique (FC Andorra), N'Golo Kante (coś tam w Belgii), i niektórzy mają mniejsze udziały jak Modrić w Swansea. Ciekawie będzie zobaczyć kiedyś jak któremuś z tych klubów dobrze pójdzie, a tam dziadek Mbappe czy Cristiano będzie w garniturze na trybunach z komórką ogarniał biznes deale.- Resident Evil 9 Requiem
Skończyłem już większą sekcję gry i licznik bije ale liże ściany i wątpie w ten wynik 8h. Gra na pro ocieka detalami ale pamiętajcie wyłączyć HDR ;)- Resident Evil 9 Requiem
Niektórzy na zaproszenie Capcomu mieli dostęp do gry wcześniej. Grali 3 godziny, więc jeśli te same osoby recenzowały grę, to mogli teraz przejść szybciej znając część zawartości.- Marathon
Gdyby nie dali ludziom do testów na tyle dni, to może niektorzy by kupili i się nacieli. Jestem pewien, ze teraz poleci sporo refundów. Przy highguardzie narzekano, ze mapy za duże i mało się walczy, a tu jest jeszcze gorzej. W życiu nie widziałem takiej zamuły w online shooterze. Gameplay loop chujowy, a strzelanie jak wszedzie tylko aim assist na maksa + bullet magnetism to nic dziwnego, ze sie dobrze strzela lol.- Pokémon - temat ogólny
Akurat jeśli chodzi o terminy, to prawie nic z tych leaków nie wyszło w zakładanym terminie zakończenia prac lol. Legends wyszło rok później, Seed nie wiadomo co z nim, Pokopia wychodzi kilka miesięcy później, Champions ma tylko mgliste 2026 (po części to może być kwestia ustalanego terminarza lub opracowywania DLC przed premierą gry, a nie samego opóźnienia prac). Po części dlatego nie przesądzam, że nowa główna gra zostanie zaprezentowana na ten rok, aczkolwiek tego się wszyscy spodziewamy. Nie byłby to i tak jakiś cichy okres w świecie gier Pokemon, jako że ledwo było popularne Legends Z-A, teraz Pokopia, która ma bardzo wysoki budżet jak na spinoff, no i widnieje widmo Champions oraz ciągle tajemniczy Seed (w leakach jest też wspominane o próbowaniu elementów MMO w samej głównej grze Wind/Wave, więc WW mogłoby być przetarciem przed Seed, albo i na odwrót).- Europa Conference League
Z historycznego sezonu zrobił się taki trochę zwykły sezon, czyli dwie ekipy z Polski w szesnastce najniższych rozgrywek UEFA. Niemniej, to nadal coś, co może powiedzieć tylko 9 innych lig w Europie, więc jak na Polskę to dalej udana próba i każdy dalszy mecz będzie dla nich sukcesem. Zwłaszcza że Ekstraklasa jest tak zacięta, że nie wiadomo, czy ktokolwiek z tegorocznej czwórki zagra w przyszłym sezonie w pucharach hehe.- Resident Evil 9 Requiem
N myślę że jednak to jest czas w jaki większość fanów/wyjadaczy ukończy grę. Tutaj wynik youtubera którego śledzę Trochę jestem zmartwiony.- Wczoraj
- Resident Evil 9 Requiem
O fajnie że ta zawieszka to nie jest jakaś pierdoła tylko daje realne korzyści. I dziwne że ten standard klasyk utrudnia grę tylko w przypadku Grace. Z materiałów które pokazali przed premierą to Leon potrzebował utrudnienia, bo masakruje te zombiaki bez trudu.- Resident Evil 9 Requiem
6 godzin to ja mam teraz i z tego co zerknąłem na walkthrough to nawet w połowie nie jestem. Nie wiem jak on grał, może na easy.- Resident Evil 9 Requiem
Kurde walkiewicz napisal ze lizac sciany przeszedl gre w 9 godzin a nie 16 jak sugeruje capcom. Bardzo krotko i dal bym sobie rece uciac jesli dobrze pamietam ze 7ke, 8ke i 4ke remake za pierwszym razem przechodzilem w te wlasnie 15+ godzin kazda.- PlayStation 5 - komentarze i inne rozmowy
- ŚWIĘTO GRACZY CZAS START
- Resident Evil 9 Requiem
Ktoś Mi może powiedzieć dlaczego wszystkie elektromarkety mają tą grę niedostępną na PS5 i XSX ? Naprawdę dożyliśmy już czasów totalnego ubijania pudełek że nawet na premierę człowiek nie może sobie do sklepu po płytkę podjechać bo fizycznie ich już na sklepy nie mają ? W media expert to normlane, pięć sklepów na duże miasto ale nigdy nie mają gier na premierę, ale jeszcze euro i media markt trzymało poziom jakiś czas temu...- Jaki telefon wybrać?
Ja mogę porównać jedynie z Pixelem 7 I 8 Pro, dla mnie jest podobny, różnice to lepszy zoom w OP 15 i bardziej naturalne kolory, mniej obróbki. A no i flar nie ma, w pikselu to był dramat.- Resident Evil 9 Requiem
To miłej nocnej premierki wszystkim Widzimy się nad ranem xD- Anno 117: Pax Romana
Ubisoft udostępnił grę od dzisiaj do poniedziałku w ramach darmowego weekendu. Play Anno 117: Pax Romana for Free This Weekend!Play the ancient Roman city-builder for free from February 26 – March 2 on Ubisoft Connect, PlayStation 5, and Xbox Series X|S.Akurat tydzień temu mocno się zastanawiałem czy kupić, ale brakowało mi jakiegoś dema. No to mam. :) Osobiście nigdy nie grałem w tę serię, kiedyś włączyłem Anno 1800 i mnie przytłoczyło od razu na samym początku. Nie wiem czy pół godziny wytrzymałem. Poza tym ja zdecydowanie wolę taki setting jak tutaj. Dość chaotycznie buduję, bo gra mi cały czas coś nowego dorzuca, więc często mam problem z optymalnym umieszczeniem nowych budynków, bo budując poprzednie nie wiedziałem co będzie potem 🙂- Marathon
Mi siadło szczególnie wizualnie ale tak jak piszecie mało się dzieje plus no jednak nie zapłacę za to. Jako F2P można by było pograć ale 40e na coś takiego to mi jednak szkoda, tym bardziej że długo nie pożyje.- własnie ukonczyłem...
Super Mario Galaxy (Switch) Post z poślizgiem, bo "fabułę" ukończyłem z miesiąc temu, ale w planach miałem pobawić się jeszcze trochę w endgame i dobić do tych klasycznych 120 gwiazdek (na razie stanęło na 100 albo 101). Cóż, nie wyszło xD. Ale wszystko przede mną. Choć wiem, że tam się coś jeszcze odwala i komplet to bodajże dwukrotność tej liczby, no ale już bez przesady. Ciężko mi męczyć grę, kiedy już nastąpiło jakieś jej oficjalne zakończenie, dlatego też staram się robić wszystko, co dam radę, zanim dotrę do napisów końcowych. Ot taka przypadłość, nie poradzę. Zgodnie z własną tradycją, Mariana trzymałem na okres świąteczny. Powoli mi się już notabene kończą główne gry z serii, ale grunt, że SMG2 jeszcze czeka, może do tego czasu zapowiedzą coś nowego. No ale wracając: SMG idealnie wpasował się w świąteczno-noworoczną i ogólnie zimową atmosferę, ale przede wszystkim jest po prostu świetną grą. Chociaż (tu mogę się co niektórym narazić) oczekiwałem chyba czegoś jeszcze mocniejszego. Może wręcz czegoś niemożliwego, bo po tak wysokim poziomie hype'u i prawie 20 latach pompowania balona, jakoby to SMG i jego sequel były mesjaszami platformówek i przeżyciem wręcz mistycznym, w zasadzie ciężko było sprostać oczekiwaniom. Żeby nie było: to wspaniały platformer. W sumie nie mam się do czego przyczepić, może poza niezmienną i IMMANENTNĄ cechą Marianów w 3D, czyli specyficznym feelingiem bohatera i lekką ociężałością skoków (i zminimalizowaną możliwością manewrowania w powietrzu) tudzież "ślizganiem się" i rozpędzaniem. Nieraz skutkowało to zrobieniem salta zamiast skoku z rozpędu. Inna sprawa, że podstawowe playthrough i nawet to 100 gwiazdek nie stanowiły jakiegoś specjalnego wyzwania (dosłownie parę "kometowych" czelendży wymusiło kilka powtórek, przy czym wyzwanie polegało głównie na tym, że po śmierci trzeba zaczynać od samego początku, chociażby zbierając 100 fioletowych gwiazdek na poziomie). O właśnie, to może od razu dorzucę minusik za system komet: kto grał, ten wie, ogólnie chodzi o to, że pojawiają się randomowo, ewentualnie można je "przywołać" za walutę (tylko u jednego NPCa), ale też niekoniecznie tam, gdzie akurat mamy jeszcze coś do zdobycia. Zbędna upierdliwość. Występują tu też inne dziwne pomysły, które zwalam na karb wieku SMG. Ot np. dla testu chciałem sobie sprawdzić inną postać na osobnym save. Po powrocie do "swojego" Mariana, miałem wyczyszczony licznik żyć. Dzięki Nintendo. No dobra, bo jak nieraz wspominałem, łatwiej pisze się o czymś, co w grze uwierało, a potem w poście jest dysproporcja między pochwałami i ganieniem. Bawiłem się naprawdę bardzo dobrze. Czysty fun i radocha, czyli magia N w pigułce. Za sprawą zasadniczego pomysłu na gameplay, jakim są mini planety (choć trafiamy też na większe), SMG jest, że tak powiem, mocno natychmiastowe. Nie żebym jakoś często grał z doskoku, ale jak się już zdarzyło, to można było sobie spokojnie zapewnić jakiś element postępu przy krótkiej sesyjce. Choć nie ukrywam, że jestem fanem raczej bardziej "klasycznej" otoczki i dla mnie opus magnum w świecie hydraulika dalej pozostaje Odyseja. Ale Galaxy to taki trochę złoty środek, bo są tu, jak wcześniej napisałem, również obszerniejsze levele. Ogólnie dużo tu różnorodności i chyba za to należą się największe pochwały dla gry. Po prostu co chwila dostajemy jakiś nowy patent i nie sposób się znudzić. Co prawda nie wszystkie są aż tak trafione (Mario-Sprężyna chociażby, albo ujeżdżanie kuli, męczące fragmenty), ale większość wywołuje banana na gębie. Do tego mimo wieku prezentuje się to naprawdę wybornie. Jasne, czysto technicznie widać pewne uproszczenia, ale level design, projekty postaci (ultra urocze Lumy, z moim faworytem w postaci gwiazdki-głodomora) czy w końcu kolorystyka i wszelkie kosmiczne efekty (szczególnie na Oledziku) wyglądają naprawdę bajkowo. Do tego piękne melodyjki, na czele z motywem w hubie (nabierającym coraz więcej głębi wraz z naszym postępem). Całość jest dopracowana na najwyższym poziomie. No i to typowe dla serii połechtanie gracza różnymi dżinglami i wyrzuty dopaminy przy osiąganiu progresu, choćby odnajdując kolejne gwiazdy. Uzależniające. Pisząc o SMG nie da się nie poruszyć tematu sterowania, szczególnie w kontekście jej rodowodu (czyli Wii z jego Wiilotem). Cóż, faktem, jest, że najlepiej gra się z odpiętymi Joy-Conami (co niekoniecznie musi wiązać się z odpalaniem gry w trybie stacjonarnym: ja sobie często pykałem z konsolką opartą o nóżkę). Sterowanie z elementami ruchowymi jest intuicyjne, choć wskaźnik lubi wariować i często trzeba go resetować. Jest po prostu wygodniej, ale jest też wtedy większa wczuwka, inaczej mówiąc: immersja. Co innego klikać sobie przyciski, a co innego energicznie machać kontrolerem w celu wystrzelenia wąsacza w kosmos. Nie zmienia to faktu, że poza kilkoma patentami gameplay'owymi (przede wszystkim chwytanie się gwiazdek "liną") spokojnie można sobie dać radę w trybie handheldowym. Ot, mazianie po ekranie w celu zebrania okruchów gwiazd nie należy do najwygodniejszych rozwiązań, no i siłą rzeczy zasłaniamy sobie wtedy widok. Ale koniec końców nie miałem tu dylematu i zazwyczaj kontrolery były odpięte. O czym tu jeszcze można napisać? Atmosfera jest super, bossowie są super, strój pszczoły jest super, zabawa z grawitacją jest super (ale już motanie się kamery i sterowania przy tej zabawie nie jest super). Nie są super wyścigi wodne czy wspomniane już balansowanie na kuli). Świat "zabawkowy" odstaje klimatem i poziomem od reszty. Ale to szczegóły. Sumarycznie? Super gra. Grać i się jarać. Ja grałem i nie chciałem, żeby się to kończyło, ale miałem na uwadze, że gdzieś tam czeka na mnie jeszcze kontynuacja. No i dozbieranie chociaż tych 20 gwiazdek. Czy SMG to klasyczne 10/10? W 2007 pewnie tak, dla mnie, na dzień dzisiejszy, już nie. Ale w sumie co z tego? To, co dostałem, w zupełności mi wystarczyło do szczęścia.- Arc Raiders
Dowalone fest! Podobnie jak sama gierka (490h siedzi i nadal nie mam dość).- własnie ukonczyłem...
Nightmare Creatures II Jako 8/9 latek pierwszy raz wziąłem się za bary z tym tytułem i poległem. Z tamtego okresu w pamięci utkwiła mi pierwszą cutscenka, w której to główny bohater na zmianę kręci się w kółko po pokoju i siada ze zwieszoną głową na łóżku. Wtedy jeszcze nie rozumiałem angielskiego, ale po jego zachowaniu wydedukowałem, że chłop przechodzi przez jakieś załamanie nerwowe. No ale jak wiadomo cutscenki w tamtych czasach długo nie trwały i szybko trzeba było przejść do konkretów. Biorę siekierę w łapy, wychodzę przez drzwi i ginę raz za razem finalnie nie kończąc pierwszego poziomu. 20 lat póżniej nadal wraca do mnie ta gra we wspomnieniach. Oczywiście raz na jakiś czas, bo to nie było tak, że przez tyle lat nie mogłem spać po nocach przez podrażnioną ambicję i nie mógłbym umrzeć szczęśliwy bez dotarcia do napisów końcowych. Jednym z powodów było również to, że w końcu mój ojciec złapał za pada i postanowił spróbować swoich sił. Jego wcześniejsze doświadczenie to zagranie kilku meczów w Fifę, więc ciężko było być optymistą. No ale ku mojemu zdumieniu ubił parę maszkar więcej, pokonał większy dystans, potem go niestety zaciukali kilka razy i trzeba było zaczynać cały etap od nowa. Więcej prób nie podejmował, bo już dalej nie chciało mu się grać. To był ostatni dzień w moim życiu, w którym widziałem starego... z padem w ręku, najwidoczniej nie złapał bakcyla, a szkoda, bo radził sobie nieżle. Wróciłem po tylu latach i pierwsze co mnie uderzyło to fakt, że design lokacji i potworów nadal robi wrażenie. Lokacje są mroczne i różnorodne (jakieś cmentarze, kino, paryskie i londyńskie uliczki, kanały, szpital psychiatryczny) bestie też są niczego sobie i dobrze się prezentują. System walki jest mocno ograniczony i niewiele oferuje z dzisiejszej perspektywy, ale trzeba oddać twórcom, że to jedna z tych gier, przy której trzeba trzymać nerwy na wodzy i nie napalać się zbytnio, bo jeden cios za dużo i można dostać kontrę, środki lecznicze są ograniczone, wrogów jest sporo. a i pasek hp nie należy do najdłuższych jakie widziałem, więc każdy błąd boli podwójnie. Nieraz było tak, że modliłem się o apteczkę i leciałem na oparach pokonując kilku oponentów po drodze walcząc maksymalnie zachowawczo byle nie dać się trafić. Dodatkowym ułatwieniem jest to, że co jakiś czas można znależć zaklęcia albo amunicje do broni palnej i skasować jakiegoś bydlaka bez wchodzenia z nim w walkę w zwarciu. Zawiodły na pewno bossy, ale też biorę poprawkę na wiek produkcji. Praktycznie każdy z nich to leszcz na jedną próbę (jeden z nich poszedł na trzy hity i cała walka trwała może z pół minuty) a ostatni to już w ogóle zrobiony przez twórców na szybko byle skończyć grę i pojechać na urlop. Czasówka w stylu podłóż dwie bomby, masz to na to ileś tam sekund, potem cutscenka jak skurwiel wylatuje w powietrze, a główny bohater znajduje w końcu swoją zaginioną partnerkę i to by było na tyle, dziękujemy za uwagę. Pomimo tych wszystkich archaizmów kocham ten tytuł i muszę przyznać, że jest tak dobry jak go zapamiętałem. Za dzieciaka pokochałem go za klimat, a znienawidziłem za poziom trudności. Teraz w końcu mogłem się nim cieszyć bez większej frustracji, bo mój skill nareszcie pozwala mi grać w coś trudniejszego niż kangurek kao. Po ukończeniu poczytałem trochę na temat dalszych losów tej marki i okazało się, że trzecia część została skasowana (urywki z intro trójki wyglądają jak jakiś Resident Evil Village demake) potem jeszcze w planach był remake/reboot, ale finalnie projekt został porzucony. Ktoś może powiedzieć, że póżniej nadszedł Bloodborne, więc głód na grę w podobnych klimatach został zaspokojony, ale i tak szkoda, że tak to się wszystko potoczyło. Jakoś 3-4 lata temu skończyłem pierwszą odsłonę (w nią akurat nie grałem za dzieciaka, zacząłem od dwójki) dzisiaj drugą i chciałbym jeszcze, ale niestety nie można mieć wszystkiego. Może gdzieś w alternatywnym wszechświecie cieszą się 10 odsłoną Nightmare Creatures, która robi furorę jak u nas seria RE albo Silent Hill. - Platinum Club