Cała aktywność
Kanał aktualizowany automatycznie
- Z ostatniej godziny
-
Resident Evil 9 Requiem
No można przejść z nieskończonym ammo, tylko co to za frajda, ten poziom trudności jest chyba jednym z najtrudniejszych, jakie grałem, czuję się jakbym grał akumu mode z evil within.
-
Growe Szambo
Teraz czytam sobie steam dyskusje o RE 9 i ludzie płaczą, że czemu Grace nie ma dodge, bo ciężko zombie unikać i giną, i to na podstawowym poziomie trudności. I tu się wyżalę, bo od jakiegoś czasu to za mną chodzi. Gram w Europkę V, wiecie, grand strategy i te sprawy. Na początku jak nie jesteś w temacie to przytłacza wszystko, bo to nie jest klikanina. Ale co chwilę ludzie na reddicie i na forum Paradoxu narzekają, że za ciężko, że to, że tamto. I ja rozumiem, że jak sobie odpalisz Spidermana to nie chcesz poziomu trudności Sekiro, ale ten zalew jebanych każuali chce rozwalić każdy gatunek gier. Ludzie mają frajdę rozwalania jebanego AI w strategii i jak Paradox eliminuje hujowe akcje to płaczą, że czemu, po co tak trudno, i ten argument "game is supposed to be fun". Bo ja kurwa wracam po pracy i chce porządzić, a nie się skupiać. To se kurwa odpal minecrafta w trybie piaskownicy i się wyluzuj, a nie wpierdalasz się w najbardziej skomplikowany gatunek gier i narzekasz, że trzeba pomyśleć. Jakby to jeszcze był jakiś mały odsetek ludzi, ale nie, reddit jest zalewany płaczem a czemu tak długo, a czemu tak trudno, i to w takiej grze. Sam jestem z definicji dad gamerem, 40 dychy na karku, rodzina itd., ale o huj tym ludziom chodzi. Ja rozumiem w multiku jak wymiatasz, niszczysz innych ludzi, ale jebane AI? Powinien być bez kitu jakiś test psychologiczny przed kupnem gry, cz y ogóle się nadajesz, żeby w to grać. Bo teraz widzę, że większość nie ma przyjemności z nauki gry, bycia lepszym, tylko chce wszystko od razu, bo on chce się wyluzować. To na huj kupujesz grand strategy? No pojebani ludzie. Tyle.
-
Ekstraklasa + Puchar Polski
No chyba nie byłbym tak optymistyczny....
-
Resident Evil 9 Requiem
No ja też w SH2 miałem więcej takich momentów strachu, bo i klimat zaszczucia, sama atmosfera tam była bardziej gęsta. Ale teraz w RE i trochę się cykam . W każdym razie gra jest mega dobra i ciężko się doczepić do czegoś. Bardzo fajnie te 2 zupełnie inne gameplay'e Grace i Leona się uzupełniają.
- Dzisiaj
-
Ekstraklasa + Puchar Polski
Patrząc jak dzisiaj Katowice zagrały z Górnikiem to pewnie wygramy bez problemu, bo tak.
-
Resident Evil 9 Requiem
Aha, spoko. Myślałem że trzeba przejść bez wspomagania
-
Resident Evil 9 Requiem
Bo mozna uzywac infinity ammo w tym trybie tylko trzeba go sobie najpierw wykupic. Za 1 ukonczenie niestety nie wystarcza mamony. Minimum 2 zaliczenia story sa wymagane
-
Resident Evil 9 Requiem
A to ciekawe. W jakimś trophy poradniku (chyba PowerPyx) pisało że to jeden z prostszych do splatynowania Residentów (4/10 dali poziom trudności). Mnie ciekawią statystyki ile procent graczy wybrało TPP dla Grace Bo mam wrażenie że 99% patrząc po filmikach, TikTokach i innych. Ja od razu założyłem że nie tknę FPP, bo mnie ten widok wku.rwia w Residentach, na szczęscie chyba tylko w VII nie idzie go zmienić.
- Wczoraj
-
A wy co? Konsolowcy jebani... Dalej na padzikach w gałeczki i guziczki ABXY albo iks,
A wy co? Konsolowcy jebani... Dalej na padzikach w gałeczki i guziczki ABXY albo iks, kółko, kwadrat, trójkąt? Żałosne.
-
Resident Evil 9 Requiem
Jak ktoś narzekał, że normal zbyt łatwy, to powiem tyle: na hard na pewno nie bedzie zrzędzić. Wszystkie Residenty zrobione na najwyższych poziomach trudności (legitnie, bez żadnych infinitów) i nigdy nie miałem takich problemów jak tutaj. Przedmioty leżące w innych miejscach, o wiele mniej amunicji, w gablocie gdzie wcześniej były upgradey do żyćka i damage teraz jest paczka nabojów do pistoletu w zasadzie każdy kontakt z zombie to zgon na miejscu i też są inaczej poustawiani, np na schodach prowadzących do karty dostępu stoją sobie elegancko dwa zombiaczki, ani ich ominąć ani za bardzo zastrzelić bo nie ma czym. Jezu jak mi stoi.
-
Resident Evil 9 Requiem
Nie no poddaje się, oni chyba nie testowali tego wyższego poziomu trudności na Grace, pistoletem to mogę najwyżej muchy odganiać
-
Resident Evil 9 Requiem
Poziom "insanity" wprowadza małe nowosci.. Te zmiany to.. To moze nawet bardzo namieszac speedrunerom
-
Marathon
Ja się wciągnąłem. Im więcej gram, tym coraz bardziej doceniam niektóre decyzje Bungie. Gameplay jest naprawdę satysfakcjonujący. W Arcu skupiałem się praktycznie tylko na PVE i dopóki ktoś nie robił problemów, to zaczepki sam nie szukałem. Fajnie teraz pobawić się w extraction shootera nastawionego całkowicie na PVP.
-
Resident Evil 9 Requiem
Jestem już w Leon i w sumie nie wiem, zalatuje mi to RE6, wiadomo wszystko lepsze niż tam, ale ewidentnie kampania Leona to RE6 xD. Tak 10krotnie lepiej mi się gra Grace.
-
Resident Evil 9 Requiem
Gra jest FENOMENALNA. Laurka dla marki Resident Evil. Klimat jest potężny, gęsty jak skurwysyn, czuć napięcie i strach mimo to ciężko się oderwać i ciągle chce się iść do przodu i to wszystko odkrywać. Grace co za postać, co za reżyseria, te cutscenki
-
Ekstraklasa + Puchar Polski
Oby w PP było w plecy, bo inaczej czapeczkowy znowu będzie miał paliwo do snucia wizji. Teraz to tylko Czesio albo Vuko mogą ugasić pożar w kurniku.
-
Resident Evil 9 Requiem
Nie czytam tematu, ale mam słabe nerwy do horrorow i muszę mocno dawkować residencika, szczególnie sekcje młodej. Wrócę jak kiedyś skończę, ale bawię się elegancko.
-
Ekstraklasa + Puchar Polski
Całkiem sympatyczny pan czapeczka to chyba kolejny przykład trenera z zagranicy który coś tam niby osiągnął ale w lidze gdzie może ze dwie drużyny grają na jakimś poziomie, a w naszej ekstraklasie zarówno pierwsza jak i ostatnia drużyna w tabeli grają podobny paździerz i nie ma tak łatwo. Dlatego tym bardziej szanuję to co zrobił pan Carver z Lechią, totalnie nie tego się spodziewałem jak ją przejmował.
-
własnie ukonczyłem...
Tomb Raider: The Last Revelation Remastered [PS5] To Tomb Raider, do którego mam zdecydowanie największy sentyment. Jeszcze na pierwszym PlayStation zagrywałem się w niego namiętnie, spędzając z Larą pół Wigilii, już odświętnie ubrany w oczekiwaniu na gości. O ile potrafię docenić różnorodność lokacji w poprzednich częściach, to właśnie The Last Revelation najlepiej rezonował z moimi potrzebami i wyobrażeniami tego, jak powinna wyglądać przygoda panny Croft. Bowiem czwarta część Tomb Raidera w całości ma miejsce w Egipcie. Urozmaicenie jest, ale takie na ile pozwalała przyjęta koncepcja. Będzie trochę pustyni, nieco grobowców, zapomnianych pałaców, piramid, przejedziemy się pociągiem, odwiedzimy też stolicę czy Aleksandrię. Co dla mnie najważniejsze, twórcy tym razem postawili na dużo większą izolację Lary, a nacisk położyli na eksplorację, walkę wyraźnie spychając na drugi plan. Względnie niewiele przyjdzie nam się strzelać z ludzkimi przeciwnikami, bo na naszej drodze stanie przede wszystkim dziki, egipski zwierzyniec - skorpiony, szakale, tradycyjne dla serii nietoperze, krokodyle. Natomiast w głębokich podziemiach i grobowcach natkniemy się na ożywionych starożytnych strażników, mumie (nie mogło zabraknąć!) oraz mordercze chmary skarabeuszy niemożliwych do zabicia konwencjonalną metodą, więc zabierz pochodnię, bo boją się ognia i uważaj gdzie wkładasz ręce. Z ulgą zauważyłem też, że spuszczono nieco z tonu w kwestii zagrożeń środowiskowych. W The Last Revelation można się rozluźnić, bo poziomy nie są zaprojektowane tak, żeby co pięć minut coś próbowało nas zabić. Ograniczono zapadające się podłogi, spadające nam na głowę głazy, ogniste pułapki, mordercze ruchome piaski czy rwące rzeki. Jeśli się zastanowić, to tego wszystkiego praktycznie tutaj nie ma. Gra obchodzi się z nami dużo łagodniej z rzadka tylko zaskakując śmiertelną pułapką, bo co to byłby za grobowiec faraonów, gdyby nie miał zabezpieczeń przed plądrowaniem? Ale to wszystko powyżej sprawia, że w atmosferze czwartego Tomb Raidera wręcz się zakochałem. Bez większych stresów mogłem oddać się odkrywaniu tych wszystkich starożytnych cudów, które pochowali przede mną twórcy. The Last Revelation jest więc mocno “przygodówkowy”. Rozgrywka chwilami przypomina grę z gatunku “wskaż i kliknij”, bo przyjdzie nam łączyć niektóre przedmioty w ekwipunku, oraz używać ich w dedykowanych miejscach. Mniejsze, pojedyncze poziomy potrafią się łączyć w jeden duży, więc gra wymaga większej świadomości otoczenia i orientacji w terenie. Wielokrotnie będziemy musieli wrócić ze znalezionym przedmiotem dwa poziomy wcześniej, choć oczywiście gra oferuje w tym względzie wygodne skróty, aby zminimalizować mało pasjonujący backtracking. Wciąż nie zabraknie dużych, pojedynczych lokacji, w których będziemy sobie po prostu torować drogę naprzód i umiejętnie skakać po platformach, szarpiąc przeróżne dźwignie (teraz umieszczone również na sufitach, czy wysoko na ścianach), szukając skrzętnie poukrywanych elementów wyposażenia, amunicji, apteczek, broni. A co powiecie na partyjkę w starożytnego “chińczyka” od wyniku której zależeć będzie nasza dalsza ścieżka przez poziom? Nie brakuje w Egipcie ciekawych elementów i fikuśnych mechanizmów. Fajnie się to wszystko odkrywa. Oczywiście są też usprawnienia w rozgrywce. Lara zyskała dodatkowe animacje opuszczania się na krawędź, a podczas przesuwania się po nich na rękach kąty ścian nie są już przeszkodą, co otwiera szersze możliwości eksploracyjne. Doszło bujanie się na linach, rozwiązane odrobinę niezgrabnie i chwilami wymagające aż zbyt wysokiej precyzji, ale twórcy nas tym elementem nie molestują co dziesięć minut i to raptem kilka trudniejszych fragmentów na całą grę. Podobną nowością jest wspinanie się i “strażacki zjazd” po wszelakich rurach i tyczkach. O łączeniu przedmiotów już wspominałem, ale dodam jeszcze różne rodzaje amunicji do kilku broni czy podręczny łom, który pomoże nam wyważyć niektóre drzwi, albo dostać się do sekretów. Na poziomach znajdują się zniszczalne elementy (skrzynki, wazy), które skrywają bonusowe przedmioty. Kuszę i rewolwer możemy wyposażyć w celownik laserowy, który pozwala celować w trybie FPP. Gra wykorzystuje to w kilku zagadkach środowiskowych, więc warto pamiętać. Podobnie jak o będącej w naszym wyposażeniu lornetce z podświetleniem, bo pozwala ona odkryć kilka podpowiedzi do wspomnianych zagadek. Z nowymi pojazdami jest skromnie, bo krótko pojeździmy dżipem, a nieco dłużej motocyklem z koszem, na szczęście to całkiem przyjemna czynność, nie to co kajaki z TR3. Niektórych może rozczarować brak różnorodnych strojów. Z racji, że cała przygoda tym razem rozgrywa się w jednym kraju, nie ma potrzeby przebierania się i Lara nieustannie biega w swoim ikonicznym ubranku. Za plus uznam, że teraz jej body mają urocze wycięcia na biodrach. Ach, no i tym razem zabrakło tradycyjnej posiadłości Croftów. W ramach tutorialu rozegramy prolog postacią nastoletniej Lary, która wraz ze swoim mentorem Wernerem Von Croyem udała się do Kambodży. Dziad za pomocą noża heroicznie walczy z dzikimi świniami i nie żałuje młodej Croftównie nieco dwuznacznych komentarzy. Ma vibe creepa, który lubi lolitki z dwoma warkoczami. Dla zasady dodam jedynie, że spośród wszystkich dotychczasowych części The Last Revelation ma najsłabszy pakiet dodatków. Tym razem jest to tylko jeden poziom, krótki i banalnie prosty. Cóż, najwyraźniej nie można mieć wszystkiego. Doskonale zdaję sobie sprawę, że wszystkie te elementy, które ja doceniam w czwartym Tomb Raiderze dla innych mogą być wadami. Ale to już nie mój problem, prawda? Ja uwielbiam The Last Revelation za spójność miejsca, atmosferę lokacji, zepchnięcie na boczny tor strzelanin z ludzkimi przeciwnikami, postawienie na eksplorację, izolację, taką sytuację. Czysto subiektywnie - najlepszy Tomb Raider, nie zapraszam do dyskusji, bo to bez sensu. Było tak fajnie, że przeszedłem dwukrotnie i planuję trzeci raz - po platynę. Tryb New Game + ponoć trudniejszy i zmienia położenie przedmiotów, więc prawie jak nowa przygoda! Maestro [PSVR2] Nigdy nie chciałem zostać dyrygentem orkiestry, ale od czego są gry, jak nie od próbowania różnych głupich rzeczy? Maestro potrafi już od początku rozbawić swoją sarkastyczną elegancją i nastrojem pełnym zgryźliwych komentarzy co do naszego potencjału w roli koncertmistrza z batutą. Szkoda jedynie, że wszystko to w pewnym sensie kończy się już po pierwszych kilkudziesięciu minutach tutorialu. Później jesteśmy pozostawieni sami sobie i jedyne co możemy, to wybierać kolejne utwory z listy, aby je z różną gracją dyrygować. Żadnych urozmaiconych trybów, jedynie trzy poziomy trudności do wyboru i kilkanaście klasyków muzyki poważnej w repertuarze. Nawet jeśli wiele z utworów ekscytuje, to tylko wybranymi epickimi fragmentami, a między nimi potrafią niestety nieco przynudzać pewną powtarzalnością. No, chyba że uwielbiasz muzykę klasyczną. Ja ją doceniam, ale uznaję, że w grze rytmicznej to jednak wypada tak sobie. Spośród trzech poziomów trudności pierwszy usypia, drugi jest zbyt łatwy (wbijałem najwyższe oceny przy pierwszych próbach), a trzeci jest dla mnie za trudny i zbyt chaotyczny. By się przydało coś pośrodku jeszcze. Rozgrywka jest przyjemna i szybko można złapać zasady. Gra dużo też wybacza i często interpretuje nieprecyzyjne gesty na naszą korzyść. Maestro umożliwia też rozgrywkę bez kontrolerów, ale tracking gołych dłoni bywa mocno kapryśny, szczególnie w intensywniejszych fragmentach. Polecam więc kontrolery, mimo wszystko. Zasadniczym problemem Maestro jest nikła "regrywalność". Zaliczając kolejne koncerty odblokujemy nowe utwory i trochę elementów kosmetycznych (rękawiczki, batuty, sceny, stroje muzyków), ale potem kończą się motywacje. Możemy jedynie bez końca powtarzać ulubione kompozycje, śrubować wynik punktowy, ale średnio to inspirujące. W takich sytuacjach zwracam się zawsze w kierunku trofeów, ale tutaj wszystkie wpadły już po jednokrotnym zaliczeniu “na złoto” każdego kawałka, niezależnie od wybranego poziomu trudności. Sytuację próbują ratować zestawy DLC. Postarano się w nich na licencjonowane utwory dla fanów m.in. Władcy Pierścieni, Piratów z Karaibów, Harry’ego Pottera, ale to są płatne paczki (tylko jedna jest darmowa). Szkoda, bo w tym widziałbym ratunek dla Maestro - więcej kompozycji naszych czasów, bo dyrygowanie do czołówki serialowej Gry o Tron wreszcie pobudziło we mnie emocje na dłużej. Wyobrażam sobie jakieś paczki DLC z utworami z innych gier, bo wśród graczy z pewnością więcej jest fanów gier właśnie, niż Beethovena czy Mozarta. Taka prawda. Maestro to fajna gra, ale na długo nie wystarcza. Ruffy and the Riverside [PS5] To niby platformówka, ale wyzwań zręcznościowych tutaj albo nie ma, albo są łatwe i symboliczne. Ruffy and the Riverside pod kątem rozgrywki bliżej do jakiejś eksploracyjnej przygodówki, może collectathona, choć świecidełek do zebrania tutaj nie ma porażająco dużo. To, czym Ruffy się wyróżnia, to mechanika SWAP. Polega ona na tymczasowej podmianie tekstur otoczenia, co bohater wykorzystuje na wszelakie sposoby. Po wodospadzie będziemy mogli się wspinać, jeśli podmienimy teksturę wody na pobliskie pnącza. Pływającego w zbiorniku wodnym rekina pozbędziemy się, gdy wodę zamienimy w lawę. Zatopiony skarb wypłynie, gdy metalową skrzynię podmienimy na drewnianą. Po lawie przejdziemy, jeśli tymczasowo zamienimy ją w lód. Rzecz w tym, że nie możemy swobodnie decydować, na co zamienić daną teksturę, bo SWAP działa tylko w ograniczonym otoczeniu i potrzebuje “źródła”, więc aby metal stał się drewnem musimy zlokalizować jakiś drewniany element. Lawy nie wyczarujemy z rękawa, bo potrzebujemy źródła ognia. I tak dalej, i tym podobne. Na tej mechanice podmiany w zasadzie opiera się cała gra i chwilami robi to w naprawdę kreatywny, zabawny sposób. To na nią położony jest nacisk, dlatego też tak trudno mi się podpisać pod określeniem Ruffy’ego platformówką. Oczywiście są w grze też inne patenty, jak wyścigi na belach siana (i konkurs tricków na half-pipe), albo fragmenty wymagające nieco więcej zręczności, ale w gruncie rzeczy to przyjemna, rozluźniająca zabawa. Też dobrze. Do stylistyki trzeba się przekonać, bo oprawa choć ma swój charakter (płaskie jak kartka postacie w świecie 3D), to jednak nie każdemu przypasuje. Osobiście nie jestem jej fanem, ale szybko też się przyzwyczaiłem i mi nie przeszkadzała. Gra ma swoje wydajnościowe grzeszki, bo elementy otoczenia potrafią wyskakiwać kilka metrów przed nami, albo pochodnie magicznie się zapalać gdy się do nich zbliżamy (i gasnąć, gdy oddalamy), a animacja czasem szarpnie jeśli zechcemy poruszać się zbyt szybko (pod koniec gry swobodnie zapierdalamy na beli siana), ale nie odnotowałem tutaj żadnych poważnych błędów czy bugów psujących progres i zabawę. Pozytywnie zaskakuje muzyka, bo potrafi wpaść w ucho, szczególnie, że w trakcie gry pojawiają się utwory z wokalem, które brzmią tak samo fajnie, co wydają się w jakimś sensie nie na miejscu. Ale z pewnością przyciągają uwagę i wprawiają w skoczny nastrój. Wady? Nieco przegadana fabularnie, pod kątem wyzwania zręcznościowego też ostatecznie nieco zawodzi (jeden boss, w dodatku zrealizowany bez polotu). Ale to generalnie miła, wystarczająco oryginalna gierka na kilka godzin, a jeśli planujemy 100% to kilkanaście. Dla mnie optymalnie.
-
Resident Evil 9 Requiem
Ja to odpaliłem na VR jeszcze na PS4 już po przejściu 7 normalnie i wyłączyłem po 10 minutach jak mi pies wskoczył na fotel xd Ogólnie nie mam problemu z oglądaniem filmów z gatunku grozy tak gry to ciężko idzie a VR to dla mnie abstrakcja. Jednak tak jak wspomniałem seria RE jest dla mnie na tyle lajtowa, że nie mam problemów z ogrywaniem. Jedynie ta 7 ma mocny początek. Spoko, że 9 jest trochę miksem 7 i starych RE. Dobrze się sprawdza ta formuła i urozmaicenie rozgrywki. Capcom dalej ma pomysł na serię i to cieszy, nie łatwo utrzymać takiego tasiemca na takim poziomie. Oczywiście jak się zapomni o RE6, tych odsłonach online i mobilnych częściach.
-
Nintendo Switch 2 - temat główny
Ale trzeba przyznać, że ładnie Nintendo to ogarnęło - bo widać na liście znajomych, kto konkretnie ogrywa gierki na nowszej konsolce 😅
-
Resident Evil 9 Requiem
Ja tam uwielbiam jedynkę, dobermany z okien i te sprawy, ale to już starość i sentyment.
-
Arc Raiders
Co do stasha to już wiem, że faktycznie To, że miejsc będzie 12 w ekwipunku to wiem, ale myślałem, że zaległe 5 pkt do umiejętności można kupić. To nawet jest sensowne, ponieważ jeśli zrobiło się 1 ekspedycję, a nie robi się 2 to 12 miejsc + te % do kury, zdobywania expa i napraw ponoć się traci, ale te dodatkowe 5 pkt do umiejętności już nie. Teraz tak czytam i faktycznie jest tak jak piszesz Smallv86, do kupienia są zaległe punkty, których się nie wykupiło.
-
Resident Evil 9 Requiem
Próbowałem na VR i dla mnie jest to niemożliwe do ukończenia w tej wersji. Jak mnie zaczął gonić ten stary chłop po domu, to aż musiałem usiąść, bo mi się słabo zrobiło. Póżniej jeszcze pograłem kawałek, ale w końcu dałem sobie spokój, bo bym pierdolnął na zawał przed ekranem i byłoby po chłopie. Ogrywając potem zwykłą wersję byłem mocno obsrany, ale jakoś dałem radę, bo i tak nie był to taki hardkor jak ten cholerny VR. Zresztą paradoksalnie RE7 to jedna z moich ulubionych odsłon, bo żadna część póżniej nie była dla mnie tak stresogenna. Fani serii chyba rzadko ją jakoś mocniej wyróżniają, a w moim rankingu residentów siódemka jest w top 3 obok rimejków RE2 i RE4.
-
Resident Evil 9 Requiem
Resident po prostu nie ma takiego klimatu jak SH, niby strasznie, ale to nie jest to uczucie co w OG SH2, gdzie po jakimś czasie chciałeś wyłączyć w pizdu tą grę, żeby poczuć się lepiej. Chociaż przyznam, że 7 robi robotę, ale to i tak nie to samo co w SH, SH ma mega pojebany vibe cały czas.