Cała aktywność
Kanał aktualizowany automatycznie
- Z ostatniej godziny
-
Ostatnio widziałem/widziałam...
Anakonda (2025) - mamy dopiero luty, a już jestem przekonany, że większego gówna w tym roku nie obejrzę. Żenujące gagi napisane chyba przez nastolatka, denerwujący aktorzy (jest Jack Black i Paul Rudd, do trio kompletnego spierdolenia zabrakło tylko Kevina Harta), niektóre sceny to taki krindż że aż moje ciarki zażenowania dostały ciarek (np jeden stary typ sikający na drugiego starego typa, comedy gold, Halyna czymaj mnie bo nie wyrobie ), a jedyna scena którą można nazwać względnie "zabawną" została zaspoilerowana w trailerze. Jak na 1.5h to film się strasznie dłuży, zanim w ogóle coś się zacznie dziać mija 40 minut, a widz ma wrażenie że w rzeczywistości minęły dwie godziny. Widać, że nowa Anakonda bardzo usilnie próbuje jechać na nostalgii, tylko czy serio ktoś czuje nostalgię wspominając tę chujnię z J.Lopez? Jeżeli tak, to pod koniec zostanie nagrodzony małą niespodzianką, ale nie wiem czy jest sens się aż tak męczyć. Humor leży, akcja ciągnie się jak flaki z olejem, postacie irytują, jeden absurd goni drugi, na tę ulaną gębę Blacka i maślaną facjatę Rudda, obu grających samych siebie w każdym filmie, to się patrzeć nie da. 2/10, trzymać się z daleka.
-
Assetto Corsa Evo
Kurde bele ale Golfikiem 8 GTI się cudownie śmiga. Lata jak przyklejony, a jak gdzieś zaczyna przyczepność tracić to redukcja i poszedł. Chyba ponad 8 godzin nabiłem przez weekend samym Golfem na Nurburgringu.
-
Resident Evil 9 Requiem
Ja się na twitterze nadziałem na scenę śmierci Grace, jeśli to nie wyjątek to będzie najbrutalniejsza część serii
-
własnie ukonczyłem...
To będziesz pan zadowolony. Ja wszedłem z nastawieniem "to gierka Sudy, wiem na co się piszę, dawać to" a wyszedłem zawiedziony. Próbuj, co najgorszego może się stać? Jedynie wydane siano może trochę boleć.
-
Rodzicielstwo
Totalnie wygląda jak trumna.
-
Premier League
Znowu nie zachował czystego konta w fantasy więc nie, chociaż tutaj największa zasługa Rice'a, któremu się Maradona przy własnym polu karnym właczył.
-
własnie ukonczyłem...
W sumie ta recenenzja pasowałaby do niemal każdej gry Sudy Unikatowy styl, brutalność, pojebane sceny i totalnie odjechane postacie vs dziwne decyzje gameplayowe, średnia grafa i masa małych potknięć. Bbędzie grane od razu po Residencie, bo teraz już się nie wyrobię, jaram się i tak ale pewnie jestem w mniejszości, bo mi nawet NMH3 się podobało.
-
własnie ukonczyłem...
Romeo Is A Dead Man - oj, zbierałem się do szerszego spojrzenia na tę grę przez kilka dni, bo wbrew pozorom nie jest to wcale takie łatwe i oczywiste jak mogłoby się wydawać. Najnowsze dzieło Sudy jest jak cebula w Shreku, ma warstwy i każda następna jest trochę inna od poprzedniej. Warstwa numer jeden to to, co gra chce rzucić w gracza najbardziej - trademarkowa otoczka dziwności, z której znany jest pan Goichi od lat i która zaskarbiła mu status oraz estymę, jaką cieszy się wśród społeczności swoich fanów. Romeo zaczyna z grubej rury serwując nam sekwencje FMV które zostały nagrane przy pomocy praktycznych efektów specjalnych, z przejazdem przez ręcznie wymodelowane na makiecie miasto w którym mieszka tytułowy bohater, dziwaczne plansze tytułujące poszczególne rozdziały oraz elektroniczną muzykę, która nie daje chwili oddechu i atakuje bębenki uszne jak przeciętny gracz nową hinduskę w iksboksie, hehe. Zaraz potem umieramy, ale nie do końca bo dziadek głównego bohatera ożywia go urządzeniem wbijanym w oko, a które to przekształca prawie martwego protagonistę w całkiem żywego badzieja, który dostaje do dyspozycji parę broniek białych i parę broniek palnych. I tak oto zaczynamy swoją służbę w przestrzenno-czasowym FBI, poszukując czterech badguyów, skacząc po miejscówkach dziejących się w różnych dziesięcioleciach poprzedniego wieku, jednocześnie poszukując wybranki naszego chłopka-roztopka, którą jest - a jakże - Julia. Tak przy okazji to Julka jest kolejnym zagrożeniem dla kontinuum czasoprzestrzennego i każdy świat (bądź wymiar), w którym się pojawia zostaje zniszczony. Taki setup mamy i prowadzi do to serii przeróżnych wydarzeń, które ni cholery nie sklejają mi się w całość i pewnie zaraz jakiś jutuberek połata to w jedno wykorzystując metafizykę, równania Bernoulliego oraz trzy kwiaty dla szerszego kontekstu. Ja, jako zwykły szary graczyk z Polandii oceniam historyjkę na "kupy dupy się nie trzymającą" i po napisach końcowych wcale nie jestem bliższy zrozumienia tego wszystkiego niż gdy byłem na ekranie startowym gry po raz pierwszy. Warstwa numer dwa, czyli gameplay. No tutaj to jest słabo, nie ma co się czarować - są jakieś systemy i mechaniki, ale sporej części z nich na dobrą sprawę mogłoby nie być. Bazowo RIADM jest slasherem, ale uboższym od stareńkiego DMC1. Niby są cztery bronie palne, niby są cztery różne bronie białe, niby są skille w postaci Bastardów (czyli hodowanych w glebie zombiaków mających różne właściwości w walce które musimy własnoręcznie zebrać niczym marchewki czy inne warzywko), ale... No nie wiem, nie czułem, żeby jakoś bardzo mocno transformowało to rozgrywkę. Jasne, zmieniają się animacje ataków, każdy gnat różni się trybem czy typem strzału (zwykła pukawka, rakiet lanczer, machine gun, shotgun), tylko co z tego skoro wykorzystanie ich unikatowych właściwości jest mocno kontekstowe? To samo z bronią białą, można wszystko olać i całą grę przejść od początku do końca standardowym mieczykiem, nic nie stracimy. Jest jakiś rozwój bohatera, upgrade broni, wspomniane hodowanie zombiaków i wykorzystanie ich potem w walce... i to w sumie tyle? Mało. Dwa czy trzy combosy na krzyż, unik, atak specjalny po wypełnieniu paska i elo, baw się 15h (to pokazuje mi zegar na sejwie, konsola wskazuje bliżej 20h). Nie dziwię się szermacowi, że dał sobie z nią spokój na sam koniec - trzeba mieć dużo tolerancji na prostotę żeby dotrwać do napisów końcowych. A, jest jeszcze tak zwany Subspace, czyli sekcje dziejące się w jakimś takim odpowiedniku VR. Nudne, wizualnie okropne i nieciekawe. Do tego dorzucamy backtracking w tych miejscówkach (ostatnie dwa rozdziały to mordęga) i... no, to nie pykło totalnie. Warstwa numer trzy, czyli systemy towarzyszące. Tutaj jest trochę lepiej, wspomniałem o rozwoju bohatera i warto się nad tym trochę pochylić. Upgrade broni białych i palnych jest standardowy, ma cztery kategorie i za zbierane tu i ówdzie przedmioty podnosimy sobie jedną z nich. Drzewko rozwoju postaci z kolei jest ciekawsze, bo podane w formie labiryntu, przez który lecimy sobie małym chujstwem i zbieramy interesujące nas usprawnienia oznaczone ikonkami. Bardzo fajna rzecz, trzeba sobie pokombinować żeby nie kręcić się za dużo w kółko i nie marnować zebranych zasobów na "puste przejazdy". Obok tego mamy też Bastardy i to jest klucz do sukcesu w tej grze. Podczas normalnej rozgrywki zbieramy sobie nasiona, te nasiona można zasadzić na statku kosmicznym którym porusza się nasza ekipa i po jakimś czasie wyciągnąć z gleby zombiaka, który po wyekwipowaniu daje nam jakiś określony skill. Mamy latające drony z karabinkami, Zombiala bin Ladena szarżującego z pasem szahida na wrogów żeby radośnie eksplodować, ziomka zamrażającego wrogów i jeszcze z tuzin innych łebków, po użyciu których wracają na cooldown. Bastardy można ze sobą łączyć żeby podnieść im statystyki, co w pewnym momencie zabiera sporo czasu i jest niemal wymagane do sukcesu. Oprócz tego jest też krafting przedmiotów w postaci gotowania curry, a które można z czystym sumieniem olać - przedmioty po zużyciu i zgonie nie wracały do puli, a że możemy mieć w ekwipunku całe jedno curry z danego typu to po prostu dałem sobie z tym spokój i zrobiłem po jednym do aczigmenta. Coś jeszcze? Chyba tyle. Forma wszystkiego fajna, ale jest tego mało. Warstwa numer cztery - styl ponad treść. To jest zdanie, które idealnie określa całą tę grę. Tak mocno skupiono się na tym, żeby wszystko podać w oryginalnej formie, że zapomniano o wypełnieniu tego jakąś sensowną wkładką. Mamy więc taki bieda-slasher na który bardzo fajnie się patrzy i w zasadzie w dowolnym momencie można spojrzeć na ekran, a będzie tam coś co podniesie brewkę. Czy to wymieszany w tyglu koktajl z różnych art styli skaczących od anime przez ruchomy komiks, 16-bitową grafikę czy animację rodem z Adobe Flash w której tle leci japoński rap, czy wariację na temat horroru i stealth. To jest coś, co trzymało mnie przy ekranie - co jeszcze te chinole wymyślą i co wskoczy na ekran za chwilę? Do pewnego momentu ciągnie to grę całkiem mocno, ale przeplatane powtarzalnym i słabym gameplayem w pewnym momencie nie wystarcza. Bo jasne, fajnie obejrzeć sobie taką psychodeliczną wstawkę, ale gdy nie idzie za tym ekscytacja z perspektywy powrotu do grania w grę to coś chyba jednak poszło nie tak. Niewykorzystanym potencjałem są też przeróżne dziesięciolecia, po których się poruszamy. 2000? '90? '80? Miałem mokro w majtach na myśl, co tam wymyśli Suda i jak wykorzysta potencjał tych odmiennych czasów (a nie powie mi nikt, że ten pomysł nie ma potencjału), by dostać w pysk totalnie niezwiązanymi z tym miejscami. Lata osiemdziesiąte mają do zaoferowania więcej niż jakieś generyczne centrum handlowe panie Goichi, tyle panu powiem. Równie dobrze można było odpuścić sobie tę otoczkę, bo lokacje po których się śmiga nijak nie łączą się z koncepcją i są zwyczajnie levelami, które ktoś nazwał "o, to lata dziewięćdziesiąte, idź sobie do psychiatryka". Co? xD Warstwa numer pięć i ostatnia - technikalia. Romeo działa na UE5, wygląda jak gra z epoki późnego PS3 i rusza się w miarę przyzwoicie na konsoli. Chciałbym się poprzyczepiać, ale to indie produkcja więc nie oczekiwałem wiele i wiele nie dostałem - całość dociąga się jakoś do linii z napisem "poprawnie", na pewno nikogo ten tytuł nie zachwyci oprawą, ale też nie powinien odrzucić. Muzycznie jest dobrze, japońsko, są bengiery techniawkowe, są rapsy, są melodyjne linie, OST bardzo udany. I taki jest ten chiński Romeo - obiecuje dużo, dowozi bardzo mało. Po czasie który spędziłem z grą oceniam ją na 6.5/10 - fani Sudy mogą zagrać, reszta niekoniecznie. A jeśli kogoś naprawdę interesuje ten tytuł to poczekajcie na promocje, solidne promocje. W pełnej cenie nie warto, lepiej zagrajcie w Killer is Dead albo No More Heroes.
-
Premier League
@Bartg ale Ray'e to mógłbyś po wczorajszym pochwalić, co uratował z linii bramkowej Fajny wynik, Victor próbujący skutecznie odkleić łatkę flopa i być może booster na resztę sezonu. Z drugiej strony za dużo już widziałem, żeby tak łatwo dać się nabrać, bo dzisiejsza gra nie była jakoś porywająca.
- Dzisiaj
-
Xenoblade Chronicles X: Definitive Edition
No niezła gównoburza powstała z jednego posta na reddicie. W docku wygląda rewelka bo sprawdzałem, w hh mogłoby być lepiej. A co do tych refundów to żadna nowość, jak się z nimi skontaktujesz to zwracają nawet z powodu przypadkowego zakupu.
-
PlayStation 5 - komentarze i inne rozmowy
Pisze się "po linii najmniejszego oporu". Co do kodu w DS to coś tam zmienili bo nie działa już bug z farmieniem dusz w Nexusie z oryginału
-
Xenoblade Chronicles X: Definitive Edition
Dramat, oni serio nie potrafią w grafikę.
-
Xenoblade Chronicles X: Definitive Edition
Nintendo TOTALNIE zawiodło i teraz zwraca pieniądze. Grac...Nie tak to miało wyglądać. Nintendo w zeszłym tygodniu zaskoczyło premierą ulepszonej wersji swojego hitu, ale okazuje się, że firma tym razem zawiodła. Chyba pierwszy w historii płatny downgrade. Tylko na Nintendo
-
Pokémon - temat ogólny
Ja zdecydowanie czekam na porty kolejnych generacji, chociaż zapewne w końcu nostalgia skusi mnie do zakupu tejże części.
- Wczoraj
-
Xbox Series - komentarze i inne rozmowy
Bardziej jak ten kapitan Concordi co się ewakuował w szalupie xD
-
Ostatnio widziałem/widziałam...
Pszczelarz - film typu akcyjniak ze Stathamem. Nie mogę stwierdzić czy scenariusz jest tak głupi czy celowo wyszedł im taki vibe Johna Wicka ale o dziwo dobrze się to oglądało do niedzielnego schabowego. Boss girl murzynka była wkurzająca no i dialogi są słabe ale bitka pierwsza klasa. 6/10
-
Pokémon - temat ogólny
Też biorę obie wersje z połykiem
-
Xbox Series - komentarze i inne rozmowy
Jaki ostatni? Klienci których nagonił na podróż zielonym Titanikiem jeszcze zostali na pokładzie.
-
Ekstraklasa + Puchar Polski
No Lech się ogarnął i doskoczył do Jagiellonii, myślę, że między tą dwójką rozegra się kwestia mistrzostwa. Być może kluczowe będzie to, że Jaga odpadnie z LKE i po prostu będzie miał więcej sił na ligę. Pierwszy mecz od ponad pół roku wygrywa Legia. Pokonuje u siebie Wisłę Płock, ale w efekcie wygranej Arki z GKS-em, nadal jest w strefie spadkowej. Zobaczymy, jak warszawianie pokażą się w kolejnych spotkaniach.
-
Pokémon - temat ogólny
Jak dac sie r*chać, to na dwa baty. Przyjemnosc tak samo zadna, ale jak bardziej zaboli, to moze wyciagnie sie wnioski na przyszlosc
-
Xbox Series - komentarze i inne rozmowy
Przecież Rychu mówi otwarcie w tych 16 minutach że był wielkim fanem i go boli jak to wygląda. ASX wiedział kiedy uciekać z forum :D Kapitan Spencer zszedł z mostu ostatni. Prawdziwy kapitan xD
-
Wiedźmin 3: Dziki Gon
Jest chyba jeszcze jedna karta na Skelige za misję poboczną i tam w sumie nic z gwintem co by sugerowało taką nagrodę.
-
Diablo II: Resurrected
Dupy nie urywa.Teraz po wejściu nowego lidera na Hellu masz paręnaście gier.Wbilem swoją drogą lockiem 90tke.Wiadomo że klasa na start mega op ale gra i farmi się nią mega miodnie.Gra płynie czyszcząc terror zony solo na 8ppl.Ja tam polecam,zwłaszcza jak się siedziało na classicu większość lat a loda grało na premierę paręnaście lat temu.Gram oczywiście bez handlu a mimo to jeszcze trochę i wpadnie enigma i zacznie się dopiero jazda.Stafu już też nazbierane od chuja na dalsze zajawki innymi klasami. Co kto lubi no,dla mnie ta gra zawsze będzie czymś wyjątkowym jeśli chodzi o farmę,grind i najważniejsze radość z tego płynącą jak raz na ruski rok wyleci Ci coś specjalnego.
-
Xbox Series - komentarze i inne rozmowy
Żałoba, a on jakieś podśmiechujki z Xboxa robi. Kanalia nie gracz.
-
PlayStation 5 - komentarze i inne rozmowy
Świat Medievil to miał mega potencjał, żeby zrobić z niego grę ala Demon Souls ale poszli po najmniejszej linii oporu dzięki czemu szybko wrócili do partyjek w CS'a.