Treść opublikowana przez Amer
-
Saros
Dla mnie mimo wszystko brońki z Returnala powyżej tych z Sarosa. Nie tylko ich działanie i różnorodność ale także aspekt czysto estetyczny i wizualny. Tutaj tylko kusza mocno się wybija i przy przeskakujących między celami pociskach robi show. W Sarosie karabiny są niemalże identyczne niestety, strzelba w sumie baaaardzo spoko, dyskownica mocno nie mój klimat. Samo strzelanie oczywiście 10/10, jednak całościowo arsenał dało się zrobić zdecydowanie lepszy.
-
Saros
Pasterz nadal wyciera mną podłogę. Trzeci już raz dochodzę do połowy ostatniej fazy i padam. Pełny run do niego z wyzbieraniem wszystkiego zajmuje mi około 2h 40m, więc taki zgon troszkę boli. Dziś zrobiłem 3 takie podejścia. Zdecydowanie najcięższy boss jak dla mnie.
- Saros
-
Saros
Boss Pasterz! A raczej BOSS PASTERZ Dawno nie było tak zajebistego szefa w gierce. Wpadła też świeża broń z zupełnie nową mechaniką. Do tego biom w którym obecnie jestem... Wszystko to +1 do oceny końcowej, więc aktualnie stawiam znak równości pomiędzy Returnalem i Sarosem.
-
Saros
Ubiłeś ją już? Sam jestem dokładnie na tej walce teraz. Spróbowałem raz, uwaliła mnie i robię przerwę żeby dotlenić głowę. Ale fakt - póki co to najlepsza potyczka IMO. Dla mnie na minus różnorodności giwer niestety. Wyróżnia się może ze 3 sztuki, a reszta to już tylko wariacje. Może wpadnie coś świeżego jeszcze, choć fabularnie zanosi się na finał raczej (obym się mylił). Returnal w tym zakresie robił dużo więcej jednak.
-
Saros
Już same osiągnięcia wymagają od gracza konkretnych działań których raczej nie uda się zrobić przypadkiem (typu ukończenie biomu bez jednego trafienia). Do tego specjalne (opcjonalne) sale w których pojedynki robią się naprawdę wymagające, za nie też jest trofeum chyba. O przebieżkach na czas czy bez rozwijania postaci nawet nie wspominając. Np. właśnie to. Dla mnie Returnal to była gra na 100+ godzin, z Sarosem będzie podobnie.
-
Saros
U mnie podobnie, tj. jakieś 20h na budziku. Powoli pewnie zbliża się koniec, jeszcze tak z biom lub dwa max - zgaduję, niemniej o platynie w takim czasie dla przeciętnego gracza nie ma raczej mowy. Tym bardziej jeśli nie chcemy przelecieć przez gierkę, tylko wszystko dokładnie obadać, obwąchać i zwiedzić. Ogólnie Saros ma świetnie wyważony poziom trudności IMO, z wyjątkiem bossów którzy w moim odczuciu padają zbyt szybko. 2-ch z nich udało mi się położyć przy pierwszym podejściu, co w Returnalu było praktycznie nierealne. Ogólnie pętla rozgrywki i rozwój bohatera są naprawdę świetnie wykonane, ciężko się od tej gry oderwać i runy tupu "lecę zupełnie od początku, zbieram i wykonuję wszystko po drodze" to tutaj norma. A później dojdą jeszcze dziesiątki godzin masterowania i zbieractwo tego co zostało pominięte. Zrobi się z tego naprawdę przyzwoity wynik, więc kompletnie nie ma potrzeby obawiania się bajek typu "18h i już można puszczać na OLX".
- Saros
-
Saros
Taaak, zdecydowanie biom 2 >>> biom 1. Start był dość niemrawy ogólnie jednak gierka pięknie się rozbujała i zrobiło się naprawdę konkretnie. Także pod względem wizualnym. Nadal podtrzymuje, że stylistycznie Returnal bardziej mi pasował, jednak po mocno średnim starcie w Sarosie też pojawia się kilka mocarnych asów. To po prostu kolejna świetna gra od Housemarque.
-
Saros
Ufff, to była szalona noc Zgodnie z założeniami, całościowo jest to kapitalny tytuł, CHOĆ w moim odczuciu Returnal robił lepsze tzw. pierwsze wrażenie. Nie do końca podoba mi się częstotliwość z jaką gra podrzuca nam wyższe levele brońki, jest tego zbyt dużo po prostu. Główny hub też bez podjazdu do skondensowanego wnętrza statku z Returnala. Z racji obecności towarzyszy nie ma też tego fenomalnego odczucia tkwienia samotnie w czarnej dupie. Strzelanie, poruszanie itp, wiadomo, topka w skali całego giereczkowa. Podobnie zresztą jest z udźwiękowieniem. Wracają mechaniki z Returnala typu przeciwnicy osłonięci pancerzem który trzeba rozbić mele, przedmioty do podniesienia dające upgrade ale też ujemny status, klucze itp. Gra spokojnie mogłaby nazywać się Returnal 2.0. Całościowo to naprawdę cudowny szpil, jednak bez efektu świeżości i wielkiego wow jak te kilka lat temu. Gracze którzy się w tym widzą utkwią na dłuuuugie godziny. Aha, koniecznie dajcie wszelkie asysty na off. Jaki to jest samograj gdy się tego nie wyłączy kompletnie to brak słów. I jeszcze aha nr 2: to jak zmienia się świat po zaćmieniu jest genialne, wówczas naprawdę robi się dziwnie i groźnie. Ten aspekt zdecydowanie błyszczy.
- Saros
-
Saros
Ja natomiast z przyjemnością wziąłem ed. luxja i dziś zaczynam. Returnal to spokojnie Top 5 moich gierek życia, więc innej opcji nie było. Zresztą specjalnie dla Sarosa wziąłem teraz PS5 Pro + od jutra zaczynam 7 dni urlopu. To tak w ramach przygotowań na nadejście mesjasza i poziomu mojego nagrzania na ten tytuł.
-
Elden Ring
Podjąłem kolejną próbę i... no kurde, nie jestem w stanie się przemóc niestety. Uderza mnie to jak bardzo ta gra nie szanuje naszego czasu. Z takim stylem artystycznym, pomysłami, przepychem i różnorodnością, dało się z tego zrobić absolutnie cudowne doświadczenie. To pierwsze Soulsy od których kompletnie się odbijam (pomimo podjęcia kilku prób) i które zwyczajnie mnie męczą. Pomijam kwestie balansu i wiele mniejszych niuansów, to wszystko idzie spokojnie przełknąć, w odróżnieniu od otwartego świata, który w moim odczuciu kompletnie zabija tak bardzo uwielbiane przez mnie flow pozostałych Soulsów i im podobnych.
-
Crimson Desert
Tak z ciekawości i bez cienia szydery (choć sama gra mnie odrzuca całkowicie): jakie oceny byście przyznali, po tych godzinach które macie już nabite?
- Pragmata
- Pragmata
- Pragmata
-
Elden Ring
Do tej pory kompletnie nie śledziłem tematu ani też nie interesowałem się Eldenikiem ogólnie. Kocham Soulsy i ich pochodne, niemniej za ER nigdy się nie zabrałem na dobrą sprawę. Tzn coś tam grałem dawno temu, pobiegałem przez max 8h i odstawiłam grę w kąt. Powód jest jeden, tzn. jeden główny: otwarty świat kompletnie nie pasuje mi do tego gatunku. Ogólnie nie jestem fanem otwartych mapek, z małymi wyjątkami które da się policzyć na palcach jednej ręki (seria Dying Light czy Days Gone) i staram się unikać tego typu gier. Wolę treściwe, skondensowane produkcje na max 20-30h typu moje ukochane Lies of P, a molochów jak Elden czy Crimson z założenia nie tykam. Niedawno ukończyłem Wuchanga, Lies of P wraz z dodatkiem oraz nabiłem po 30h w Khazanie i Nioh 3. Ten ostatni też mnie zmęczył finalnie i nie planuję do niego wracać. No i tak chodzi ten Elden za mną troszkę, jednak nie do tego stopnia by rzucać się na grę, zwłaszcza nie przed Sarosem który bankowo wciągnie mnie na masę godzin. Oglądałem troszkę materiałów dot. ER ale takich w których hajp nie przysłania trzeźwej oceny, nagrywanych z perspektywy czasu. Jest sporo punktowania rzeczy takich jak pusty otwarty świat czy okrutny recykling bossów. W uproszczeniu: cześć głosów utwierdzam mnie w przekonaniu, że ta gra mogłaby być jeszcze lepsza, gdyby postawiono tutaj na jakość, a nie ilość. Tzn gdyby nie nadmuchiwano jej sztucznie czyniąc z niej ocean w którym idzie się utopić. Kolejna sprawa: należę do graczy którzy lubią (czy wręcz muszą) wyzbierać absolutnie wszystko, wsio zobaczyć, zwiedzić itp. Wiem, że tutaj bez siedzenia z nosem w poradniach może to być praktycznie nierealne (chyba że polecimy do kilku NG+ z rzędu). I tak, ta myśl także mocno mnie odrzuca, sprawiając że po raz kolejny wolę odpalić sobie mojego ukochanego Bloodborna, Sekiro Boże czy nawet Dark Souls 3 (IMO najlepsza odsłona serii DkS). No i taka myśl mnie naszła teraz: ciekaw jestem czy jest tu na forumku ktoś kto także odbił się od ER. Tj. odbił lub może nawet nigdy go na dobre nie zaczął? Ew. inna opcja - pograł te X godzin i rzucił w kąt. Serio, ciekawi mnie to bardzo bo mam świadomość, że gra ogólnie postrzegana jest przez większość jako dzieło wybitne, kompletne i przytłaczające, podczas gdy ja, nawet po tych kilku latach od premiery nie jestem w stanie zmusić się by złapać się z Eldenem z bary.
-
Pragmata
IMO gra jest zdecydowanie zbyt łatwa. Kończę powoli a póki co ubili mnie może 2-3 razy i to przez moja brawurę trochę. Ale ogolnie to naprawdę bardzo fajny tytuł. System starć siadł mi idealnie, podobnie jak szukanie sekretów. Lokacje nie są przesadnie duże, a mimo to niektóre skrzyneczki zostały naprawdę sprytnie skitrane. Pierwszy chapter zrobiłem już na sto procent i z przyjemnością wymaxuje resztę.
-
Pragmata
Po blisko 10h jak dla mnie jest to gierka o której można by książkę napisać. Zero znużenia (o które ktoś tutaj pytał wcześniej), non-stop świeże wątki, zabawki i ścieżki. Całość jest skonstruowana absolutnie genialnie. No i serwuje ogrom smaczków do poznania. Świetne np. jest to jak młoda komentuje graty które podnosimy (wpada nowa waluta, a Diana: "ooo, będziemy mogli teraz ulepszyć brońki w bazie" itp). Pięknie mieszają się też tony i nastroje - nawet w rozmowach z Dianą dotykane są wątki zarówno humorystyczne (od których bije autentyczne ciepło), jak i dużo bardziej przygnębiające. Warto obserwować jak wówczas zmienia się reakcja naszej rozmówczyni. Sam wyczerpuję dosłownie wszystkie możliwe dialogi i śledzę je z przyjemnością. Tak samo jak każdy nowy gift dla Diany sprawia, że chcę niezwłocznie wrócić do stacji i podarować go jej. Kolejna rzecz: odpalając grę po nocy Diana przywitała mnie słowami "gdzie byłeś?". No kurcze, zaniemówiłem (choć wiem, że coś podobnego było już w Detroit), a na twarzy pojawił się lekki uśmiech.
-
Pragmata
Wiecie co mi się szalenie podoba w tej gierce? Duuuużo rzeczy tak naprawdę :) Niemniej obecnie mam na myśli system progresji i rozwoju bohaterów. Świetnie zrobili to "levelowanie" i wzmacnianie poszczególnych umiejętności i sprzętu. Gra się w to trochę jak w takiego rogalika + ogniska z Soulsów (powroty do bazy po drabince by nabyć to i owo przed dalszym wyruszeniem w drogę). Kapitalna gra! Edit: i fakt, gierka powinna być zdecydowanie trudniejsza, ew. powinni dać harda od razu.
-
Pragmata
Gierka jest absolutnie fantastyczna IMO. Z tego co już widziałem praktycznie bez większych bolączek czy rażących wad. Technicznie rewelacja, szefowie z Capcom zdecydowanie potrafią w wizualia i optymalizację. 140fps ze wszystkim na maxa + patch tracing i serio momentami wygląda to obłędnie. Cudownie śledzi się relacje jakie zachodzą pomiędzy bohaterami, a przy tym jest też całkiem humorystycznie momentami. Naprawdę świetny i świeży tytuł.
-
Mouse P.I. Fore Hire
Również ogrywam, choć póki co mało widziałem. Mogę powiedzieć tylko, że w ruchu gierka sprawia dużo lepsze wrażenie niż na screenach. Dynamiczna, zabawna, upakowania pomysłami. Mocny vibe BioShocka także jest wyczuwalny, mamy więc myszkowanie po zakamarkach w poszukiwaniu lootu i sekretów, sejwy przy maszynach, hakowanie w postaci minigierek itp. Naprawdę fajna strzelanka za bardzo rozsądne pieniądze.
-
Lies of P
Skończyłem właśnie podstawę (po raz 3-ci) wraz z dodatkiem. Całościowo jest to dla mnie gra niemalże perfekcyjna, jako zestaw właśnie. To jak przeplatają się wątki z DLC-ka, jakie lokacje i postacie wprowadza to rozszerzenie... No i wreszcie - bossowie! Szalenie wymagający (w żadnych Solusach nie musiałem spinać się aż tak bardzo), a jednocześnie cudownie zaprojektowani i... śliczni po prostu. Lies of P + DLC to dla mnie spokojnie jedno z najlepszych doświadczeń w gierkach ever, poziom Ekspedycji 33, Bloodborna itp. Absolutna miłość.
- Pragmata