
Treść opublikowana przez Boomcio
-
Train Sim World...
Kilka kursów wykonanych, scenariusze dobrze wprowadzają do bardziej skomplikowanych i dłuższych tras. Pierwsze wrażenia, to dobre oddanie ciężaru składu. Czujesz, że to w czym siedzisz i to podpięte z tyłu waży masę ton. Niesamowite jest też odtworzenie wszelakich detali pociągów i wagonów. Dzwięki !! Tu jest kosmos. Jak to brzmi, ciężko opisać. Fajne uczucie prowadzenia ogromnych, naprawdę ciężkich maszyn. Ładne krajobrazy. Jedyny minus ( póki co) --- dodatki w masakrycznych cenach. Może wpadną w jakimś promo kiedy, zobaczy się.
-
KONSOLidacja forumka
ZRESETować plusy i minusy, bo ...
-
Train Sim World...
Ło, panie. 25 minut jazdy pociągiem bez jakiejkolwiek (!?) aktywności ze strony gracza. No, nie do końca. Tu lekko zwolnij, tam przyspiesz, bo czekają na stacji. Wyjdź, przesuń zwrotnicę. Włącz światła. Często przed trasą czekaj na zgodę na wyjazd ze stacji nawet kilkanaście minut... https://youtu.be/iQejIZho0m8
- theHunter Call of the wild
-
Niegranie w gry
Ja mam totalny przesyt assassynami. Dawne odsłony (zwłaszcza na ps3) przechodziłem z radością. Origins skończyłem z lekką dozą sceptycyzmu. Ale już do Odyssey podchodziłem dwukrotnie i za każdym razem bezskutecznie.
-
Wrzuć screena
p Ładna wydmuszka...zero konkretnej zawartości.
-
Truck Driver
Fajnie wygląda, ale... to są wyścigi. Ja cenię mudrunnera za tą "niespieszność " rozgrywki. Możesz sobie na spokojnie manewrować, kombinować , a jak złapiesz asfalt dopiero lecisz przed siebie na najwyższym biegu. Czytałem, że na tym obszarze jest wyjątkowo małe zaludnienie i zaledwie co piętnasty obywatel ma samochód, a i tak wyjeżdża tylko w niedzielę. Twórcy poszli na kompromis, więc nie będziesz jeździł tirem w niedziele i święta. Stąd cały myk
-
Truck Driver
No, właśnie ta " plastikowość" mnie troszkę martwi . W MudRunnerze nie ma tego problemu, bo poza wyblakłymi kolorami mapy modele pojazdów prezentują się epicko. Podobnie, jak ich fizyka.
-
Truck Driver
Szukam czegoś do wypełnienia pustki w sercu po skończeniu Mudrunner-a i wszystkich do niego dodatków , a tu nagle znajduję zapowiedź premiery "Truck Driver" na 19.9.2019. https://youtu.be/hXle0PedlCQ
-
Małe smaczki/mechaniki które tarmoszą siusiaka
Dla mnie realizm jest sprawą pierwszorzędną. Może to i nie mały smaczek, ale zwracam na ten aspekt dużo uwagi. W Manhuncie wystartowanie do trzech oponentów, gdzie jeden miał broń palną, albo nóż z góry skazane było na porażkę i kończyło się ucieczką ( z obowiązkowym oglądaniem się ża siebie ustawionym na prawym analogu /i tu jest smaczek! /).
- Rammstein
-
Cyberpunk 2077
Jak ja bym bardzo chciał, żeby Kavinsky napisał coś do Cyberpunka. Co ciekawe sam wypowiedział się, że jest to jego marzenie. kultowy już kawałek wrzuca mi ciary zawsze, jak https://youtu.be/MV_3Dpw-BRY https://youtu.be/MV_3Dpw-BRY
-
Spintires: MudRunner
Dodatek "American wilds" świetnie odświeża tytuł. Hummerem odkrywam punkty obserwacyjne, ustawiam cysternę z paliwem w strategicznym miejscu i zaprzęgam do pracy najcięższe maszyny. Ta gra daje mi nieokreśloną, dziką radość. Wbrew temu, ze ku.rwy lecą czasem - rozgrywka wycisza, dobrze bawi i relaxuje. Fizyka maszyn jest niesamowita, ( ale stoi w opozycji do grafiki, która chociaż zła nie jest, to nieco wyblakłe barwy trochę psują całokształt). Można nieźle kombinować i rozgrywać mapy na wiele różnych sposobów, tu dowolność jest ogromna. Cieszą legendarne amerykańskie ( licencjonowane!) pojazdy, dźwięk silników i dzika przyroda wokoło. Coop-a jeszcze nie sprawdzałem, ale ... nie wiem - wbrew opiniom, czy nie wolę sam, na spokojnie i w swoim tempie prowadzić Western Star-a po bezdrożach Montany, oraz sąsiadującej z nią Dakoty z browarem w ręku i dzikim śmiechem na nieogolonej gębie wciskając co rusz klakson ...
-
DayZ
Bez dwóch zdań, to dobra gra. Mechaniki tu zastosowane są nie spotykane w żadnym innym tytule na ps4. Tyle od premiery i nadal cieszy ( choć sesje do 4-5 rano gdzieś odeszły...). Swobodne, niby bez celu eksplorowanie wymarłych miast i wsi. Swojski pgr-owski klimat, pola, lasy... Już mniej polegamy na kompasie i aplikacji mapa, bo miejsca znamy "z widzenia". No i ta adrenalina, kiedy spotykasz innych graczy.
-
Kącik bokserski
Biały nosorożec na ringu... like
-
Wrzuć screena
Po zakupie / promocja / dodoatku do runnersów American wilds powrót do dużych - tym razem amerykańskich maszyn:
-
Zdrowe jedzenie
Dajcie mu spokój. W pozostałe dni głoduje.
- Control
- Control
-
Control
Przez fakt, że nic horyzoncie w sierpniu w moim targecie nie wyjdzie, to łykam kontrolerkę na premierę. Może wróci klimat "Second sight"' kto to wie. Jeszcze była druga gra w tym czasie, kiedy SSight wyszła. Tam było więcej strzelania. Unoszenie mocami oponenta i seria z karabinu nieźle robiły pamiętam.
-
Przeczytałem i polecam!
Aktualnie na blacie proza Noczkina. Jeżeli ktoś lubi uniwersum STALKER to nie ma chyba nic lepszego. " Łańcuch pokarmowy" miażdży klimatem. Świetnie napisane postacie stalkerów szukających artefaktów, grosza ( rubla/euro) i przygód. Potyczki z mutantami takimi, jak juchociąg, pseudogigant, czy ślepy pies naprawdę robią wrażenie. Walki z ludźmi ( bandyci, żołnierze, czy militarne ugrupowania Powinność i Wolność ) świetnie uzupełniają całość. Obraz Zony, jako dzikiej, żywej i oddzielonej kordonem od Dużej Ziemi przestrzeni sprawia, ze chciało by się tam być. Opisy broni, pancerzy to raj dla militarystów. Dobrze się to czyta. Klimat zaszczucia i ciągłego niebezpieczeństwa. Szukanie miejsca na nocleg i paniczna ucieczka przed emisją w Zonie... błagam, chcę tam zrespawnić się po śmierci. Jestem świeżo po lekturze " Oczu diabła" i mam tzw kaca czytelniczego, bo nic teraz przez jakiś czas dobrze nie " wejdzie". Lektura obowiązkowa dla osób obeznanych z tym uniwersum, to oczywiscie " Piknik na skraju drogi" braci Strugackich. Starusieńka, krótka pozycja od której wszystko się zaczęło, a która to jest mega, mega dobrą prozą. To książka o której jeszcze długo po zakończeniu czytania się myśli. Postacie przez nich wykreowane, takie jak Ścierwnik Barbridge na długo zapadają w pamięć. Z polskich autorów to Gołkowski dobrze opisuje życie w zonie i częściowo na Dużej Ziemi, wchodzi w szczegóły militariów i surwiwalu. " Ołowiany świt" pozamiatał mną parę lat temu, póżniej poszły na warsztat dwie kolejne części, dalej "Sztywny" i w końcu "Powrót". ( Prypeć kaban śnił mi się jeszcze przez dwie noce : ) Fajna, lekka kontynuacja całości. Także Haladyn ze swoim "Na skraju strefy" i drugą częścią ( trzecia w produkcji) dał sygnał, że nie tylko Rosjanie dobrze czują się w Strefie. Generalnie proza z tego uniwersum to jakby opis gry. Tu akcja idzie innym torem, który generalnie gracz dobrze zrozumie, a laik (, lub wielbiciel fantastyki) zrozumie w trakcie czytania. Główny bohater ( szczególnie w opisach scen batalistycznych) działa, jak by był prowadzony przez czytelnika. Na każdej stronie czuć mocny klimat, czy to rozterki bywalców Zony - każdy miał swój konkretny powód, zeby się tam znaleźć. Czuć zapach prochu i solidny gunplay. To proza zdecydowanie nie dla każdego, ale jak połkniesz haczyk - już po Tobie. Byłem żołnierzem i zasmakowałem w latach 90tych prawdziwego pola bitwy. Jestem graczem i przeżyłem wiele gier w tej tematyce. Może dlatego jestem fanem tego typu literatury ( ale ... nie na wyłącznosć! Sapkowski, Pilipiuk, Grzędowicz, Kossakowska, oraz wielu zagranicznych autorów -Peter Watts!!! - zostawiło ślad w moim mózgu, na półce w biblioteczce, w pamięci kindle'a, czy - tu najwięcej - pustki w portfelu). Na moim ramieniu stalker w bojowym oporządzeniu termin kolejny na grudzień wyznaczony na drugim będzie mapa do Zony... Generalnie, jak ktoś nie czytał szczerze polecam zagłębić się w tym uniwersum. Świetna odskocznia od pracy w biurze, czy przysypiania w fotelu z kombo browar+pad. Mobilizuje do wyjścia w teren z go pro Buziaczki bracia stalkerzy.
-
DayZ
Respawny na serwerach w nocy, szczegolnie na początku są uciążliwe. Ogarniesz jakąkolwiek latarkę ( zwykła, lub do broni, albo na kasku) + bateria 9V i życie staje się lepsze. Nie wspominając o nokto. Czasem pomaga skakanie po serwerach. W tej grze noc, to noc. Zero światła w polach i lasach. Znasz trick z taśmą klającą ( duct tape )? Btw dobry plecak mozna stworzyc z worka jutowego, patyków i liny, zanim się znajdzie jakikolwiek " normalny" - pomijam te z nadbrzeża -szczególnie żółte i czerwone
- Dwa pedały
-
DayZ
Heh, kolejne dni i kolejne niesamowite akcje w Chernarusi. Czasem, jako samotny łowca, czasem z braćmi stalkerami. Wbijamy na serwer. Piękny poranek, czwarta, może piąta rano. Promienie słońca barwią niebo na wspaniałą purpurę. Dzisiaj zdecydowanie nie będzie lało. Pada strzał z SK /domyślnie sks/ i 7,62 mm leci przez około 200 metrów. Pozbawia życia koguta, który jeszcze sekundę temu pięknie wieszczył wspaniały dzień. To brat, cały w camo zaczyna wesołą przygodę. Ptica pocięta - dzisiaj zakończymy dzień przy ognisku. Bebechy odpoczną po konserwach i paskudnym ruskim piwie. Biegniemy przez suchego bezmiar oceanu, mijamy małe wioski i spore miasteczka. Sinstok, Topolniki... Czasem wbijamy na otwartą przestrzeń, tu wkrada się lęk. Autentyczny, pierwotny lęk. Mimo dobrego uzbrojenia i setek - dosłownie setek naboi wypełniających plecak, kieszenie spodni i kurtek. Dwóch chłopa ( ja i brat stalker - ten gra z zza granicy i nigdy się nie poznaliśmy, ale będzie w sierpniu u mnie w mieście) tak więc, jak pisałem - dwóch chłopa przeciwko czterem, a często i większej grupie? No, to jest wyzwanie, ale zdarza się niekiedy. Bezdrzewne pole przechodzi w obrośnięty krzewami płaskowyż. Pamiętam, że tu jest rzeka. Uzupełniamy wodę do manierek i plastikowych butelek. Dorzucamy tabletki odkażające. W miastach przy studniach czasem ustawiają się oponenci w dużej odległości z dobrym kalibrem i lunetami potrafiącymi wyłuskać mrówkę z trocin. Od ich pocisków chroń nas wirtualny panie. Jeszcze wstrzymujemy wejście na teren lotniska. Tam idą wszyscy dobrze uzbrojeni. Tam czeka śmierć. Wygląda z każdego budynku, a jeden niefortunny strzał potrafi zwabić kilkanaście zombie w wojskowych uniformach. To natomiast są prawdziwi twardziele. Prawdziwi. Kto walczył bez konkretnego ostrza ten wie. Ten biegł tu ponownie ( nie jeden raz zapewne ) po respawnie na plaży. Cytując klasyka: /zielone żabki/ " nie ma nic tak twardego, jak pięść policjanta angielskiego" tu trzeba podmienić słowa i wpisać: pięść milicjanta rosyjskiego. Twarde chłopy bez dwóch zdań, brachu. Mimo, że martwe. Ustawiamy się we dwóch w wieży lotów. Ziom stalker starym zwyczajem za drzwiami wejściowymi ze strzelbą. Szczęka doładowywanymi wprost do zamka nabojami. Ja, weteran serwerów, wymiatacz respawnów, przy schodach - leżę na długiej prostej lustrując okna i drzwi. Czas mija na wesołych rozmowach o życiu na emeryturze. Sielankę zapijaną wodą z plastic botle przerywają kroki. Kroki nie byle jakie, bo trzech, może czterech chłopa. Drzwi otwierają się z impetem i pierwszy chętny do zwiedzania łyka wiązkę śrutu na klatę i pysk. Poprawka wydaje się niepotrzebna, ale... wytłumaczcie to mojemu bratu stalkerowi z Glasgow (tak się pisze? Bo nie byłem). Prawilnie poprawia, a sekundę później domyka drzwi. Mnie naboje świeżbią w magazynku KA, ale jeszcze nie czas. Jeszcze nie. Czuję ich pulsowanie, chyba nawet zamieniają się miejscami, ale uciszam je krótkim: ZA Oknem!!! Walę ciągłym w pysk na którym zamontowana jest ( nie wiem po jaki c h u j ) starego typu "słoń" maska pgaz. Faceta zza okienka nie widzę już więcej, ale za drzwiami się kotłuje. Pobliskie zombie-komandosy zleciały się na wyżerkę. Przed budynkiem padają strzały z dużego kalibru. Przerywane. Skazane na porażkę. Zdecydowanie... Ich czas na tym świecie się kończy. Wiedzą to, czują każdym pixelem nędznego konsolowego żywota. Po chwili dwaj straceńcy wbijają do nas stosując prawilną taktykę: desperackie strzały na oślep i wpuszczenie hordy do rezydencji dobrze ustawionych ziomów. Braci stalkerów. My zdążyliśmy już jednak przegrupować się na pierwsze piętro. Klasyka brachu. Brat leży, ja stoję metr za nim. Wszystko, co znajdzie się na schodach - to co biega, skacze, a nawet k u r w a szczeka... wszystko to sczeźnie w gradzie ołowiu, lub zostanie w y r u c h a n e bagnetami. Na szóstym stopniu spokojnie oczekuje wesoła mina. Taktyka sprawdzona, mina nie dotknie nas na tym pułapie, a w szybkim rushu wróg nie ma szans. Mimo wszystko ręka drży. Strzały słyszeli wszyscy w okolicy. Uważamy na każde okno na piętrze. Czas przyspiesza. Trzy zombie military wbijają wraz z bandasami oponentami z których ... jeden - w białym hełmie pilota (?!?) - krwawiąc, jak k u r w a po zlocie miłośników TIR-a pada przed schodami, drugi wpada w skotłowane martwiaki i bez jednego wystrzału składa wirtualną duszę nam w ofierze. Teraz nasza kolej. Grube serie prują milicjantów/soldierów. Łuski sypią się niczym z guna chelikoptera w matrixie. Czujesz moc broni i dostrzegasz zależność w tym świecie - bez niej jesteś, niczym żul na łasce zebranych przez noc puszek. Tego dnia nikt nie pokona nawet połowy schodów naszego budynku. Tego samego dnia na tym samym serwerze czterech w k ó r w i o n y c h porażką/ prawdopodobnie hiszpanów, bo lecieli na czacie gry/ będzie prawie nago leciało wzdłuż wybrzeża do military base w Pawłowie, a dalej już tylko na lotnisko. Brat stalker przerzuca do ekwipunku KA, doładowuje strzelbę. Zamykamy drzwi na dole i szabrujemy frajerów. Masa dobrego sprzętu po raz kolejny wpada w nasze łapska. J e b i e m y śmiechem na widok białego nie uszkodzonego hauera pilota... Niczym drapieżniki rozmywamy się w kątach budynku czekając na kolejne ofiary... Jednak dzisiaj nie będzie ogniska...
-
Najbardziej niedocenione gierki
Jeszcze the hong kong massacre opykuje. Szczerze: gra robiona na styl hotline miami, mniej klimatyczna, ale z lepszą grafiką i też "robiącą" muzyką. Chodzi płynnie i zapewnia sporo adrenaliny. Gunplay soczysty, jak norweski stek z foki. Świetny tytuł, jako odskocznia przerywnik od klasycznych tytułów. Ot, trzy levele do piwka i dobrego snuffu. /Ale soundrack z I i II Hotline do dzisiaj czasem odpalam w aucie jadąc 90 na godz. w mieście /