Treść opublikowana przez kotlet_schabowy
-
Metal Gear Solid V: The Phantom Pain
No wkur.wiające były te przedwczesne, parę razy mnie uziemiły. Możesz sobie poczytać też to : http://metalgearsolid.pl/metal-gear-solid-5/big-boss-i-jego-fikcyjna-legenda/
-
Metal Gear Solid V: The Phantom Pain
Mocna snajperka w tej misji to gwarancja sukcesu. Wyprodukuj sobie najmocniejsze, co możesz w tym momencie. W pierwszych sekundach walki oznaczasz sobie skullsów i biegniesz na tył hangaru, wchodzisz po drabinie na dach i w tym momencie jedynym zagrożeniem są posyłane w Twoim kierunku "skały" (rzucane "rękoma" przez przeciwników rozbijają sie zazwyczaj o budynek, natomiast te pojawiające się obok nas od spodu są bardzo niebezpieczne, trzeba wyczuć sobie, jaki odgłos robią skullsy tuż przed tym atakiem i odbiec przed ich zmaterializowaniem się na bok). Rozwalasz sobie ich pojedynczo, waląc headshoty. Wbrew temu, co było pokazane na jednym z filmików na YT, można pokonać ich wszystkich bez schodzenia na dół. No i przynajmniej raz trzeba sobie zrobić dostawę amunicji. Ogólnie to trochę tania metoda, no ale walka jest jaka jest.
-
Metal Gear Solid V: The Phantom Pain
Misja 30 to zakończenie 1 chaptera, a misja 46 to prawdziwe zakończenie. Żeby Ci wskoczyła trzeba chyba spełnić parę warunków, na pewno należy mieć zaliczone wszystkie żółte side opsy. Oprócz tego warto ukończyć misję 45 (do jej odblokowania też trzeba spełnić parę warunków, ale to już sobie wyszukaj na necie), a na sam koniec obejrzeć na YT wycięte zakończenie. To by było na tyle. Aha, jest też zakończenie związane z nuklearnym rozbrojeniem z misji FOB, ale nie mam pojęcia, jak się je odblokowuje, z tego co czytałem to na ten moment nie jest realne uzyskanie go w grze, więc zostaje tylko YT (nic specjalnego szczerze mówiąc). Także, w skrócie : nie musisz robić wszystkich 50 misji. Bez lukania na ten temat na necie to w sumie byłoby ciężko xd. Człowiek by naku.rwiał wszystkie side opsy i misje z nadzieją, że jeszcze coś zobaczy, a tu psikus. Fanek : Parasite Suit powinien wpaść chyba po misji w której Sprawdź sobie w iDroidzie, jakich wymaga poziomów bazy.
-
...:::SPOILERY:::... Metal Gear Solid V: The Phantom Pain
Tak po zastanowieniu się na spokojnie to w ogóle ta intryga nie ma dla mnie sensu, a zamieszania z Venomem mogłoby równie dobrze nie być, w niczym by to nie utrudniło życia BB i ekipie. Po przebudzeniu (mimo, że Big Bossa chce dopaść cały świat, przez 9 lat nikt nie wpada na jego trop) mógł po prostu zniknąć i robić to samo, co, w domyśle, robił w trakcie MGS V i po nim. Zresztą, nie wiemy co robił, to tym bardziej ciężko gdybać, ale załóżmy, że stawiał fundamenty pod OH/ZL : to chyba nie umknęło by uwadze różnych sił tylko dlatego, że gdzieś tam Venom ma swoje Diamond Dogs i "skupia" na sobie uwagę. Chyba, że planem docelowym było połączenie sił i przejęcie ludzi i zasobów DD na potrzeby OH, ale nigdzie w grze takiego info nie otrzymujemy. Dlaczego w ogóle padają słowa "whole world wants you dead", w świetle tego, że największy gracz, czyli Zero, sam organizuje akcję ratowania Snejka ?
-
Metal Gear Online 3
Pyknąłem se ze dwie dłuższe sesje online i zabawa jest całkiem dobra. Bez przekombinowania, nagromadzenia trybów, wszystko jasne i proste. Podszedłem do tematu na czysto, w zasadzie bez żadnego info na ten temat i wybrałem Infiltratora. Nie da się ukryć, że stealth niemal od początku to duże ułatwienie. W ogóle każde multi teraz się opiera na tych perkach, nie jestem do tego przekonany nadal. Zielak, widziałem Cię chyba wczoraj, grasz na PS3 ?
-
Hype
Ogólnie mam raczej chłodne podejście do tematu, i multum tytułów ograłem sporo czasu po premierze. Po prostu jak nie gra się non stop, to siłą rzeczy gromadzą się zaległości. Jednak nie da się ukryć, że przeskok generacji bywa już bolesny, nie mówiąc o dwóch (nie mam już ochoty nadrabiać zaległości z PS2 szczerze mówiąc, no chyba, że jakieś wersje HD). Zresztą hype owocuje często śmiesznymi jak dla mnie zjawiskami : przepłacanie w dzień premiery, zarywanie nocek (nigdy nie dostrzegałem frajdy w męczeniu -naście godzin pod rząd jakiejś gierki), żeby po paru dniach móc powiedzieć, że gra zaliczona, a najlepiej puścić ją jeszcze w pchlim targu. No ale co kto lubi. Chyba raz w życiu naprawdę udzielił mi się hype, na takich zasadach, jakie opisał raven. Dotyczył GTA : SA (zresztą chyba jedyna gra, którą kupiłem praktycznie w dzień premiery) i z punktu widzenia czasu zrozumiałem, jak dużo fajnych niespodzianek sobie można zepsuć, śledząc każdego newsa, screena, przeciek. Inna sprawa, że ma to swój klimat i wyzwala innego typu radochę, ot działa na wyobraźnię - jak to zayebiście będziej już usiąść i zagrać. Stara prawda, że czekanie czasem jest przyjemniejsze, niż sama docelowa przyjemność. Bo czekasz pół roku, a gierkę zaliczasz w 15 h. Poza tym hype udzialał mi się zawsze przy fabularnych trailerach MGSów, ale po czwórce miałem już dość spoilerów i do V podszedłem olewając większość materiałów. Tu mamy niemal zawsze przykład przerostu oczekiwań w stosunku do końcowych produktów (i niespełnionych obietnic, nie zawsze dosłownych).
-
Pitbull - Nowe Porządki
http://wiadomosci.wp.pl/kat,1342,title,Dwie-osoby-zastrzelono-w-silowni,wid,1609766,wiadomosc.html?ticaid=115d3b Nie wiem, czy w nowym Pitbullu znowu będą inspiracje prawdziwymi wydarzeniami, ale gdzieś czytałem, że akcja ma mieć miejsce właśnie jakieś 10 lat wstecz. Ja chętnie obejrzę, trailer zachęcający, choć gość z irokezem i tatuażami "game over" trochę bekowy, a Ostaszewska zgrywająca gorącą laskę też wypada średnio. No ale Linda rekompensuje to wszystko.
-
Ostatnio widziałem/widziałam...
Inside Out (W głowie się nie mieści) : tym razem powszechne spusty są zasłużone, bo film jest faktycznie świetny. Szkoda tylko, że taki krótki, tym bardziej, że z każdą minutą twórcy pokazywali, jak wiele fajnych pomysłów siedziało im w głowie (przeciwieństwo takiego Ralpha Demolki, który traci świeżość gdzieś w pierwszej połowie). No i duża część ekipy znajduje się na drugim planie. Bywa śmiesznie, bywa nostalgicznie, ale ogólnie jest naprawdę pozytywnie i ciekawie. Aha, oglądałem wersję z angielskim dubbingiem : jest ok (może trochę na minus głos Radości). Polecam.
-
Metal Gear Solid V: The Phantom Pain
Przecież to co Bizon napisał jest znane z końcówki MGS1. Tzn. No i raven, grasz w piątkę bez zaliczonej czwórki ? Słabo.
-
Metal Gear Solid 4
Upscaling miał, rozdziałka to nie wiem czy pełne 720p było nawet, ale rozmazanym bym tego na pewno nie nazwał. W 2008 musiało robić wrażenie i nie ma co świrować, że nie, bo nadal wygląda ok. Ale brak pełnej instalki (dopiero po paru latach wrzucili patch) to niezły dramat. Jeśli kiedyś będą remasterować czwórkę, to nie wierzę, że pokombinowaliby z loadingami.
-
Metal Gear Solid V: The Phantom Pain
Mettalic archea objawiała się chyba bardziej w formie rdzawej chmury, ale w sumie możliwe. Może lepiej tego nie drążyć. Rozkminiamy sobie tak dla sportu, ja mimo wszystko i tak tego Sahelantropa nie odbieram jako jakiegoś minusa V, ot przesadzony, ale przynajmniej robił wrażenie. Z tego co się orientuję to wszystko zostaje w Konami.
-
...:::SPOILERY:::... Metal Gear Solid V: The Phantom Pain
- na temat Chico było chyba na którejś kasecie jakieś krótkie info, że nie żyje. Czyli zginął przy kraksie helikoptera w końcówce GZ. - co do tego, jaki problem miał Mantis do BB : wychodzi na to, że jego "problemy" nie mają znaczenia : ważne było, co ma do Snejka Eli, podobnie jak wcześniej Volgin. Stąd też nie liczyło się, czy to serio Big Boss, tylko to, że dane osoby go za niego brały i widziały w Venomie obiekt nienawiści. - motywu z Code Talkerem też nie wykminiłem, tzn. w momencie jak to zobaczyłem, to naturalnie pojawiło się skojarzenie, że może Miller coś kombinuje, a potem rozeszło się po kościach, ale może jest to gdzieś wyjaśnione.
-
Metal Gear Solid V: The Phantom Pain
Nie miał laserów, ale miał nobody : napisałeś "stworzony dekadę później", no ale REX nie był stworzony w 1964, tylko zaprojektowany, co swoją drogą było wg mnie bardziej mrugnięciem okiem do fanów, niż czymś sensownym. Radar, laser, rail gun : tych technologii, nawet w świecie MGSa, nie byłoby opcji zaimplementować w tamtych czasach. Przy odrobinie wyobraźni i chęci można by zachować zdrowe proporcje między efektownością a logiką, wprowadzając nowe Metal Geary (poza tym MGS4 pokazał, że niekoniecznie w każdej części sagi musimy walczyć z nowym, dużym mechem). Ktoś by się obraził, jakbyśmy w piątce starli się z czymś w rodzaju powiększonej wersji D-Walkera ?
-
Metal Gear Solid V: The Phantom Pain - rozwój Mother Base, ekwipunku, porady, pytania etc.
Z kontenerów niestety dosyć wolno są przerabiane surowce (base development mam 2/4).
-
Poleć coś w stylu...
Standardowo Prisoners, Gone Girl, z mniej głośnych może The Drop, Cold in July, A Most Violent Year, ewentualnie The Enemy (mnie niezbyt przypasował, ale może akurat).
-
Metal Gear Solid V: The Phantom Pain
Jakby tego nie próbować tłumaczyć, będzie się to gryzło, jak nie z MGSem, to na pewno ze starymi częściami. Może rzeczywiście "dopakowanie" starych MG w potencjalnych rimejkach trochę zatrze te różnice, no ale tak czy siak Kojima z ekipą po prostu się zapędzili.
-
Metal Gear Solid V: The Phantom Pain - rozwój Mother Base, ekwipunku, porady, pytania etc.
Szkoda także, że dostajemy te misje i różne "zakończenia" na wyrywki, w różnych momentach rozgrywki, zamiast normalnie wbudować je w fabułę z jakąś sensowną kolejnością.
-
Mass Effect 2 DLC
Pytam bo parę razy pisałeś, że to Januszowa seria, a okazuje się, że grałeś tylko trochę w jedynkę xd. No ok, zaliczaj, bo warto.
-
Mass Effect 2 DLC
Bartezoo, zabierasz się pierwszy raz za ME2 ?
-
Metal Gear Solid V: The Phantom Pain
W podstawowych kasetach i filmach na 90 % tego nie było. Tzn. tylko o To jest właśnie jeden z problemów tej części : w sytuacji, kiedy każda scenka i dialog są na wagę złota, to dużo ciekawostek jest opcjonalnych czy wręcz poukrywanych. Ja dopiero po skończeniu fabuły dowiedziałem się, że Nobody : charyzma, bo jednak ciągnie pociąga za sobą te tłumy, ludki mu salutują, cieszą się, jak dostaną po pysku, zgłaszają się dobrowolnie itd. Niezależnie od tego, jak przedstawiono go w tej części, jest liderem. Oczywiście my, jako gracze, wykonujemy te wszystkie czynności (zarządzanie, budowanie), ale
-
Metal Gear Solid V: The Phantom Pain
Z całą mizernością Huey'a, to Bo prawda jest taka, że choć jako bohatera opowieści lubimy BB, to cała ta idea (do tej pory już sto razy rozmyta) raju dla żołnierzy/świata bez granic i odwoływanie się do jakiejś tam wizji The Boss to jest jakaś taka mętna i mało pociągająca dla zwykłego człowieka (zresztą dla mnie jego motywacje opisane w starych MG zawsze były nieprzekonujące i liczyłem raczej na to, że w nowych częściach pójdzie to w trochę innym kierunku). No ale dobra, to już chyba dobry czas na podsumowanie piątki. Zaliczyłem ją z 60h na liczniku i pewnie jakimiś 50 % postępu, ale po zakończeniu fabuły nie jestem zbytnio zmotywowany do zabawy w powtarzalne/schematyczne misje dodatkowe. Luźne wrażenia : - gameplay jest bardzo dobry, wiadomo wszem i wobec. Obawiałem się trochę formuły PW, ale okazało się, że piątka wszystkie te elementy rozbudowywania bazy itd. dostarcza Graczowi w o wiele lepszej i przyjemniejszej formie. W ogóle MGSV to typowy tytuł żywiący się natręctwami graczy. Tu coś znaleźć, tu rozwinąć ile się, da, złapać kogo się da, zebrać diamenciki, wyczyścić bazę itd. itp. Lepiej się z tego szybko "wyleczyć". Samo skradanie, czyszczenie baz i posterunków to czysta frajda. Sterowanie, kontrola postaci, to wszystko sam miód. Jednak pomysł na otwarty świat uważam za chybiony, z prostego powodu : nic byśmy nie stracili, gdybyśmy dostali opcję wyboru misji z listy i byli wrzucani wprost do akcji, dokładnie jak w PW. Podróżowanie czy zwiedzanie terenów nie daje żadnej satysfakcji i jest po prostu niepotrzebne. Tereny są ogromne, ale przemierza się je niewygodnie (blokady terenu). Do tego loadingi/oglądanie przelotu helikopterem. powodują, że w sumie żadna metoda na skakanie po mapie i zaliczanie np. side opsów nie jest naprawdę efektywna (i każdy kombinuje tylko sposoby na szybką podróż). Szkoda. No ale Kojima sobie wkręcił już parę dobrych lat temu, że musi mieć otwarty świat, mimo, że wcale to do jego serii nie pasuje. Mam nadzieję, że ktokolwiek przejmie po nim pałeczkę, wróci w tym temacie do korzeni. Przy okazji, system checkpointów też potrafi wku.rwić. Namęczysz się w "bazie" pół godziny, pozbierasz co się da, nagle alarm albo śmierć, i robisz wszystko od początku, CHYBA, że w pewnym momencie po prostu wybiegłeś 500 metrów za strefę misji i magiczny save sam się zrobił xd. Spoko. Swoją drogą, trochę dziwne, jak zmalała rola kamer w serii, już chyba od czasów MGS2 zeszły na margines, co w trójce było jeszcze naturalne. No ale mniejsza z tym. Znowu dostajemy milion gadżetów i znowu większość jest niepotrzebna. Nawet pudłem prawie się nie bawiłem. - nie odkryję Ameryki stwierdzając, że mamy tego wszystkiego po prostu przesyt. Gdyby skondensować trochę zabawę, wyszłoby to grze tylko na dobre. Kogo tak naprawdę jara piąty czy dziesiąty powrót do znanej miejscówki, np. na lotnisko, tylko z inny rozstawieniem czy uzbrojeniem wrogów ? Jasne, mogłem jechać tylko misje fabularne, no ale wtedy pozostaje pytanie, po co w ogóle tyle zawartości ? Zresztą to byłoby utrudnianiem sobie życia, bo więcej kasy i lepiej rozwinięta baza : mimo wszystko lepszy sprzęt na główne misje. Wszystko jest na dodatek rozwleczone wspomnianym już docieraniem na misje. - system towarzysza misji jest świetny, a właściwie to DD jest zayebisty, choć ma trochę przesadzoną moc.Za to D-walkera nie użyłem ani razu - praktycznie brak walk z bossami, no nie fajnie. - muzyka : tylko kilka charakterystycznych melodii i dużo ciszy. Kolejny aspekt słabszy niż w poprzednikach. Duży props za Quiet's Theme, za to Sins of The Father zupełnie mi nie przypadło do gustu. O piosenkach z epoki się nie wypowiadam : fajny smaczek i tylko tyle. Muszę sobie sprawdzić soundtrack na spokojnie, oderwany od gry. Za to dubbing to jak zwykle najwyższa półka. Keifer mi pasuje (choć sprawdziłby się Richard Boyle), a Ocelot fajnie nawiązuje do swojej starszej wersji. No ale MGS to dla mnie głównie fabuła, postacie, znane uniwersum. Szkoda, że Kojima skacze ze skrajności w skrajność w temacie proporcji gra : filmiki i teraz dostajemy tytuł z powoli i niezbyt emocjonująco rozwijającym się wątkiem głównym, plus (niejednokrotnie ciekawszymi) przedstawionymi w formie kaset informacjami pobocznymi. Widziałem, że do wielu osób ten patent trafia, bo przecież nie zatrzymuje gracza na siłę. Dla mnie jednak kasety nie mają żadnych plusów w stosunku do rozmów codecowych. Żeby dokładnie ich wysłuchać i się skupić, i tak muszę się zatrzymać i patrzeć jak głupi w menusy iDroida/kręcić się w kółko Big Bossem/cokolwiek w tym stylu. Na dodatek są to głównie monologi, często rozwleczone bardziej niż słynne już rozmowy z poprzedników. No i, jaki by nie był, mało w nich MGSowego humoru. Także codec>kasety. - zachwalana reżyseria scenek, kiedy już je dostajemy : mnie nie do końca przekonuje. Nie jestem fanem kręcenia "z ręki", ciągłego przebywania blisko bohaterów. No ale nie powiem, jest parę mocniejszych motywów. Szkoda, że niewiele będę miał ochotę obejrzeć ponownie, a do list z najlepszymi scenkami z serii, raczej ciężko będzie się którejś załapać. Poza tym, tradycyjnie, trailery dużo pokazały (a i tak widziałem tylko ze dwa), a jakby tego było mało, Koji wpadł na genialny pomysł zapowiadania obsady każdej misji (twardo patrzyłem przy każdym początku misji w środek ekranu, żeby sobie nie spoilować). W ogóle po chooj ta epizodyczność misji ? Dochodzi do śmiesznych sytuacji, kiedy filmik kończy się Super immersja dzifko. Co do konkretów : Chyba lepiej dla wszystkich, że Hideo się pożegnał z MGSem. Ja podtrzymuję to, co kiedyś pisałem : seria jako całość fabularnie nie trzyma się kupy i wolę poszczególne części traktować jako osobne twory, ewentualnie podstawową trylogię uznać za ładną i w miarę sensowną całość (ale ze słabo zamkniętym wątkiem Patriotów). O ile czwórka była przesadzona w temacie powrotów znanych twarzy, koneksji, nawiązań do poprzedników i ogólnej sentymentalności, tak piątka jest jakby obok głównej serii. Dziwny to MGS, to na pewno. W przeciwieństwie do wspomnianej czwórki, raczej godny polecenia osobie nie znającej serii. Mimo wszystko ma swój specyficzny, trochę tajemniczy klimat, opowieść wciąga, a parę wątków zostało fajnie przedstawionych czy wręcz zamkniętych (timeline przed napisami końcowymi odpowiedział na część pytań lepiej, niż scenki czy nagrania). Ojciec serii trochę jednak przedobrzył. Szkoda, bo po takich sobie PO i PW mieliśmy okazję dostać fenomenalne powiązanie między starymi a nowymi częściami. Ale kolejny sequel i tak pewnie nadejdzie, i ja bardzo chętnie go sprawdzę. tl;dr : dobra gra, warta każdej złotówki, ale średni MGS.
-
Metal Gear Solid V: The Phantom Pain
Yano : jakoś mnie zniechęciło jak ze dwa razy ją wziąłem na misję i była mało użyteczna. Może to przez przyzwyczajenie do DD. Nobody : Fakt, choć jest to dosyć subtelne. Myślałem kiedyś o tym, i mimo wszystko Kojima podał nam te "brudne" fakty z życia BB w taki sposób, że on koniec końców nadal jest spoko, to jest nasz bohater, no bo w końcu trudno nie mieć protagonisty, któremy kibicujemy. W PW mamy w ogóle pseudo-romantyczne podejście do tematu rebalii i anarchizmu (nawiązania do Che). Zresztą począwszy od trójki, z zakończeniem czwórki na czele, BB miał być wybielony, ja to np. kupuję, bo cała historia fajnie pokazywała, że to, czy ktoś jest "zły" czy "dobry", szczególnie w temacie polityki czy wojny, zależy od kontekstu (truizm, ale mówimy o gierkach). Widać, że Kojima to lubi, też na przykładzie
-
Metal Gear Solid V: The Phantom Pain
Wczoraj dopiero zaliczyłem The Truth, także czas na głębsze rozkminy dopiero nadszedł, ale szczerze mówiąc nie chce mi się już szukać trzeciego dna w MGSach. Na ten moment oceniam to, co po prostu, co dostałem w temacie historii Big Bossa i reszty ekipy. Teraz pytanie, które pewnie już nie raz padło :
-
Metal Gear Solid V: The Phantom Pain
Owszem, ale nie wpływa to jak dla mnie w żaden sposób na ocenę wątku głównego. Inaczej : to, że przesłucham 20 minut monologów o tym, skąd się wziął Skull Face, o jego motywach itd. nie zmieni faktu, że cała intryga i poprowadzenie tej historii są mocno średnie, a momentami po prostu głupie.
-
Mass Effect 2
No raczej, że oryginalny, zawsze i wszędzie. Na dodatek ME jedynka ma innych aktorów, niż dwójka (nie wiem, czy wszystkich powracających w sequelu, ale na pewno Sheparda), a trójka w ogóle nie ma PL dubbingu.