Wiedźmin 3 PS5 Od premiery gry minęło 11 lat, a od momentu jak ją kupiłem 6, także czas ucieka nieubłaganie ale Wiedźmin dalej w dobrej formie, przynajmniej w wersji na PS5 trzyma się bardzo dobrze. Dla lepszych wrażeń przed samą grą odświeżyłem sobie wszystkie opowiadania i Sagę o Wiedźminie, także przygotowanie z teorii było top. Przy pierwszym uruchomieniu już byłem kupiony, nawet przed samym odpaleniem gry. Wystarczyło intro żebym wiedział, że będzie bardzo dobrze a okazało się, że było rewelacyjnie. Krótka wizyta w Kaer Morhen, żeby poznać podstawy gry i zaraz lądujemy z Vesemirem na szlaku w zniszczonym wojną i nękanym przez potwory Velen w celu odnalezienia Yennefer. Zacząłem grę na najwyższym poziomie trudności, także początek był dosyć trudny bo miałem problem żeby pokonać pierwsze ghule. Metoda na Rambo nie wchodziła w grę bo pasek energii znikał w oczach a potwory nie chciały grzecznie czekać w kolejce na unicestwienie. Lekka irytacja była ale dobrze, że nie zmieniałem poziomu trudności bo tak naprawdę tylko początek był trudny. Jak już ogarnąłem system walki i zrozumiałem, że nie trzeba grać jak w soulsach, oprócz rolowania mamy jeszcze unik, który pozwala w lepszy sposób kontrolować przebieg walki to gra była dużo przyjemniejsza a na niższym poziomie trudności mogła by być za łatwa. System walki daje naprawdę dużo możliwości, możemy odblokować nowe ruchu dzięki którym możemy siekać wszystkich dookoła w tłumie i wzmocnić podstawowe ataki ale możemy też ulepszyć znaki rzucane przez Geralta. Niektóre ulepszenia przydają się przy zadaniach, gdzie możemy kogoś przekonać znakiem do naszych racji zamiast posiekać go mieczem. Trzeba tylko pamiętać o tym, że wykupienia ulepszenia nie aktywuje go od razu a trzeba go wrzucić w odpowiednie miejsce w menu umiejętności. Miejsca na ulepszenia są ograniczone dlatego trzeba nimi czasem żonglować jak chcemy coś zmienić, ale zmiany są raczej rzadkie jak już dobierzemy optymalny zestaw pod własny styl grania. Jak na prawdziwego RPG przystało ilość gratów do zebrania jest ogromna i już w jednej z pierwszych misji fabularnych musiałem ratować się umiejętnością większego udźwigu bo Geralt wyraznie wolał nordic walking od biegania jak miał za dużo zebranego sprzętu. Większość sprzedawałem, część rozbierałem na składniki potrzebne do ulepszeń a zostawiałem tylko te najmocniejsze. Praktycznie całą grę zrobiłem w wiedźmińskich ciuchach bo większość zbroi powodowała, że Geralt wyglądał jak wujek Mietek ze Spychowa a nie wiedźmin i nie mogłem na to patrzeć. Będąc przy wrażeniach wizualnych, gra mimo tylu lat na karku dalej daje radę i wygląda naprawdę dobrze. Zanim odblokuje się punkty szybkiej podróży, trzeba trochę przejechać na Płotce ale nie jest to na pewno nudne bo widoki są naprawdę ładne a i potworów do wybicia po drodze zawsze się trochę znajdzie. Każde z miejsc trochę się do siebie różni także nie można narzekać na monotonię. Oxenfurt i Novigrad tętnią życiem, co jakiś czas można komuś pomóc, ktoś chce nas oszukać albo rzuci za Geraltem jakiś miłym tekstem. Jest jeszcze Skellige, które wprowadza nordyckie klimaty i też wygląda bardzo dobrze ze swoją fauną i florą. Jedyny problem jaki miałem z tą lokacją to przemieszczanie się po niej, tu nie było dróg na skróty bo przeważnie albo niemożliwe wejście pod górę, albo możliwość złamanie sobie karku spadając właśnie z takiej góry wymagało dużego nadkładania drogi. Jedyne do czego mogę się przyczepić to mała ilość modeli przypadkowych ludzi. Od pewnego momentu w grze widać dużą powtarzalność i ma się lekkie deja vu. Może gdyby w zadaniach pobocznych była większa różnorodność modeli postaci to nie było by to aż tak odczuwalne. Wszystko bolączki i tak rekompensuje świat przedstawiony i fabuła. Gra jest idealnym przykładem jak można wykorzystać materiał źródłowy zachowując to co w nim najważniejsze mimo własnych pomysł na rozwinięcie historii (shame on you N). Od samego początku można znaleźć dużo nawiązań do książek czy nawet całe fragmenty z opowiadań Sapkowskiego. Człowiek nie raz zaśmiał się pod nosem wyłapując pewne smaczki jak np. autor jednej z książek jakie można znaleźć na początku gry Julian Alfred Pankratz albo Geralt rzucający tekst "Widły, niebezpieczna broń w tłoku". Można się nawet przekonać, że jak się Geralt napije to budzi się drzemiący w nim poeta. Redzi kontynuują nawet zabieg Sapkowskiego, czyli nawiązania do znanych bajek i legend, gdzie w jednej z misji jest ewidentne nawiązanie do Królewny Śnieżki i 7 krasnoludków. Często czytałem też zapisy dotyczące misji, napisane tak jak by to opisywał Jaskier. Jako fan książek jestem zachwycony tym co widziałem i słyszałem, codziennie siadałem z myślą, że zagram górę godzinę a kończyło się przeważnie na 2-3 godzinach bo szkoda było się oderwać. Jednym z powodów takiego wydłużania sesji był Gwint, który przy pierwszej rozgrywce jakoś bardzo mnie nie zachwycił ale jak już załapałem o co chodzi to przepadłem na dobre. W założeniu bardzo prosta gra ale im dalej w las, im więcej kart i opcji ich wykorzystania tym jest co raz ciekawiej. Maiłem kilka partii gdzie popłaciła ostrożność i cierpliwość, było kilka gdzie zakląłem pod nosem bo przegrałem przez swoją głupotę ale zdarzyły się też takie gdzie zwycięstwo nie było oczywiste. Myślałem, że przerżnę ale przeciwnik wyprztykał się ze swoich kart i nie miał czym zagrać w ostatnim rozdaniu dzięki czemu był remis a w dogrywce nie było już wątpliwości, kto jest lepszy. Bardzo duży plus za taką dodatkową atrakcję, która potrafi wyrwać kilka godzin z życia. Nie można też pominąć kwestii świetnej polskiej wersji językowej. Za granie w Polsce po angielsku w Wiedźmina powinna być jakaś kara chłosty albo chociaż dyby na dwa dni. Pomijam już nawiązania do książek o których pisałem ale nawet idąc przez wieś, człowiek może usłyszeć ciekawą rymowankę o cesarzu Emhyrze i od razu dzień staje się lepszy. Śpiewanie Geralta jak polował na wampira po pijaku czy właśnie te wszystkie zaczepki na ulicach. Mimo tego, że w ciągu gry powtarzają się one co jakiś czas, zawsze śmieszą. Został tu odwalony kawał dobre roboty. Jedynie na początku trochę wieśniacy mnie drażnili z tym swoim przesadnie wieśniacki akcentem ale później było już tylko lepiej. Trochę żałuję, że tak długo czekałem żeby zagrać w trzeciego Wiedźmina bo teraz widzę czemu ta gra była i jest takim fenomenem. Co najlepsze broniłem się przed nią ze względu na jej długość, bo obecnie człowiek ma mniej czasu na granie, ale teraz mimo tego, że mam ponad 110h na liczniku z marszu biorę się za dodatki bo ciągle mi mało tego świata i tych bohaterów. Nie wiem czy są jeszcze takie jednostki jak ja, które nie przeżyły tej wspaniałej historii, ale mogę grę polecić z czystym sumieniem bo warto jej poświęcić każdą minutę.