Być może przesadziłem z tym "odważnym kierunkiem". Chodziło mi o próbę popchnięcia serii na nowe tory (co prawda bardzo popularne i użytkowane w tej generacji tory, ale jednak nowe), przesunięcie akcentów jest bardzo wyraźne i świetnie wpisuje się w moje osobiste oczekiwania co do serii.
Niezmiernie śmieszą mnie gadanina typu uwielbiam trylogie, a Andromeda to nie to samo. Brzmi to tak jakby w poprzednich częściach nie było głupich fetchquestów, bezpłciowego głównego bohatera, irytujących bohaterów i głupiej fabuły.
Czyli wszystkie elementy charakterystyczne dla serii znalazły się Andromedzie zarówno te dobre jak i złe. Naturalnie Andromeda dodaje trochę od siebie, zarówno rzeczy zlych(wspomniane milion fetchquestów porozrzucanych na mapie) jak i dobrych (system walki, eksploracja)
Wracając jeszcze do starych Mass Effectów to pamiętam jak ogrywałem dwójkę, gdzie w celu rekrutacji bodajże Jack trafialiśmy do kosmicznego więzienia o zaostrzonym rygorze. Tuż po wylądowaniu i klimatycznym wstępie pomyślałem sobie - "Ale to zayebista lokacja" jednocześnie jakaś druga część mojej świadomości od razu zauważyła "szkoda jeżeli zaraz wybuchnie strzelanina i cały ten klimat uleci", chyba pamiętacie co wydarzyło się potem? Wtedy to po raz pierwszy zirytowany grę na półkę, ponieważ po raz kolejny straciła ona okazję by być czymś więcej niż strzelanką. Na szczęście później się zmobilizowałem i można tak powiedzieć, że emocjonujący aczkolwiek pełen klisz finał zrekompensował mi te liczne zawody.