Treść opublikowana przez Czokosz
-
Silent Hill 2 Remake
Moje pierwsze przejście na normalu 0 zgonów, grałem zachowawczo, medykamentów miałem nadmiar i jak dostałem mocniej to robiłem w tył zwrot i szybkie leczenie. James praktycznie cały czas był w pełni zdrowia i miałem zakończenie In Water. Ciekawi mnie na ile znaczenie ma faktycznie ten stan zdrowia Jamesa podczas gry. Może to zakończenie zależy bardziej od takich pierdół, bo u mnie było odwrotnie do tych porad i wpadło. Z tymi szkarłatnymi jajami to już nawet nie pamiętam co wybrałem. Pamiętam tylko, że wtedy miałem taką rozkimnę o wpływie umieszczenia tych szkarłatnych jaj po którejś ze stron na zakończenie, ale doszedłem do wniosku, że to pewnie bez znaczenia, a teraz się okazuje, że mogło być inaczej. Nic nie czytałem na ten temat na necie, bo bałem się, że trafię na jakieś spoilery, a wole sam odkryć inne zakończenia przy kolejnych podejściach.
-
własnie ukonczyłem...
Star Wars: Knights of the Old Republic (PC/GOG) Jedyne Star Warsy, w które grałem wcześniej to Jedi Fallen Order i Jedi Survivor, więc można powiedzieć, że to mój pierwszy klasyk z tego uniwersum na rozkładzie. Może KotOR z racji wieku gorzej wygląda pod względem takich składowych jak grafika czy system walki od dwóch powyższych gier, ale pod względem fabuły to dla mnie numer jeden. To co mnie szczególnie ujęło to mnogość ciekawych postaci, które spotkałem na swojej drodze. Nie tylko moich towarzyszy, ale również postaci drugo lub nawet trzecioplanowych. Stare Bioware potrafiło kreować ciekawe postaci, pisać dialogi, które zapadały w pamięć, nie męczyły gracza swoją bylejakością (jak ten cholerny Starfield, w którego trochę pograłem przed KotOR-em) potrafili również nadać odpowiednie tempo głównym wydarzeniom fabularnym. Powoli zawiązywała się intryga, na kolejnych planetach trzeba było radzić sobie z miejscowymi ugrupowaniami i zdobywać kolejne wskazówki potrzebne do odnalezienia drogi do miejsca, w którym Shitowie mogli budować swoją przewagę, był również mocny plot twist i na samym końcu epicka batalia mająca wpływ na przyszłe losy galaktyki. Ciekawą mechaniką była możliwość podążania ciemną lub jasną stroną mocy. Zakończenie questa w jakiś konkretny sposób lub to jak potraktowaliśmy spotkaną na naszej drodze postać powodowało, że zyskiwaliśmy punkty, którejś z tych dwóch antagonistycznych stron. Miało to przełożenie na moce, z których nasz bohater może korzystać. Mi osobiście przypasowała ciemna strona, ale bywało, że wybierałem rozwiązania, które przeciągały mnie na jasną stronę. Po prostu kierowałem się własną moralnością, oceną danej sytuacji lub korzyścią. Nieraz bywało tak, że póżniej żałowałem podjętej decyzji, ale nie bawiłem się w jakiejś wczytywanie zapisów, bo takie wątpliwości są dla mnie esencją tego gatunku. Musiałem ponieść konsekwencje swojej chciwości, głupoty, zbyt pochopnego działania. Towarzysze też robili robotę i podobało mi się, że wchodzili w interakcję nie tylko z moim bohaterem, ale również między sobą. Podejmowali różne tematy w zależności od tego kogo wziąłem ze sobą na konkretną misję. Ciekawe były okoliczności ich poznania, historię przez nich opowiadane, podobały mi się również questy z nimi związane i to, że mieli w sobie coś, co sprawiało, że każdego z nich polubiłem. Tego akurat się spodziewałem przez zagraniem w KotOR, bo jakiś czas temu przeszedłem dwukrotnie trylogię Mass Effect i wiedziałem, że potrafią wykreować towarzyszy, za którymi aż chce się pójść w ogień. Wszystkie archaizmy związane z system walki i grafiką wynagrodziła mi historia związana nie tylko z główną fabuła, ale też historia konkretnych miejsc, ich ugrupowań, losów, wyborów, za którą stroną tego konfliktu się wstawić. Jedni wierzyli w zwycięstwo Republiki, inni twierdzili, że Imperium wygra wojnę, więc lepiej ułożyć się z nimi. Ja też finalnie musiałem wybrać, za którą stroną się opowiem i wyszło tak, że przez całą grę mój bohater nazbierał więcej punktów ciemnej strony mocy, ale w finałowym starciu okazało się, że chyba jednak nie zawładnęła do końca moim umysłem, bo podążyłem ścieżką wytyczoną przez Zakon Jedi 🙂 Drugi KotOR wleci w przyszłym roku i liczę na kolejne kilkadziesiąt godzin dobrej zabawy. Pierwsza odsłona to dla mnie absolutny szef, który pomimo 21 lat na karku dalej jest pozycją godną uwagi. Na liczniku 33 godziny, a czuje się jakbym wykręcił drugie tyle, jakby upłynęło naprawdę dużo czasu od pojawienia się w początkowej lokacji do ostatniej potyczki. To jest dla mnie piękno gier wideo, że widzę napisy końcowe i myślę sobie "ale to była przygoda" i ciesze się, że mogłem uczestniczyć w tych wydarzeniach.
-
Wiedźmin 4
Remake będzie po czwórce według wypowiedzi Kicińskiego: „Wracając do tematu premiery remake’u Wiedźmina: tak, ukaże się po Polarisie, co jest pochodną naszego myślenia na temat tego projektu” - wyjaśniał Kiciński. „Sądzę, że remake będzie w dużym stopniu bazował na technologii Polarisa, więc będzie powstawał po części równolegle. Gdy Polaris się ukaże, wszystkie elementy gry będą w finalnym stanie i będzie można użyć ich w remake’u”. Ja obstawiam premierę 4 jakoś pod koniec 2027 albo ewentualnie 2028 i remake pierwszego Wieśka rok póżniej.
-
Cyfrowe zakupy growe!
Kolejne przedświąteczne zakupy Amnesia ograna kiedyś w game passie dwa razy pod rząd, obok Somy to moja ulubiona gra od Frictional Games, do której mam ochotę wrócić po nowym roku. Diablo i Prey dwa sztosy do nadrobienia również na przyszły rok. No i na sam koniec Cyberpunk, w którego nigdy nie grałem i jest to jedyna gra od Redów, która mi została do przejścia. Zdążyłem odpalić na chwilę i coś czuje, że czeka mnie kolejna epicka przygoda.
-
Intergalactic: The Heretic Prophet
Pewnie chcieli zostawić dłuższe fragmenty rozgrywki na swój przyszłoroczny pokaz, więc stąd ta biedna zajawka, która ma jedynie pokazać ludziom ogólny koncept tego nad czym pracuje ND. Na pewno gra zyska w oczach po tym jak pokażą lokacje, system walki, przeciwników, bo to potrafią robić na najwyższym poziomie. Po prostu trzeba zaakceptować fakt, że dickman zadba o ty by swoim scenariuszem z gry 10/10 zrobić tytuł bliższy skali 7-8/10. Ograć i tak ogram, bo takie tlou2 ograłem dwa razy pod rząd, ale fakt był taki, że najbardziej cieszyło mnie drugie przejście, w którym bez wyrzutów sumienia mogłem skipować przerywniki i dialogi, które momentami mocno psuły mi to wspaniale doświadczenie, bo już znałem cały przebieg wydarzeń. Sam gameplay mnie zachęcił do ponownego przejścia gry na wyższym poziomie trudności dla większego wyzwania. Dla odmiany przy pierwszym tlou nic nie musiałem skipować przy ponownym przejściu, bo to po prostu dobrze napisana historia, do której przyjemnie jest wrócić i doświadczyć ją raz jeszcze.
-
Cyfrowe zakupy growe!
Wpadły trzy gierki z Goga pod choinkę.
-
The Outer Worlds 2
Najbardziej wyczekiwane przeze mnie 7/10 w przyszłym roku. Miał być większy budżet, ale kompletnie tego nie czuć na tym materiale. Mimo to i tak się ciesze, bo jedynka mi się podobała.
-
Intergalactic: The Heretic Prophet
Jeszcze nie wiemy czy to na pewno jest kobieta, jakimi zaimkami się tytułuje, z którą z 205282 istniejących płci się identyfikuje. Pewnie będzie tak jak ich poprzedniej grze, że gameplay będzie próbował ratować mierny scenariusz. Cuckmann nie ma nad sobą bata mądrzejszych od niego i zaprzepaszcza tylko potencjał studia jakim jest ND. Przy tlou2 odczuwałem dysonans pomiędzy świetnie zaprojektowanymi lokacjami, systemem walki, animacjami i tymi głupotami fabularnymi połączonymi z nachalnym wciskaniem wszędzie tęczowej ideologii. Tu niestety będzie podobnie póki ten grafoman i miłośnik lpg jest u steru.
-
Wiedźmin 4
W razie jakiejś totalnej katastrofy będzie można zafundować Ciri operacje plastyczną na Nexusie. Wygląda starzej, tak jakby z parę kilo jej przybyło tu i ówdzie, ale dalej wygląda ok jak dla mnie. Dziwi mnie, że już pokazali pierwszą zajawkę. Podobno z produkcją wystartowali dopiero w tym roku, więc mogli już chociaż zaczekać do tego Game Awards 2025. Sami na siebie narzucają presję czasową tym przedwczesnym zapowiadaniem kolejnej odsłony. Nakręcili tym trailerem i tera czekaj do 2027/2028 na premierę i pewnie kolejne parę miesięcy (w optymistycznym scenariuszu) aż połatają.
-
Targi: E3, GC, TGS
Czekam na jakieś urywki gameplayu z Cronosa od Blooberków, materiał z Judas z datą premiery i 007 od IO Interactive, bo teaser wypuścili 4 lata temu, a podobno gra jest już na końcowym etapie produkcji i fajnie jakby coś pokazali więcej najlepiej z datą premiery. Niech rzucą jakąś jedną dużą zapowiedż typu Half-Life 3 albo RE9 i będę szczęśliwy.
-
Gry za darmo na PC
Jak coś kod już wykorzystałem. @Bielik dzięki🙂
-
własnie ukonczyłem...
@Quake96dałeś radę bez solucji ? ja musiałem z dwa razy skorzystać. Najbardziej mnie rozwalił ten kod potrzebny do otwarcia śluzy. Jak zobaczyłem w solucji rozwiązanie to takiego plaskacza sobie wypłaciłem w czoło, że mi mózg prawie drugą stroną wyleciał 🙂
-
Indiana Jones and the Great Circle
Ta mgła na high Aż się Silent od mistrzów z Krakowa przypomniał.
-
Cyfrowe zakupy growe!
Przy porannej kawce przypadkiem kliknąłem w zakładkę z logiem Goga i nim zdążyłem się ewakuować skończyłem z czterema grami w koszyku.
-
własnie ukonczyłem...
Warhammer 40,000:Space Marine (PC/GOG) Kolejny klasyk nadrobiony na Gogu po Resident Evil 3 OG i F.E.A.R. Jak ktoś nie grał w pierwszą odsłonę to polecam od niej zacząć przed ograniem tegorocznej kontynuacji. Gra może ma już 13 lat na karku, ale trzyma się naprawdę dobrze i sprawiła, że bawiłem się świetnie od początku aż do samego końca. Potrzeba mi było takiej korytarzowej gierki mocno nastawionej na akcję i rozwałkę nacierających hord przeciwników. To połączenie walki wręcz z rotowaniem czterech podręcznych broni dystansowych było dla mnie mega satysfakcjonujące. Wszedłem sobie po ograniu poczytać jakieś opinie na temat tej gierki i były jakieś narzekania, że brak tam jakichś wymyślnych kombosów. Mi to kompletnie nie przeszkadzało i odpowiadała mi ta prostota rozgrywki. Na plus mogę też zaliczyć finishery, których wykonywanie na przeciwnikach i oglądanie sprawiało mi podobny fun do tych z Shadow of Mordor. Do fabuły też się nie mogę przyczepić, bo ma dobre tempo i cieszy mnie, że twórcy uprościli narrację do absolutnego minimum przez co nie ma żadnych przydługich przerywników i dialogów, które by tylko niepotrzebnie wybijały z rytmu. Jest krótka gadka, wyznaczony kolejny cel i znów lecimy do przodu ładować tony ołowiu w ciała napotkanych kreatur i miażdzyć im czaszki za pomocą miecza, topora albo po prostu przyciskając je butem do podłoża z siłą godną prawdziwego żołnierza Ultramarines. Aż się nie mogę doczekać ogrania drugiej odsłony, za którą zabiorę się już na spokojnie w przyszłym roku. W tym dokończę rozgrzebane gierki i w 2025 wracam na pole bitwy walczyć ku chwale Imperatora : )
-
własnie ukonczyłem...
Dla mnie to właśnie było super jako dla kompletnego laika w tym uniwersum i moim zdaniem gra na tym zyskiwała. Lubię jak jest jakaś niewiadoma w miejscu, w zachowaniu bohaterów, w wydarzeniach, które obserwujemy na ekranie. Zbytnia dosłowność zabiłaby klimat i jakikolwiek niepokój bardzo szybko by się ulotnił. Miło wspominam momenty po wyłączeniu konsoli, w których analizowałem minione wydarzenia i wpadałem na pewne tropy. W takim Medium wszystko miałem wyłożone na tacy i gra mi nie dawała pola do własnej interpretacji, do stopniowego odkrywania tajemnicy jaką za sobą kryje, a ja mam tak, że lubię sobie pogłówkować, co jakiś czas doznać tego momentu oświecenia, w którym pewne elementy zaczynają ze sobą współgrać.
-
Dragon Age: Veilguard
Mogli jakoś uatrakcyjnić to przydługie starcie. Już nie chodzi nawet o jakąś większą różnorodność ataków, bo przecież nie o to chodzi w grach wideo. Ten wąż mógłby swoim demonicznym głosem w międzyczasie wymienić wszystkie 2508583 płci, zaimków i w ogóle wygłosić jakiś wykład o ideologii lpg.
-
Cyfrowe zakupy growe!
Ostatnie zakupy z wyprzedaży na Gogu. Resident Evil 3 OG ograny, więc przyszła pora na drugą odsłonę. W Space Marine pograłem trochę i ciesze się, że nie zacząłem od drugiej części, bo to gra, która dobrze zniosła upływ czasu i do dnia dzisiejszego gameplay robi robotę. Jeszcze wpadło Republic Commando i jest 7 grą z uniwersum Star Wars, którą nabyłem na BF na Gogu.
-
Cyfrowe zakupy growe!
Dokupiłem sobie jeszcze parę Star Warsów do ogrania. Niedawno ograłem Star Wars Jedi:Survivor, teraz wleciał pierwszy KotOR i czuje, że po jego ukończeniu jeszcze będzie mi mało, więc kupiłem na zapas. Do tego Blood West wleciał na promce.
-
Silent Hill 2 Remake
Bloober powinien w tych wszystkich różnych plebiscytach zgarnąć nagrodę dewelopera roku. Wzięli się za bary z legendą, większość z nich drwiła i nie wierzyła, że są w stanie zrobić dobrą grę, w najbardziej optymistycznym scenariuszu liczyłem, że to będzie taka gierka 7-8/10, a tu mistrzowie z Krakowa wysmażyli survival horror, który gra w tej samej lidze co RE2 I remake Dead Space. Dla nich to była gra o być albo nie być i wyszli z niej zwycięsko. Na naszych oczach wyrobnicy przeistoczyli się w artystów, których przyszłe produkcje mogą mocno namieszać w branży. Kiedyś prezes powiedział, że chcą grać w tej samej lidze co Capcom i Naughty Dog. Wtedy mi się śmiać z tego chciało, ale po premierze SH2R nie jest mi już do śmiechu, bo może to jeszcze nie te budżety i nie ta pozycja, ale mają talent i umiejętności, które mogą sprawić, że Blooberki wdrapią się na sam szczyt. Życzę im tylko tego by nie stali się wyłącznie studiem znanym z kolejnych remaków SH, ale żeby stworzyli własną markę, która stanie się rozpoznawalna i będzie dla nich czymś na wzór The Last of Us dla Naughty Dog albo RE dla Capcomu. Będzie ciężko, ale Blooberki udowodniły tym SH2R, że trudy im nie straszne. Oby przyszłoroczny Cronos okazał się takim sztosem jak swego czasu Dead Space i doczekał się nominacji do GOTY 2025.
-
-==Pochwalcie się :)==-
"Niezwyciężony" otrzymał nowe wydanie z okładką i ilustracjami z gry. Akurat chciałem kupić pudło na ps5 i przypadkiem trafiłem na to cudo. Twarda oprawa, cieszące oko ilustracje, zobaczymy jak z treścią, bo to moja pierwsza pozycja od Lema, ale jestem dobrej myśli, bo sci-fi to mój ulubiony gatunek, a Lem to jeden z bardziej poczytnych autorów, którego książki chciałem nadrobić od dłuższego czasu.
-
Właśnie zacząłem...
Postanowiłem nadrobić klasyki z uniwersum Star Wars i wypadło tak, że Kotor poszedł na pierwszy ogień. Jaka to przyjemna odmiana od wielu współczesnych gier, gdy człowiek nie spotyka kolejnych nudnych postaci na swojej drodze, które mają za zadanie zamęczyć gracza swoim bełkotem. Tu od początku są ciekawie zarysowane postaci, historia intryguje i powoli się rozwija, dialogi słucha się z przyjemnością, towarzyszy aż chce się poznać, a nie najchętniej wypierdolić ze statku jak ty patałachów w Starfieldzie. Ta gra to jest dla mnie miłość od pierwszego wejrzenia.
-
Cyfrowe zakupy growe!
Trochę dobroci wpadło na Gogu. Cuphead podrażnił moją ambicję, bo dostawałem takiego łupnia, że jakiś czas temu szybko się poddałem i zrobiłem zwrot. Teraz zacisnę zęby, najwyżej będę płakał w poduszkę i przeklinał wszystko na czym świat stoi, ale ukończę to cholerstwo. Zresztą sam kreskówkowy desing tej gierki mega mi się podoba, więc może to mi chociaż trochę osłodzi trudy, które napotkam na swojej drodze. Reszta tytułów to klasyki, które chce nadrobić. W Kotor i Jedi Knight nigdy nie grałem, a po nowym Jedi Survivor mam ochotę na kolejne gry z tego uniwersum. Z kolei na Bioshocki czaje się od dłuższego czasu, bo ukończyłem z dwa lata temu Bioshock Inifnite i bawiłem się przednio, więc przyszła pora na odwiedzenie kolejnych utopijnych cywilizacji schowanych gdzieś tam wysoko ponad chmurami albo w oceanicznych głębinach : )
-
Dead Space (Remake)
Niedługo zrobię podejście do trójki, bo Dead Space OG + remake ograne parę razy, dwójkę skończyłem raz ( jeszcze do niej wrócę, bo dobrze się bawiłem ) no i została mi ostatnia odsłona przygód Isaaca Clarke. Pierwszy DS to jest moja ulubiona gra, bo zawiera w sobie wszystkie elementy fabularne i gameplayowe, które cenie w grach. Jest grożna sekta, jest spotkanie z obcą rasą, statek kosmiczny, na którym Isaac walczy o życie niczym Ellen Ripley na Nostromo, jest świetny system walki, który opiera się na odpowiednim poruszaniu się w ciasnej przestrzeni i podejmowaniu szybkich decyzji. W jednego nekromorfa ciśniesz jakimś przedmiotem, drugiego pozbawisz kończyn by go trochę spowolnić i to cały czas w pełnym biegu, bo inaczej kreatury cię osaczą z każdej strony i będzie po wszystkim. W takim Callisto brakowało mi tej adrenaliny, którą dostarczają starcia w DS, bo tam się czułem jak na solówce z pałą w dłoni i powtarzaniu sekwencji uników lewo/prawo + dobitka z broni palnej. Callisto sprawiło, że bardzo szybko poczułem się komfortowo i do kolejnych starć podchodziłem bez większych emocji. Za to taki DS mnie wymęczył psychicznie i po każdej sesji z tą grą pragnąłem tylko końca tego koszmaru i cieszyłem się, że jestem coraz bliżej ucieczki z tego przeklętego statku. To samo odczucie towarzyszyło mi w rezydencji Bakerów w RE7. To są takie miejsca, z których chcesz za wszelką cenę uciec i nigdy do nich nie wracać, ale po skończeniu gry odkrywasz w sobie jakieś masochistyczne skłonności, bo szybko okazuje się, że pragniesz do nich wrócić. To jest esencja dobrze zaprojektowanego survival horroru, w którym lęk i poczucie zaszczucia idą w parze z poczuciem ulgi i tej chwilowej satysfakcji, że przetrwałeś kolejne starcie i powoli poruszasz się do przodu.
-
własnie ukonczyłem...
Star Wars Jedi: Survivor (PS5) Potrzeba mi było takiej gierki, przy której można się trochę wyluzować. System walki, elementy platformowe, fabuła, potyczki z bossami, lokacje, wszystko mi tu zagrało. Żaden z tych elementów nie jest jakimś topem w branży, ale wszystkie są zrealizowane dobrze i tworzą spójną, przyjemną w odbiorze całość. Szkoda trochę, że przez problemy techniczne ( które nadal są, ale nie psują odbioru całości w obecnym stanie ) gra zostanie głównie przez nie zapamiętana, a szkoda, bo to naprawdę dobry tytuł. Czekam na domknięcie trylogii przygód rudego Jedi, ale boje się trochę o to, że może nastąpić zmęczenie materiału pomimo przerwy w ogrywaniu kolejnych części. To samo miałem z serią Tomb Raider, przy której dobrze się bawiłem ogrywając 1 i 2 część, ale 3 już ledwo wymęczyłem do końca. Może te obawy są na wyrost, bo tu jednak fabuła, humor i postaci stoją na znacznie wyższym poziomie od przygód Lary Croft. Raczej koła na nowo nie wymyślą, bo i ta część stanowi raczej delikatną ewolucję w stosunku do pierwszej odsłony, ale może to i dobrze, bo Techland udowodnił, że można wzorcowo spieprzyć kontynuację gry, która miała naprawdę solidne fundamenty, więc liczę tylko na jakieś drobne zmiany, które będą się dobrze komponowały ze sprawdzonymi rozwiązaniami. Gierka kupiona za połowę ceny na promce i nie żałuje, bo nie warto wspierać procederu wypuszczania gier w takim stanie przez studio, za którym stoi bogata korporacja. Szanuje Respawn za to, że zrobili dwie dobre gry w tym uniwersum jak i za jedną z moich ulubionych strzelanek jaką jest Titanfall 2, ale wiem też, że nie są godni zaufania i lepiej wstrzymać się z zakupem ich przyszłych produkcji na premierę. Poza tym gierka będę miło wspominał i takie 7+/10 można dać.