Treść opublikowana przez Czokosz
-
ccu watch, rankingi sprzedażowe i inne metryczki
Wygląda na to, że ten druckmann-like to mocny kandydat do nagrody crapa roku.
-
Crimson Desert
Przecież to się od razu rzuca w oczy, że kolorystyka jest zbyt jaskrawa i środowisko jest prześwietlone. Zgadzam się z tym, że gra wygląda dobrze, ale na pewno nie zaszkodziłoby jej więcej kontrastu w otoczeniu i bardziej stonowane barwy.
-
Zakupy growe!
Wpadł klasyk do nadrobienia: No i moja ukochana seria Dead Space na kolejną platformę. Tutaj towar bez folii, Dead Space 1 i 2 stan bardzo dobry, 3 ma defekt wizualny z przodu, ale kosztowała coś koło trzech dych, więc nie będę narzekał. Grunt, że płyty w dobrym stanie i wszystko śmiga jak należy.
-
Crisol: Theater of Idols
Jakieś korekty z możliwością częstszego zapisu i ekonomią zasobów na pewno będą, bo widziałem na steamie dyskusje z devami. Ludzie im zgłaszają podobne problemy, Alvaro obiecują, że znajdą złoty środek i wprowadzą poprawki. Jeden gość napisał, że przed patchem było dobrze i na chuj to w ogóle ruszali. Z tym, że przed patchem na matyr zginąłem raz na przestrzeni całej gry. W porównaniu do was grałem na easy, więc zmiany były potrzebne. Małe studio, ich pierwsza gra, więc działają tak trochę po omacku i przechylają wajchę ze "zbyt łatwo" na "zbyt trudno", ale fajnie, że im się chce. Wprowadzą parę szlifów i będzie w sam raz.
-
Tormented Souls II
W SH2 remake były przyjemne zagadki i można było wybrać poziom trudności, więc jak ktoś się nie chciał męczyć, to ustawiał zagadki na łatwy i nie musiał główkować za długo. Dziwi mnie, że w TS nie spróbowali pójść tym tropem. Na easy/normal dać po prostu jakieś dodatkowe podpowiedzi albo nieco łatwiejszą konstrukcję łamigłówek.
-
Oglądam jakieś głupoty na yt i nagle mi mignęło Lego Island 2 na miniaturce. Fajnie s
Oglądam jakieś głupoty na yt i nagle mi mignęło Lego Island 2 na miniaturce. Fajnie się w to grało za dzieciaka i pamiętam, że zawsze mi smaka na pizzę robiła ta gra. To jeden z tych tytułów, o których zapomniałem na wiele lat i dopiero takie przypadkowe zetknięcie przypomniało mi o jego istnieniu.
-
własnie ukonczyłem...
Crysis To jedna z tych gier, w których od pierwszych sekund jest taki meksyk na ekranie, że nie ma czasu na myślenie. Lecimy w kilku chłopa na pokładzie wojskowego transportowca, przywódca na szybko przewija mi cel misji "jest jaskinia na wyspie, na której dzieje się coś niedobrego, koreańska armia ludowa próbuje odjebać coś grubego, rząd kazał nam ich powstrzymać". Nie ma czasu na zadawanie zbędnych pytań, klapa się otwiera, trzeba zakładać spadochron i lecieć ku nieznanemu. Oczywiście szybko musiało się coś spieprzyć. Spadochron się zacina, na szczęście kombinezon, w który wyposażony jest Nomad (główny bohater tej gry) amortyzuje upadek do wody. Każdy wylądował gdzie indziej, więc trzeba znależć kompanów. Niestety po kilku krokach kolejna przeszkoda w postaci koreańskiego patrolu. Udało się ich wyeliminować, następnie dotrzeć do zagubionej ekipy i nagle znikąd pojawił się jakiś kosmita, który rozwalił w drobny mak jednego z moich ziomków. Na wojnie nie ma czasu na rozpacz, więc przywódca kwituje to krótkim komentarzem w stylu "dziękujemy za służbę, bracie" i wysadza jego kombinezon, żeby nie wpadł w łapy koreańców. Przez parę godzin wysadzałem statki, artylerię, niszczyłem wrogie bazy, czołgi, walczyłem z przybyszami z obcej planety. Musiałem prowadzić czołg, ciężarówkę, łódż, a nawet statek powietrzy, bo zastrzelili pilota. Właśnie ten ostatni przykład, to taki typowy absurd rodem z amerykańskiego kina akcji. Pilot wyzionął ducha, statek zaczyna pikować w dół, paru gości patrzy po sobie i nagle leci dialog: Dowódca: Nomad przejmujesz stery Nomad: panie dowódco, ale ja nie jestem pilotem Dowódca: nikt z nas nie jest, siadaj i prowadż, bo się rozbijemy Oczywiście nie jest to żaden paniczny przelot, w którym próbujemy wylądować w najbliższym bezpiecznym miejscu. Żółtodziób pierwszy raz za sterami wykonuje akrobacje, których nie powstydziłby się doświadczony pilot, w międzyczasie strzela z działek do kosmitów i jeszcze osłania sąsiednie statki. Po udanej misji z ust dowódcy pada zdanie "masz do tego talent chłopie". Jakby Nomad grał w swoją pierwszą grę w życiu, to nawet jakby mu odpalić Sekiro i kazać ubić ostatniego bossa, to nie dość, że zrobiły to za pierwszym razem, to jeszcze pewnie pobiłby go w rekordowym czasie i nie dał się trafić. Wady są takie, że przeciwnicy mają sokoli wzrok. Można się schować w krzakach 100 metrów od bazy, a i tak padnie "tam jest, brać go!". Na szczęście kombinezon ma różne funkcje w rodzaju pola maskującego, które daje możliwość stania się niewidzialnym na kilkanaście sekund. Ten patent nieco wyrównuje szansę i pozwala przetrwać kryzysowe sytuacje. Gunplay jest raczej przeciętny (najgorszym etapem gry są starcia z ufolami, którzy są gąbkami na pociski) AI wrogów też często głupieje i dochodzi do śmiesznych sytuacji. Raz była taka akcja, że rzucili granat w moim kierunku, ale żle wymierzyli odległość, granat odbił się od ściany i wysadził ich wszystkich w powietrze xD Kocham Crysis za destrukcję otoczenia (jak chłop z helikoptera pierdolnie rakietą w budynek, to dach potrafi polecieć na łeb), za interakcję z otoczeniem (można wszystkim ciskać we wrogów, nawet puszką napoju z automatu) za piękną wyspę, dynamiczne tempo, które nie pozwala się nudzić ani przez sekundę. Są piękne nieoskryptowane sceny. Raz mi ostrzelali samochód, zjechałem nim z mostu, bo już się jarał, a przede mną była kolczatka. W locie wyskoczyłem z auta i spod tafli wody widziałem eksplozję, a po wpłynięciu resztki tego, co zostało ze zniszczonego pojazdu... Przez parę godzin zwykły chłop mojego pokroju może stać się Rambo. Za to właśnie kocham gry wideo.
-
własnie ukonczyłem...
Pamiętam, że jakiś czas temu chciałem kupić RE6 na steam, ale od początku byłem negatywnie nastawiony. Postanowiłem wybrać zakładkę recenzji "tylko pozytywne", żeby przeprogramować swój umysł i nabrać ochoty na ogranie tej części. Zaczynam czytać jedną recenzję za drugą, a tam ludzie pomimo zaznaczenia opcji "polecam" i tak cisnęli po tej grze, że chłam, że nie ma klimatu klasycznych odsłon, gameplay do dupy, gra tylko dla oddanych fanów serii itd. Mimo wszystko nadrobię łącznie z 5 odsłoną (jakiś czas temu porzuciłem w połowie) bo już pudła zamówione i nie ma odwrotu.
-
Cyfrowe zakupy growe!
Pamiętam, że pierwszy Far Cry mi się podobał za dzieciaka, ale był dla mnie za trudny i bałem się tych zmutowanych małp, o których wspominasz. Teraz będzie powrót po latach i myślę, że siądzie. Zresztą w Crysis jest podobnie, bo najpierw starcia z koreańskimi żołnierzami, a potem z ufolami. Początkowo jest takie dziwne wrażenie, gdy ciągle walczysz ludżmi i nagle pojawiają się sceny jak z filmu "Na skraju jutra" z Tomem Cruisem, ale szybko się idzie wkręcić.
-
Cyfrowe zakupy growe!
Właśnie kończę pierwsze Crysis i mi mało, więc dokupiłem kolejne części. Jeszcze wleciał na doczepkę Far Cry wyprodukowany przez to samo studio.
-
Crisol: Theater of Idols
4 marca wyszedł patch 1.1, który zmienił kompletnie balans gry. Teraz jest dużo trudniej, bo ludzie narzekali na brak wyzwania na wyższych poziomach trudności. Sam przechodziłem Crisol przed zmianami na hard i faktycznie było łatwo. Tu jest lista zmian: Overall difficulty has been rebalanced. Astillados are now faster, attack more frequently, deal more damage, and their legs are harder to break. Cirios and Crossbowmen now attack more frequently. Petreo damage increased. Dolores boss damage increased. Some resources have been removed from the game. Syringe healing reduced from 55 to 40 HP. Final Boss now deals more damage and attacks more frequently. Pistol now consumes more blood per shot. Shotgun effective range reduced. Difficulty Modes Martyr Mode: Enemy damage increased from 125% to 150%. Novice Mode: Less blood required to reload. From 75% to 50%.
-
Właśnie zacząłem...
Kupiłem Crysis na próbę no i muszę przyznać, że świetna jest ta gierka. Chyba zaraz dokupię resztę gier z serii, bo nadal są na promki na Gogu. Może i jest liniowo, ale podoba mi się to, że ciągle coś się dzieję. Wybuchy, strzelaniny, ratowanie zakładników, wysadzanie w powietrze strategicznych celów, do tego jakaś obca rasa pojawiła się na wyspie i kasuje moich kompanów jednego po drugim. Nie ma żadnych zapychaczy w postaci odbijania baz i odhaczania znaczników. Od początku jest wjazd w sam środek akcji i po 5 godzinach tempo jest cały czas tak samo intensywne jak na początku. Aż mi się Titanfall 2 przypomniał, który może nie miał długiej kampanii, ale była tak treściwa i zajebiście zaprojektowana, że z chęcią do niej wracam co jakiś czas.
-
Resident Evil 9 Requiem
@Josh Ciebie w ogóle jeszcze stresują takie gry, czy już podczas pierwszego podejścia lecisz na luzie i zaczyna się chłodna kalkulacja, zapamiętywanie, co gdzie jest, ile czego można zużyć i wyciąganie wniosków pod kolejne, trudniejsze przejścia ? Zawsze sobie tak wyobrażam tych wszystkich wyjadaczy podczas siedzenia w jakieś obsranej kanciapie z punktem zapisu i zbierania odwagi na wyjście z niej, żeby się kitrać po kątach przed stalkerem. Człowiek się boi pół kroku zrobić momentami, a oni lecą na wyjebce i obliczają jak najefektywniej i najszybciej pokonać dany etap. No ale to tylko wyobrażenie. Być może się mylę i dlatego pytam.
-
Resident Evil 9 Requiem
Spróbowałem wczoraj ten obłęd bez infinite ammo i podziękowałem po jakimś czasie spędzonym w klinice, bo to jednak bardziej zabawa dla wyjadaczy. Szkoda mi życia na matematyczne wyliczenia ile mogę zużyć nabojów, jaki mam czas reakcji na wyminięcie dwóch zombiaków albo ćwiczenie danej sekwencji do perfekcji, w której każdy możliwy ruch musi być wyliczony co do sekundy, bo inaczej zgon i od nowa. Moje wcześniejsze doświadczenie z innych gier z tej serii to normal i hard jako ostateczne wyzwanie. Poczułem się trochę jak ludzie, którzy wlatują w sosy typu 2 mln shu, a wcześniej trenowali na ostrym ketchupie tortexa.
-
(Nie)granie w gry
Aż się przypomina pewien rumuński miłośnik soulslajków oraz pogromca meneli, który tekstury w Ghost of Yotei oglądał przez lornetkę i narzekał, że gra wygląda chujowo.
-
Onimusha: Way of the Sword
Tak samo DMC miał być residentem. Za każdym razem kiedy umiera jakiś resident rodzi się nowa marka.
-
Resident Evil - temat ogólny, komentarze, plotki i inne
W moim przypadku była odwrotna kolejność, bo najpierw ograłem RE3R, a potem wjechałem w wersję OG i zdziwiony byłem, że on jest taki ślamazarny w porównaniu do klasycznej wersji. Pierwsza styczność z nim w RE3 OG i ledwo uszedłem z życiem. Myślałem, że go łatwo wymanewruje jak w rimejku, a tu ciągle leciał za mną sprintem i się nie chciał odczepić. Potem bałem się każdego następnego spotkania z nim, bo tak mi podnosił ciśnienie. W OG czuć, że to agresywny i zawzięty skurwiel. W RE3R nadal jest niebezpieczny i trzeba na niego uważać, ale to już nie ten sam rodzaj napięcia. Tak go pamiętam z RE3R: A tak z RE3 OG:
-
Resident Evil 9 Requiem
Jesteś pracownikiem salonu porsche, widzisz jakiegoś milionera w drogim garniaku, który przekracza próg i myślisz, że to kolejny z wielu bogaczy, którego hobby to licytowanie rzadkich dzieł sztuki, gra w golfa i opalanie się na jachcie. Tymczasem on podchodzi do ciebie, wyjmuje telefon i pokazuje ci na ekranie jakiś profil steam albo psn i mówi "będzie jakaś zniżka za platynę w RE9 ?". Trzeba by było prawilnie odpowiedzieć "jeśli wpadła bez żadnych ułatwień, to 10% zniżki...jeśli był obłęd na infinite ammo, to opuść ten salon cwelu w trybie natychmiastowym".
-
Crimson Desert
Już tam się sadzą niektórzy w komentarzach bez poznania kontekstu zaistniałej sytuacji. Może chłop miał dobry powód do tak gwałtownej reakcji, bo znowu musiał jeść przesoloną zupę ? Może urodzi się z tego jakaś afera ze strony lewicowych środowisk, która przyniesie odwrotny skutek od zamierzonego i jeszcze bardziej napędzi sprzedaż gry.
-
Onimusha: Way of the Sword
Chciałbym powrotu Jeana Reno.
-
ccu watch, rankingi sprzedażowe i inne metryczki
No ja już siedzę z popcornem i co minutę odświeżam steam charts... cóż za emocje.
-
własnie ukonczyłem...
F.E.A.R 3 Fear 3 to jedna z tych gier, w których od pierwszych minut czujesz, że smutni panowie w garniturach położyli łapska na kultowej marce. Gdyby to było zupełnie nowe IP, to nawet mogło by się wybronić, bo feeling strzelania jest przyjemny, kampania jest krótka i intensywna, czasem nawet robi się klimatycznie (nie na długo, ale jednak) i może nie podbiłoby rynku, ale uplasowałoby się gdzieś wśród solidnych strzelanek mieszczących się w widełkach 6-7/10. Niestety w przypadku tytułów tego typu zawsze porównujesz go do poprzedników. Tak samo było z Resident Evil 3 remake, który nie jest złą grą w porównaniu do innych tytułów z gatunku survival horror, ale na tle wydanego rok wcześniej Resident Evil 2 remake... Dla mnie Fear to nie tylko gra pełna wymagających starć, w której AI przeciwników mogłoby zawstydzić wiele współczesnych tytułów, ale również mroczna i samotna wędrówka pełna niepokojących motywów. Druga odsłona stopniowo zaczęła przesuwać akcenty w stronę większego nastawienia na elementy akcji, ale nadal była klimatyczną produkcją potrafiącą budować napięcie. Z kolei trzeci Fear tak zagapił się na większe i bardziej dochodowe marki, że gdzieś po drodze zgubił tożsamość całej serii. Jedną z przyczyn było prawdopodobnie to, że ś.p Monolith nie pracował nad tą grą i wzięło się za nią inne studio. Sprawa wygląda tak, że mamy solową kampanię, ale tak krótką że spokojnie można ją skończyć w jeden wieczór. Fear 3 był głównie projektowany pod tryb kooperacji dla dwóch graczy i myślę, że sporo traci podczas samotnej rozgrywki. Dorzucono dodatkowo rankingi, punkty, co chwilę pojawiające się komunikaty w stylu "ukończono wyzwanie zabij 3 przeciwników granatem elektrycznym". Dwa punkty z listy "co jest teraz modne na rynku gier" zostały odhaczone, ale trzeba było wprowadzić dalsze korekty. Przede wszystkim nie może być za ciemno. Wszystko musi zostać tak rozjaśnione, że nawet lokacje pozbawione innych żródeł światła poza latarką są tak jasne, że w sumie można wyłączyć samą latarkę, bo i tak wszystko doskonale widać. Są pastelowe kolory, generyczne lokacje, więc można dać pegi jak w przypadku kangurka kao, poszerzyć potencjalną liczbę odbiorców i sprzedać więcej kopii... a nie, czekaj...fear 1 i 2 sprzedały się lepiej. Jebany Excel znowu oszukał biedne korpo. Przeciwnicy to sekciarze, którzy biegną okładać uzbrojonego gościa pięściami albo dokonać allahu akbar w jego obecności z podpiętymi do klatki piersiowej ładunkami wybuchowymi. Są jeszcze wyszkoleni żołnierze, mechy będące gąbkami na pociski i jakieś potwory poruszające się na czterech łapach. Na plus to, że strzela się przyjemnie (jest regres w porównaniu do 1 i 2 części pod wieloma względami, ale nadal jest to dobry poziom) a sama gra jest na tyle krótka, że nie zdąży zmęczyć powtarzalnością starć. No i jest jeszcze jedyny, ostatni boss (są też mini bossy, ale tak gówniane, że równie dobrze mogłoby ich nie być) który został zrobiony kompletnie na odpierdol. Gigantyczne monstrum, które ma kilka krótkich sekwencji polegających na machaniu łapą w lewo i prawo, potem puszcza wiązkę laserową przez środek, na chwilę znika po władowaniu w niego kilkudziesięciu nabojów, pojawiają się trzy moby, trzeba się ich pozbyć... powtórz razy 20, teraz cutscenka, liczymy punkty do rankingu, dziękujemy za uwagę. Ogólnie jest to taki typowy, solidny i krótki akcyjniak dający trochę satysfakcji podczas tych 5-6 godzin rozgrywki. Na wyższych poziomach trudności przydaje się bullet time, trzeba korzystać z osłon, przeciwnicy nie są w połowie tak kumaci, jak ci w pierwszej odsłonie Fear, ale nadal stanowią wyzwanie. Taka tam gra bez większej historii, ale chciałem ją ograć, żeby domknąć trylogię i nie zostawiać niedokończonych spraw. Boli mnie w niej jeszcze to, że gdyby tam był jakiś dobry scenarzysta, to jest wątek Almy, eksperymentów, różnych nadprzyrodzonych/horrorowych motywów, które można byłoby wykorzystać w ciekawy sposób, a nie potraktować je po łebkach i stworzyć takie sztampową, nijaką opowiastkę, którą masz kompletnie w dupie na długo przed dotarciem do napisów końcowych. Jako gra FPS to 6/10, jako Fear 4/10.
-
Resident Evil 9 Requiem
Między premierą RE7/RE8 wyszły rimejki RE2 i RE3, więc już była taka sytuacja. Jak się spojrzy na premiery głównych odsłon serii, to przeważnie jest odstęp 4-5 lat, więc RE10 pewnie wyjdzie dopiero w 2030/2031. Ze dwa rimejki wydadzą w międzyczasie i każdy będzie zadowolony.
-
własnie ukonczyłem...
Przy grach typu Ninja Gaiden na wyższych poziomach trudności taki stan jest wskazany. Przeciwnicy są tak szybcy, że mrugniesz w złym momencie i całe podejście może chuj strzelić.
-
Resident Evil 9 Requiem
Wszyscy czekają na kolejne przygody Grace w RE10, a tymczasem wjeżdża Chris rozwalający zmutowane, ożywione za pomocą wirusa t głazy. Capcom jest do tego zdolny.