Zacznę niechronologicznie od gry, którą ukończyłem dzisiaj po raz trzeci, ale po raz pierwszy z dodatkami. Ogólnie ogrywam DS3 jakoś od grudnia zeszłego roku i co jakiś czas wracałem na kolejne przejście. Dodatki zaliczyłem parę dni temu przed zakończeniem podstawki i dziś rano zrobiłem szybki przelot do końca pokonując ostatnich bossów. Piękna gra pod kątem artystycznego projektu lokacji (od strony graficznej gorzej, ale w brzydsze gry się grało, więc tragedii nie ma) oczywiście musiały znaleźć się te pierdolone bagna jak zawsze w tego typu grach z ciągłym zatruciem od przebywania na podmokłym terenie. System walki skrojony idealnie pode mnie bo jest mniej dynamiczny i bardziej ociężały niż w takim Sekiro, w którym ciężko mi było z moim refleksem. Oczywiście tu też gra potrafi podkręcić w tempo w zależności od spotkanego moba albo bossa. No ale jakoś to szło mimo wszystko w miarę płynnie z rzadkimi momentami frustracji. Bossy fighty z podstawki wypadają różnie, ale parę fajnych walk się znalazło. Na wyróżnienie zasługuje na pewno Abyss Watchers, Pontyfik, Aldrich, bracia Lothric, Nameless King i ostatni Soul of Cinder. Na szczęście dodatki dowiozły wspaniałe i najbardziej wymagające walki w postaci starć z siostrą Friede, Gaelem i Midirem. Szczególnie ten ostatni odebrał mi smak życia i sprawił, że mam dość gier Miyazakiego na jakiś czas, ale jednocześnie doceniłem je jeszcze bardziej i na pewno coś tam jeszcze ogram w przyszłości od FS. Na plus piękny świat, przyjemny system walki, mnogość buildów (każde przejście robiłem innym) niektóre bossy, oldschoolowa rozgrywka, która nagradza ośli upór i chęć do nauki, ale jednocześnie karci za zbytnią pewność siebie i momenty bezrozumnego szarżowania na przeciwników. Na minus paru bossów wykonanych na odpierdol, wspominane na początku bagna, bardziej korytarzowe lokacje, które nie dają takiej satysfakcji z odkrycia jakiejś nieznanej ścieżki prowadzącej do nowej lokacji jak to miało miejsce w Bloodbornie. Do tego dziwne kroki prowadzące do ostatniego zakończenia, które jest chyba nie do zrobienia bez poradnika i które jakoś w połowie odechciało mi się robić. No i na koniec platyna wymagająca farmienia jakiegoś gówna w przymierzach. DS3 to moja ulubiona gra od FS zaraz po Bloodbornie. Jakiś czas temu odpaliłem drugie Ori w gp, ale miałem za dużo gier rozgrzebanych i wyszło tak, że finalnie nie ukończyłem tego tytułu. Jakoś po 2-3 latach postanowiłem wrócić do serii i zacząłem prawilnie od pierwszej odsłony. Na początku mocno się zdziwiłem bo pamiętam, że Ori 2 na normalu było dosyć przyjemną grą, a przy jedynce jakoś po godzinie siedziałem wkurwiony. Od początku miałem problem z ogarnięciem niektórych wyzwań platformowych i psioczyłem, że sterowanie zjebane i że niektóre etapy są źle zaprojektowane (znalazłem nawet recenzję jednego Zgreda na filmwebie i też o tym wspominał xD) no ale doszła do mnie w końcu taka autorefleksja, że za dużo marudzę i muszę się bardziej skupić. Potem jakoś to szło, ale i tak dziwi mnie ta sekwencja w mroźnej krainie, w której zginąłem dobre kilkadziesiąt razy i nie było nawet najmniejszej wskazówki odnośnie przytrzymania przycisku skoku nieco dłużej przez co kombinowałem jak koń pod górę i nawet myślałem, że może nie mam jeszcze odblokowanej jakiejś niezbędnej umiejętności na ten etap i jestem tu za wcześnie. No ale było też wiele takich wyzwań, które zrobiły na mnie duże wrażenie i dawały dużą frajdę po ich pokonaniu. Jest jeszcze walka, ale jest ona jedynie dodatkiem bo żadnych bossów tu nie ma, a są jedynie zwykłe moby, które służą za trampolinę bo póżniej odblokowuje się skill, który pozwala się od nich odbić i są jeszcze po to, żeby w niektórych sekwencjach platformowych bardziej człowieka wkurwić i utrudnić zadanie. Za bossa bardziej robią czasówki, w których trzeba uciekać przed lawiną, wodospadem czy tym dużym ptaszyskiem i nawet najmniejszych błąd sprawia, że trzeba zaczynać od nowa. Momentami naprawdę psycha wysiadała, ale też przychodziła taka myśl na koniec, że to może i dobrze, że jest tak trudno bo zawsze się trochę ten leniwy mózg rozrusza trochę. Jeszcze w dwójkę wjadę za jakiś czas bo po pierwszej odsłonie pozostał niedosyt. Fajna gra, momentami bardzo wymagająca, ale dałbym maksymalnie takie 7+/10. Na pewno mieli dużo fajnych pomysłów związanych z urozmaiceniem rozgrywki i movementu postaci, ale jednocześnie mam wrażenie, że nieraz za bardzo przekombinowali. Dla mnie jako całokształt bardzo przyjemny (i bardzo wkurwiający) przerywnik od dłuższych tytułów.