Jedno trzeba mu oddać - że poświęcił Pixel, a nie Szmatławca. Tylko pewnie na tym się kończą zalety tego jegomościa.
Przy czym i tak raczej w tamtym momencie nie miał żadnych szlachetnych pobudek, tylko zapewne obstawił, że hajs mu się będzie zgadzał w drugim przypadku. Dodatkowo można upychać tyle numerów specjalnych w cykl wydawniczy, ile wlezie i voila - jedna robótka, miesiąc wódka.