Skocz do zawartości
View in the app

A better way to browse. Learn more.

Forum PSX Extreme

A full-screen app on your home screen with push notifications, badges and more.

To install this app on iOS and iPadOS
  1. Tap the Share icon in Safari
  2. Scroll the menu and tap Add to Home Screen.
  3. Tap Add in the top-right corner.
To install this app on Android
  1. Tap the 3-dot menu (⋮) in the top-right corner of the browser.
  2. Tap Add to Home screen or Install app.
  3. Confirm by tapping Install.

własnie ukonczyłem...

Featured Replies

  • Odpowiedzi 14,6 tys.
  • Wyświetleń 1,5 mln.
  • Dodano
  • Ostatniej odpowiedzi

Top użytkownicy w tym temacie

Najpopularniejszy posty

  • Suikoden I & II HD Remaster: Gate Rune & Dunan Unification Wars [PS5] Przychodzę z sercem na dłoni. Otwarcie piszę, że dwa pierwsze Suikodeny kocham miłością szczenięcą. Drugą część kiedyś

  • Jak widze forumowych "wspierajacych" day 1:   czwartek, caly dzien, statusy na forum - gdzie ten ku.rwa kurier, zaje.bie ch.uja, juz czwartek a jeszcze go nie ma, no ku.rwa lepiej zeby byl przed we

  • Tomba! 2: The Evil Swine Return Special Edition [PS5] Wioska Rybaków, pierwsza lokacja z tej gry jest dla mnie jednym z najbardziej przytulnych zakątków, które w swoim growym życiu odwiedziłem. Uwi

Opublikowano
  • Ta odpowiedź cieszy się zainteresowaniem.

Crysis

zzrs20211018144645743jfvg.jpg

To jedna z tych gier, w których od pierwszych sekund jest taki meksyk na ekranie, że nie ma czasu na myślenie. Lecimy w kilku chłopa na pokładzie wojskowego transportowca, przywódca na szybko przewija mi cel misji "jest jaskinia na wyspie, na której dzieje się coś niedobrego, koreańska armia ludowa próbuje odjebać coś grubego, rząd kazał nam ich powstrzymać". Nie ma czasu na zadawanie zbędnych pytań, klapa się otwiera, trzeba zakładać spadochron i lecieć ku nieznanemu.

Oczywiście szybko musiało się coś spieprzyć. Spadochron się zacina, na szczęście kombinezon, w który wyposażony jest Nomad (główny bohater tej gry) amortyzuje upadek do wody. Każdy wylądował gdzie indziej, więc trzeba znależć kompanów. Niestety po kilku krokach kolejna przeszkoda w postaci koreańskiego patrolu. Udało się ich wyeliminować, następnie dotrzeć do zagubionej ekipy i nagle znikąd pojawił się jakiś kosmita, który rozwalił w drobny mak jednego z moich ziomków. Na wojnie nie ma czasu na rozpacz, więc przywódca kwituje to krótkim komentarzem w stylu "dziękujemy za służbę, bracie" i wysadza jego kombinezon, żeby nie wpadł w łapy koreańców.

Przez parę godzin wysadzałem statki, artylerię, niszczyłem wrogie bazy, czołgi, walczyłem z przybyszami z obcej planety. Musiałem prowadzić czołg, ciężarówkę, łódż, a nawet statek powietrzy, bo zastrzelili pilota. Właśnie ten ostatni przykład, to taki typowy absurd rodem z amerykańskiego kina akcji. Pilot wyzionął ducha, statek zaczyna pikować w dół, paru gości patrzy po sobie i nagle leci dialog:

Dowódca: Nomad przejmujesz stery

Nomad: panie dowódco, ale ja nie jestem pilotem

Dowódca: nikt z nas nie jest, siadaj i prowadż, bo się rozbijemy

Oczywiście nie jest to żaden paniczny przelot, w którym próbujemy wylądować w najbliższym bezpiecznym miejscu. Żółtodziób pierwszy raz za sterami wykonuje akrobacje, których nie powstydziłby się doświadczony pilot, w międzyczasie strzela z działek do kosmitów i jeszcze osłania sąsiednie statki. Po udanej misji z ust dowódcy pada zdanie "masz do tego talent chłopie". Jakby Nomad grał w swoją pierwszą grę w życiu, to nawet jakby mu odpalić Sekiro i kazać ubić ostatniego bossa, to nie dość, że zrobiły to za pierwszym razem, to jeszcze pewnie pobiłby go w rekordowym czasie i nie dał się trafić.

Wady są takie, że przeciwnicy mają sokoli wzrok. Można się schować w krzakach 100 metrów od bazy, a i tak padnie "tam jest, brać go!". Na szczęście kombinezon ma różne funkcje w rodzaju pola maskującego, które daje możliwość stania się niewidzialnym na kilkanaście sekund. Ten patent nieco wyrównuje szansę i pozwala przetrwać kryzysowe sytuacje. Gunplay jest raczej przeciętny (najgorszym etapem gry są starcia z ufolami, którzy są gąbkami na pociski) AI wrogów też często głupieje i dochodzi do śmiesznych sytuacji. Raz była taka akcja, że rzucili granat w moim kierunku, ale żle wymierzyli odległość, granat odbił się od ściany i wysadził ich wszystkich w powietrze xD

Kocham Crysis za destrukcję otoczenia (jak chłop z helikoptera pierdolnie rakietą w budynek, to dach potrafi polecieć na łeb), za interakcję z otoczeniem (można wszystkim ciskać we wrogów, nawet puszką napoju z automatu) za piękną wyspę, dynamiczne tempo, które nie pozwala się nudzić ani przez sekundę. Są piękne nieoskryptowane sceny. Raz mi ostrzelali samochód, zjechałem nim z mostu, bo już się jarał, a przede mną była kolczatka. W locie wyskoczyłem z auta i spod tafli wody widziałem eksplozję, a po wpłynięciu resztki tego, co zostało ze zniszczonego pojazdu...

Przez parę godzin zwykły chłop mojego pokroju może stać się Rambo. Za to właśnie kocham gry wideo.

Edytowane przez Czokosz

Opublikowano
50 minut temu, Czokosz napisał(a):

Można się schować w krzakach 100 metrów od bazy, a i tak padnie "tam jest, brać go!". Na szczęście kombinezon ma różne funkcje w rodzaju pola maskującego, które daje możliwość stania się niewidzialnym na kilkanaście sekund.

Gameplay Crysisa w dwoch zdaniach. Nadal lepszy benchmark wydajnosci kompa niz gra.

Opublikowano

Jeszcze wracając do Resident Evil 6 - zapomniałem wspomnieć, jak bardzo wkurzało mnie to przygotowanie gry pod coopa. Grałem sam i irytujące było to nawarstwienie momentów, że trzeba czekać na kompana sterującego AI, bo praktycznie każde drzwi trzeba otwierać razem, przesuwać rzeczy razem, podsadzać, przeskakiwać itd. Jak się gra we dwójkę to pewnie jest fajna wczuta i to tak nie przeszkadza, ale w pojedynkę jest to rzecz, która mocno spowalnia gameplay i po którymś razem po prostu nudzi.

Opublikowano
Godzinę temu, Czokosz napisał(a):

Crysis

zzrs20211018144645743jfvg.jpg

To jedna z tych gier, w których od pierwszych sekund jest taki meksyk na ekranie, że nie ma czasu na myślenie. Lecimy w kilku chłopa na pokładzie wojskowego transportowca, przywódca na szybko przewija mi cel misji "jest jaskinia na wyspie, na której dzieje się coś niedobrego, koreańska armia ludowa próbuje odjebać coś grubego, rząd kazał nam ich powstrzymać". Nie ma czasu na zadawanie zbędnych pytań, klapa się otwiera, trzeba zakładać spadochron i lecieć ku nieznanemu.

Oczywiście szybko musiało się coś spieprzyć. Spadochron się zacina, na szczęście kombinezon, w który wyposażony jest Nomad (główny bohater tej gry) amortyzuje upadek do wody. Każdy wylądował gdzie indziej, więc trzeba znależć kompanów. Niestety po kilku krokach kolejna przeszkoda w postaci koreańskiego patrolu. Udało się ich wyeliminować, następnie dotrzeć do zagubionej ekipy i nagle znikąd pojawił się jakiś kosmita, który rozwalił w drobny mak jednego z moich ziomków. Na wojnie nie ma czasu na rozpacz, więc przywódca kwituje to krótkim komentarzem w stylu "dziękujemy za służbę, bracie" i wysadza jego kombinezon, żeby nie wpadł w łapy koreańców.

Przez parę godzin wysadzałem statki, artylerię, niszczyłem wrogie bazy, czołgi, walczyłem z przybyszami z obcej planety. Musiałem prowadzić czołg, ciężarówkę, łódż, a nawet statek powietrzy, bo zastrzelili pilota. Właśnie ten ostatni przykład, to taki typowy absurd rodem z amerykańskiego kina akcji. Pilot wyzionął ducha, statek zaczyna pikować w dół, paru gości patrzy po sobie i nagle leci dialog:

Dowódca: Nomad przejmujesz stery

Nomad: panie dowódco, ale ja nie jestem pilotem

Dowódca: nikt z nas nie jest, siadaj i prowadż, bo się rozbijemy

Oczywiście nie jest to żaden paniczny przelot, w którym próbujemy wylądować w najbliższym bezpiecznym miejscu. Żółtodziób pierwszy raz za sterami wykonuje akrobacje, których nie powstydziłby się doświadczony pilot, w międzyczasie strzela z działek do kosmitów i jeszcze osłania sąsiednie statki. Po udanej misji z ust dowódcy pada zdanie "masz do tego talent chłopie". Jakby Nomad grał w swoją pierwszą grę w życiu, to nawet jakby mu odpalić Sekiro i kazać ubić ostatniego bossa, to nie dość, że zrobiły to za pierwszym razem, to jeszcze pewnie pobiłby go w rekordowym czasie i nie dał się trafić.

Wady są takie, że przeciwnicy mają sokoli wzrok. Można się schować w krzakach 100 metrów od bazy, a i tak padnie "tam jest, brać go!". Na szczęście kombinezon ma różne funkcje w rodzaju pola maskującego, które daje możliwość stania się niewidzialnym na kilkanaście sekund. Ten patent nieco wyrównuje szansę i pozwala przetrwać kryzysowe sytuacje. Gunplay jest raczej przeciętny (najgorszym etapem gry są starcia z ufolami, którzy są gąbkami na pociski) AI wrogów też często głupieje i dochodzi do śmiesznych sytuacji. Raz była taka akcja, że rzucili granat w moim kierunku, ale żle wymierzyli odległość, granat odbił się od ściany i wysadził ich wszystkich w powietrze xD

Kocham Crysis za destrukcję otoczenia (jak chłop z helikoptera pierdolnie rakietą w budynek, to dach potrafi polecieć na łeb), za fizykę (można wszystkim ciskać we wrogów, nawet puszką napoju z automatu) za piękną wyspę, dynamiczne tempo, które nie pozwala się nudzić ani przez sekundę. Są piękne nieoskryptowane sceny. Raz mi ostrzelali samochód, zjechałem nim z mostu, bo już się jarał, a przede mną była kolczatka. W locie wyskoczyłem z auta i spod tafli wody widziałem eksplozję, a po wpłynięciu resztki tego, co zostało zniszczonego pojazdu...

Przez parę godzin zwykły chłop mojego pokroju może stać się Rambo. Za to właśnie kocham gry wideo.

Pomyśleć, że gra ma prawie 20 lat a wygląda nadal ładnie, fizyka i interakcja z otoczeniem nadal lepsza niż w wielu dzisiejszych slopach.

Opublikowano
2 godziny temu, lukas_k96 napisał(a):

Jeszcze wracając do Resident Evil 6 - zapomniałem wspomnieć, jak bardzo wkurzało mnie to przygotowanie gry pod coopa. Grałem sam i irytujące było to nawarstwienie momentów, że trzeba czekać na kompana sterującego AI, bo praktycznie każde drzwi trzeba otwierać razem, przesuwać rzeczy razem, podsadzać, przeskakiwać itd. Jak się gra we dwójkę to pewnie jest fajna wczuta i to tak nie przeszkadza, ale w pojedynkę jest to rzecz, która mocno spowalnia gameplay i po którymś razem po prostu nudzi.

I tak jedną rzecz zrobili dużo lepiej niż w RE5: AI kompana i to, że praktycznie nie może zginąć. Ok, za jego niezniszczalność otrzymujemy niemalże bezużytecznego bota, który ledwo zadaje jakieś obrażenia przeciwnikom i niechętnie nam pomaga w kryzysowych sytuacjach, ale za to nie trzeba się martwić, że umrze jak skończona tzipa, no i nie marnuje pocisków do najlepszych broni też jak skończona tzipa, uważam to za sensowny kompromis. Pod tym względem troszkę lepiej wraca mi się do RE6 niż do RE5, ja lubię te gry przechodzić szybko i efektywnie, a nic mnie bardziej nie denerwuje niż powtarzanie po kilka razy sekwencji z zakręcaniem zaworów w rafinerii kiedy pojawia się dwóch majini z piłami mechanicznymi, a Sheva zamiast uciekać postanawia strzelać do nich tym swoim pistoletem na kulki, co kończy się wzięciem jej na dwa baty i momentalnym game overem. Takich momentów w RE5 jest dużo.

Opublikowano

Stellar Blade

Zanim sam sięgnąłem po tę produkcję, to oczywiście widziałem przeróżne zrzuty ekranu przedstawiające główną bohaterkę w kusych wdziankach i akrobatycznych pozach. Dlatego początkowo sądziłem, że gra ta nie ma wiele do zaoferowania i jest produkcją przede wszystkim dla spermiarzy. Jako że spotykałem się z samymi bardzo pozytywnymi opiniami, postanowiłem w końcu spróbować. Najpierw ograłem na Steam Decku demo, które mi się spodobało, pełną wersję kupiłem na PS5 Pro. Dość szybko stwierdziłem, że moje wyobrażenie o tej grze jest błędne i oprócz cycuchów oferuje bardzo dobry system walki, eksplorację, historię sci-fi i wizualia. Nie trwało to jednak długo. Słuchałem ostatnio recenzji Archona (arnh.eu) i dla niego (czy też dla redakcji, Archon czasem tylko robi za lektora recenzji) początek gry jest najsłabszy, a dopiero później Stellar Blade rozwija skrzydła. Ja mam zupełnie odwrotnie. Początek gry jest, moim zdaniem, najlepszy, tak jakoś do Xionu. Potem wpadają dwie wielkie otwarte, puste, nudne i pozbawione inspiracji lokacje, które mnie tak męczyły, że niejednokrotnie chodziło mi po głowie, żeby porzucić ten tytuł. Uważam, że otwarte lokacje nie służą tej grze i byłaby lepsza jako całkowicie liniowa i korytarzowa produkcja. Jakoś jednak przebrnąłem i nawet zrobiłem wszystkie zadania poboczne oprócz łowienia ryb (złowiłem jeszcze halibuta) i wyzwań fotograficznych. Wszystkie zadania to nudny fedex, robiłem to tylko dla expa.

Przez całą grę miałem nieodparte wrażenie, że gram w NieR Automata w domu. Inspiracje widać na każdym kroku, począwszy od pomysłów fabularnych, przez wygląd bohaterki po muzykę. I na niemal każdym polu jest to słaba imitacja NieRa. Muzyka wręcz mnie męczyła po pewnym czasie. To jakiś koreański elektropop z wokalami, ale to nie jest klasa Keiichiego Okaby, oj nie.

Fabularnie gra również nie porywa, historia jest dość przewidywalna i niczym szczególnym nie zaskakuje.

Ogólnie Stellar Blade jest dla mnie grą zbyt płytką, która nigdy nie wybija się ponad średniaka, tudzież niezłą produkcję (w zależności od etapu gry). Całość ratują system walki, walki z bossami oraz spermiarskie zbieranie strojów dla naszej Ewki (która, nie przeczę, jest petardą).

Daję 6.5/10.

Dołącz do dyskusji

Możesz dodać zawartość już teraz a zarejestrować się później. Jeśli posiadasz już konto, zaloguj się aby dodać zawartość za jego pomocą.
Uwaga: Twój wpis zanim będzie widoczny, będzie wymagał zatwierdzenia moderatora.

Gość
Dodaj odpowiedź do tematu...

Ostatnio przeglądający 0

  • Brak zarejestrowanych użytkowników przeglądających tę stronę.

Account

Navigation

Szukaj

Szukaj

Configure browser push notifications

Chrome (Android)
  1. Tap the lock icon next to the address bar.
  2. Tap Permissions → Notifications.
  3. Adjust your preference.
Chrome (Desktop)
  1. Click the padlock icon in the address bar.
  2. Select Site settings.
  3. Find Notifications and adjust your preference.